Okruchy przeznaczenia - Część 53

Drobinki popiołu opadały na przemrożoną ziemię, z oddali dochodziły dźwięki wydawane przez potwory. Przysypany glebą i połamanymi gałęziami z początku nie miał pojęcia gdzie się znajduje, ani co się stało. Tępy ból otrzeźwił go momentalnie, a ziąb przeszył niby dziesiątkami szpilek. Potargane i osmalone ubranie stanowiło obraz rozpaczy i wstydu. Poruszył ręką, na której przepalona rękawica ledwo się trzymała. Energia prawie go opuściła, nie miał siły czarować, walczył w tej chwili o życie. Z mozołem wyczołgał się z krateru, w który musiał wpaść przy upadku z powietrza. W zaroślach coś się poruszyło, zamarł na chwilę. Zdążył jeszcze dobyć sztyletu, noszonego przy nogawce, na czarną godzinę. Czerwone oczy zaświeciły się, wiedział co zaraz nastąpi. Przyjął pozę obronną, w ostatniej chwili ustawiając ostrze pod odpowiednim kątem. Stwór czując życiodajny płyn, rozjuszony, skoczył na mężczyznę. Wtem został przecięty dotkliwie, przez doświadczonego w boju czarnoksiężnika. Pisk i inne wysokie dźwięki oznaczały porażkę bestii. Zaczęła uciekać, a on podniósł się z mozołem, wycierając ostrze o poszarpany strój.  
- Nie wiedziałeś na kogo trafiłeś … nie dam się pożreć. - syknął, jakby stwór wciąż go słyszał.

Ponownie stracił równowagę, zakręciło mu się z głowie. Upadł na twarz, czując się osłabionym i bezsilnym. Jeszcze raz zebrał się w sobie, znalazł gruby konar, na którym się podciągnął. Kuśtykał powoli w stronę Zamku Ciemności, przeklinając swoją przegraną. Nie rozumiał jakim cudem Kansi zdołał zebrać tak potężną moc. Nie pasowało mu, gdy przypomniał sobie spojrzenie rywala. Te oczy, widział je tylko raz w życiu. Królowa miała podobne, gdy została rozgniewana, ale przecież były kapitan nie miał powiązania z nią. Na samą myśl o tym, na jego poturbowanej twarzy pojawił się drwiący uśmiech. Za chwilę przemyślenia przerwał mu zbliżający się w jego kierunku, wystraszony młody chłopak z armii. Na widok pobitego generała zatrzymał się w miejscu.
- Podejdź tu! - zawołał Helar.
- Generale, to pan? - odparł przyglądając się mężczyźnie.
- Jak śmiesz się tak do mnie odzywać! - ryknął, po czym chrząknął, bojąc się, że młodzieniec go zostawi. - Możesz czarować? - spytał bezpośrednio, licząc na pomoc.
- Mogę, ale skomplikowanych zaklęć nie dam rady użyć. - skwitował, nie kryjąc obaw.
- Szlag! - zawołał generał, zrozumiał że o transporcie może zapomnieć.
- Mogę wezwać pomoc, proszę się nie ruszać. - odparł widząc przechodzący niedaleko oddział.
Czarnoksiężnik patrzył jak młodzik biegnie w stronę sojuszników. Generał za ten czas usiadł na zwalonym pniu, trzęsąc się z zimna, a rany dokuczały mu coraz bardziej. Wreszcie zjawili się mocniejsi czarnoksiężnicy, którzy wiernie służyli mu już nie raz. Widząc w jak poważnym jest stanie, i tak podziwiali go, że potrafił się poruszać. Zaczął tracić przytomność, uciekło mu zbyt wiele krwi.  
- Zabieramy go … natychmiast - usłyszał poważny męski głos.
Poczuł jeszcze jak ktoś bierze go pod boki, a potem unosi się wysoko ponad ziemią. Niestety poddał się, otoczyła go ciemność, wydawało mu się, że zapada w głęboki sen. Błogie uczucie zawładnęło nim, niczym balsam, upragnione wytchnienie przyszło w porę.

