Dramione - podwójne życie 24

Jakiś czas później.
- Gdzie idziesz? – zainteresował się Wiktor, patrząc na Gryfonkę.
- Do Skrzydła Szpitalnego – powiedziała Hermiona ostro.
- Idziesz ty do niego, da? – zapytał, marszcząc brwi.
- To mój obowiązek!
- Niet! – zaprotestował. – Twój obowiązek jest zostać ze mnu, Hermijona! To ja jest twój chłopak, niet on!
- Wiem, ale to przez ciebie Draco wylądował nieprzytomny w Skrzydle Szpitalnym.
- Mówjisz, że to moja wina?! – zdenerwował się, wstając z kanapy, na której do tej pory siedział… Może ty nie zauważyła, ale to on mnie zaatakowal. I to on ciebie nie szanował! A przy mnie, ty będziesz żyć jak królowa, wjesz? Ty będziesz mieć pieniądze i wszystko, czego zapragniesz! – obiecał stanowczo, biorąc ją w silne objęcia i zaczynając całować namiętnie. Poddała mu się, ale tylko na moment.
- Wiktor, naprawdę muszę iść – jęknęła, gdy próbował ją rozebrać, cały czas całując dziewczynę po szyi.
- Ja rozumie… - mruknął ponuro. – Ty go kochasz, da? – zapytał smutno, odsuwając się od niej.
- Co? O czym ty mówisz? Oczywiście, że go nie kocham! Nie po tym, co zrobił i jak mocno mnie skrzywdził – zapewniła go. – Ty jesteś dla mnie najważniejszy, ale proszę cię, nie doprowadzaj już do takich bójek, dobrze?
Kiwnął tylko głową, najwyraźniej wciąż na nią obrażony, po czym mruknął:
- Możesz ty iść do niego, ale mnie nie oszukuj ty, da?
- Wiktor! – zezłościła się natychmiast. – Nie wiem, o czym ty bredzisz, ale nigdy cię nie oszukałam! I nie oszukam! Kocham cię… Zjawię się za jakąś godzinę…
Wyszła z komnaty przydzielonej przez McGonagall Wiktorowi i niemal biegiem ruszyła do Skrzydła Szpitalnego. Naprawdę martwiła się o tego blondwłosego kretyna, bo atak Wiktora był naprawdę agresywny. No i wciąż dudniły jej w uszach słowa Ślizgona! Czy to tylko jeden z jego idiotycznych pomysłów, który miał skłócić ją z Wiktorem i w efekcie ośmieszyć?
Takie właśnie myśli towarzyszyły jej w drodze do pani Pomfrey. W drzwiach wiodących na salę nieomal zderzyła się z wychodzącym zeń Lucjuszem Malfoy’em.
- Co pani tu robi? – zapytał ostro, zasłaniając jej wejście.
- Przyszłam dowiedzieć się, co z Draco – bąknęła nieśmiało.
- Wciąż jest nieprzytomny – odparł surowo, wciąż nie ruszając się z miejsca i patrząc na nią wrogo. – Jest pani usatysfakcjonowana zasłyszanymi informacjami?... Może pani pogratulować swojemu chłopakowi, odwalił kawał całkiem porządnej roboty! – sarknął tak jadowitym głosem, że aż przykuliła się w sobie. – A skoro zaspokoiła już pani ciekawość, zalecam oddalenie się do swoich obowiązków Prefekta Naczelnego!
- Mimo wszystko wciąż chciałabym odwiedzić Dracona! – powiedziała, patrząc odważnie mężczyźni w oczy.
- I sądzi pani, że po tym, co się stało, udzielę pani na to swojej zgody? – zapytał drwiąco. – Chyba jednak nie jest pani najmądrzejszą czarownicą od czasów Ravenclaw… Bardzo proszę zejść mi z oczu, panno Granger!

