Dramione - niechciany obrońca rozdział 16

Dramione - niechciany obrońca rozdział 16Zostawił Hermionę pod opieką skrzata, a dwóch skretyniałych Śmierciożerców pod strażą dwóch kolejnych stworków i pewnym krokiem udał się do komnat Czarnego Pana, choć zdawał sobie sprawę, że może się on zdenerwować. Zatrzymał się przed wyniosłymi strażami i zakomunikował im lekko drżącym głosem, że pragnie widzieć się z Voldemortem. Chwilę trwało, nim jeden ze strażników sięgnął do klamki i otworzył czarne wysokie drzwi prowadzące do gabinetu czarnoksiężnika, a z wnętrza pomieszczenia dobiegł ich jego głos:
- Niech wejdzie.
Draco przełknął ślinę i wszedł do środka. Jeszcze nigdy tutaj nie był, więc bardzo zaskoczył go wystrój pomieszczenia. Znalazł się bowiem w zimnej, gotyckiej komnacie. Zimnej tylko na pierwszy rzut oka, bo gdy się rozejrzał, dostrzegł, że sklepienie to krzyżowo — żebrowy sufit zdobiony rzeźbionym zwornikiem, a całość podtrzymywana jest przez sześć równolegle stojących kolumn. Podłoga wyłożona była kamiennymi płytami. Gdy ruszył przed siebie w stronę majaczącego w oddali biurka, pomiędzy kolumnami dostrzegł drzwi w kamiennych ścianach, najpewniej prowadzące do dalszych pomieszczeń. Wejścia zdobione były portalami.
Wreszcie zatrzymał się przed drewnianą skrzynią, która robiła tutaj za biurko i pokłonił się nisko siedzącej za meblem postaci.
- Wyprostuj się — rzekł znudzonym głosem Voldemort. - Cóż stało się tak ważnego, że śmiesz nachodzić mnie w mych prywatnych komnatach?
Chłód głosu czarnoksiężnika sprawił, że blondwłosy młodzieniec wzdrygnął się lekko.
- Panie mój. Zapewne doskonale pamiętasz, że szlama Granger dzięki twej wspaniałomyślności została mną służącą — rzekł Draco powoli.
- Oczywiście, pamiętam — prychnął mężczyzna.
- Dziewczyna sprawuje się doskonale, pomimo jej zadziornego charakteru, który na początku sprawiał mi trochę problemów... Jest mi wierna, spokojna i nie szuka zaczepki. W łożu też sprawuje się całkiem przyzwoicie, jeśli brać pod uwagę jej brudną krew... Niestety przed paroma minutami byłem świadkiem, jak dwóch twych ludzi, a moich przyjaciół pragnęło ją zgwałcić pod moją nieobecność, uprzednio niszcząc moją komnatę. Na szczęście przybyłem na czas, by zapobiec incydentowi.
- Czy zezwoliłeś wcześniej tym ludziom na taki czyn? - zainteresował się niemrawo Voldemort.
- Nie, mój panie. Nie pozwoliłem im.
- A więc próbowali posiąść twoją służącą bez twej zgody i wiedzy, a na dodatek zniszczyli ci komnaty, tak?
- Dokładnie tak, mistrzu. Ponadto uczynili to, będąc pod wpływem alkoholu.
Oczy Czarnego Pana rozszerzyły się znacznie.
- No i to jest ciekawostka — mruknął, przeciągając głoskę "s" do cichego syku i splatając swe długie, mlecznobiałe palce przed sobą. - Gdzie oni się teraz znajdują?
- Związani zaklęciem w mojej komnacie pod strażą zaufanych skrzatów — powiedział szybko Draco.
- Dobrze... Powiedz stworzeniom, że mają ich przetransportować pod salę narad. Szlamą zajmij się według woli i dalej rób z nią, co uważasz za słuszne, a ja dobitnie wyjaśnię pozostałym, że nie wolno im tykać twej własności bez twego pozwolenia... Teraz odejdź.
- Dziękuję, mój panie. - były ślizgon wycofał się na korytarz i z poczuciem dobrego wyboru, ruszył do swoich komnat. Polecił skrzatom dostarczyć "jeńców" pod salę narad, a następnie zajął się naprawianiem szkód wyrządzonych przez tych dwóch pijaków. Zajęło mu to całe pół godziny, po której upływie udał się do wciąż nieprzytomnej Granger. Specjalnie wprowadził ją w taki stan, by nie wykombinowała niczego głupiego. Teraz też odesłał skrzata i przysiadł na brzegu łóżka. Wahając się mocno, obejrzał jej obrażenia. Nie były poważne. Coraz bardziej się cieszył, że zdołał ją uratować. Machnął różdżką. Hermiona natychmiast otworzyła oczy i zerwała się z posłania.
- Spokojnie! - warknął blondyn, łapiąc ją mocno w talii. Starała mu się wyrwać, ale on nie rozluźniał uchwytu. - Uspokój się, Granger, bo jeszcze zrobisz nam krzywdę! - zirytował się w końcu. - Nic ci już nie grozi! Ci idioci zostaną ukarani, możesz mi uwierzyć!
Jeszcze przez kilka chwil szarpała się w jego objęciach, aż w końcu oklapła.
- Jeśli mi pozwolisz, to wezwę do ciebie magomedyka, bo nie wiem co teraz z twoim dzieckiem — szepnął jej do ucha. Czuł, jak zdrętwiała mocno, a następnie usłyszał jej błagalny szept:
- Nie zostawiaj mnie!
Usiadł z nią na łóżku i objął ją mocno.
- Posłuchaj mnie uważnie. Nie wiem kiedy, ale jestem pewny, że on będzie chciał jakoś cię sprawdzić. Postaram się ukryć przed jego wzrokiem twoją ciążę, ale najlepszym wyjściem z tego wszystkiego byłoby, gdybyś ją usunęła...
- Nie zrobię tego! - krzyknęła wzburzona mocno i zerwała się na równe nogi. - Nie zrobię!
- Dobrze, nie zrobisz, rozumiem... Tylko na brodę Merlina przestań wreszcie krzyczeć, proszę — powiedział cicho, patrząc jej nad wyraz smutno w oczy.
- Czego się gapisz? - warknęła, siadając jak najdalej niego.
- Bo mogę — odparł lakonicznie i wyszedł z pomieszczenia.

