Dramione - niechciany obrońca rozdział 25

Dramione - niechciany obrońca rozdział 25Starszy Malfoy rzucił się w bok, słysząc gwałtownie otwierane się drzwi i ciągnąc za sobą dziewczynę, przez co uniknął wymierzonego w siebie oszałamiacza. Stanął natychmiast pewniej na nogach, osłaniając się dziewczyną.
- Odłóż różdżkę, synu, albo twoją sucz spotka niezbyt miły los! - zagroził.
- Po co ci ona?
- Podobno z niej dobra kurwa, więc mógłbyś wreszcie podzielić się nią z ojcem!
- Lepiej odsuń się od niej, ty zapijaczony skurwielu, albo wylądujesz u Czarnego Pana! - warknął wściekły Draco, nie opuszczając różdżki, choć czuł, jak zimny pot spływa mu po plecach.
- Nie będzie już taka ładna, gdy z nią skończę!
- Zostaw ją! - wydarł się, starając się nie pokazać mu, jak bardzo się o nią boi, ale Lucjusz zgrabnie wyczuł szarpiące młodzieńcem emocje.
- Boisz się o nią! - prychnął wyniośle, z pogardą patrząc na swego syna. - Tylko mi nie mów, że się w niej zakochałeś! Albo ześ zrobił jej bachora, a teraz wielce poczuwasz się do roli tatusia! - zadrwił, patrząc na syna. Blondyn jednak nie odpowiedział, tylko zacisnął mocniej szczęki, a Hermiona zaczęła się czuć tak, jakby ktoś nagle wyrwał jej kawał serca, bo miała nadzieję, że Draco coś powie w jej dalszej obronie. - No?!
- Nie jestem tobą, ojcze! - wycedził w końcu jadowicie. - Nie daję swojej spermy na prawo i lewo!... Zaskoczony? A co, myślałeś, że twoje liczne zdrady nie ujrzą światła dziennego? Myślałeś, że o niczym nie wiem? Ooo! Doskonale wiedziałem i głupi ja, taiłem wszystko przed matką, by oszczędzić jej tego upokorzenia. Może gdybym jej to wyjawił, to dzisiaj jeszcze by żyła... Tyle że ona cię niestety kochała!
- Zamilcz, niewdzięczny gówniarzu! - wydarł się Lucjusz, nagle popychając Hermionę w stronę zdumionego syna. Ten złapał dziewczynę i zasłonił ją własnym ciałem, bo jego ojciec wyglądał, jakby dostał ataku prawdziwego szału. - Jesteś niczym, Draconie! Niczym, powtarzam!... Nie dorastasz mi do pięt! A ta suka, która śmiała nazywać się moją żoną... Żałuję, że to nie ja ją zabiłem!...
Jego ostatnie słowa okazały się jednak jego największym błędem, bowiem kochający matkę Draco, rzucił w niego potężną Drędwotę, a potem doprawił Expelliarmusem, który wyrzucił Lucjusza w górę. Upadł z głuchym tąpnięciem, tracąc przytomność. Z jego głowy pociekła strużka krwi. Przestraszona Hermiona pisnęła i zakryła sobie usta dłonią. Lucjusz odzyskał przytomność wraz ze zdolnością ruchów już w chwilę później, gdy syn ocucił go potężnym kopniakiem w żebra.
- Wynoś się stąd, skurwielu! - warknął, podnosząc rodzica za kołnierz i wyrzucając go na korytarz. - Jeszcze raz wtargnij do moich komnat, łamiąc ochraniające ją zaklęcia i tknij jakąkolwiek moją własność, a potraktuję cię Avadą!
- Czarny Pan cię za to ukarze! - wydukał Lucjusz, z trudem podnosząc się z ziemi obolały i mocno wymiętoszony.
- Nie byłbym tego taki pewien! - usłyszeli głos Mcnaira, który właśnie zmierzał w ich kierunku z dość groźną miną. - Lucjuszu, nie zjawiłeś się dzisiaj na akcji dowodzonej przez swego syna, a potem nie wyjaśniłeś naszemu panu przyczyny twojej nieobecności... Ponadto wbrew zakazowi Czarnego Pana złamałeś zaklęcia ochronne komnat Dracona i śmiałeś podnieść rękę na jego żywą własność bez jego zgody... Czarny Pan w swej nieskończonej wiedzy wyczuł to wszystko, dlatego też polecił mi, bym przyprowadził cię do Sali Tronowej na proces, który ma się tam odbyć... Twój syn będzie twoim oskarżycielem... Draco, za pół godziny w Tronowej... A teraz... - powiedział Mcnair, a z jego różdżki wystrzeliły cienkie więzy, które natychmiast skrępowały Lucjuszowi dłonie za plecami. - Idziemy!
Draco wrócił do środka i natychmiast zaczął uspokajać roztrzęsioną dziewczynę, a gdy wreszcie mu się to udało, napoił ją niewielką dawką Eliksiru Słodkiego Snu, ułożył w swej sypialni i wyszedł z komnat, zabezpieczając je jeszcze silniejszymi zaklęciami ochronnymi, niż dotychczas.

Hermionę obudził jakiś czas później wrzask mężczyzny, który rozległ się nagle gdzieś w głębi zamku. Przestraszona usiadła na posłaniu, rozglądając się nerwowo, ale ciemność w sypialni uniemożliwiała jej dojrzenie czegokolwiek. Jedynym jaśniejszym punktem była szpara pod drzwiami prowadzącymi do salonu, gdzie palił się kominek. Starając się opanować drżenie ciała, zaczęła się zastanawiać, czyim mógł być owy krzyk. Miała nadzieję, że nie należał on ani do Draco, ani do Charliego...
Chciała już wstać z łóżka, gdy wtem drzwi do sypialni otworzyły się cichutko i do środka niczym duch wsunął się młody Malfoy. Kiedy jednak spostrzegł, że jego ukochana się obudziła, jednym machnięciem różdżki, zapalił świece.
- Dlaczego nie śpisz? - zapytał ją miękko.
- Bo obudził mnie czyjś wrzask... Co to było?
- Mój ojciec został ukarany — odparł lakonicznie, siadając przy niej na skraju łóżka i wtulając twarz w jej pachnące i miękkie włosy.
- Ale dlaczego aż tak wrzeszczał? - zainteresowała się.
- Bo stracił rękę i oko.
- Dlaczego?! - zapytała przerażona.
- By już nigdy nie spojrzał na niczyją własność ani nie wyciągnął po nią ręki — wyjaśnił, krzywiąc się lekko na wspomnienie procesu, a przede wszystkim kary, jaką Czarny Pan wymierzył Lucjuszowi.
- Jestem twoją własnością?
- Jesteś — potwierdził. - Własnością mego parszywego, robaczywego serca, Miona. I już nigdy cię nie opuszczę, choćbym przez to miał zabić Weasley'a, Kruma i wszystkich, którzy staną nam na drodze do naszego szczęścia.
- Kocham cię — wyszeptała, wtulając się w jego opiekuńcze ramiona.
- A ja ciebie, zwariowana Gryfonko ze ślizgońskimi naleciałościami — zaśmiał się, całując ją w czoło.

2 151 czyt.
100%41
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1065 słów i 5991 znaków, zaktualizowała 12 gru 2016.

1 komentarz

 
  • Juliaaajl

    Juliaaajl · 26 gru 2016

    Dalsza cześć kiedy?   

    Opowiadanie cudne