Dramione - podwójne życie 7

- Ginny? – zapytała zdumiona Hermiona, patrząc na zapłakaną przyjaciółkę stojącą przed drzwiami do prywatnych komnat Prefektów Naczelnych. – Co cię stało, na brodę Merlina?!
- Harry... – jęknęła Ruda, wchodząc do środka. – Harry okazał się totalnym gnojem!
Słowa młodej Weasley’ówny bardzo zaskoczyły starszą Gryfonkę, dlatego natychmiast posadziła przyjaciółkę na jednej z kanap i machnięciem różdżki wyczarowała kubku parującej herbaty.
- Chyba nie rozumiem – mruknęła, podając jeden Wiewiórze i siadając obok niej. – Możesz opowiedzieć bardziej szczegółowo?
- Ten kretyn...wpadł na pomysł, że skoro jest Boże Narodzenie i zostaliśmy w Hogwarcie tak nieliczną grupą, to...to swobodnie możemy iść do łóżka... – Ginny lekko się opanowała i z niewielkimi przerwami ruszyła z opowieścią. – Zaprotestowałam, bo nie chcę zajść w ciążę przed końcem szkoły.
- To zrozumiałe – stwierdziła brunetka.
- No właśnie! – prychnęła teraz dla odmiany rosdzierdzona dziewczyna. – Ale on tego nie zrozumiał... Zrobił mi awanturę, nazywając mnie "zacofaną cnotką”. Trzasnęłam go w twarz, bo nie pozwolę sobie na takie traktowanie mnie i wyszłam z jego sypialni. Widziałam jednak, że ta sytuacja i jego męczyła przez dwa dni, więc dzisiaj zdecydowałam się z nim o tym porozmawiać.
- Ach, to dlatego wczoraj tak na siebie warczeliście w czasie kolacji – domyśliła się natychmiast panna Granger. – No, ale mów! Co było dalej? Bo jak podejrzewam, to nie koniec tej historii...
- Dokładnie...niestety – westchnęła Ginny i znów się rozkleiła. – Dzisiaj zastałam go w jego łóżku z tą idiotką, Parkinson! Gdy otworzyłam drzwi, właśnie wystawiał łeb spomiędzy jej grubych ud!
Hermionę wyraźnie zatchnęło. Nie miała pojęcia co powiedzieć, chociaż czuła, jak złość na przyjaciela wzrasta w niej coraz bardziej!
- Ginny, tak mi przykro! – powiedziała w końcu, poklepując lekko przyjaciółkę po ramieniu.
- Wiesz...wiesz, co ten łajdak powiedział, gdy ich nakryłam?
Brunetka pokręciła tylko przecząco głową, w napięciu wpatrując się w rudowłosą.
- Żebym nawet nie starała się do niego wrócić, bo nie jestem w stanie dorównać Pansy!
- O Merlinie! – jęknęła Hermiona, przeczuwając, że po wypłakaniu się, Weasley’ówna tego tak nie zostawi i zemści się na tym kretynie...
- Co teraz zrobisz?
- Jeszcze nie wiem, ale oboje gorzko pożałują, że wpadli na pomysł, by mnie tak skrzywdzić!
- "Ależ chętnie bym to zobaczył...” – odezwał się nagle Malfoy. Hermiona westchnęła i zerknęła na niego krótko i spostrzegła, że ten znów ubrany jest całkowicie po mugolsku.
- Weź się lepiej zamknij, co? – zaproponowała słodko, a jej głos przesycony był jadem. – I gdzie ty się znów wybierasz?
- A co? Przeszkadza ci, że mam swoje prywatne życie, z którego jestem nad wyraz zadowolony? – zapytał zimno, patrząc na nią mało przychylnie.
- Zjeżdżaj, pajacu! – warknęła, machając w jego stronę lekceważąco ręką. W czasie tej wymiany zdań, Ginny załzawionymi oczami spojrzała na blondwłosego chłopaka i kompletnie oniemiała, bo podobnie do swojej przyjaciółki, jeszcze nie widziała Ślizgona w takim stroju!
- Jasne! – prychnął wspomniany młodzieniec. – Jakby co, to nawet mogę się poświęcić dla dobra ludzkości i zdrowia psychicznego większej części mieszkańców tego zamku i wlać po pysku temu idiocie... – puścił dziewczynom oczko i niosąc gitarę, wyszedł zdecydowanym krokiem z komnat.
- A temu, co się stało? – zapytała szczerze zaciekawiona Ginny, na moment zapominając o własnych problemach. – Czy mi się zdaje, czy on ma jakieś dziwne wahania nastroju?
- Znasz go, to Malfoy – skwitowała go Hermiona. – Zawsze był dziwny. Może po prostu zdziczał, gdy zmarła mu matka...
- Nie wygląda mi to na dziczenie, Miona. Tu coś innego musi być na rzeczy... No i ta gitara... On tak często?
- Wychodzi z nią? – domyśliła się brunetka. – Prawie co weekend, z zasady wraca potem nad ranem, czasami mocno wstawiony... A teraz w czasie przerwy świątecznej, znika coraz częściej...
- Nie wydaje ci się to mocno podejrzane?
- Ginny? A co to ja nie mam wystarczająco dużo własnych problemów, by zajmować się nagle dziwnym zachowaniem nadętego pana arystokraty? – prychnęła Miona. – Ale nie czas teraz zajmować się tym tlenionym arogantem! Lepiej ty mi powiedz, czy twój braciszek, a mój walnięty chłopak jakoś zareagował na to, co dzisiaj się stało w sypialni chłopaków?
- A niby jak miał to zrobić, skoro znów jest nachlany? Ja już naprawdę nie wiem, co się z nim dzieje, ale powinnaś z nim poważnie porozmawiać, bo w końcu skończy w rynsztoku lub na cmentarzu... Hermiono... Według mnie powinnaś z nim zerwać... Interesuje się tobą jeszcze w ogóle, czy już tylko Ognistą Whiskey?
- Raczej Ognistą – przyznała niechętnie brunetka. – Ale nie mogę z nim zerwać...
- Dlaczego?
- Bo obiecaliśmy sobie kiedyś, że będziemy razem pomimo wszystko.
- Czyś ty zupełnie na głowę upadła, obiecując coś takiego Ronowi? Miona! Tak, to jest mój brat i kocham go, ale coraz bardziej zaczynam skłaniać się ku wizji Bliźniaków, że upuszczono Rona tuż po porodzie... – warknęła Ginny, patrząc nagannie na swoją przyjaciółkę.
- Teraz i ty przeciwko mnie? – jęknęła starsza z Gryfonek.
- A kto jeszcze cię zbeształ? – zainteresowała się natychmiast Ruda.
- Ten pieprzony arystokrata...
- A ten skąd o tym wie?!
Hermiona zasępiła się, bo nie powiedziała nawet Ginny o wydarzeniu sprzed kilku tygodni.
- Jakiś czas temu Ron przyszedł tutaj pijany w sztorc i zaczął się do mnie dobierać – wykrztusiła wreszcie z siebie. – W końcu zrobił się nad wyraz brutalny i chciał mnie wziąć siłą i zupełny przypadek zrządził, że to akurat Malfoy stał się moim obrońcą.
Ginny zakryła sobie usta dłonią.
- Ron chciał cię zgwałcić? – zapytała przerażona. Gdy jej przyjaciółka przytaknęła, ta wzięła ją w objęcia. – Hermiono! Tak mi przykro! Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? Dlaczego nie zgłosiłaś tego żadnemu nauczycielowi?
- Nie chciałam jeszcze mocniej tego rozdrapywać... Wybacz, że w tej sprawie ci nie zaufałam.
- Wybaczam... O Merlinie! Obydwaj to totalni kretyni, którzy na nas nie zasługują!
- Zgadzam się – przytaknęła Hermiona. – Mam jednak nadzieję, że Ron się w końcu opamięta.
- Myślisz, że mój skretyniały braciszek ma szansę jeszcze zmądrzeć? – zapytała sarkastycznie Ginny.
- Nie wiem... Ale bym tego chciała... No, ale teraz jesteś już wolna!
- Tak, i powiem ci, że nie czuję już tej duchoty, jak w czasie całego związku z Harrym... I obiecuję ci, że on jeszcze naprawdę gorzko pożałuje, że w ogóle zdecydował się na tak paskudny krok!
- Czy już mam zacząć się bać?
- Nieee... – odparła niewinnie Ruda i obie zachichotały. – Ale będzie na co popatrzeć... A ty lepiej uwiedź Malfoy’a, bo on ewidentnie robi do ciebie maślane oczy!
- Zwariowałaś? – obruszyła się brunetka. – Nawet gdybyś zapłaciła mi tysiąc galeonów, nie zrobiłabym tego!
- Odpada – burknęła Ruda. – Nawet chyba cała moja rodzina nie ma tyle kasy...



