Dramione - podwójne życie 22

- Hermiono – jęknęła ze dwa tygodnie później Ginny w czasie piątkowego obiadu.
- Co? – zapytała ją panna Granger znów pogrążona w lekturze.
- Lucjusz mnie coraz bardziej męczy – jęknęła Ruda.
- To z nim zerwij – podpowiedziała jej przyjaciółka. Ginny spojrzała na nią wzrokiem bazyliszka, a potem prychnęła jak rozjuszona kotka.
- Nie o to mi chodzi! Męczy mnie, bym z tobą porozmawiała! Zrobiłabyś mu wreszcie tę przyjemność i porozmawiała z Draco!
- Sądziłam, że od robienia mu przyjemności, jesteś ty… - mruknęła Hermiona, nawet ni podnosząc oczu znad czytanego tekstu.
- No to przysługę, niech ci będzie…
- Mogę mu zrobić taką przysługę, że przy najbliższej okazji miotnę w Draco jakimś fajnym urokiem! – warknęła Miona, odkładając wreszcie książkę i patrząc na przyjaciółkę z wyrzutem. – Poza tym wykluczone! Dostatecznie jasno wytłumaczyłam temu tlenionemu idiocie wszystkie kwestie i nie mam zamiaru już więcej z nim rozmawiać!
- Szkoda – mruknęła Weasley’ówna, patrząc gdzieś ponad ramieniem przyjaciółki. Ta jednak nie zauważyła jej spojrzenia. Ginny natomiast pokręciła stanowczo i smutno głową.
- Moi drodzy – powiedziała nagle McGonagall, a liczne rozmowy w Wielkiej sali natychmiast ucichły. – Na jutrzejsze śniadanie proszę założyć swoje szaty wyjściowe. Przyjeżdża do nas bowiem delegacja z Bułgarii i nie możemy się im niegodnie zaprezentować. Śniadanie w dniu jutrzejszym odbędzie się pół godziny później, lecz proszę, byście stawili się w sali Wejściowej o dziewiątej. Nie będę tolerować żadnych spóźnień i tłumaczeń!
- Ciekawe, o co może chodzić z tą delegacją – powiedziała Ginny, gdy zjadły już śniadanie i ruszyły na ostatnią tego dnia lekcję.
- Nie mam pojęcia – odparła Miona i zatrzymała się gwałtownie, gdy za zakrętem drogę zastawił jej Draco. – Mógłbyś się ruszyć?
- Musimy porozmawiać, Granger – powiedział stanowczo.
- Raczej nie mamy o czym, Malfoy! Nie jesteś już Prefektem Naczelnym, więc…
- To ja już pójdę… - bąknęła Ginny.
- Ani mi się waż! – syknęła w jej stronę Hermiona i złapała ją stanowczo za rękę. Zerknęła ze złością na blondyna, który wciąż zagradzał jej drogę i warknęła: Znaj moją dobroć, Malfoy. Masz pięć minut! O czym to chciałeś ze mną porozmawiać?
- O nas – powiedział natychmiast. – O tym, co nas łączyło i co ja tak spektakularnie i idiotycznie dwukrotnie schrzaniłem. Pragnę cię przeprosić i błagać o ostatnią szansę. Zapewniam cię, że tej nie zmarnuję i zrobię wszystko, by ponownie zasłużyć na twoje uczucie. Oraz na twój szacunek…
- A jaką dajesz mi na to gwarancję, Malfoy? Powiedzmy, że ja ci teraz wybaczę, a po miesiącu mnie rzucisz, bo uznasz, że to jednak nie to. Ile razy mam jeszcze leczyć serce złamane przez ciebie?! Byłam totalną idiotką, pozwalając sobie na jakieś głębsze uczucia do ciebie. Idiotką, która myślała, że też mnie kochasz! Zapewniam cię, że to już się nigdy nie powtórzy!
- Hermiono, zaczekaj! – jęknął blondyn błagalnie, łapiąc ją za dłoń. Przez jej ciało przeszły dreszcze, które wzmogły się tylko, gdy spojrzała mu w oczy. – Nie odchodź, błagam!
- Teraz to już na to cokolwiek za późno, Draco! – wyszeptała i wyszarpnęła mu swą dłoń z uścisku.
