Okruchy przeznaczenia - Część 22

W środku nocy, przy bladym, fioletowym świetle, pozostawionym przez Geldę, czarodziejka chłonęła jej słowa. Z uchylonymi lekko ustami, nie mogła pojąć, jakim cudem ta wiedza do tej pory ją ominęła. Doświadczona czarownica okazała się doskonałym źródłem informacji, o których nigdy nie dowiedziałaby się od Galuma, a od których na twarzy czarodziejki zagościły rumieńce.
- Więc to dlatego zwraca na nią uwagę … – przerwała kolejną wypowiedź Mela, jakby mówiła sama do siebie.
- O kogo ci chodzi?
Czarodziejka odchrząknęła głośno, starając się jakoś wybrnąć z sytuacji.
- Chodziło mi o … Efrę. To moja współlokatorka ze Szkoły Białej Magii.
- Doprawdy? - spytała z niedowierzaniem Gelda, spoglądając na nią z przymrużonymi oczami.
- Jest ode mnie starsza, bardziej obyta …, ale co ja mówię, to wasz wróg.
- Nie ważne. U nas jest sporo, godnych uwagi czarnoksiężników. Miałam sposobność romansować z niejednym, dopóki ta jędza Ranza, nie zaczęła mi krzyżować szyków.
- Aż tak ci zaszkodziła? - dopytywała czarodziejka, drążąc temat.
- Mamy ze sobą na pieńku, stare dzieje. Nie chcę o tym rozmawiać, chodźmy spać.
- Zgaszę tylko światło – dodała dziewczyna, rozumiejąc, że dziś więcej się nie dowie.
Nakryła się po szyję, starając się usnąć, ale natłok nowych wiadomości nie dawał jej spokoju.
W baśniach, opowiadanych jej na dobranoc za dziecka, miłość jawiła się, niczym cudowna harmonia. Zrozumiała, że samo patrzenie na ukochanego, to stanowczo za mało. Odwróciła się do ściany, łapiąc się na tym, że rozmyśla o kapitanie, w końcu sen ją zmorzył.  

W tym samym czasie, w środku nocy, Kansi usłyszał pukanie do drzwi. Nie mógł odmówić, ze względu na pełnioną przez siebie funkcję. Otworzył powoli, widząc czarownicę, która przykryta czarnym materiałem, miała poważną minę. Wpuścił ją, rozglądając się jeszcze, czy ich ktoś nie widzi, wciągając zamaszystym ruchem do wnętrza pomieszczenia.
- Co ty wyprawiasz? - spytał zdenerwowanym tonem.
- Musiałam cię zobaczyć – dodała, oplatając go swoimi dłońmi.
- Nie możemy się tak obnosić z naszym uczuciem, Helar nas przejrzał, teraz będzie chciał …
Kobieta nie dała mu dokończyć, pieczętując swoimi ustami, namiętny pocałunek. Pod impulsem chwili, podniósł ją, układając na łożu. Nie potrafił się powstrzymać, kiedy czuł jej kuszący zapach. Połączyli się, wiedzeni palącym od środka ogniem, który dało się zdusić tylko w tańcu dwóch ciał. Złapał się na tym, że dotykając kobietę, wyobraża sobie kogoś innego. Wtem w chwili największego uniesienia, Kansi wydusił z siebie mimowolnie.
- O... Mela …
Ranza jakby rażona niewidzialnym piorunem, zrzuciła go z siebie, fundując mu bolesny cios. Ocknął się, łapiąc się na tym, że  myśli o kimś zupełnie innym i to w taki niepoważny sposób wyszło na jaw.  
- Czyżbym się przesłyszała?! Czy ty wypowiedziałeś imię tej ofiary?
- Ranza, uspokój się …
- Przesadzasz, to nasza chwila, a ty śmiesz nazywać mnie jej imieniem?
- Ćwiczymy dużo, spędzam z nią czas, wybacz, to się więcej nie powtórzy …
Czarownica już go nie słuchała, zbierając swoje rzeczy. Usłyszał dźwięk zamykanym wrót. Padł na rozgrzaną pościel, chwytając się za głowę. Wtem ze sterty ubrań, ujrzał blade granatowe światło. To hylon aktywował się, zupełnie nieprzewidywanie. Podszedł do nietoperka, chwytając go w dłoń. Wtem usłyszał głos „Podążaj za przeznaczeniem”.  
- Jakie przeznaczenie? O co ci chodzi?
Znów odpowiedział mu, świecący melicznie przedmiot „Serce... posłuchaj... szukaj Mela”. Rzucił hylona w stronę ściany, ale ten zatrzymał się tuż przed jej krawędzią, upadając dopiero gładko na podłogę. Kapitan wrócił do łoża, ale tej nocy już nie zmrużył oka, chociaż usilnie próbował zagarnąć dla siebie odrobinę snu.  