- Ten kretyn – Potter rzucił Weasley’ównę dla Parkinson? – zapytał Draco, siadając na drugi dzień obok Gryfonki w ich salonie.
- Tak, ale tobie nic do tego! – ostrzegła od razu. – Poza tym sądziłam, że mopsica jest twoją przyjaciółką.
- Była nią, Granger – stwierdził sucho. – Była.
- Grubsza afera?
- Zjeżdżaj – burknął, a smutny ton jego głosu podpowiedział Gryfonce, by lepiej nie drążyła tematu. Przez jakiś czas między rówieśnikami trwała przykra cisza.
- Granger? – zagadnął ją w końcu, po wewnętrznej walce, którą stoczył z własnym ego.
- Co? – zapytała, przenosząc na niego wzrok z okna pokrytego do połowy śniegiem. Zima tego roku była wyjątkowo mroźna.
- Lubisz muzykę?
- Lubię – odparła zaskoczona pytaniem. – A czemu pytasz?
- Bo... zapewne zauważyłaś, że lubię grać na gitarze i... Napisałem kilka piosenek, ballad właściwie i nie wiem, czy są dobre... – skrzywił się, widząc jej zdumioną minę. Sądził bowiem, że dziewczyna za chwilę go wyśmieje.
- I chcesz mi je zaprezentować? – zapytała jeszcze dla upewnienia się, że nie śni.
- Jeśli chcesz... I tak nie mamy co robić, są Święta...
- Zawsze mogę iść do Rona...
- O ile twój chłopak wyszedł już z alkoholowego cugu... - zauważył przebiegle. – Ale jeśli masz ochotę na spotkanie z zapijaczonym chłopakiem, to oczywiście nie będę cię zatrzymywał...
- Czasami potrafisz być miły, Malfoy, ale zaraz po tym wszystko niszczysz takim właśnie zachowaniem! – warknęła, świdrując go wzrokiem. Chłopak speszył się, zdając sobie sprawę, że Gryfonka ma rację. – Dawaj tu tę gitarę!
- Naprawdę chcesz posłuchać?
- A jak sądzisz? – sarknęła, sadowiąc się wygodniej na kanapie. Blondyn posłał jej lekko zażenowany uśmiech, zerwał się ze swojego miejsca i niemal w podskokach pognał do swojej sypialni, z której wrócił po kilku sekundach. Usadowił się na poprzednim miejscu i nastroił odpowiednio instrument. Po chwili w ciszę komnaty przerywaną jedynie wyciem wiatru za oknem popłynęły pierwsze tęskne tony. Już po chwili Hermiona wsparła głowę na dłoniach z przyjemnością zatapiając się w melodię i uwodzicielski głos Ślizgona, który podczas śpiewu okazał się nad wyraz ciepły i czuły...