Tymczasem w Norze.
- Co??? Ty ją kochasz? Harry, powaliło cię kompletnie?! - wydarł się Ron tak mocno, że aż zabolało go gardło. - Dlaczego nigdy mi o tym nie powiedziałeś? Przecież nie walczyłbym z nią o ciebie!
- Bo ty ją mocniej kochałeś! - odkrzyknął czarnowłosy.
- Nie kochałem, tylko nadal kocham! - zacietrzewił się rudzielec.
- Stary, zrozum wreszcie, że Miona jest z Viktorem i raczej ani ja, ani ty tego już nie zmienimy!
- Jak na razie, to Hermiona jest gdzieś z Sam-Wiesz-Kim i bardzo wątpię, byśmy jeszcze ją odnaleźli...
- A ty co? - zdziwił się Potter. - Zaczynasz brać przykład z Kruma, który zaprzestał jej szukać? I też masz zamiar tak chlać Ognistą, jak on?
- Nie stać mnie na Ognistą... - wyznał smętnie rudzielec.
- Żartujesz sobie ze mnie, co?
- Nie bardzo rozumiem — odparł Weasley, ale zaraz otrzymał z liścia od przyjaciela. Trzymając się za bolący czerep, zapytał urażony. - A to za co?
- A za to, że jesteś tępy, jak but, Ronald! - zdenerwował się Potter. - Trzeba było od początku o nią walczyć, a nie teraz użalać się nad sobą! Nie wierzę w to, by Hermiona chciała do ciebie wrócić. I nawet nie próbuj mnie w tej kwestii przekonywać. Sorry, stary, ale straciłeś w moich oczach wiele, gdy nazwałeś naszą przyjaciółkę szlamą!
- Harry, przestań, tak mi się wtedy tylko wyrwało — jęknął zażenowany Ron.
- Wtedy ci się wyrwało, to i wyrwie ci się kolejny raz — mruknął Wybraniec. - Ron, jesteś moim przyjacielem, ale nie pozwolę ci jej skrzywdzić. Zrobię wszystko, by uwolnić ją z zamku Śmierciożerców i by ona zeszła się z Viktorem.
Rudzielec popatrzył na niego smutno, a następnie bez słowa wyszedł z pokoju, który razem zajmowali w rodzinnym domu Weasleyów.

