Okruchy przeznaczenia - Część 31

Chłodne powietrze snuło się po podłodze, Mela ocknęła się, rozglądając się po pomieszczeniu. Gelda pogrążona jeszcze we śnie, leżała przy uchylonym oknie, jakby nie czuła wpływającego z każdą chwilą zimna. Musiała świetnie się bawić, że tak długo nie wstawała. Czarodziejka zamknęła okiennicę, czując dreszcze po całym ciele. Przebrała się w codzienny strój, tylko trochę bardziej zabudowany. Już miała wychodzić z komnaty, kiedy ocknęła się jej współlokatorka.  
- Dokąd to? Miałyśmy porozmawiać, zniszczyłaś sukienkę …
- Proszę, Geldo. Nie przewidziałam tego, postaram ci się jakoś odwdzięczyć.
- Czy tylko mi się wydaje, czy kapitan interesuje się tobą?
- Nie możliwe, to gbur! Pobiłabym go, gdyby nie zjawił się sam król. Przez niego przyspieszyli moją próbę, a Jowin się na mnie gniewa.
- Podoba ci się ten młody czarnoksiężnik … widzę że macie się ku sobie.
Mela uśmiechnęła się, nie chcąc teraz spowiadać się ze swoich uczuć.
- Nie zaprzeczam – dodała, wychodząc na zewnątrz.
Liczyła, że poranny trening pozwoli jej odegrać się na Kansim. Nie wiedziała czemu, tak bardzo chciała go zobaczyć, jakby podświadomość podsyłała scenariusze, na które nie było przyzwolenia. Zanim jednak tam dotarła, wkroczyła na stołówkę, gdzie dawno posilano się. Poprosiła o solidną porcję potrawki i biorąc pachnący owocami napój, usiadła przy drewnianym stole. Jowin zauważył ją z drugiego końca sali, szybko przeniósł się do niej, chcąc zamienić parę słów.
- Mela, to co zrobiłaś na balu, było fenomenalne, nie wiedziałem, że potrafisz sprzeciwić się temu typowi.
- Kansi jest słaby, ale ciągle doprowadza mnie na skraj wytrzymałości, nie wiem czego ode mnie chce. Wydaje się nachalny.
- Gdyby nie jego znajomości, nie awansowałby tak wysoko, jeszcze ta Ranza mu pomaga. Zmieńmy temat, tęskniłaś za mną?

Czarodziejka przełknęła kolejny kęs, popijając napojem. Intrygował ją, przystojny, mądry, silny, wspaniale całował, ale wciąż za mało o nim wiedziała.
- Za krótko się znamy, ale nie powiem tancerz z ciebie przedni. Trochę tęskniłam, o tyle. - dodała pokazując krótki odcinek na palcach u ręki.
- Tylko tyle, oj nie popisałem się. Drugim razem nie dam ci odejść. - odparł, obejmując ją.
Na sali podniosły się szepty. Mela pocałowała mężczyznę delikatnie w usta. Dokończyła śniadanie, po czym wstała od stołu.  
- Idę, trening czeka.
- Powodzenia, skop mu zadek. - dodał z uśmiechem, odprowadzając ją wzrokiem.
Nagle dosiadła się do niego młoda wiedźma, o długich czarnych włosach. Na jej szyi połyskiwał mistyczny amulet w kształcie dwóch węży, a oczy kryły nie jedną tajemnicę.  
- Wiesz z kim się zadajesz? Ta dziewczyna to mieszaniec, w połowie jest leczącym magiem.
- Wiem o tym, nie przeszkadza mi to. - odburknął zmieszany tematem.
- Na twoim miejscu poszukałabym sobie kogoś innego, ona zginie, nie żal ci czasu?
- Zginie? Co ty wygadujesz. Skąd masz takie informacje? Kim ty w ogóle jesteś? Pierwszy raz cię tu widzę.
- Życzliwą przyjaciółką, tyle ci powinno wystarczyć. - dodała odchodząc w głąb sali.
Nie rozumiał co się działo, ta wiadomość jednak wstrząsnęła nim na tyle, że nie potrafił przełknąć kolejnego kęsa. Wybiegł na zewnątrz, chcą zamienić jeszcze kilka słów, ale nieznajomej już dawno nie było w pobliżu. Machnął tylko pięścią, wracając do swoich obowiązków, czując dziwny niepokój. .  