***
Czerwona tarcza powoli zachodziła za horyzont, pozwalając nocy na przykrycie zniszczonej napaścią sił ciemności krainy, gwieździstym całunem. Ranza wraz z Kansim została na zewnątrz, stojąc pośród zburzonych ścian pałacu, czując zimny powiew hulającego wokół wiatru. Reszta towarzystwa podążyła za królem światła, aby schronić się w ocalonych od zniszczenia komnatach, których pozostało niewiele. Czarownica z bijącym sercem ściskała w dłoni twardą oprawę, kryjącą treści mogące zmienić bieg wydarzeń. Czarnoksiężnik po chwili zorientował się, co takiego dzierży jego znajoma.  
- Skąd to masz!? - zawołał nie kryjąc paniki w głosie.
Odsunęła się odruchowo od niego, chowając za plecy dłoń, wraz z dziwnym znaleziskiem.  
- Za późno, czytałam zawartość.
- To luźne przemyślenia, chyba w to nie wierzysz …
- To moja sprawa, ale innych możesz tym zaintrygować. - uśmiechnęła się zaczepnie.
- Nie waż się nikomu … absolutnie nikomu tego zdradzić, bo …
- Bo co? - odezwała się patrząc na niego świdrującym spojrzeniem. - Zabijesz mnie? Zniszczysz? Jak myślisz jak zareaguje Mela, gdy dowie się prawdy?
Kapitan ścisnął pięść, czując jak wzbiera w nim gniew.  
- Nie zrobisz tego, nie powiesz jej … oddawaj zapiski, to nie prośba. - odparł, nachylając się nad niedawną ukochaną.
- Nie dostaniesz ich, należą do mnie, trzeba było ich lepiej pilnować. Spójrz co się stanie, wystarczy jedno zaklęcie. - uśmiechnęła się ponuro, robiąc rękoma koliste ruchy.

Małe drobinki energii zaczęły przylepiać się do twardej okładki. Zanim Kansi zareagował, przedmiot zdawał się rozpłynąć w powietrzu.  
- Jak mogłaś, zaklęcie mrocznego zabezpieczenia? Wiesz dobrze, że go nie złamię …
- Wiem. Jeśli nie chcesz abym ujawniła twój sekret, no cóż … mam pewne warunki.
Chłodny wiatr zawirował w pobliżu nich, podnosząc kurz. Stali blisko brzegu muru, patrząc na siebie w skupieniu. Czarnoksiężnik przeklinał się w myślach, za tak marne zabezpieczenie pamiętnika.  
- Nie godzę się na żadne, wiesz że mogę cię zmieść z powierzchni ziemi.
- Możesz, ale tego nie zrobisz, oboje wiemy dlaczego. Wystarczy jednak, jak pokażę znalezisko choćby królowi ciemności, albo komuś z tej części krainy, a będziesz się ukrywał jak mój ojciec.
Kansi nie wiedział, czy warto wierzyć wiedźmie, chociaż po ostatnich wydarzeniach, wolał nie ryzykować, wiedząc po kim odziedziczyła geny jego niedawna wybranka.  
- Niech to! Mów czego chcesz.
- Zbliż się, szepnę ci na ucho. - dodała rozbawiona.
Gdy dotarło do niego, na co musi się zgodzić, odsunął się ponownie.
- Co ty na to, to nie wygórowana cena za spokój.
- Jesteś podła – dorzucił oddalając się od niej, w kierunku bladych świateł gdzieś w głąb budynku.
- To znaczy, że się zgadzasz?!
- Tak, ale jak to wszystko minie, to mnie popamiętasz! - zawołał, po czym odwrócił się do niej plecami i zaczął podążać do środka zniszczonej budowli.
Ranza zaśmiała się, napawając się swoim sprytem. Myśl o tym, iż w żyłach Kansiego płynie krew władczyni mroku, zdawała się nie do uwierzenia. Dawne uczucia do mężczyzny wróciły ze zdwojoną siłą, czuła się przy nim bezpieczna, chciała go mieć na powrót przy swoim boku. Wtem w myślach ujrzała Jowina i poczuła ukłucie w sercu. Czując przenikliwe zimno, zaczęła się kierować za resztą towarzyszy, chcąc odsapnąć po niedawnej bitwie, w dodatku doskwierał jej głód.  