*******

Tymczasem w krainie białej magii, dzień przyniósł deszczową pogodę. Słońce zakryte chmurami, nie mogło się przebić, przez gęsta zawiesinę chmur. Celos spał smacznie, z uśmiechem na ustach. Hizar postanowił go zbudzić, gdyż mieli wreszcie wolny dzień od zajęć. Chwytając za poduszkę, uniósł ją magicznie w górę, kierując prosto na śpiącego kolegę. Czarodziej zerwał się jak poparzony, przejeżdżając dłonią po rozwichrzonych fioletowych włosach.  
- Dziś wolne, daj spać!
- Nie, mieliśmy iść do Efry.
- Ale tak wcześnie? Od kiedy nie ma Meli, śpi jak zabita.
- Dobrze znałeś tę czarodziejkę? Chodzi mi o Melę. - zagaił nagle Hizar.
- W jakim sensie?
- Każdym, widziałem jak się przekomarzacie, chyba cię lubi.
- Daj spokój. Zanim zniknęła, uratowała nas przed tym potworem. Może to on ją porwał, nie pomyślałeś o tym?
- Kto wie, czy żyje …
- Jak możesz tak mówić? Ona musi żyć, znam ją, nie dałaby się zabić tak łatwo, widziałem jak leczy …
Wtem oczy Hizara, jakby się zaświeciły, słowa Celosa potwierdzały jego domysły.  
- Leczy?
- Nie pozwoliła mi o tym mówić, ale tobie przecież mogę powiedzieć przyjacielu. Ty też ją lubisz, prawda?
- Tak. - odparł krótko ukrywający się czarnoksiężnik, chociaż doskonale wiedział jaką miał misję.
- Czekaj, zaraz pójdziemy do Efry, tylko coś zjem i się przebiorę.
- Pójdziemy później, muszę wyjść. - dodał chłopak o różowych włosach, ubierając się pospiesznie.

Celos zaczął się zastanawiać, czemu tak nagle jego znajomy zmienia plany. Ostatnio zauważył, że znika gdzieś często. Niby go dobrze znał, ale w końcu zaczęły go nachodzić wątpliwości. Wtem zza paska, wypadła mu figurka, bardzo podobna do tej, jaką dzierżyła Mela. Młodzian podniósł ją jednak szybko, chowając na powrót, myśląc, że Celos nic nie przeczuwa. Kiedy tylko wypadł z pokoju, czarodziej postanowił sprawdzić, czy jego domysły są prawdziwe. Narzucił na siebie cienki płaszczyk, wychodząc za Hizarem, tak żeby go nie ujrzał. Kierował się do muru, dzielącego pałac od szkoły magii. Odginając gęsty bluszcz, wślizgnął się gdzieś, znikając mu z pola widzenia. Czarodziej podążył za nim, dziwiąc się, co to za tajemnice. Nikt nie mógł wchodzić nieproszony do pałacu, a tym bardziej uczniowie. Okazało się, że znalazł ukryte przejście, zaryzykował, znikając w ciemnościach, podążając za bladym światłem, przywołanym przez kolegę. Wtem się potknął o wystający kamień, wzbudzając czujność Hizara. Tamten zatrzymał się w miejscu. Przerażony czarodziej, schował się we wnęce w murze. Śledzony pokiwał tylko głową, jakby pomyślał, że jest przewrażliwiony i szedł dalej. W końcu światło zniknęło. Celos przyspieszył kroku i znalazł wyjście z tunelu. Znajdował się gdzieś w pałacu, ale w odległym skrzydle, dość zaniedbanym. Wtem ujrzał, jak Hizar rozmawia z jednym ze strażników. Ukryty za posągiem Celos, czekał co z tego wyniknie. Dłużyło mu się tam okropnie, bo nie wiedział czego się ma spodziewać. Nagle go zamurowało, na widok kroczącej w kierunku Hizara piękności, z diademem na głowie. „Spotyka się potajemnie z córką króla?” - pomyślał podziwiając urodę młodej następczyni tronu.  

