Dramione - podwójne życie 11

Gdyby tak na drugi dzień zapytać jej, gdzie była wczorajszego wieczora, odpowiedziałaby, że na koncercie rockowym. Lecz na pytanie „Co grali?” raczej nie potrafiłaby już udzielić poprawnej odpowiedzi! Choć od koncertu minęło już kilka godzin, to dalej nie potrafiła pozbyć się tego otępienia ze swojego umysłu. Chodziła po salonie Prefektów Naczelnych niczym kiepski automat. W tym natłoku kompletnie sprzecznych myśli wiedziała tylko kilka rzeczy. Po pierwsze, że jest cholernie dumna z Malfoy’a, po drugie, że zapad adrenaliny w końcu kiedyś się skończy, a ona po prostu padnie ze zmęczenia, a po trzecie, że właśnie jest niedziela i na całe szczęście nie musi jeszcze zaprzątać sobie głowy nauką, bo wiedziała, że tego dnia raczej na pewno nie udałoby jej się skupić na powtórkach materiału...
- Hermiono? – usłyszała za plecami zachrypnięty głos Dracona. – Co ty robisz?
- Chodzę – odparła.
- Widzę, kociaku, tyle że jest szósta rano, a my dopiero dwie godziny temu wróciliśmy. Czemu nie kładziesz się spać? Na pewno jesteś zmęczona...
- Nie mogę usnąć. To twoje granie w mugolskim świecie jest dla mnie tak nowe, że nie mam pojęcia, jak sobie z tym wszystkim poradzić – wyznała. Draco popatrzył na nią i podszedł doń szybko, obejmując czule ramieniem.
- Zaskoczyłem cię, wiem i przepraszam. Zdecydowałem się na taki krok, bo gdybym po prostu ci o tym powiedział, najpewniej nie uwierzyłabyś mi, a mnie naprawdę zależy na tym, byś była w tym moją sojuszniczką. Jesteś jedyną osobą z naszego świata, która wie, co robię...
- Czemu nikomu o tym nie powiedziałeś? – zainteresowała się. – A twój ociec? Też nie wie?
- Nie, Hermiono, nie wie... A czemu nie powiedziałem? Jemu, bo wciąż zmaga się ze śmiercią mojej matki, a reszcie... No cóż, nie mam już przyjaciół. Odeszli...wtedy gdy najbardziej potrzebowałem ich pomocy – powiedział.
- Przykro mi, że tak cię zawiedli...
- Twoi ciebie też – mruknął. – Ale teraz mamy nareszcie siebie i kompletnie nic już tego nie zmieni!
Hermiona obdarowała go ciepłym uśmiechem i ufnie wtuliła się w jego ramiona. Usiedli więc na sofie i pozostali w tej pozycji i milczeniu przez kilka następnych minut, aż w końcu całe zdenerwowanie i podniecenie wyparowało z Gryfonki, i usnęła, przytulona do klatki piersiowej Malfoy’a. Było mu dobrze, czuł cudowne ciepło jej boskiego ciała, ale wiedział, że jeśli zasną na sofie w takiej pozycji, obudzą się mocno niewyspani i przede wszystkim obolali. Odsunął więc ostrożnie śpiącą brunetkę, wstał i wziął ją na ręce. Zaskoczyło go, że była taka leciutka. Niosąc ją do swojej sypialni, zastanawiał się, czy uwielbiająca się uczyć dziewczyna pamięta czasami o takim drobnym, ale jakże ważnym elemencie, jakim jest jedzenie... Postanowił ją wobec tego przypilnować i kropnął się tuż obok niej. Natychmiast się uśmiechnął, gdy drobna dłoń dziewczyny owinęła mu się wokół talii w tak bardzo naturalny sposób.
Obudzili się kilka godzin później, mniej więcej równocześnie, koło południa. Miona mruknęła, przeciągając się i otworzyła oczy. Z uśmiechem spojrzała na wciąż pogrążonego w śnie Ślizgona i nachyliwszy się, delikatnie pocałowała go w policzek. Zerknęła z ciekawością na jego zegar ścienny i stwierdziła z lekką goryczą, że zaspali na śniadanie... Zaczęła wygrzebywać się spod śliskiej satynowej pościeli, której w jej mniemaniu było cokolwiek za dużo, gdy nagle silna ręka Dracona przyciągnęła ją z powrotem do siebie.