- Kocham cię! – krzyknął za nią, bo dziewczyny oddaliły się pospiesznie, słysząc dzwonek oznajmujący lekcję. Jego słowa nie przeszły jednak obok niej bez echa, bo sprawiły, że zamyśliła się nad nimi do tego stopnia, że niemal całkowicie zaniedbała Historię Magii, chyba po raz pierwszy nie robiąc notatek.
Nazajutrz rano, po niekoniecznie dobrze przespanej nocy, w której czasie rozmyślała wciąż i wciąż nad słowami chłopaka, udała się wraz z Ginny do sali Wejściowej. Stanęły w kolejce, czekając, aż drzwi do Wielkiej sali zostaną wreszcie otwarte.
- Hermiono – powiedział łagodnie Ślizgon, podchodząc niespodziewanie do rozmawiających szeptem dziewczyn. – Proszę, Miona, wybacz mi to moje kretyńskie zachowanie!
- Nie mogę – powiedziała cicho, a w jej oczach pojawiły się łzy. – Zraniłeś mnie po raz ostatni.
- Proszę! – jęknął. – Jesteś przecież dla mnie wszystkim!
- Też kiedyś dla mnie byłeś – wyznała. – Ale to się skończyło. A ty się zorientowałeś odrobinę zbyt późno! A teraz, puść mnie, proszę…
- Szkoda – powiedziała smutno Ginny, gdy usiadły na swoim miejscu.
- Czego?
- Tego, że nie chcesz mu wybaczyć – odparła rudowłosa. – Ale rozumiem. Chociaż mnie to boli. Zostałabyś przynajmniej moją synową i bylibyśmy rodziną…
- Nie uważasz, że to trochę dziwne?
- Co takiego?
- Zostanie twoją synową. Jestem przecież starsza od ciebie!...
- Ale tylko o dwa lata…
- Oh, zjeżdżaj! Dobra, teraz jestem ciekawa, czemu przyjeżdża tutaj ta delegacja. I po co właściwie… Musi to być najwyraźniej coś poważnego.
- Może znowu chcą zorganizować Turniej Trójmagiczny? – zaproponowała Ginny.
- To teraz powinna go organizować inna szkoła, nie Hogwart. Poza tym, z tego, co wiem, w Bułgarii nie ma żadnej szkoły magii. A tylko ta delegacja przyjeżdża. Gdzie druga szkoła?
- No to nie wiem – skapitulowała Ginny.
- Kochani, w naszej szkole gości już delegacja bułgarskiego Ministerstwa, którzy wkrótce dołączą do grona nauczycielskiego w czasie śniadania, dlatego proszę, byście zachowywali się godnie. Zwłaszcza mówię to do Ślizgonów!
Pięć minut później na stołach pojawiły się wreszcie parujące potrawy. W Wielkiej sali rozbrzmiał natychmiast szczęk sztućców i gwar przyciszonych głosów.
- „…ale on jest przystojny!” – usłyszała Hermiona głos jednej z młodszych koleżanek.
- „Taaak, ciekawa jestem, czy jest wolny?...”
- „Coś ty!” – syknęła kolejna z nutą nagany w głosie. – „takie ciacho, jak on ma na sto procent jakąś gorącą laskę.”
- „Szkoda… Ale i tak spróbuję go poderwać. Przecież to w końcu sam Wiktor Krum!”
Hermiona nieomal udławiła się jedzoną właśnie jajecznicą i spojrzała w kierunku stołu nauczycielskiego tak gwałtownie, że aż rozbolała ją szyja. Zobaczyła go natychmiast. Zajęty był rozmową z profesor Vector, ale najwyraźniej wyczuł jej spojrzenie, bo zerknął w jej stronę. Uśmiechnął się łagodnie i wrócił do rozmowy z nauczycielką.
- Nie miałam pojęcia, że przyjeżdża – mruknęła do Ginny, która zajęta była czytaniem interesującego ją czasopisma.
- Kto? – zapytała Ginny, nie przerywając czytania.
- Wiktor – wyszeptała konspiracyjnie Hermiona. Ruda spojrzała na nią zdumiona, by po chwili przenieść wzrok na stół nauczycielski.
- O, na brodę Merlina! Ciekawa jestem, co z tego wyniknie…
- A co niby ma wyniknąć?
