Okruchy przeznaczenia - Część 6

Krople deszczu spadały gęsto utrudniając widoczność, jak naturalna zasłona. Mela lecąc w dół czuła przenikliwe zimno, które potęgował wiatr. Szkoła Białej Magii i Pałac położone były wysoko na masywnych skałach, jednak pod nimi rozciągała się przepaść. Czarodziejka wypatrywała zagubionego przedmiotu, przeszukując pobliskie strome zbocze, naszpikowane ostro zakończonymi głazami.  
- Gdzie jesteś?! - zawołała łudząc się, że gadatliwy przedmiot jej odpowie.
Przemokła do suchej nitki, a z włosów spływały strumyki deszczówki. Przetarła twarz rękawem i rozglądając się nadal gorączkowo zawołała.
- Odezwij się! Mam szukać przeznaczenia, tak?
Wtem coś jej zamigotało na dnie przepaści granatowym blaskiem. Szybko skierowała tam swój podniebny energetyczny pojazd. Pomiędzy głazami leżała figurka nietoperza jaśniejąc co chwila i gasnąc. Już miała ją chwycić w dłoń, kiedy przedmiot niespodziewanie się poruszył. Za chwilę unosił się w powietrzu jak ona. Im bardziej do niego się zbliżała, to ten wyślizgiwał się z rąk. Zaczęła za nim gonić ślepo przed siebie, nie patrząc dokąd leci. Powoli ściemniało się, a uciążliwa ulewa zdawała się nie mieć końca. Płynąca w dole górska rzeka wezbrała od opadów, szumiąc głośno. Mela przelatując nad burzącą się o skały wodą przeraziła się, że straci kontrolę nad dyskiem i spadnie, ale nie chciała stracić z oczu nietoperka.  

W pewnym momencie czarna metaliczna figurka uniosła się w górę i lecąc wprost do pałacu nie zatrzymywała się już ani na chwilę.  
- Stój! Tam mi nie wolno! - krzyczała dziewczyna rozumiejąc powagę sytuacji.
Wzleciała nad murem obronnym wzbudzając niemałą panikę wśród pilnujących ją czarodziejów.  
- Intruz! Łapać go! - krzyczeli zaalarmowani mężczyźni.
Mela jednak nadal nie zważała na panikę jaką wywołała, uparcie goniąc za latającym tworem. Wtem skierował się w stronę jednej z szerokich wież, która górowała nad okolicą. Nietoperek wpadł przez otwarte okno do środka pomieszczenia, a Mela zaraz za nim. Wparowała jak burza plątając się w zawieszone w oknie zasłony. Dysk zniknął nagle, a ona mokra i zaplątana w tkaninę leżała na jakimś miękkim dywanie. Z wielkim trudem wyplątała się z oplatających ją zasłon i zauważyła koło siebie upragnioną figurkę. Chwyciła ją czym prędzej chowając do kieszeni. Chciała już uciekać z nieznanego jej miejsca, kiedy podniosła wzrok na okazałe łoże, na którym leżał mężczyzna. Na jej widok chciał podnieść się z posłania, ale nagle krzyknął z bólu. Wyglądał jakby strasznie cierpiał, a jego twarz była blada jak kartka pergaminu.  

Ostrożnie zbliżyła się do nieznajomego bacznie obserwując jego reakcję.  
- Kim jesteś? - wycedził przez zęby ściskając w rękach kołdrę.
- Jesteś chory? - spytała czarodziejka.
- A nie widać, że cierpię? - zdenerwował się nieznajomy.
Dziewczyna przyłożyła swoje ręce do czoła mężczyzny wyczuwając bijącą od niego złą aurę. Pamiętała jak uczono ją rozpoznawać choroby, dolegliwości. Tak samo wśród ludzi jak i zwierząt. Ratowała również rośliny, więc chciała pomóc najlepiej jak umiała. Skoncentrowała się chwilę i wtedy zrozumiała, że leżący na łożu nieznajomy jest na skraju śmierci.
- Trucizna – wyszeptała cicho, a jej dłonie powędrowały w okolice brzucha.
- Co ty robisz? Jaka trucizna?
- Masz szczęście, że tu jestem. Nie ruszaj się. - powiedziała spokojnie.
Od jej dłoni za chwilę rozniosła się świetlista zielona poświata, która zaczęła wędrować po ciele chorego. Mrowienie i drgania ogarnęły go jak fale rozchodzące się po morzu. Nagle krzyknął głośno, jakby rozdzierało go od środka. Wtem wydobyła się z niego czarna energia, którą czarodziejka uformowała w kulę i szybkim ruchem dłoni wyrzuciła z impetem przez otwarte okno. Nagle dziwne światło znikło, a Mela padła ze zmęczenia na podłogę. Mężczyzna zrozumiał, że czuje się zdecydowanie lepiej. Wstał i podchodząc do nieprzytomnej czarodziejki podniósł ją układając na łożu.  