- Mogę wiedzieć, gdzie to się wybierasz? – wymruczał jej ponętnie do ucha i całując w szyję. Zachichotała pod wpływem tej delikatnej pieszczoty i odwróciła się w jego stronę z szerokim uśmiechem na ustach.
- Chciałam iść do łazienki – wyznała, całując go w nos.
- Aha... Która godzina?
- Dwunasta... Zaspaliśmy na śniadanie.
- Nic nie szkodzi – machnął lekceważąco ręką. – Na obiedzie i tak jest więcej osób, a ja chcę usiąść z tobą przy stole Ślizgonów.
- A czemu nie przy moim? – obruszyła się żartobliwie.
- Bo ja siedzę sam, co daje nam więcej intymności, a gdybyśmy usiedli przy twoim, natychmiast otoczyliby nas twoi przyjaciele.
- A co w tym jest takiego złego?!
- Chcesz jeszcze więcej zamieszania? Bo wydaje mi się, że i tak tego nie unikniemy, kiedy wejdziemy tam złączeni za ręce.
- To naprawdę smutne, że po tym wszystkim, co przeszedłeś ze swoimi przyjaciółmi, oni tak po prostu odeszli, Draco...
- Nie byli prawdziwi – mruknął, kręcąc głową. – Dla nich liczyły się tylko moje pieniądze. Teraz, po wojnie, gdy Ministerstwo skonfiskowało nam ich część, jako zadośćuczynienie za straty moralne, jakich przysporzyliśmy społeczeństwu, nie jesteśmy już tak bogaci, jak kiedyś.
- Wiesz dobrze, że mnie to nie przeszkadza – powiedziała, wtulając się w niego nad wyraz mocno.
- Połamiesz mi kości – jęknął, po czym odwrócił ją tak, że znalazła się pod nim. – Kocham cię, Hermiono.
- A ja ciebie, Draco!
Czas do obiadu spędzili w atmosferze lekkiego przygnębienia wywołanego tematem ich rozmowy. Zebrało im się bowiem na zwierzenia, dzięki czemu Hermiona dowiedział się, co Draco przeżywał, służąc u Czarnego Pana, jakie tortury musiał znosić i jak poradził sobie ze śmiercią matki. On z kolei dowiedział się sporo o jej dzieciństwie, o poszukiwaniu Horkruksów i jej nieudanym związku z Weasley’em.
- Przepraszam, że wtedy w Malfoy Manor nie zrobiłem nic, gdy Bella cię torturowała – powiedział w końcu smutno.
- Przecież nie miałeś wyjścia i ja cię za to nie obwiniam... Przecież gdybyś coś zrobił, on by się wściekł.
- I tak to zrobił – wyznał. – Tyle dobrze, że do perfekcji opanowałem oklumencję i nie był w stanie dowiedzieć się, że rozpoznałem Potter’a pod tą zmienioną postacią. A właśnie... Jakiego zaklęcia wtedy użyłaś?
- Zdaje się, że żądlącego. Niewiele pamiętam z tamtej ucieczki... – spojrzała na zegar. – Zdaje się, że chyba już możemy iść na obiad, prawda?
- Oczywiście... Nieźle ich zaskoczymy, co? – zaśmiał się, wstając z sofy w salonie, na którą w końcu się przenieśli jakiś czas temu.
- Zwłaszcza Potter’a i Weasley’a.
- Chyba przestałaś ich lubić, co?
- Nie ma już Wielkiej Trójcy, Draco. I wątpię, by jeszcze kiedykolwiek się odrodziła – wyznała szczerze. – Nie po tym, co oboje zrobili.
- Zawsze uważałem, że tych dwóch to kretyni, ale ty nie chciałaś mnie słuchać...
- To był jeden z moich poważniejszych błędów, Malfoy – prychnęła śmiechem, gdy wyszli z komnat. Ruszyli w stronę Wielkiej Sali, w ogóle się nie spiesząc. Po drodze minęli kilku maruderów, którzy zmierzali w tym samym kierunku i za każdym razem słyszeli zza sobą zdumione głosy uczniów.
