Dramione (miniaturka) Podróże w czasie część 3

Draco zatrzymał konia na wewnętrznym dziedzińcu i zsiadł z niego, a potem pomógł zsiąść dziewczynie, co wyglądało mniej więcej tak, że Hermiona zsunęła się niezgrabnie z siodła wprost w ramiona Ślizgona, o mały włos nie przewracając oboje, gdy zmęczone jazdą nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
- Pamiętaj, co ci mówiłem — szepnął jej do ucha, gdy wchodzili schodami do zamku. Gryfonka niemal natychmiast rozkasłała się, czując stęchliznę zimnych murów i dym unoszący się w powietrzu. Draconowi natychmiast napłynęły łzy do oczu, a w gardle zaczęło go niemożliwie drapać. Strażnik, z którym zmierzali do książęcej komnaty, wprowadził ich w końcu do prostego pomieszczenia, gdzie ostro pachniało brudnym sianem, spalonym woskiem i Bóg wie czym jeszcze. Gdy zbliżyli się do siedziska władcy tego zamczyska, smród jeszcze bardziej się wzmógł. Hermiona starała się oddychać płytko, by nie zwymiotować. Domyśliła się bowiem, że to zapach płynący od księcia.
- Jaśnie wielmożny książę... Otoż dziewoja, która zgodziła się azaliż usługiwać wasz mości białogłowej i chłystek, który na rycerskie przyuczenie chce się dostać — powiedział strażnik, brudną łapą wskazując dwójkę młodych ludzi.
- Dyć ty dziwka? - zapytał mężczyzna, zwracając się do Hermiony. Dziewczyna zarumieniła się mocno i odparła, spuszczając wzrok:
- Nie jestem dziwką.
- Toż to twój chop jest?
- Nie, to moja znajoma, panie — do rozmowy wtrącił się blondyn.
- Azaliż jesteś dziwka? - drążył dalej temat.
Zanim wzburzona tymi pytaniami Gryfonka zdążyła się nieuprzejmie odezwać, Draco nachylił się do niej i szepnął jej:
- Wydaje mi się, że chodzi mu o to, czy jesteś dziewicą.
- Tak, jestem dziewicą. Nie mam nikogo — odparła natychmiast.
- Dziewica... Nie słyszałem tego wyrazu wcześniej. Podoba mi się!
Gryfonka odetchnęła z ulgą, gdy twarz mężczyzny rozjaśnił uśmiech zadowolenia.
- Dobrze. Zamieszkasz ty z moją dziewojo. To dobra dziewka, tylko nie chce iść już na zamążpójście, choć czas jej dawno już minął i lord Godryk się niecierpliwi!
- A ile wiosen ma córka? - zapyta Hermiona, ostrożnie dobierając słowa.
- Piętnasty rok już jej idzie. Uparta jako jej zmarła matrona. Idźże już do niej, dziewko. Teraz przeto pragnę słów zamienić kilka z twym kochankiem.
Gryfonka spłoniła się jak młody pomidorek i posłusznie odeszła za strażnikiem, który zaprowadził ją do komnaty księżniczki. Gdy weszła do środka, do jej nosa natychmiast doleciał ten sam gryząco — szczypiący odór. Hermiona stanęła tuż za drzwiami, rozglądając się po pomieszczeniu, w którym dominował zimny kamień, skóry zwierząt i ogólny brud. Na szerokim łożu siedziała nastolatka, patrząc na Gryfonkę swoimi dużymi oczami barwy ciemnego granatu. Gdy się do niej niepewnie uśmiechnęła, Hermiona dostrzegła, że dziewczynie brakuje kilku zębów.
- Kim ty? - zapytała dziewczyna.
- Jestem Hermiona. Mam być ci tu do pomocy — odparła brunetka, starając się dostosować stylem mówienia i akcentem.
- Aaa, dyć to cudnie! - dziewczę zerwało się natychmiast na równe nogi i w lansadach podbiegło do oniemiałej Hermiony, która robiła wszystko, by tylko nie przytulać się do niej zbytnio, a przede wszystkim zbyt głęboko nie oddychać. - Jestem Clarysa, córko tego ksińcia... Ty wiesz, łon chce mnie łoddać za tego starygo pryka, co tu se ma tyn zomek stawioć.
- Gdzie, jaki zamek? - zainteresowała się natychmiast Hermiona.
- A no tam... Bydzie jakeś pietnoście mila. Na wzgórzu Hogwart.
Hermionę zamurowało, ale tylko na krótki moment.
- Aha. Jestem pewna, że będzie ci tam z nim dobrze.
- No ja ni wim. On jakiś dziwny jest.
- Dlaczego? - zapytała Hermiona, choć przeczuwała, jaka może być odpowiedź.
- Powiadajo, że łon magię czyni — wyznała dziewczyna jakby ze strachem, bo nagle gwałtownie obróciła się w stronę zamkniętego okna. Hermiona niepewnie podążyła wzrokiem za jej spojrzeniem, ale za brudną szybą niczego nie dojrzała. - Chodź... Pokaża ci twoja izba...
Dziewczyny ruszyły razem ku drugim drzwiom w komnacie. Za nimi znajdował się niewielki, ale ku zdumieniu Gryfonki dużo czystszy pokój, z wielkim łóżkiem, kufrem na ubrania i dzbanem z misą.
- Kąpiel bierzemy raz w miesiącu — poinformowała brunetkę Clarysa. - Wtyda tyż pranie wielkie odchodzi. Łumiesz ty proć? Czesać?
- Umiem, dlaczego mam niby nie umieć?
- To dobrza. Codziennie nowa fryzura bydziesz mi stroić na głowie.