***
Tymczasem tuż przy granicy obu królestw, przy zapadającej ciemności, Zolara goniła za księżniczką światła i Hizarem. Uparcie nie odpuszczała, pomimo kierowanych w nią pocisków energii, które rozświetlały okolicę. Ferja miała dość goniącej ich czarownicy, więc krzyknęła do władającego nie małą mocą czarnoksiężnika.
- Zrób coś!
- Zaraz jej dam popalić – syknął, posyłając w kobietę silny podmuch wiatru.
Czarownicą zachwiało, ledwo łapała równowagę na latającym dysku. Podleciała bliżej, dobywając broni. Bojową różdżką posłała w chłopaka mrocznym promieniem, który zniszczył jego pojazd. Zaczął spadać, liczył na to, że Ferja mu pomoże, ale ta wciąż uparcie leciała przed siebie.  
- Pomóż! - krzyknął, ale nie uzyskał aprobaty.
Tuż nad ziemią przywołał wir powietrza, który zamortyzował upadek z wysokości. Zolara wylądował blisko młodzieńca, chcąc go atakować, kiedy przyjrzała mu się bliżej, jej twarz nie kryła wyrazu zdziwienia.  
- Ty! To dlatego uciekłeś z domu?
- Matka? Ty też jesteś zdrajczynią?

Odrzuciła wymownym ruchem za plecy długi warkocz, ledwo dławiąc emocje.  
- O wszystko bym cię podejrzewała, tylko nie o to! Księżniczka ci się marzy? Nie tak cię wychowałam …
- Rozpaczałaś za ojcem, nie miałaś dla mnie czasu – odparł z wyrzutem.
- Nie masz pojęcia jak boli strata kogoś kogo się kocha. Teraz ty mnie doprowadzasz do ostateczności. Wracasz ze mną, słyszysz?!
Hizar zaśmiał się głośno, przypominając sobie, co obiecała mu Ferja.  
- Nie dołączę do kogoś, kto na własne życzenie domaga się śmierci. Król ciemności zmiecie was w pył, a mnie da nagrodę.
- Z pewnością, zwłaszcza za zainteresowanie wrogiem. - zauważyła jego matka, przypominając sobie podejście króla do czarodziejek i magów światła. - Co ci obiecała, małżeństwo? Wiesz, że teraz jest nikim, zdradziła własną rodzinę, z takimi osobami nie ma sensu przebywać.
- To samo mogę powiedzieć o tobie. - dodał, posyłając w matkę mocny czar ciemności, który prawie zmiótł ją z nóg.
Zolara chciała mu oddać, ale zauważyła, jak wzbija się w powietrze, znikając tuż za granicą królestw. Zrozumiała co się wydarzyło, Ferja miała go w szachu, sprawiła nawet, że przestał słuchać matki. Nieprzyjemne uczucie ogarnęło nią, chciała go zatrzymać, ale wiedziała że to na nic się nie zda. Zakochany młodzieniec nie myślał rozsądnie. Zawróciła z powrotem w stronę Pałacu Światła, chcąc poszukać rozwiązania wśród przychylnych jej osób. Kochała syna, spodziewała się jak wiele postawił na szali, ktoś musiał nim manipulować, nie tylko księżniczka. Musiała się dowiedzieć, co ma robić dalej.  