Kiedy zaczęli rozmawiać, zrozumiał, że nie powinno go tam być.  
- Wasza wysokość, mam pytanie. Czy przypadkiem dziewczyna, która uratowała księcia, nie nosiła imienia Mela?
Na twarzy księżniczki pojawiło się zamyślenie, ale za chwilę odpowiedziała z entuzjazmem.  
- Możliwe, że tak, czy to nie ta dziewczyna, którą szuka Galum?
- Dokładnie ta. Nikt nie wie, gdzie jest, jedno jest pewne, nie jest po naszej stronie.
- Jak tylko ją odnajdą, trzeba się jej pozbyć. Może na nowo zniweczyć nasze plany. Z Galumem nie pójdzie nam tak łatwo, bo to generał i król go poważa. Tylko czarnoksiężnicy mogą go zgładzić.
- Uwierz mi pani, że chcą, ale ciągle się im wymyka. Gdybyśmy mieli tą dziewczynę, zwabienie go w pułapkę, byłoby dziecinnie proste.
Celos czuł, jak coraz szybciej bije mu serce. Chcą zabić Melę i Galuma, a Hizar podróżuje do zakazanej krainy. Chciał słuchać dalej, ale ktoś zbliżał się w jego kierunku. Z sercem na ramieniu skoczył do tunelu, z którego niedawno wyszedł, biegnąc z powrotem, nie oglądając się za siebie. Wypadł na teren szkoły, wbiegając do ogrodu i siadając przy fontannie. Ledwo łapiąc powietrze zaczął kojarzyć fakty i aż zmroziła mu się krew w żyłach. Musi coś zrobić z tymi informacjami, ale kto mu uwierzy? Efra wyśmiałaby go z miejsca, nie raz wyprowadzał ją w pole, różnymi historyjkami. Musiał dotrzeć do źródła, czyli do generała i spróbować z nim porozmawiać, z nadzieją, że potraktuje go poważnie. Niestety takie spotkanie musiał przemyśleć dobrze i na pewno nie mógł tego zrobić oficjalnie. Pogrążył się w zadumie, obmyślając plan działania, a woda w fontannie szemrała cicho, uspokajając stargane nerwy.  

****
W ponurym królestwie ciemności, nastał nowy dzień. Latające stwory, pikowały nad wodą, polując na ryby. Mela już nie spała, obserwując z okna, to ciekawe widowisko przyrody. Gelda ocknęła się, widząc siedzącą na parapecie czarodziejkę.  
- Wyspana?
- Nie bardzo, potrafisz opowiadać, aż mnie ciarki przeszły.
- Posiedzisz ze mną dłużej, to sama się przekonasz.
- Po co właściwie mi pomagasz? Przecież nic z tego nie masz, że mówisz mi to wszystko …
Kobieta uśmiechnęła się lekko do siebie. Od dawna chciała dopiec swojej rywalce, ale nie miała pomysłu. Dzięki pojawieniu się czarodziejki, którą trenował Kansi, mogła napsuć jej krwi.  
- Ktoś w końcu musiał cię uświadomić. - dodała przykładając dłoń do jej pleców.
- Tylko co ja zrobię z tym, co już wiem. Nawet nie znam tu nikogo, poza tobą, Ranzą i Kansim.
- Niedługo będzie bal w zamku, zobaczysz co się będzie działo.
Wtem w pokoju Geldy rozległo się głośne pukanie. Czarownica otworzyła, a do środka wpadła rozwścieczona Ranza. Od razu dopadła Melę, szarpiąc ją za koszulę nocną.  
- Czy ja o czymś nie wiem? Mów ofiaro!
- Co cię znowu napadło!? - oburzyła się czarodziejka, wyrywając się jej z rąk.
Wiedźma chciała wprost powiedzieć, co się stało, ale obecność jej rywalki powstrzymała ją od tego. Nie mogła przecież otwarcie przy niej przyznać, co robiła ubiegłej nocy i z kim.  
- Zostaw ją, zachowujesz się jak nienormalna, zupełnie jak twoja matka! - wtrąciła się Gelda.
- Zostaw moją matkę w spokoju! Chyba, że chcesz się z nią spotkać twarzą w twarz, mogę ci to zorganizować jak chcesz …
- Nie, widok jednej żmii mi wystarczy – rzuciła szyderczo kobieta, pokazując że ma wyjść.
- Doigrasz się, a wtedy pożałujesz.
- Jeszcze się przekonamy. - uśmiechnęła się szyderczo Gelda.
- A ty ubieraj się, zaraz twój trening ofiaro.