Przemoczona i wyczerpana sama potrzebowała teraz pomocy.  
- Słyszysz mnie? Obudź się! - krzyczał potrząsając dziewczyną w panice.
Wtem Mela lekko otworzyła powieki i jakby przez mgłę zobaczyła nad sobą człowieka o niebieskich krótkich włosach.  
- Zemdlałam? - spytała cicho.
- Jak to zrobiłaś? Czuję się wspaniale! - zawołał uradowany.
- Pozbyłam się trucizny. Nie przeżyłbyś tej nocy, umierałeś.
- Jak to?
- Nie wiem co jadłeś, ale poważnie się zatrułeś i to nie byle czym. - dodała podnosząc się.
- Przecież jadłem to, co mi przynoszono. Jakim cudem …
- Masz fatalnego kucharza, przykro mi. Muszę już iść, bo mnie ubiją, że tu jestem.
Mela zaczęła się zbierać. Stanęła blisko okna, ale za nic nie potrafiła przywołać swojego dysku. Straciła za dużo energii na leczenie.  
- A niech to, nie polecę. - powiedziała kopiąc nogą w ścianę.
- Co ty wygadujesz? Możesz zejść po schodach.
- Właśnie, jakie to proste. Jest jeden problem, nie wolno mi tu być! Dostanę karę jak nic! - krzyczała chodząc tam i z powrotem po pomieszczeniu.
- Nie dostaniesz żadnej kary, a powiem więcej, nawet nagrodę.
Czarodziejka zaśmiała się wykręcając mokre ubranie.  
- Nie znasz moich nauczycielek. Ostatnio pracowałam za karę w ogrodzie i …
- Nie będziesz, pozwól że się przedstawię. Jestem Książę Derun.
Czarodziejka aż przystała w miejscu. Nie wolno jej było nawet wychodzić poza mury, a tu nagle przez takie zbiegi okoliczności poznaje samego księcia.  
- Mam na imię Mela … Wasza Wysokość … Jaśnie Panie … nie wiem jak się mam zwracać wybacz.
Mężczyzna zaśmiał się pokazując rząd białych zębów. Podszedł do niej przytulając mocno do siebie.  
- Niebiosa mi ciebie zesłały, możesz do mnie mówić jak chcesz, nawet po imieniu.

Dziewczyna czuła, że się dusi, ledwo wyrwała się z mocnego uścisku.  
- Przepraszam, wyzdrowiałem i pewnie teraz mam za dużo siły.
- Tak, zdecydowanie to kontroluj Derun, bo zrobisz z kogoś marmoladę.
On zaśmiał się szczerze, po czym skierował się do zdobionej szafy w rogu pomieszczenia.  Zaczął wyciągać z niej ubrania rzucając je na łoże. Teraz zobaczyła jak drogie materiały nosił, podobne widziała u Najmądrzejszej w Szkole Białej Magii. W końcu nieznajomy wybrał jeden ze strojów, a resztę wrzucił niedbale do drewnianej szafy.  
- Nie przystoi, żebym stał przy tobie w nocnym odzieniu do spania. Zaczekaj chwilę, przebiorę się i odprowadzę cię. - odparł uradowany zaczynając się rozbierać.
Mela odwróciła się czując jak gorący rumieniec pojawia się na jej twarzy.  
- Popatrzę przez okno – dodała kryjąc wstyd.
- Przepraszam, tyle lat tu tkwiłem, że zapomniałem o manierach. Zwykle przychodziły tu służące, przebierały mnie, myły …
- Nie tłumacz się. Na szczęście nie zdążyłam nic zobaczyć … chyba.
- Jak to chyba?
- Przebieraj się, proszę. Im dłużej tu jestem tym większa kara się dla mnie zbiera.
W pewnym momencie Książę miał problemy z zapięciem koszuli. Miał już na sobie wyjściowe spodnie, ale z zawiązywaniem misternych sznurków miał niemałe kłopoty.  
- Pomóż mi, nigdy tego sam nie robiłem. - powiedział błagalnie.
Mela podeszła do Deruna i chwytając za zwisające z koszuli tasiemki starała się je zawiązywać, ale nie wiedziała, czy dobrze to robi. On siedział na łożu, a ona męczyła się z jego odzieniem, kiedy do komnaty wpadła służba wraz ze strażnikami.  

Gdy zastali ich w takim położeniu jedna ze służek zemdlała.  
- Panie … ktoś włamał się do pałacu. Co to za dziewczyna Panie? - odezwał się jeden z czarodziejów zajmujących się obroną.
- Pojmać ją! - zawołała druga służąca widząc, że dziewczyna wykonuje za nią pracę.
Czarodzieje ze straży chwycili Melę z całej siły odpychając od Księcia.
- Co wy robicie! Uwolnić ją natychmiast! - rozkazał książę wstając z łoża.
- Ona … była w Pańskiej komnacie … czy Książę z nią …
- Cisza! A nawet jeśli to nie wasza sprawa! Ubierać mnie natychmiast! Muszę zejść na dół pomówić z królem!
- Ale Panie ty jesteś chory, nie wolno ci się ruszać stąd. - protestowała służąca.
- Kto tu jest księciem, ty czy ja?
Kobieta zaczęła nerwowo trząść się ze strachu, ocuciła koleżankę i obie zaczęły pomagać mu ubierać się w wyjściowe szaty. Strażnicy nie trzymali już Meli, ale bacznie ją obserwowali, jak podejrzanego. Derun ubrany jak należy zarzucił swoją ozdobną pelerynę i wkładając na głowę lekki srebrny diadem rozkazał.
- Prowadźcie do króla!
- Ale Panie jest środek nocy.
- Nie szkodzi, biorę to na siebie.

