Dramione (miniaturka) Podróże w czasie część 4

Dramione (miniaturka) Podróże w czasie część 4Hermiona westchnęła cichutko, wchodząc do namiotu księżniczki, w którym także miała spać. Jej myśli krążyły wokół Ślizgona, który w końcu przestał wyzywać ją od szlam i okazał się w miarę miłym kompanem ich zwariowanej podróży. Kiedy kładła się spać, przed oczami miała jego stalowo — szare, zimne spojrzenie.

Ranek przywitał ich mgłą i nikłym Słońcem, więc szybko zwinęli obóz i ruszyli w dalszą podróż, do oddalonego o pół dnia jazdy przyczółka nad rzeką Bystrą, gdzie wedle swej woli Clarysa miała sprawdzić, jak idzie budowanie jej letniej rezydencji, do której miała zamiar udać się zaraz po ślubie z Gryffindorem, jak sama powiedziała do Hermiony.
Jazda okazała się o tyle uciążliwa, że skacowana panienka zamęczała wszystkich swoimi głupimi kaprysami. Gryfonce dodatkowo działało na nerwy zachowanie Dracona, który nagle stał się miły dla rozkapryszonej gówniary, więc kiedy dojechali wreszcie na miejsce, późnym wieczorem notabene, Hermiona miała minę niczym burza gradowa.
- Piękny wierzchowiec, panienko — rzekł jeden z żołnierzy, gdy tylko zatrzymała konia. Dziewczyna zarumieniła się i uśmiechnęła, dziękując niepewnie. - Pasuje do jakże uroczej damy. - młodzian podał jej rękę i już po chwili znalazła się w jego silnych ramionach, gdy zsunęła się z siodła. Obdarzył ją spojrzeniem, pod którego wpływem zarumieniła się jeszcze mocniej. Odwróciła się jednak, słysząc śmiech księżniczki i ujrzała pomagającego jej zsiąść Dracona.
W młodej Gryfonce zupełnie niespodziewanie zagotowała się krew na ten widok i ni z tego, ni z owego postanowiła przyjąć towarzystwo całkiem przystojnego rycerza. Draco i tak z resztą nie zwracał na nią żadnej uwagi, zajęty Clarysą.
- Głupek — pomyślała ze złością, siadając na niewygodnym krześle podsuniętym jej przez towarzysza.
- Jam William — rzekł, olśniewając ją kolejnym czarującym uśmiechem.
Hermiona spłonęła rumieńcem niczym młody pomidorek, ale nie odwróciła wzroku, przedstawiając się wyraźnie.
- Panienka zaiste jest urodziwa. Jak długom żyję, jeszczem nie spotkał tak zacnej białogłowy.
- Dziękuję — bąknęła.
- Zaiste, rzekłem przeto jeno to, co me serce rzecze cicho... Czuję, że gdybym tylko mógł, zdobyłbym ja wszechno gwiazdy co na nieboskłonie są, by ciebie nimi obdarować...
- Jesteś aż nadto miły — zaśmiała się.
- Bowiem taką boginię, jako ty jesteś, trza pod niebiosa wynosić, gdyż zdaje się, iż sam anioł na ziemski ten padół zstąpił z boskich zastępów — powiedział powoli, patrząc jej głęboko w oczy i nalewając wina do kielicha. Śmiech dziewczyny poniósł się srebrzystym dźwiękiem pod rozgwieżdżonym niebem, wreszcie zwracając uwagę przystojnego blondyna, który ze zdumieniem spojrzał na swą szkolną koleżankę, bezwstydnie adorowaną przez jakiegoś chłystka. Zacisnął dłonie na sztućcach, aż zbielały mu knykcie, jednocześnie zupełnie ignorując mówiącą coś do niego Clarysę