W Wielkiej Sali jak zawsze panował gwar ożywionych rozmów, lecz gdy weszli do środka, nawet nauczyciele umilkli, zdekoncentrowani niecodziennym dla nich widokiem. W całej historii Hogwartu nie zdarzyło się bowiem jeszcze, by dwóch tak zakamieniałych wrogów trzymało się za ręce i patrzyło na siebie z takim uczuciem! Tymczasem jednak ta niezwykła para zupełnie nie zwracając uwagi na świdrującą im w uszach ciszę i wpatrzone w nich setki spojrzeń, ruszyła ku stołowi Slytherinu, przy którego końcu usiedli. Hermiona chwyciła za chochlę z wybornym kremem pieczarkowym i nalała sobie szczodrze. Zaczęła jeść, choć miała wrażenie, że obiad najpewniej stanie jej ością w gardle, jeśli nie przestaną się tak na nią gapić!!!

- Jestem ciekawa, kiedy wreszcie przestaną się na nas tak natarczywie gapić! – mruknęła jakiś miesiąc później, gdy zainteresowanie jej związkiem z Malfoy’em wcale nie opadło, a czasami wręcz chyba przybierało na sile!
- Tak...ja też sądziłem, że zajmie im to co najwyżej dwa tygodnie i przerzucą się na coś lub kogoś innego, ale najwyraźniej się przeliczyłem. Ale nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę, że z nikim się o to nie założyłem, bo poniósłbym sromotną klęskę – odparł natychmiast Draco, czytając przy śniadaniu Proroka. Był środowy poranek i za pół godziny miały się zacząć lekcje.
- Bierzcie przykład z luny. Ona zdaje się, że nawet nie zauważyła tego, że jesteście razem – powiedziała Wiewióra, przysiadając się do zakochanych. Oboje spojrzeli na nią zdumieni, ale ona tylko wzruszyła ramionami, mówiąc. – No co? Nie mam zamiaru siedzieć przy jednym stole z Potter’em i Ronem. Już wolę tutaj, skoro i tak spotykam się z jednym ze Ślizgonów.
- Ja ci się dziwię, Draco – mruknęła brunetka.
- Czemu?
- Jak ty to wytrzymujesz? Przecież to twój...
- Wiem! – warknął, przerywając jej wypowiedź. – Nie chciał, by ktoś postronny przez zupełny przypadek dowiedział się, że jego ojciec spotyka się z Rudą! Nawet więcej, że planują ślub i założenie rodziny! Ten związek musiał jak na razie pozostać w ścisłej tajemnicy przed wszystkimi. Po zakończeniu szkoły proszę bardzo, niech się dzieje, co chce, ale jeszcze nie teraz! – Jakoś wytrzymuję, chociaż prawdę mówiąc...
- Co?!!! – przez gwar rozmów przebił się naraz okrzyk Rona, mocno zabarwiony szokiem. Wszyscy spojrzeli na niego, nawet nauczyciele. Rudzielec trzymał w ręku jakiś list.
- Ronald, co się dzieje? – zapytała Ruda, chociaż oględnie mówiąc, mało ją to obchodziło.
- Na gacie Merlina! – wykrzyknął jeszcze chłopak i pędem wybiegł z Wielkiej Sali. Ginny zerwała się ze swojego miejsca i dopadła listu, zanim ktokolwiek inny zdołał to zrobić. Po chwili jej oczy zrobiły się wielkie jak spodeczki od filiżanek.
- Ginny, co tam jest napisane? – zainteresowała się Hermiona, niespokojnie patrząc na przyjaciółkę.
- Wiesz, chyba nawet nie wiem, jak mam to określić... Przeczytaj sobie – odparła i podała jej pergamin. Gryfonka z ciekawością zerknęła na treść listu wypisaną wręcz kaligraficznym pismem, z czego niemal od razu wywnioskowała, że został on napisany przez kobietę. No i sama treść również nie pozostawiała ku temu wątpliwości. Wynikało z niej niezbicie, że...
- Weasley zostanie ojcem?! – wydarł się wstrząśnięty Draco, odczytując list ponad ramieniem ukochanej.

1 468 czyt.
100%15
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użyła 1851 słów i 10514 znaków.

Dodaj komentarz