Wyszli kierując się w dół krętymi schodami. Służki przyglądały się czarodziejce ciekawie, a zwłaszcza jej dwukolorowym włosom. Nagle w jej kieszeni poruszył się rzeźbiony nietoperz. Przytrzymała go ręką, żeby znowu nie uciekł. Już dość jej narobił zamieszania. Usłyszała znajomy głos „to twoje przeznaczenie, nie bój się”.  
- Nie boję się – odparła czarodziejka.
Popatrzono na nią dziwnie, zrozumiała, że przecież to tylko ona słyszy tajemnicze szepty.
- Ja bym się króla bał – odezwał się jeden ze strażników.
- Nie ma czego, to mój ojciec. - dodał Książę patrząc na dziewczynę.
- Dziękuję za miłe słowa. - wycedziła Mela ściskając mocniej kieszeń.
Wyszli ze schodów kierując się oświetlonym kolorowymi światełkami korytarzem. Pięknie zdobione ściany w malunki przedstawiające sceny z życia królestwa, pobłyskiwały złotymi detalami wykończenia. Rzeźby wykonane tak dokładnie, że zdawały się realne, przykuwały uwagę młodej czarodziejki. W końcu dotarli na pokaźny dziedziniec. Książę kazał tam zaczekać Meli ze służącymi, a sam pod eskortą udał się do króla. Jedna z kobiet o pomarańczowych włosach odezwała się kiedy Książę się oddalił.
- Jak ty tam weszłaś? To wysoko.
- Potrafię nie jedno. - odparła czarodziejka unikając rozmowy.
- Książę wygląda kwitnąco, jak nowo narodzony. - dodała druga patrząc na dziewczynę.
- To chyba dobrze, co?

Obie popatrzyły na nią znowu, ale jakimś dziwnym wzrokiem. Normalnie jak ktoś zdrowieje, to powinna wszystkich przepełniać radość, ale tutaj tego nie widziała. Zupełnie jakby kobiety były tym zmartwione. Mela usłyszała znowu ten sam głos, co ciągle prześladował ją „ nie ufaj nikomu”. Zrozumiała, że tajemnicza figurka chce ją ostrzec, ale przed czym? Ledwo niedawno sama wpakowała ją do pałacu, gdzie nie mogła się pokazywać. Czasem cieszyła się z posiadanego przedmiotu, a innym razem rozumiała, że to jakieś przekleństwo. Wtem czarodzieje pełniący funkcję strażników pojawili się znowu.
- Idziesz z nami. A wy macie wracać do siebie. Natychmiast! - ryknął jeden z mężczyzn do służek.
Zrozumiały, że muszą wracać, nie protestowały. Mela podążyła za posłańcami w stronę okazałej sali. Wiedziała, że musi się teraz grubo tłumaczyć, jak tu się znalazła. Serce biło jej szybciej, a mokre ubranie powodowało dreszcze po całym ciele, kiedy z otwartych okien powiał wiatr. Pomyślała, że gdyby ją teraz widział Celos i Efra to opadłyby im szczęki ze zdziwienia. Jak dobrze, że złośliwy mag wyrzucił nietoperka. Ścisnęła kurczowo kieszeń, w której tkwił magiczny przedmiot i z podniesioną głową wkroczyła do ozdobnego pomieszczenia, gdzie czekał na nią Książę oraz stojące blisko niego postacie, od których biła moc władzy.

949 czyt.
100%233
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2162 słów i 11796 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • emeryt

    emeryt · 8 maj 2018 · 202081569

    @AuRoRa, trafiłem na twój kolejny odcinek chwilę po jego opublikowaniu, lecz dopiero teraz zebrałem się na komentarz. Jak do tej pory, czytam to wspaniałe opowiadanie z zaciekawieniem i mam nadzieję że przypadkiem nie zechcesz go zbyt szybko zakończyć. Mam chęć aby doczekać się jeszcze kilkudziesięciu takich odcinków w tym stylu co dotychczas. Przesyłam pozdrowienia, życząc w dalszym ciągu wspaniałej weny -emeryt-.

  • Obca

    Obca · 5 maj 2018 · 201233482

    Też bym chciała moc uzdrawiania

  • AnonimS

    AnonimS · 5 maj 2018

    Coraz sympatyczniej się akcja rozwija ale brak radosnych min służących wskazuje na to że brały udział w truciu księcia. Zobaczymy co dalej nam zaserwujesz....