Dramione (miniaturka) Podróże w czasie część 7 (1/2)

Dramione (miniaturka) Podróże w czasie część 7 (1/2)- Fajnie, że masz taki plan, ale teraz chyba mamy inny problem, Granger – mruknął Draco. Hermiona odwróciła się w jego stronę i krzyknęła cicho, zasłaniając sobie usta dłonią. Nieopodal nich leżały dwa ciała – mężczyzny i kobiety.
- Chyba ich przez przypadek zabiliśmy – powiedział, przyglądając się im. – Swoją drogą ciekawe, gdzie jesteśmy.
- W Wiedniu – odparła natychmiast Gryfonka.
- Wyczytałaś to już w jakiejś książce? – prychnął zirytowany jej wiedzą.
- Przeczytałam na plakacie. Jesteśmy w dziewiętnastym wieku!
- Skąd to wiesz? – zainteresował się nagle.
- Bo te plakaty zapraszają arystokrację na Bal z okazji Kongresu Wiedeńskiego!
- Ohoho! Ciekawe... czekaj no! Tamta dwójka wygląda mi na wysoko postawionych. Przeszukamy ich.
- Nie przesadzasz? Co chcesz tam znaleźć? – Hermiona wyglądała na zniesmaczoną.
- Pieniądze – powiedział po chwili, pokazując jej pokaźny plik banknotów. – Zaproszenia na bal... i... klucz... do hotelu! No to żyjemy! Idziemy kupić nowe ubrania!

- Witam panienkę w moim sklepie. Czego panienka sobie życzy? – powiedziała przysadzista kobieta stojąca za kontuarem.
- Pragnę zakupić kilka nowych sukni. Jedna przede wszystkim musi być odpowiednia na Bal Kongresu – powiedziała Hermiona, sprawnie przechodząc na język niemiecki. W owej chwili naprawdę się cieszyła, że uległa kiedyś namowom rodziców i skusiła się na naukę tego języka, którą namiętnie udoskonalała w czasie pobytu w Hogwarcie.
- Naturalnie. Proszę za mną, pokażę panience, co tutaj mamy.