***
Zapadła noc, nad krainę magów nadciągnęły śniegowe chmury. Drobne płatki zasypywały okolicę, jakby chciały przykryć niedawne ślady strasznych wydarzeń. Mela szła korytarzem, a z powybijanych okien wiało chłodne powietrze. Zanira szła pewnym krokiem, podążając w dobrze znanym kierunku. Retin jak cień szedł tuż za nimi, zaciekawiony nowym miejscem, które jeszcze niedawno przeżywało swoją świetność. Weszli do ocalonej od ataku sali, gdzie siedział król i królowa światła, próbując scalić roztrzaskane kryształy, tworzące barierę nad budowlą. Najmądrzejsza czarodziejka w królestwie, zarządzająca jeszcze niedawno Szkołą Białej Magii, ukłoniła się dostojnikom.  
- Panie, zawdzięczamy tej młodej damie więcej, niż byśmy się spodziewali.
- Wiem o tym, uratowała nam syna. - odezwał się władca.
- Wybacz śmiałość o Panie, ale według mnie, to ona jest wybraną, z tej przepowiedni ze zwoju.
Król światła podniósł się nagle, jakby słowa kobiety wzbudziły w nim ukrytą dawno nadzieję.  
- Czekam setki lat, przeżyłem wiele konfliktów, ale żaden nie był tak zuchwały. Straciłem dziesięcioro dzieci, a teraz kiedy myślałem, że tym dwojgu nic nie zagraża … najpierw dowiedziałem się o otruciu syna, a potem o zdradzie własnego dziecka. Myślisz, że ona może skończyć to koło nieszczęść, które wciąż się obraca, sprawiając nam ból? - odparł mężczyzna, poprawiając koronę, która ledwo trzymała się na jego głowie.

Mela słuchała słów władcy, próbując zrozumieć jak wiele bólu musiał doświadczyć. Zrobiło się jej żal dostojnika, jakby był zwyczajnym obywatelem, a nie pogrążonym w smutku królem.  
- To musi być ona, nie na darmo uratowała Deruna, nikomu wcześniej się to nie udało. Reszta twoich latorośli nie uniknęła straszliwego losu. Pozwól przekazać jej wiedzę, musi poznać słowa wyroczni, dla dobra nas wszystkich, ta niekończąca się wojna musi dobiec kresu.
- Niech tak się stanie, zaprowadź ją do zwoju i ukaż prawdę. Zasługuje na to, niech się dowie wszystkiego. Najpierw jednak niech wypocznie i spożyje posiłek, wy również. Pałacowa spiżarnia jeszcze ma sporo zapasów, które nie zostały splądrowane.
- Dzięki ci o Królu, zajmiemy się nią jak potrzeba. - dodała kobieta wykonując głęboki ukłon, a jej pofalowane fioletowe włosy wciąż dodawały jej uroku.

Już mieli wychodzić, kiedy Mela odwróciła się ku władcy, jakby coś sobie przypomniała.  
- Mogę o coś spytać?
Mężczyzna z koroną na głowie spojrzał na nią wymownie.  
- Pytaj o co chcesz.
- Czy Król Ciemności to brat waszej wysokości?
Na twarzy potężnego czarodzieja pojawiło się zdziwienie.  
- Skąd masz takie informacje?
- Słyszałam opowieść za dziecka, legendę o dwóch królestwach … zaczynam rozumieć, ale wciąż zbyt mało.
- Spostrzegawcza jesteś, młoda czarodziejko. W istocie, to mój brat. Dowiesz się więcej ze zwoju.
Dziewczyna chciała jeszcze o coś zapytać, ale Retin pociągnął ją za sobą.  
- Wystarczy.
- Dokąd idziemy? - spytała Zaniry.
- Odpocząć, a potem przygotuj się na lawinę wiedzy. Mela, czy ty możesz rzucać czary światła? W czasie bitwy widziałam, że używasz tylko zaklęć mroku.
Czarodziejka posmutniała, przypominając sobie jak Kansi z Ranzą pozbawili ją władania białą magią.  
- Pamiętam zaklęcia, ale są zablokowane dla mnie. Wpadłam do pewnej cieczy i …
- Nie mów nic. Pomogę ci odzyskać dawne moce. - odparła kobieta, czując powagę sytuacji.
- A co wtedy z czarami mroku, nie będę ich używała? Na darmo je przyswoiłam?
Retin mruknął coś do siebie, po czym odparł poważnym tonem.  
- Nikt ci nie odbierze tej mocy, niech tylko spróbuje, a będzie mieć do czynienia ze mną.