*****

Po pokrytej szarym śniegiem ziemi, maszerowała czarodziejka, czując okropny ból głowy. Od wypadku nie potrafiła się go pozbyć. Powracał co jakiś czas, odbierając jej chęci do jakiejkolwiek aktywności. Wiedziała, że czeka ją próba, ale nie spodziewała się jakie zadanie karzą jej wykonać. Wiedziała, że może zginąć, ale razem z nią pogrąży się również kapitan. Nie było jej go żal wcale, wręcz przeciwnie. Niestety wizja końca życia nie napawała optymizmem, tak wiele miała do zrobienia, nauczenia, przeżycia. Wkroczyła do domku treningowego, ale zamiast Kansiego, siedziała tam Ranza, pielęgnując swoje paznokcie, pomalowane na czarno.  
- Jesteś, ofiaro. Nie widziałaś może kapitana?
- A nie ma go? Myślałam, że będzie z nami ćwiczył?
- Wczoraj zniknął gdzieś po nocy i tyle go widziałam. Możesz mi wytłumaczyć, czemu on ciągle uparcie do ciebie idzie? Wczoraj daliście popis, że aż sam król interweniował … - odparła czarownica, przygważdżając Melę do ściany.
- Spokojnie, nie odpowiadam za jego postępowanie, dobrze? - broniła się dziewczyna, odpychając rywalkę.
- Od kiedy się pojawiłaś, nie poznaję go. Zachowuje się nieracjonalnie. - dodała przyglądając się nagle jej oczom, które zostały zaczarowane urokiem.
Ranza na chwilę przyjrzała się uważniej młodej czarodziejce. Kolor tęczówek, przywołał wspomnienia, które dawno zostały zapomniane. Zrozumiała w mig, kto stoi na rzuceniem zapomnienia na Melę. Wspomnienia powróciły jak fale, zadając psychiczny ból, który przeszywał duszę wiedźmy.  

Przypomniała sobie swoja pierwszą miłość i dzień kiedy przyprowadziła go do matki. Nie zorientowała się, czemu kobieta nalega, żeby porozmawiać w cztery oczy z młodzieńcem. Wyszła zaparzyć napój, a kiedy wróciła, ukochany nie poznał jej wcale. Wręcz jego oczy pałały nienawiścią, a kolor ich tęczówek wydawał się znajomy, do tego jaki nosiła Mela. Nie mogła przekonać matki, żeby zdjęła z niego ten czar. Od tamtej pory nie ufała osobie, którą uważała za najbliższą. Podobne zdolności posiadał ojciec, ale z nim straciła kontakt i nie wiedziała czy także zaakceptowałby jej sercowy wybór. Ocknęła się z natłoku myśli, gdy czarodziejka uderzyła ja lekko dłonią.  
- Wszystko w porządku? Ranza?
- Tak … zamyśliłam się. Mam dla ciebie propozycję, co powiesz na wycieczkę?
- Wycieczkę? Dokąd niby?
- Zobaczysz, ileż można trenować. Ktoś powinien cię ujrzeć, to ważne.
- Co knujesz? Mów …
- Mela, nie lubię cię, wręcz nienawidzę, ale ktoś ewidentnie namieszał ci w głowie. Na próbie musisz mieć otwarty umysł, inaczej jej nie przejdziesz, a wtedy zginie Kansi, rozumiesz?
- Wiem jak ci na nim zależy, ale nie rozumiem.
- Ktoś rzucił na ciebie urok. Zabrał wspomnienia, nie było cię miesiąc, to nienormalne, żeby nic nie pamiętać.
Czarodziejka usiadła na chwilę na skalnej ławce. Faktycznie czuła się gorzej, a pewne rzeczy widziała jakby za mgłą. Nie ufała czarownicy, ale tym razem mówiła dość sensownie.
- Dobrze, pójdę z tobą, ale nie myśl, że jestem słaba. Nie dam się wciągnąć w twoje gierki, jeśli naprawdę chcesz mi pomóc, to skorzystam. Jeśli jednak wyczuję coś innego, przysięgam pobić cię, nie patrząc na nic.
- Jak zwykle harda, w takim razie zgoda, robię to dla Kansiego, nie dla ciebie. Bądź tego świadoma, że chcę aby żył. Twoje życie jest dla mnie nic nie wartym oddechem.
- Szczera jesteś, dziękuję ci za to. Wolę brutalną szczerość, od kłamstw. Wyruszajmy więc, bóle głowy stają się nie do zniesienia. - wycedziła czarodziejka. Podążając za kobietą.
Nie spodziewała się, że chce ja zabrać do swojej matki. Jednak czasem musiała zaryzykować, nie potrafiła siedzieć bezczynnie. Ranza czasem myślała, ze są do siebie podobne, takie myśli nawiedzały ją coraz częściej. Ten sam upór, szczere wyznania, a nawet podobny kolor kosmyków. Bawiło ją to, ale wiedziała, że ma do czynienia z wrogiem, więc podążała swoją drogą, myśląc wyłącznie o ich związku z kapitanem.  