Dwie godziny później totalnie wymordowana Gryfonka wyszła ze sklepu obładowana pakunkami. Zakupiła pięć sukni: dwie na co dzień – z czego jedną od razu założyła – dwie wyjściowe tak na wszelki wypadek i najokazalszą na Bal oczywiście!
Skierowała się w stronę końca ulicy, gdzie znajdował się sklep z galanterią męską. Już z daleka dojrzała te platynowe kudły Draco "tlenionej fretki” Malfoya. Nie zdziwiła się nawet, widząc, że chłopak adorowany jest przez damy o wątpliwej urodzie. Zaskoczyło ją jednak to, że swobodnie rozmawiał w obowiązującym w Austrii języku. Gdy podeszła bliżej, zauważyła, że ubrany był w czarny surdut, który dodawał mu swoistego uroku.
- Możemy już iść? – zapytała głośno. Odwrócił się w jej stronę i wyraźnie oniemiał, zaskoczony jej wyglądem.
- O-oczywiście – powiedział w końcu, odbierając od niej zakupy, i jak przystało na prawdziwego gentelmena, posłużył jej dwornie ramieniem, prowadząc do najbliższej dorożki.
- Coś tak nagle umilkł? – zaśmiała się, gdy jechali w stronę hotelu.
- Bo wreszcie wyglądasz ładnie – odparł bez zastanowienia.
- Więc wcześniej według ciebie byłam brzydka? – fuknęła z pretensją w głosie.
- Po prostu niezbyt do twarzy było ci w tamtych łachmanach – wyjaśnił. – Teraz wyglądasz o niebo lepiej. Niemal jak księżniczka.
- Hmmm... Dziękuję – zarumieniła się nieco. – A zastanowiłeś się w ogóle nad tym, jak wejdziemy do tego hotelu? Przecież to nie jest nasz pokój!
- Spokojnie... Zameldujemy się w innym, obok tamtego, który będzie naszym zabezpieczeniem – odparł beztrosko.
- Chcesz ich okraść? – obruszyła się, domyślając się, o co chodzi blondynowi.
- Czego się denerwujesz? Im to i tak nie zrobi już żadnej różnicy...
- Jesteś bez serca!
- Teraz się zorientowałaś? – zaśmiał się. – Ale tak na serio. Granger, czy ty rozum zostawiłaś w innej parze spodni? Pomyślałaś w ogóle nad tym, że nie mamy pojęcia, ile tu pobędziemy? Że nie wiemy, kiedy wrócimy do swoich czasów, aczkolwiek idzie nam coraz lepiej... Więc chyba lepiej mieć tutaj jakiś komfort życia, nie sądzisz?
- A jeśli odkryją, że tamta para nie żyje? – Hermiona zaczynała się martwić, co jak widać, nie pomagało jej w logicznym myśleniu.
- To i tak nie dojdą, kto ich zabił. Nie ma tam naszych śladów, a nawet jeśli są, to policja nie ma tak rozwiniętych technik, jak w naszych czasach... O ile tu w ogóle jest policja... Uspokój się, Granger. O! Patrz, jesteśmy!
Gdy wysiedli, stangret pomógł im wnieść pakunki do środka. Po sprawnym zameldowaniu się w Hotelu Stefania – najstarszym tego typu obiekcie w Wiedniu *- Draco widząc lekką podejrzliwość personelu, postanowił grać szczęśliwego młodego małżonka, tym samym z marszu zmuszając dziewczynę, by weszła w swoją rolę. Miał tylko nadzieję, że nie dostanie od niej zawczasu z liścia... Obdarował ją nawet namiętnym pocałunkiem, mrucząc cicho do niej, że ma udawać szczęśliwą żonkę. Gdy zaczął prawić jej ogniste komplementy, podejrzliwość recepcjonisty wreszcie zanikła i mogli bez przeszkód udać się do swojego dwuosobowego pokoju. Tam w końcu brunetka wyrwała mu się z silnych ramion i z impetem strzeliła go w twarz.
- Mógłbyś łaskawie wytłumaczyć mi, co ty, do jasnej cholery, wyprawiasz? – syknęła, patrząc na niego wściekłym spojrzeniem, którego na pewno nie powstydziłby się bazyliszek... gdyby jeszcze żył...
- Ratuję nas przed tutejszymi strażnikami prawa, Granger! Chyba nie masz ochoty tłumaczyć im, dlaczego nie mamy przy sobie żadnych bagażów, co?! Nie zauważyłaś, jaki podejrzliwy stał się recepcjonista, gdy o mały włos nie zamówiłaś nam osobnych pokoi? Doskonale widział, nad którymi opcjami się zastanawiałaś, dlatego musiałem przejąć inicjatywę. Nie możemy zwracać na siebie uwagi! – zdenerwował się. – Zacznij wreszcie myśleć tym swoim pustym czerepem, upierdliwa Gryfonko! Musimy grać zakochanych, bo inaczej ściągniemy na siebie jakieś głupie nieszczęście. A ja nie bardzo chcę poznać mugolskie więzienie dziewiętnastego wieku, wiesz? Zwłaszcza, że znajdujemy się w Cesarstwie Austriacko – Węgierskim! Dokładnie to w samej jego stolicy!
- Skąd o wszystko wiesz? – zdumiała się tak bardzo, że nawet zapomniała obrazić się na niego za to, że ją zwyzywał.
- Moja matka nie była taką ignorantką, jak ojciec i mądrze uczyła mnie o świecie, w którym czarodziejom przyszło się niegdyś ukrywać... Więc znam historię mugolskiej Europy, Granger i dokładnie wiem, gdzie przyszlo nam teraz żyć!
- Zadziwiasz mnie, Draco! Wychodzi na to, że jednak jest z ciebie całkiem fajny facet – powiedziała, uśmiechając się lekko.
- Myślę, że uda nam się jeszcze lepiej poznać – mruknął, nachylając się nad nią, a następnie z wrednym uśmiechem wymalowanym na przystojnej twarzy poszedł do łazienki, zostawiając ją samą z mętlikiem w głowie.





* przypomnienie autora - ten hotel faktycznie istnieje, a został założony około 1600 roku, wtedy właśnie zostaje po raz pierwszy wspomniany na piśmie.

2 942 czyt.
100%61
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1167 słów i 6863 znaków, zaktualizowała 15 sty 2017.

1 komentarz

 
  • Juliaaajl

    Juliaaajl · 15 sty 2017

    Suuper! Czekałam i się doczekałam. Świetnie , zaczyna się coś dziać...Weny!