Gdy uczta się skończyła, zerwał się ze swego miejsca, zostawiając przy stole oburzoną jego zachowaniem dziewczynę i żwawym krokiem podszedł do roześmianej Gryfonki. Objął ją czule w pasie, zupełnie nie reagując na jej wzdrygnięcie się, gdy poczuła jego dłoń na swoim biodrze.
- Pani moja, czy ten młodzik napastuje twą osobę w jakiś sposób? - zapytał spokojnie, trzymając dziewczynę blisko przy sobie tak, by nie mogła się wyrwać. Wzdrygnęła się, czując jego ciepły oddech na swoim karku.
- Nie, wszystko w porządku — odparła trzęsącym się głosem.
- Co innego mi się zdawało, moja miła...
- Ty, żeś jej małżonkiem? - zdziwił się William, mierząc przeciwnika uważnym, acz niezbyt pewnym spojrzeniem.
- Przyrzeczony jej! - warknął Draco. - Jakim prawem śmiesz wybrance mojej komplimenta prawić?
- Ja, żem nie wiedział, że ona już przyrzeczona, a i ona słowem nie wspomniała! - przestraszył się chłopak.
- Ileś wiosen już przeżył?
- Czternaście, mój panie. Jeden miesiąc temu pasowali mnie na rycerza, jako żem z rycerskiej rodziny.
Hermiona wytrzeszczyła na niego oczy, zdając sobie gwałtownie sprawę z tego, że nieomal zgodziła się iść do łóżka z młodszym od siebie!
- Zmiataj stąd! - syknął Ślizgon, patrząc wrogo na młodego. Ten zmył się jeszcze szybciej niż podeszła do nich rozzłoszczona Clarysa.
- Straszysz moich rycerzy, mój panie! - zgłosiła natychmiast pretensje, patrząc potępiająco na chłopaka. Ten jednak nie przejął się jednak zbytnio tą naganą, bo wzruszył tylko ramionami i powiedział:
- Lepiej udaj się już na spoczynek, pani, bo jutro czeka nas długa droga...
- Bym poszła spać, potrzebuję mej służki! - prychnęła ze złością.
- Tym razem będziesz musiała obejść się bez niej!
- Ale ja nie potrafię!
- A więc czas najwyższy się nauczyć!
Clarysa wytrzeszczyła na niego oczy z oburzenia, a następnie odeszła do swego namiotu, mamrocząc coś pod nosem. Draco pociągnął Hermionę na drugi koniec obozu. Dopiero tam zdołała mu się wyrwać. Gdy tylko to zrobiła, zamachnęła się i uderzyła blondyna w twarz.
- A tobie co odpierdala, kretynie? - warknęła, patrząc na niego ze złością.
- Ratuję ci tyłek, Granger! Powinnaś być mi za to wdzięczna, a nie lać mnie po mojej przystojnej twarzy! To już drugi raz w ciągu naszej znajomości!
- Oj, bo oberwiesz raz jeszcze! - zagroziła. - Gadaj! W co ty pogrywasz?
- Przecież mówię — zirytował się. - Ratuję ci dupę!
- Niby przed czym? - zdumiała się.
- Przed tym, co przed chwilą chciałaś zrobić! Jeszcze chwila, a wylądowałabyś w łóżku tego małolata, a potem pewnie przylazłabyś do mnie z płaczem, gdyby zrobił ci bachora i musiałbym użerać się z waszą dwójką!
- Miałam ochotę na coś takiego! - syknęła wściekle. - I skąd w ogóle pomysł, że zrobiłby mi dziecko?
- Bo nie wygląda na takiego, który wie, w którym momencie wyciągnąć!
- A ty niby wiesz? Co ty w ogóle jesteś? Obrońca uciśnionych? Dałbyś sobie spokój, ośmieszasz się tylko!
- Granger! Zastanów się! Co powiedziałabyś Łasicowi, gdyby jednak udało nam się wrócić, a ty byłabyś w ciąży? On najpewniej nie uwierzyłby, że to nie moje dziecko, a Potter tylko by go poparł... Poza, tym jeśli faktycznie chcemy wrócić do naszych czasów, to może wreszcie zaczęłabyś myśleć głową, a nie swoim krokiem, Granger!