****

Tymczasem w chatce wiedźmy nastał nowy dzień, w kominku nie paliło się już ognisko, więc zrobiło się o wiele chłodniej. Kansi zamroczony otworzył powoli powieki, nie kojarząc w pierwszej chwili gdzie się znajduje. Podany mu płyn stępił mu zmysły, pożałował swojej decyzji. Leżał w łóżku pod ciepłą kołdrą, spod której nie miał zamiaru wychodzić. Chciał się przeciągnąć, kiedy zahaczył ręką o czyjeś włosy. Odwrócił się przerażony, kiedy tylko ujrzał śpiącą z nim Jokastę, zaczął krzyczeć zszokowany. Nic nie pamiętał z nocy, a podany mu napój mógł z nim zrobić dosłownie wszystko. Dojrzała wiedźma przebudziła się, kierując na niego swój wzrok.  
- To nie może być prawda! Co ty ze mną zrobiłaś? Spaliśmy razem!?
- Uspokój się wreszcie. Tak spaliśmy razem.
Kansi nagle otrzeźwiony zaczął czuć do siebie wstręt. Kiedy wyobraził sobie co mógł nieświadomie robić z matką Ranzy, aż przeszedł go dreszcz.  
- Aż tak jesteś zdesperowana, że mnie zaciągasz nieświadomego do łóżka? Nie masz męża, ale to niczego nie tłumaczy …
- Zamilcz! Spaliśmy tylko w jednym łożu, nic poza tym. Myślisz, że chciałabym cię zbałamucić, po tym jak mi deprawujesz córkę?! Kijem bym cię nie dotknęła. Po drugie zagrzałeś mi pościel, wiesz jakie są zimowe noce …
- Podła kobieto, nie wiesz co sobie wyobrażałem.
Nagle wiedźma wstała przechodząc koło niego w samej koszuli, jak na swój wiek miała dość zadbaną figurę, której pozazdrościłaby jej nie jedna młoda dziewczyna.  
- Zbieraj się, trzeba zgładzić mojego byłego męża. - dodała znikając w umywalni.
Kansi zbiegł na dół, nie mając ochoty przypadkiem oglądać matki Ranzy. Chciał coś zjeść, ale w tej chacie wszystko mogło być podejrzane. Obchodząc się smakiem, wędrował po izbie. Widział portret jego wybranki, kiedy była mała. Nagle rzuciło mu się w oczy, że jest łudząco podobna do Meli. Odrzucił jednak te wizje, śmiejąc się z tego w duchu. Podniósł podobiznę dziewczynki, ale spadła mu na podłogę. Ramka się obluzowała i wypadł z niej kolejny portret, tym razem rodzinny.  
Widniała na nim młoda Ranza, jej nieżyjący brat oraz Jokasta z Ledonem, przytuleni do siebie nawzajem. Wtem ktoś dotknął jego pleców, podskoczył niczym oblany wodą kot.  
- Czemu szperasz w moich rzeczach?
- Wypadło, podziwiałem Ranzę.
- Oddaj to! Trzymam te pamiątkę sama  nie wiem po co. Mały dawno nie żyje, a ten nieczuły Ledon, zrobił ze mnie pośmiewisko. Nie niszczę tego, ze względu na syna. Na szczęście dziś go poszukamy i zapłaci mi za lata udręki. Gdyby miał romans z czarownicą, ale ten znalazł sobie czarodziejkę, wyobrażasz to sobie? Jakim podłym trzeba być …
Kobieta wciąż coś mówiła, ale Kansi zaczął zastanawiać się nad czymś innym. Znów przywołał w myślach Melę, czyżby miała z tą sprawą coś wspólnego? Nigdy wcześniej nie słyszał, żeby ktoś inny decydował się na tak ryzykowny związek. Tylko ona pasowała do tej historii jak ulał. Czy to możliwe, że czarnoksiężnik, którego idzie zabić, może być spokrewniony z czarodziejką?  
- Co tak stoisz, ubieraj się! Ja tu ci się zwierzam, a ty stoisz jak słup soli, faktycznie żaden z ciebie pożytek, jak Ranza z tobą wytrzymuje?
- Widocznie potrafi, ale nic dziwnego, że cię mąż zostawił! Taki charakter. - prychnął Kansi, ubierając płaszcz i maskę.
- Zważaj na słowa, nie wiesz do czego jestem zdolna, chyba że chcesz mnie bliżej poznać.
- Podziękuję, wyruszajmy, bo nas noc zastanie. Gadasz i gadasz.
Jokasta uśmiechnęła się chytrze, nakładając ciepłe odzienie. Nie cieszyła się z takiej współpracy, ale tylko Kansi mógł ją nakierować w miejsce pobytu Ledona. Chwila ich spotkania zbliżała się nie ubłagalnie, na co liczyła skrycie. Zemsta miała być słodsza po latach, ale nieunikniona.  