- Naprawdę tak powiedział? – zapytała zaskoczona Ginny, patrząc na swoją przyjaciółkę nazajutrz w czasie obiadu.
- Dokładnie tak – chlipnęła Hermiona. Wciąż była roztrzęsiona zachowaniem tego wyniosłego blondyna.
- A powiedz mi, czemu właściwie poszłaś do Dracona? Przecież nie jesteście już razem…
- Wiem, Ginny, ale to, co się stało, było też moją winą. Mogłam powstrzymać Wiktora. Nie zrobiłam tego jednak, w efekcie czego Draco wciąż jest nieprzytomny, a McGonagall wściekła na Wiktora. Nie mam pojęcia, jak załagodzić tę całą sytuację!
- A co na to wszystko McGonagall?
- Podejrzewam, że gdyby to od niej zależało, wywaliłaby stąd Wiktora, nie dbając w ogóle o to, że on jest bułgarskim Ministrem Magii! A potem zerwałabym kontakty z Bułgarią… - wyjaśniła Hermiona ponuro. – Rozsierdza ją dodatkowo fakt, że Wiktor zdaje się niespecjalnie tym przejmować… Na szczęście Kingsley łagodzi sytuację, choć widać, że zachowanie mojego chłopaka również mocno go zniesmaczyła… Ja sama nie wiem, co o tym myśleć…
- Ale przyznasz, że atak był naprawdę brutalny! – powiedziała Ginny poważnie. – Przecież jeśli Krum pozbawił Draco przytomności tylko za pomocą siły własnych mięśni, to pomyśl, co mogłoby się stać z fretką, gdyby Kruma nikt nie powstrzymał!
- Wiem o tym, Ginny i naprawdę się tym martwię… Co powinnam zrobić? Nie chcę z nim zrywać, ale…
- Ale co? – zainteresowała się Ruda.
- Ale co będzie, jeśli Wiktor zdenerwuje się w taki sposób na mnie? I również mnie pobije?
- Boisz się go?
- Wystraszył mnie – przyznała szczerze, bez entuzjazmu dziabiąc zapiekankę na swoim talerzu. – Raczej nie chciałabym, żebyście w przyszłości znaleźli gdzieś moje skatowane ciało…
- Więc porozmawiaj z nim o swoim strachu! Ma pełny obowiązek się o tym dowiedzieć i coś z tym zrobić. Nie może przecież być tak, że kulisz się gdzieś w kącie za każdym razem, gdy Wiktor jest zły!
- Masz rację! – zdecydowała Hermiona. – Porozmawiam z nim zaraz po obiedzie.

- Ty wczoraj długo była u swego „przyjaciela” – powiedział Wiktor, gdy znaleźli się sami w jego komnacie. Hermiona spojrzała na niego krzywo i powiedziała:
- Nie odwiedziłam go. Lucjusz nie wpuścił mnie do środka.
- To dobrze – mruknął. – W takim razie, gdzie była tyle czasu?
- Na błoniach… Musiałam pomyśleć.
- Nad czym? – zapytał natychmiast.
- Nad naszym związkiem. Nad tym, jak się zachowujesz…
- Ja chyba nie rozumiem…
- Posłuchaj mnie. Kocham cię, naprawdę, ale ten twój wybuch złości sprawił, że zaczęłam się ciebie bać!
- Hermijona, o czym ty mówjisz? – był tak zaskoczony, że wpatrywał się w nią jak w jakie dziwowisko. Wstał jednak i podszedł do niej niepewnie. Chciał ją objąć, lecz odsunęła się o krok. – Naprawdę? – zapytał smutno.
- Tak, Wiktor – odparła, a w jej oczach pojawiły się łzy. – Posłuchaj…
Przez niemal pół godziny tłumaczyła mu, jak bardzo ją przestraszył, jakie odczuwała obecnie lęki i niepokoje związane z byciem z nim w związku. Krum minę miał zasmuconą i wyglądało na to, że jej słowa naprawdę zrobiły na nim wrażenie.
- Hermijona – powiedział łagodnie, gdy umilkła, a po jej policzkach zaczęły płynąć obfite łzy. – Ja nie wiedział… nie sądził…ja… Hermijona, wybacz ty mi, proszu! Ja zrobiu wszystko, rozumiesz? Ty będziesz szczęśliwa, Hermijona!...
- Obiecaj – jęknęła. – Obiecaj mi, że już nigdy nie wdasz się z nikim w żadną bójkę! Żadną! – zażądała ostro. – A w szczególności w taką, w której będzie chodzić o mnie!
- Hermijona, ja obiecuju! Ja już nigdy! – zapewnił ją, porywając w ramiona. – Ale ja będę bronić twego honor!
- Dobrze – zgodziła się łaskawie, ocierając łzy. – Mam jednak jeszcze jedną prośbę.
- Dla cjebje wszystku, najdroższa…
- Przeprosisz McGonagall, Kingsley’a i Lucjusza oraz przede wszystkim Draco, gdy już odzyska przytomność! – powiedziała. Popatrzył na nią chmurnie spod tych swoich imponujących brwi, lecz widząc jej minę, westchnął ciężko i uśmiechając się półgębkiem, powiedział:
- Dobrzu, ja ich przeproszę… Ale czy teraz ty pójdziesz ze mnu do łóżka?

693 czyt.
100%32
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1304 słów i 7471 znaków.

2 komentarze

 
  • gall

    gall · 26 wrz 2018 · 287366587

    Odnoszę wrażenie że Krum chce tylko wy*uchać Hermionę Wiem To Wszystko

  • AnonimS

    AnonimS · 25 wrz 2018

    Przeczytałem.