Hermiona westchnęła ledwo zauważalnie, zdając sobie sprawę, że życie w dziewiątym wieku wcale nie będzie takie łatwe i przyjemne, zwłaszcza biorąc pod uwagę poziom higieny. Wkrótce przekonała się również, że jedno nieopatrznie wypowiedziane słowo może zaważyć na czyimś losie, a przede wszystkim stworzyć wiele plotek, które lotem błyskawicy obiegały całą służbę. Szybko nauczyła się czesać księżniczkę, co trudne nie było, bo ta preferowała proste fryzury, które jej wcześniejszym nierozgarniętym służkom sprawiały wiele kłopotu. Początkowo Gryfonka z odrazą zabierała się do brudnych włosów Clarysy. W końcu jednak udało jej się namówić dziewczynę, by ta myła je przynajmniej raz w tygodniu, co zaowocowało obniżeniem ilości krzyków księżniczki podczas czesania.
Z Draconem widywała się niestety dość często, jako że księżniczka nagle postanowiła przebywać jak najwięcej czasu w towarzystwie przystojnego rycerza. Pewnego dnia nawet, za zgodą księcia, wybrali się na przejażdżkę po sporych włościach. Jako że Clarysa świetnie jeździła konno, Hermiona nie miała wyjścia i sama też musiała dosiąść pełnokrwistego rumaka. Blada niczym trup, ruszyła wolnym stępem za Draco i Clarysą, którzy jechali na przedzie. Dziewczyna szczebiotała jak szalona, podczas gdy młody rycerz niewiele się odzywał, od czasu do czasu zbywając ją półsłówkami. Dziewczę nie załapało jednak ani razu jego aluzji, czy też sarkazmu i gadało dalej, ku coraz większej frustracji chłopaka. Hermiona powoli już zaczynała dusić się ze śmiechu, widząc jego coraz bardziej czerwony ze złości kark.
Gdy zatrzymali się na postój, orszak, który im oczywiście towarzyszył, wziął się natychmiast do rozkładania obozowiska. Wtedy wyszło też na jaw, że Clarysa, ta spokojna dziewuszka w obliczu swego surowego ojca, staje się prawdziwym demonem imprezy, gdy tylko zostaje, choć na chwilę spuszczona ze smyczy, bowiem ta ilość alkoholu, która pojawiła się na improwizowanych stołach, zbiła z pantałyku nawet zaprawionego w piciu blondyna. Szybko okazało się jednak, że księżniczka ma słabiutką głowę, co natychmiast wykorzystał przebiegły Ślizgon. Spił ją do nieprzytomności, by wreszcie się zamknęła, co z prawdziwą ulgą przyjęli dosłownie wszyscy towarzyszący jej ludzie. Gdy została zaniesiona do wysokiego namiotu, sprzątnięto baterię alkoholi i rozpoczęto kulturalną biesiadę. W jej czasie hogwardczycy szybko dowiedzieli się, że ludzie, z którymi przyszło im przebywać, szczerze nienawidzą wszelkich przejawów magii i tępią ją na wszelkie możliwe sposoby. Powód tego strachu był bardzo prosty — przed kilku laty spłonęło kilka dużych wiosek w okolicy, gdy jeden z magów rzucił nowe zaklęcie. Od tej pory zaczęto szukać magów i ich tępić. Miejscowa ludność nie miała jednak pojęcia o tym, że właściwie tuż pod ich nosem powstała wioska, w której mieszkają sami magiczni ludzie, bo mogłoby się to bardzo źle skończyć... Dla mugoli.
- Powinniśmy stąd uciekać — szepnęła Hermiona, gdy rycerze zajęli się siłowaniem na rękę.
- Gdzie? Wszędzie wokół mugole, nie mamy zbyt wielkiego pola do popisu. Jak sama widziałaś, Hogwart nawet jeszcze nie istnieje. Poza tym, jak to sobie wyobrażasz? Weszlibyśmy tam i co? Powiemy założycielom, że jesteśmy z odległej przyszłości? Wątpię... Przeklęliby nas... - odparł równie cicho Dracon.
- Więc co w tej sytuacji zrobimy? - zniecierpliwiła się Gryfonka.
- Poczekamy, aż wypłacą nam nasz żołd, a potem znikniemy. Poszukamy jakiegoś bardziej przyjaznego miejsca.
- A jeśli takiego nie ma? Wiesz przecież, że Hogwart i Hogsmeade są jedynymi miejscami w Anglii, które zarezerwowane są tylko dla czarodziei...
- Wiem, ale co innego możemy zrobić? - zirytował się blondyn. - Twój głupi chłopak wysłał nas do tego cholernego, dziewiątego wieku i Merlin jeden wie, jak się stąd wydostaniemy! I przysięgam ci, że jeśli uda nam się tam wrócić, to mu urwę jaja i powieszę sobie jako kołatkę do drzwi!
- Nie przesadzasz?
- A niby dlaczego? Wieprzlej jest tak inteligentny, jak sklątki, hodowane przez tego owłosionego kretyna! Podejrzewam, że nawet nie wie, jak odwrócić to zaklęcie! Ani jaki użytek zrobić ze swojego ptaszka, więc nie zrobi mu większej różnicy to, co mu zrobię! A zrobię na pewno!
- Głupek! - skwitowała go dziewczyna, odchodząc do swego namiotu. Draco chciał złapać ją za rękę i odszczeknąć się jej, ale w ostatniej chwili coś go powstrzymało. Nie wykluczone, że jej smutne spojrzenie, którym go na koniec obdarzyła...

2 680 czyt.
100%122
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1663 słów i 9377 znaków.

2 komentarze

 
  • Nataliiia

    Nataliiia · 18 lis 2016

    Kiedy kolejna???

  • Olifffja<3

    Olifffja<3 · 17 lis 2016 · 302308698

    Super !!!!