- No przecież Malfoy też tu jest… I chyba już zdążyłaś się zorientować, że najwyraźniej chce do ciebie wrócić…

Gdy spokojne śniadanie dobiegało już końca, Krum podniósł się nagle ze swojego miejsca i ruszył ku stołowi Gryffindoru. Niemal wszystkie oczy zwróciły się w jego stronę, obserwując każdy jego krok. Tymczasem on podszedł do Hermiony i usiadł obok niej.
- Witaj – powiedział. Obdarzyła go szerokim uśmiechem. – Ty spędzisz dziś ze mnu dzień, da? – zapytał, obejmując ją lekko ramieniem.
- Z przyjemnością – odparła. Wyszczerzył się do niej, łapiąc ją za podbródek i pocałował namiętnie. Wielka Sala wybuchła gromkimi brawami, a nieco zawstydzona Hermiona ukryła twarz na piersi Bułgara.
- Krum! – usłyszała nagle głos rozwścieczonego Malfoy’a i zamarła. Bułgar spojrzał na chłopaka i zapytał spokojnie:
- Co ty chcesz?
- Odwal się od niej! – powiedział głośno i wrogo Ślizgon, a wszyscy wokół zamarli. Krum tymczasem puścił ukochaną i wstał, górując nad w gruncie rzeczy szczupłym blondynem.
- Ty dał już dupy, gdy z nią był, więc się uspokój, da?... Ona jest moja! – odparł lekceważąco.
Draco spojrzał na Gryfonkę, która przyglądała się im z lekkim strachem i odparł, patrząc na bułgarskiego ministra:
- Jak chcesz – wzruszył ramionami i zamierzył się niespodziewanie na czarnowłosego. Wiktor zatoczył się, nieprzygotowany na atak i wpadł na stół.
- Panie Malfoy! – ryknęła przerażona McGonagall, wyciągając spod szaty różdżkę. Zanim jednak zdążyła choćby nią machnąć, Krum poderwał się na równe nogi i z wściekłością wypisaną na twarzy, odwinął się potężnie, powalając Dracona jednym ciosem. Ślizgon padł na posadzkę jak rażony piorunem i stracił przytomność.
- Draco! – wrzasnęły obydwie przyjaciółki, wstając od stołu i dopadając do powalonego chłopaka. Co prawda Krum chciał powstrzymać Hermionę, ale wyminęła go i runęła na kolana obok młodego Malfoy’a.
- Panie ministrze, proszę, by udał się pan teraz do swojej komnaty – powiedziała ostro McGonagall, pojawiając się wraz z Flitwickiem i Slughornem tuż obok uczniów. Wiktor mruknął coś niezrozumiale i chciał zaoponować, ale widząc ostry wzrok surowej dyrektorki Hogwartu, spojrzał wściekły na wciąż pochylającą się nad blondynem Hermionę i wyszedł pospiesznie z Wielkiej Sali. – Trzeba przenieść pana Malfoy’a do Skrzydła Szpitalnego. Filiusie, mógłbyś? – zwróciła się do niewysokiego nauczyciela zaklęć.
- Oczywiście – odparł piskliwie Flitwick i dwoma machnięciami różdżką umieścił zemdlonego chłopaka na niewidzialnych noszach, by po chwili wyjść wraz z nim.
- Wspaniale… Horacy, powiadom, proszę Lucjusza Malfoy’a o tym, co się tutaj wydarzyło…
- Ja to zrobię – powiedziała niespodziewanie Ginny, podnosząc się z klęczek. Minerwa spojrzała na nią lekko zdumiona, ale kiwnęła jej głową, zgadzając się. Ruda machnęła różdżką, wyczarowując Patronusa. Podyktowała treść wiadomości i kazała zanieść ją pod wskazany adres. Patronus rozpłynął się w powietrzu.
- Panno Granger – nauczycielka zwróciła się do swojej najlepszej uczennicy. – Proszę mi wytłumaczyć, o co tutaj chodzi? Czy minister Krum miał prawo panią pocałować? I co oznaczały jego słowa, że jest pani jego?
- Miał prawo, pani profesor – przyznała Gryfonka. – Wiktor jest moim chłopakiem. To z nim związałam się po zerwaniu z Draco – wyjaśniła.

742 czyt.
100%5
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1819 słów i 10546 znaków.

Dodaj komentarz