Dwa miesiące później.
- Hermiono, dobrze wiesz, że muszę rzucić na ciebie to zaklęcie. Inaczej zginiesz przez swój upór — powiedział Draco. Hermiona siedziała obok niego i trzymała się za lekko zaokrąglony brzuszek.
- Ale dziecku nic się nie stanie, tak? - zapytała, by się upewnić.
- Oczywiście. Jestem tego pewny. Na dodatek zabezpieczę cię zaklęciem na wypadek pobicia. Nic wam się wtedy nie stanie, obiecuję.
- Bierzesz pod uwagę nawet możliwość pobicia mnie? - jęknęła dziewczyna.
- Przepraszam, ale różnie może się zdarzyć, gdy mnie nie będzie.
Nie czekając na jej przyzwolenie, wymamrotał pierwsze zaklęcie, ukrywające przed wzrokiem innych ciążę Hermiony, a następnie chroniące ją i dziecko przed zmaltretowaniem.
- Już — powiedział, obejmując ją czule za ramiona. - Jesteś bezpieczna, Granger.
Hermiona wtuliła się w niego i wyszeptała:
- Dziękuję, Draco. Nadal mi jednak nie powiesz, dlaczego mnie tak chronisz, co nie?
- Nie, na razie nie powiem — przyznał. - Ale za jakiś czas się dowiesz...
- Draco, czy ty masz coś wspólnego ze szpiegiem Zakonu?
- Eh, Granger... Te twoje wścibskie pytania kiedyś napytają ci biedy.
- Więc masz coś wspólnego?! - wykrzyknęła zdumiona, ale i zadowolona.
- Granger! - zdenerwował się. - Dla twego własnego dobra radzę ci nie interesować się tą sprawą. Jesteś zanadto wścibska. A to nie ładnie. I nie, nie jestem szpiegiem Zakonu, choć wiem, kto nim jest.
- Draco, ale ty go nie wydasz Sam-Wiesz-Komu, prawda? - zapytała ze zgrozą w głosie.
- Niech twoja mała główka się tym nie martwi — poczochrał ją po jej błyszczących włosach. - Wiem, że zamęczyłabyś mnie później swoim narzekaniem.
- Zgadza się — uśmiechnęła się delikatnie. - Ale, zaraz! Skoro nie należysz do Zakonu, to twoją powinnością jest wydanie szpiega!
- Granger, niektórzy nie są tak ślepi, by nie widzieć, że plany Czarnego Pana to marzenia popaprańca. Nie lubię tego twojego Zakonu, ale jednocześnie wcale nie marzę o tym, by było na świecie tak, jak on to przedstawia. Nie przekonują mnie jego słowa... Tobie jednak nie wolno słówka pisnąć na ten temat! Rozumiesz? Oboje byśmy zginęli! A ja nie chcę cię stracić — mruknął i pocałował ją delikatnie.

2 920 czyt.
100%33
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1640 słów i 9398 znaków, zaktualizowała 13 wrz 2016.

3 komentarze

 
  • VenetiiaNoks

    VenetiiaNoks · 14 wrz 2016 · 371347647

    Do ~zniesmaczona:
    Inspiracja, a plagiat to bardzo różne pojęcia. Ja sama piszą GJS byłam lekko zainspirowana innymi opowiadaniami (wspominam o tym we wstępie w spisie treści), więc nie mam absolutnie żadnych zarzutów względem elenawest.  Nasze opowiadania są dla mnie wręcz skrajnie różne, a wątków pokrywających się ze sobą, ja osobiście znalazłam, jak na lekarstwo. Wszystko jest inaczej prowadzone, postaci mają inne charaktery, akcja, dynamika - wszystko jest inne, tak więc nawet słowo "inspiracja" jest tu trochę nad wyrost.  W każdym razie życzę autorce dalszej weny do pisania. Pozdrawiam!

    Venetiia Noks (autorka wspomnianego "Gdy jesteśmy sami..."

  • chaaandelier

    chaaandelier · 13 wrz 2016

    Jestem ciekawa kto jest szpiegiem u Sam Wiesz Kogo.

  • lilika23

    lilika23 · 13 wrz 2016

    Super