- Piękne – rzekła, ukradkiem ocierając samotną łzę, która spłynęła jej po ostatniej, wyjątkowo ckliwej balladzie, jaką uraczył ją blondyn.
- Naprawdę? – zapytał niepewnie.
- Naprawdę.
- Dziękuję – uśmiechnął się do niej szczerze, a ją jeszcze bardziej, niż owe słowa uderzył fakt, że chłopak potrafi się szczerze uśmiechać i że robi to naprawdę czarująco. Zniknęła mu z twarzy maska sztywnego arystokraty, nieczułego na problemy i troski innych, a ukazało się wrażliwe oblicze chłopaka. Opuszczonego i mocno skrzywdzonego przez sadystycznego wręcz ojca.
- Czemu tak mi się przyglądasz? – zapytał, odkładając gitarę na puchaty dywan.
- Bo nie mogę uwierzyć, że ten uśmiech krył się w tobie od zawsze – odparła, również obdarowując go podobnym gestem.
- Skąd wiesz, że zawsze tam był? – zapytał zaskoczony, lekko przekrzywiając głowę.
- Przeczucie...
- Hmmm... Ciekawa interpretacja... A prawda jest taka, że rzadko kiedy mam szansę go komuś zaprezentować – wyznał smutno, a jego oczy natychmiast straciły ten cudny blask. – Granger, wiem, że byłem wredny, chamski i arogancki i mocno was krzywdziłem... Chcę jednak to naprawić. Wbrew mym początkowym obiekcjom, okazałaś się całkiem sympatyczną współlokatorką i jestem ci za to naprawdę wdzięczny.
- I ty jesteś całkiem znośny, Malfoy – powiedziała, uśmiechając się jeszcze szczerzej, przez co natychmiast poczuł, jak fala gorąca zalewa mu twarz i kark.- Tez cię polubiłam...
- Więc co powiesz na wspólny, sylwestrowy wypad? – zapytał swobodnie, a jego oczy znów nabrały blasku.
- Coś na kształt randki? Mam chłopaka...
- Moczymordę – dopowiedział, uśmiechając się lekko. – Olej go! On ostatnio lekceważy ciebie i twoje potrzeby, więc ty zrób identycznie! Poza tym chcesz się założyć, że i tak urżnie się tak, że nie będzie niczego pamiętał?
- Zgoda! – powiedziała twardo. – O ile?
- Jeden pocałunek – zdecydował. – Jeśli wygram, pocałujesz mnie!
- Dlaczego?
- Bo taki mam kaprys... Poza tym jesteś całkiem seksowna, Granger!
Hermiona natychmiast spłoniła się jak młody pomidorek.
- Niech ci będzie – zgodziła się w końcu, ku jego wielkiej uciesze. – Ale jeśli ja wygram, pomożesz mnie i Ginny ukarać Pottera.
- Z wielką przyjemnością, Granger!

1 545 czyt.
100%91
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2110 słów i 12124 znaków, zaktualizowała 7 cze 2017.

1 komentarz

 
  • Juliaaajl

    Juliaaajl · 7 cze 2017

    Nie wyraz udana część! Tylko RZadko, a nie żadko