Okruchy przeznaczenia - Część 2

Promienie porannego słońca przebijały się leniwie przez zasłonięte delikatną tkaniną okna.  Chłód wnikający do pomieszczenia snuł się po drewnianej podłodze. Araja otworzyła oczy i zapominając, że nie jest sama zerwała się z posłania. Dziewczynka budząc się przerażonymi oczkami błądziła po nowym otoczeniu. Zdawała się zagubiona i przestraszona. Jej osmolona sukienka przypominała niechybnie o zdarzeniu z ostatniej tragicznej nocy. Kobieta ustała nad zbierającą się do płaczu dziewczynką obejmując ją czule. Nie znajdowała słów, które mogłyby w tej chwili ukoić cierpienie tej małej istotki.  
- Oni odeszli – wycedziła przez łzy – widziałam … z nieba …
- Już dobrze. - wyszeptała Araja – Robaczku zrobię ci śniadanie
Kobieta o bujnych ciemnozielonych włosach wyszła do małej kuchni szukając na szybko składników robiła nie małe zamieszanie. Wymyśliła błyskawiczny omlet i za chwilę słodki zapach przywabił małego gościa. Dziewczynka usiadła na drewnianym stołeczku wycierając rękawem łzy. Dostała solidną porcję na talerzu. Najpierw patrzyła na jedzenie dość długo, by po chwili zacząć wsuwać kulinarny wytwór Araji.  
- Jak masz na imię dziecko? - spytała delikatnym głosem.
- Mela. Moja mamusia też dobrze gotuje … gotowała. - poprawiła smutno.
- Musiała być niesamowitą osobą.
- Gdzie jest ten pan? - zapytała nagle Mela
- Jaki pan? O kogo pytasz?
- Uratował mnie wczoraj.
Kobieta usiadła podając dziewczynce sok.  
- Galum jeszcze tu zajrzy, tymczasem ja się tobą zaopiekuję. Mam na imię Araja.
- Jesteś czarodziejką?
- Tak.
- Umiesz leczyć, znasz się na roślinach?
- Nie. - odparła zielonowłosa kobieta.
- Ja umiem, moja osada była w tym najlepsza – dodała z nostalgią w głosie.

Nagle Araję coś olśniło, zaczęła się powoli domyślać dlaczego ta tragedia dotknęła akurat jej najbliższych. Leczący magowie władali zdolnościami, które były poszukiwane przez innych z jej świata. Jednak nie potrafiła sobie wyobrazić kto śmiał podnieść na nich swoje moce. Czarodzieje traktowali ich z szacunkiem godnym najwyższych.  
- A ty? Co potrafisz?
Araja uśmiechnęła się lekko.
- Ujarzmiam energię z ziemi, ale długo by opowiadać.
Ich rozmowa trwała długo. Dziewczynka zadawała masę różnych pytań, jej mądre oczy nie kryły drzemiącej w niej inteligencji. Kobieta bardzo polubiła małą czarodziejkę. Między nimi wywiązała się więź, która chociaż trochę zapełniła pustkę w sercu Meli.  
Pewnego dnia postanowiła zabrać ją na wycieczkę do rajskiego ogrodu. Oprowadzała ją pokazując piękno natury, morze kwiatów i roślin wywołało pierwszy uśmiech na twarzyczce maleńkiej czarodziejki. Tłumaczyła jak piękny jest ich świat, jak wiele może się nauczyć od niej o magii ziemi. Dziewczynka chłonęła wszystko z szeroko otwartymi oczami z podziwu. Pod koniec dnia zabrała ją na wzgórze, z którego roztaczał się wspaniały widok na tętniącą życiem krainę. W pewnym momencie usłyszała pytanie, którego najmniej się spodziewała.
- A co tam jest ciociu? - spytała wskazując na północ.
Znajdowała się tam strefa zanurzona jakby w ciemnych chmurach snujących się blisko ziemi. Drzewa przypominały obumarłe pomniki przyrody z szarymi liśćmi, skały przykryte czarną zasłoną wyglądały mrocznie i ponuro.  
- Tam nic nie ma, to koniec naszego świata! - odparła niechętnie.
- Jak to?
- Tam nie wolno chodzić, ani o tym rozmawiać.
- Dlaczego? - drążyła dalej temat Mela.
- To zakazane. Posłuchaj mnie, nigdy nie wolno ci się tam nawet zbliżać, rozumiesz mnie?