- To samo tyczy się twojego ptaszka! - odcięła się, czując, że się czerwieni.
- Ah, tu cię boli! - wykrzyknął triumfalnie. - Sądzisz, że mam ochotę zerżnąć tę dziwkę, co?... Daj spokój, ona jest już tak rozepchana, że nic tam po mnie.
- Więc po co ją tak obskakujesz?
- To się nazywa dobre wychowanie! Myślałem, że kto jak kto, ale ty doskonale będziesz znać to określenie, mała Gryfonko!
- A ja myślałam, że to właśnie ty go nie znasz! - wycedziła przez zęby.
- Nie przeginaj, Granger... - warknął, celując w nią oskarżycielsko palcem.
- Nie boję się ciebie, Malfoy! - pisnęła.
- A powinnaś. Bo jestem tu twoim jedynym sojusznikiem i bardzo niemądrze byłoby z twojej strony, gdybyś zmieniła go we wroga.
- Więc zacznij wreszcie ze mną współpracować, ty nadęty, głupi Ślizgonie, a nie non — stop odpychać od siebie! - żachnęła się.
- Jeśli chcesz, to mogę mocno pogłębić naszą znajomość — mruknął ponętnie, przyciągając ją do siebie. Zamknął ją w mocnym uścisku swoich silnych ramion i spojrzał na nią z góry, puszczając jej oczko.
- Jesteś głupi, wiesz? - mruknęła, starając się go nie dotykać, co w tej pozycji nie było łatwe. Jego dotyk rozgrzewał całe jej ciało w jakiś nieznany dotąd sposób.
- Chcesz tego? - nachylił się tak, że ich usta znalazły się niebezpiecznie blisko.
- Miesiąc temu nazywałeś mnie jeszcze szlamą — powiedziała cicho.
- Niektórzy się zmieniają...
- To prawda, lecz nie znaczenie bolesnych słów — przytaknęła.
- Zgadza się... Lecz mogą już nie zostać wypowiedziane nigdy więcej — szepnął jej do ucha, a ona wzdrygnęła się z przyjemnością. - Pomyśl, że z czasem może być jeszcze milej.
- Dlaczego to robisz?
- Bo jesteś najładniejszą dziewczyną, jaką tu spotkałem, Granger. Poza tym ty w przeciwieństwie do innych, dbasz o swoją higienę, no i też jesteś z Hogwartu, co bardzo ułatwia mi sprawę... No i wiem, czego mogę się po tobie spodziewać...
- Uważasz, że jestem ładna? - zdumiała się.
- Całkiem znośna, jeśli nie kłapiesz tyle dziobem — zaśmiał się cicho. - Poza tym dobrze byłoby być blisko siebie, jeśli Łasicowi jednak uda się odwrócić tor tego zaklęcia.
- I w związku z tym jesteś w stanie poświęcić swoje ślizgońsko - malfoyowskie przekonania i być ze mną?
- Nie mów hop... Ale, tak... Dużo na to wskazuje, Granger. Tyle że nie obiecuję ci, że nastąpi to już w tej chwili... I nie obiecuję, że będę czułym i romantycznym partnerem, bo to nie leży w naturze ani Ślizgonów, ani tym bardziej Malfoyów... Będę jednak obok, by obronić cię przed niebezpieczeństwem.
- A jeśli wrócimy? Co wtedy? - zapytała jakoś tak smutno.
- Jeszcze nie wiem, ale pewnie coś wymyślę... Chociaż nie... Wiem.
- Co takiego? - zainteresowała się natychmiast.
- Dam Weasleyowi w mordę za to, że jest na tyle głupi, by rzucać nieznane sobie zaklęcie.
Hermiona parsknęła niepowstrzymanym śmiechem, czując, że pobyt w mrocznym średniowieczu chyba nie będzie aż tak nudny, jak podejrzewała...

2 416 czyt.
100%131
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1778 słów i 9696 znaków, zaktualizowała 3 gru 2016.

1 komentarz

 
  • Juliaaajl

    Juliaaajl · 25 gru 2016

    Świetne opowiadania! Kiedy next?