****

Z nieba zaczął prószyć śnieg, gdy Mela wraz z Ranzą szły w stronę lasu. Powykręcane drzewa, nadal wyglądały upiornie, pomimo szarej kołderki z puchu. Stwory poukrywały się, czując chłód, dzięki temu bezpieczniej można było się poruszać. Czarodziejka zaczęła się domyślać w jakim kierunku zmierzają. Do kogo innego wiedźma mogłaby iść po radę, jak nie do matki. Nie protestowała, czując potrzebę pozbycia się uroku. Nawet nie wiedziała, że to on jej przeszkadza, a nie złe samopoczucie.  
- Znam tą drogę.
- Tak? Ciekawe skąd?
- Szłam tędy, doskonale wiem dokąd mnie prowadzisz.
- Tak? Więc do kogo? Zaskocz mnie.
- Do Jokasty.
Ranza aż przystała w miejscu, skąd czarodziejka wiedziała, co chce uczynić. Czyżby również nauczyła się czytać w myślach?
- To nie możliwe, jak?
- Mało o mnie wiesz, a ja wiem o tobie też coś, czego ty się nawet nie domyślasz.
- Niesamowite, niby co takiego?
Mela już chciała powiedzieć, że jest jej siostrą, ale nagle przypomniała sobie groźby strasznej wiedźmy z lasu.
- To tajemnica, jeśli bym ci powiedziała, musiałabym cię zabić.
- Jasne, już ci wierzę. Zamilknij, bo zbliżamy się do chaty.

Podeszły pod drzwi, uwieńczone wężami. Ranza mocno uderzała we wrota, ale odpowiedziała jej cisza. Ponowiła próbę, znowu nic.  
- A niech to, poleciała gdzieś!
- To na darmo straciłyśmy czas.
- Nie, czekaj, wejdę tam jakoś. Matka czasem zostawia uchylone okno. Czarownica zaczęła wdrapywać się po uschniętych pnączach, na pierwsze piętro. Nie myliła się, wkroczyła do środka pomieszczenia. Zeszła na dół, otwierając Meli.
- Wejdź, nikogo nie ma, zaczekamy na nią, nie będziemy przecież marzły.
- Dobry pomysł.
Nagle wiedźma podniosła z podłogi swój portret, za którym ukryte było zdjęcie rodzinne.  
- Kto to? - spytała czarodziejka zaciekawiona.
- Mój ojciec z matką, a to brat no i ja.
- Dziwne, chyba go już gdzieś widziałam, ale nie wiem skąd.
- To nie możliwe, mojego ojca szuka cała armia i bez skutku. Ostatnio prawie go mieli, ale im na szczęście uciekł.
- Nie chcesz jego śmierci, co?
- A ty byś chciała? To ojciec, jaki był taki był, ale to moja krew, rozumiesz?
- Nie znam swojego ojca, ale matka była wspaniała, o wiele lepsza niż twoja.
- Ej, nie denerwuj mnie, bo skosztujesz mojego gniewu.
- Wiesz, nie specjalnie mnie przerażasz, zwłaszcza ostatnio. Od wypadku nabrałam sił i zdolności.
Wtem Ranza przypomniała sobie, że Kansi poniósł klęskę w walce z jej ojcem, czyżby spotkał również Melę? Chciała wypróbować jej zdolności, szukając w nich podobieństwa do magii, znanej tylko przez Ledona. Trzeba było wreszcie skończyć z tymi domysłami, coś ewidentnie tu nie pasowało.

796 czyt.
100%233
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2654 słów i 14469 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 6 wrz 2018

    Nadrabiam zaległości.  Pozdrawiam

  • AlexAthame

    AlexAthame · 28 sie 2018

    Och Zorza.Tak idziesz małymi kroczkami Ja juz zaczynam jak inni.Dawaj następna!  

  • emeryt

    emeryt · 27 sie 2018 · 202081569

    @AuroRa, dziękuję Tobie za kolejny odcinek i to tak wspaniały.  Droga Autorko, dzięki Tobie wszystko zaczyna się rozwijać. A jednocześnie trochę gmatwać. Ranza darzy uczuciem bardziej swojego ojca niż matkę. Mela zna tajemnicę swoich rodziców. Dowiedziała się też o swoim przeznaczeniu. Jeszcze raz dziękuję Tobie za twoje pomysły przelane w słowa. Wspaniałe.  pozdrawiam Ciebie serdecznie.