Zanira spojrzała na dowódcę rebeliantów, jakby właśnie przejrzał jej myśli.  
- Jako mieszaniec odkryjesz w sobie coś jeszcze. Jeśli tamci się nie mylą, to mamy szansę na poważny przewrót. To od ciebie zależy, czy w siebie uwierzysz. - dodał uśmiechając się lekko, przypominając sobie wyczyny dziewczyny.
Weszli do dużej sali, gdzie ich towarzysze jedli właśnie pierwszy posiłek po straszliwej bitwie. Widziała Celosa, Jowina, Norta i innych rozmawiających ze sobą jakby od zawsze się znali. Jednak gdy zwróciła wzrok w stronę Kansiego, zmroziło ją na chwilę. Przytulał Ranzę, jakby na powrót byli razem, jakby nic się nie wydarzyło. Tylko Jowin spoglądał ukradkiem, równie przejęty tym widokiem. Podbiegła do kapitana, mając złe przeczucia. Zanim zdążyła zareagować, jej siostra przyciągnęła do siebie czarnoksiężnika, całując na oczach młodej czarodziejki.  
- Ranza, co ty wyprawiasz?
- Jak to co? - odparła rozbawiona – To co zawsze, ciesze się swoim mężczyzną.
Mela nie mogła uwierzyć, czemu tamten nie protestuje, chociaż wie jak wielki ból jej to sprawia.  
- Kansi … czy wy?
- Nie zadawaj pytań, odejdź, ofiaro! - krzyknął, odpychając dziewczynę, jakby na powrót była nikim w jego oczach.
Nie rozumiała co się wydarzyło, ale to co mówił Kansi, przeczyło temu, co widziała w jego oczach. Uporczywie unikał jej spojrzenia. Chciała go odciągnąć, aby wyjaśnić wszystko na osobności, ale ponownie ją odtrącił. Ranza zabrała go ze sobą, jakby na powrót do siebie wrócili. Kansi ze spuszczoną głową oddalał się za nią do pomieszczenia, gdzie mieli spędzić noc. Zamknęli za sobą wrota, a Mela opadła zrezygnowana na posadzkę. Tejna zauważyła co się dzieje, więc podeszła do czarodziejki, w której oczach zbierały się łzy.

677 czyt.
100%84
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2774 słów i 15454 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 10 lutego

    Helar na własnej skórze przekonał się, że nie jest najsilniejszy. Teraz będzie chciał się porządnie zemścić. Jestem ciekaw propozycji przebiegłej Ranzy. Ta dopiero wnerwiła Kansiego. Mela ciekawska ale ta dociekliwość będzie ją zawsze prowadzić w dobrą stronę. Oj Kansi mam nadzieje, że wiesz co robisz.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 6 lutego

    Och Nietoperku.Zdrowo namieszales    Poloneza grają. Czas się pogodzic

  • Almach99

    Almach99 · 6 lutego

    Brat przeciwko bratu, siostra przeciwko siostrze, syn przeciwko matce, corka przeciwko rodzicom - co za swiat. Czekam Na happy end😃

  • emeryt

    emeryt · 6 lutego · 202091556

    AuRoRa, na taki odcinek czekałem, jest wspaniały. Co prawda to sądziłem że na tym będziesz kończyć, ale to co opisałaś daje dużo możliwości do kontynuacji. Przesyłam pozdrowienia i podziękowania.