Dziewczynka popatrzyła na kobietę z niedowierzaniem. Czuła, że coś intryguje ją w tym zapomnianym miejscu. Jak magnes wołało ją do siebie, nie rozumiała tego uczucia.  
- Powiedz dlaczego? Co tam jest? Chcę poznać powód.
- To przeklęte miejsce Mela. Nie wolno o nim rozmawiać! Koniec tematu!
Kobieta uniosła się pierwszy raz odpowiadając takim tonem, że dziewczynka zbuntowała się. Od tej pory nie chciała rozmawiać z Arają. Ich relacje bardzo się popsuły. Którejś nocy mała czarodziejka uciekła z zawieszonego nad ziemią domku po chwiejącej się drabinie. Korzystając z nieuwagi zielonowłosej kobiety pobiegła zapamiętanym szlakiem w stronę wzgórza, które zapamiętała z ich wspólnej wyprawy. Nie bała się poruszać nocą, nauczona tego ze swojego poprzedniego życia blisko lasu. Im bardziej jej czegoś zakazywano, tym mocniej do tego dążyła. Nie rozumiała skąd u niej takie pomysły, ale miała tak od zawsze. Kiedy dotarła na skraj zakazanej strefy poczuła dreszczyk emocji. Zabrała z domku świecącą w ciemności kulę, którą wystarczyło potrząsnąć, żeby wydobył się z niej jasny blask. Zatapiając się w gęstą zawiesinę zniknęła w tajemniczym miejscu. Wszystko wokoło wyglądało na wymarłe, drzewa, krzewy. Zauważyła zwiędnięty kwiat. Dotknęła go swoimi drobnymi rączkami i wypowiadając zaklęcie sprawiła, że zaczął na nowo odzyskiwać życie. Za chwilę rósł przez nią zdrowy żółty cud natury, który pięknie pachniał słodkawą nutą. Nagle usłyszała za sobą szeleszczenie. Coś wyskoczyło z krzaków snując się nad ziemią. Dziewczynka nie oglądając się za siebie zaczęła biec przed siebie omijając wystające z ziemi powykręcane korzenie. Kurczowo trzymając w ręku świecącą kulę brnęła w głąb nieznanej krainy. Nagle wpadła do strumienia potykając się na śliskim kamieniu. Światło wypadło jej z ręki upadając na zabłocony brzeg. Stwór dogonił ją za ten czas zbliżając się niebezpiecznie blisko. Zaświecił na purpurowo wysyłając w stronę przerażonej czarodziejki czerwoną kulę energii. Trafiając w kamień leżący obok niej roztrzaskał go w pył. Podniosła się chcąc uciekać, ale bez kuli nie mogła. Wróciła po nią i chwytając w rękę zauważyła jak eteryczna postać stoi tuż nad nią.  
Nie wiedząc jak ma się bronić zasłoniła się tylko rączkami czekając na to co nastąpi. Wtem usłyszała czyjeś kroki i coś poszybowało w powietrzu trafiając wprost w dziwny goniący ja twór. Napastnik rozpłynął się w powietrzu znikając tak szybko jak się pojawił. Nastała cisza. Czarodziejka z ciężkim oddechem podniosła się z mokrej ziemi i oglądając za siebie ujrzała chłopaka ubranego na czarno. Podniosła świecący przedmiot zbliżając go do twarzy nieznajomego. Jego włosy w podobnym kolorze co ubranie były krótkie. Wyglądał z twarzy na kogoś w podobnym do niej wieku, ewentualnie mógł mieć z dwa lub trzy lata więcej. Podał jej rękę pomagając wstać.  
- Nie jesteś stąd. - dodał podejrzliwie.
- Nie … ja przyszłam tu z …
- Wiem, zgubiłaś się, tak?
- Nie … Coś mnie tu ciągnęło.
Popatrzył na nią podejrzliwie.
- Czarodziejkę tu ciągnęło? Do świata ciemności? Jesteś jakaś inna … twoje włosy…
Dziewczynka pogładziła się po głowie.
- O co ci chodzi? Sam jesteś dziwny.
- Spadaj do mamusi, zanim cię coś zabije! - krzyknął chłopak.
- Chciałabym, ale ona nie żyje! - zawołała czarodziejka marszcząc brwi.

Nieznajomy zmienił wyraz twarzy.  
- Nie wiedziałem. Tak czy inaczej musisz stąd znikać, bo nie wolno ci tu być.
- Co wy wszyscy macie z tymi zakazami. - oburzyła się – zabroniono mi tu wchodzić, nie rozumiem.
- Odwieczna wojna, coś ci to mówi?
- Nie wiem co to oznacza.
Chłopak uderzył się z bezsilności w czoło ręką.  
- Wytłumaczę ci to tak. Jesteś czarodziejką, ja czarnoksiężnikiem. Jesteśmy wrogami. Ty władasz białą magią, ja czarną. Mogę cię zabić, nie boisz się?
Czarodziejka wstała patrząc na niego swoimi pełnymi ufności oczami.  
- Nie boję się ciebie, jesteś zabawny – zaśmiała się szeroko.
- Wiesz, jesteś pierwszą osobą z tamtej strony, którą widzę. Mam na imię Kansi, a ty?
- Mela.
Nagle coś zaczęło znów szeleścić w zaroślach, chłopak rozejrzał się dookoła. Wyglądał na poruszonego do głębi.  
- Wyprowadzę cie stąd, bo cię zabiją. - dodał poważnie.
- Ty mnie nie zabiłeś – odparła spokojnie
Wtem coś wyskoczyło na nich wyczuwając energię dziewczynki.  
- Ale to cię zabije! - zawołał odpychając czarodziejkę i rzucając się na napastnika.
Kolejny raz przegonił stworzenie swoją mocą. Mela podziwiała chłopaka jak bohatera. Ten widząc, że chwilowo zrobiło się spokojnie pociągnął dziewczynkę za sobą w stronę jej świata. Biegli szybko nie zatrzymując się teraz na krok. Kiedy dotarli na skraj czarnej chmury wybiegli na ukwieconą łąkę. Pod stopami nieznajomego trawa obumierała, zamieniając się w pył.  
- Twoje stopy, co to? - spytała Mela nie dowierzając.
- Tłumaczę ci, że nie jestem z tego świata. Co ja przez ciebie robię, muszę wracać! - zawołał przerażony.
- Jak to wracać? Zostań tu, proszę! - błagała dziewczynka.
- Obyśmy się już nigdy nie spotkali. - wycedził kierując się z powrotem w ciemną zawiesinę. Mela stała jak zahipnotyzowana podążając wzrokiem za znikającym w oddali chłopakiem. Nagle spojrzała na ziemię, leżał tam jakiś przedmiot. Podniosła go do małej dłoni. Wyglądał jak miniaturowa figurka nietoperza. Schowała ją do kieszeni obłoconej sukni. Nagle zerwał się silny wiatr i z nieba spadł gęsty deszcz.  

Zaczęła biec w stronę domu. Wspinając się po chwiejnej drabince wpadła wprost na zatroskaną kobietę, która miała strach w oczach.
- Mela gdzieś ty była? Wyglądasz okropnie.
- W zakazanym miejscu ciociu. - powiedziała nie umiejąc kłamać.
Kobieta odepchnęła ją od siebie młodziutką czarodziejkę jakby sama pochodziła z tego miejsca.  
- Weszłaś tam i przeżyłaś? Jak to możliwe?  
- Miałam nie przeżyć? Ciociu?
- Nie zostaniesz tu dłużej, nie ze mną. Jesteś przeklęta.
- Co ty mówisz ciociu. Mam tylko ciebie. Nie oddawaj mnie, proszę. Obiecuję już tam nie pójść nigdy!
Kobieta stała nieugięta. Dziewczynka zaczęła zanosić się łzami, ale tym razem nie znajdowała pocieszenia w zielonowłosej czarodziejce. Zamknęła ją w pokoju, stając się nagle dla niej obcą i obojętną osobą. Mela wyciągnęła z kieszeni znaleziony przedmiot i ściskając go z całej siły poczuła dziwne mrowienie. Nagle usłyszała za drzwiami jak ktoś wchodzi do środka. Przyłożyła ucho do drewnianych drzwi.  
- Zabieraj ją stąd natychmiast! - zawołała kobieta
- Dlaczego? Myślałem, że zostanie u ciebie? - odparł mężczyzna, w którego głosie dziewczynka rozpoznała Galuma.
- Ona jest jakaś inna. Poszła do zakazanego lasu i wróciła! To ci wystarczy?
Zapanowała cisza. Wtem mężczyzna odparł ciszej.  
- Jak chcesz, ale zawiodłem się na tobie Arajo.
- Nie będę ryzykowała życia, nawet dla ciebie – odparła kobieta.
- Twoja decyzja, ale jak komuś o tym wspomnisz, gdzie ona była, to …
Wtem drzwi się otworzyły, a dziewczynka odskoczyła chowając do kieszeni wyrzeźbionego  nietoperza.  
- Mela wychodzimy. To nie miejsce dla ciebie.
Dziewczynka chwyciła za rękę czarodzieja wychodząc z pomieszczenia. Ostatni raz spojrzała na kobietę z żalem w oczach. Ta nawet nie podniosła wzroku. Wyszli spokojnie wsiadając na przywołany przez Galuma wirujący dysk unoszący się nad ziemią. Tym razem Mela już nie płakała, nie miała już siły.

219 czyt.
100%72
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2071 słów i 11426 znaków

Komentarze (2)

 
  • Somebody

    Somebody 16 kwi 17:51

    Bardzo wciągające.

  • AnonimS

    AnonimS 15 kwi 19:20

    Sytuacja się rozwija. Zachęca do czytania. Czekam co dalej wymyślisz .... pozdrawiam