Wiedźma wypadła z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem.  
- Strasznie wybuchowa, co jej znowu zrobiłaś?
- Nic, przysięgam, przecież nawet stąd nie wychodziłam. Nie wiem o co jej chodzi – broniła się czarodziejka, szukając pośpiesznie stroju do ubrania.
- Widocznie już sama twoja obecność przy kapitanie, doprowadza ją do nerwicy. - zaśmiała się czarownica.
Mela ubrała się w strój do ćwiczeń, poprawiła szczątkową zbroję, uczesana i gotowa do wyjścia, już chwytała za klamkę, kiedy Gelda zagrodziła jej drogę.  
- Jeszcze czegoś ci brakuje, usiądź na chwilę.
Czarodziejka zastanawiała się, o co chodzi, kiedy kobieta zaczęła maziać jej dziwnymi specyfikami po twarzy.  
- Co ty robisz? To barwy wojenne, czy co? - oburzyła się dziewczyna.
- Można tak powiedzieć – zaśmiała się do siebie.
Kiedy skończyła, kazała jej przejrzeć się w zwierciadle. Zrobiony makijaż odmienił czarodziejkę, dodając jej kobiecego czaru.  
- Teraz możesz iść. Zobaczysz miny mijanych po drodze czarnoksiężników, to sama mi podziękujesz.
Mela wyszła z komnaty i idąc korytarzem, zobaczyła, że faktycznie zwraca na siebie uwagę. Zaczęto jej ustępować drogi, prawić komplementy, aż się zdziwiła. Wtem jeden z mężczyzn, zaczepił ją na schodach, kiedy już miała wychodzić z budynku.  
- Jesteś tu nowa? - zapytał krótkowłosy nieznajomy, nachylając się nad dziewczyną.  
- Nie tak bardzo, ale można tak powiedzieć. - odparła spokojnie.
- Dawno nie widziałem tak urodziwej …
Nie dokończył, kiedy dostał z łokcia od kapitana.  
- Co to ma być? Jowinie, czy ty przypadkiem nie masz teraz ćwiczeń?
- Panie kapitanie, już wracam do koszar. - dodał oficjalnie, ale zanim całkiem się oddalił, puścił do czarodziejki oko.
- Idziemy! - ryknął Kansi, jakby mówił do jednego z podwładnych.
- On był miły, chciał tylko zamienić słowo – odezwała się dziewczyna z oburzeniem.
- Nie ma czasu, musisz się szkolić! Kto cię tak umalował? - zdziwił się kapitan. - To nie jest potrzebne do ćwiczeń magii.
- Ale nie zaszkodzi – zaśmiała się wesoło Mela, patrząc na niego.
- Zaszkodzi, zmyj to! Jak Ranza zobaczy …
- To co będzie? Nie wolno mi? Nie będziecie mi zabraniać wyglądać dobrze …
- Mela to do ciebie nie pasuje, bez tego wyglądasz ładnie, uwierz.
- Wyglądam ładnie?
- Zjawiskowo – dodał kapitan, zatrzymując się na chwilę w miejscu. - Tylko, że Ranza jest …
- Wiem, masz przez nią kłopoty. - dodała kierując się do pobliskiego stawu.

Zamoczyła twarz w wodzie, pozbywając się resztek starań Geldy. Przetarła lico kawałkiem materiału i spojrzała na nowo na kapitana.  
- Skoro sprawi ci to przyjemność …
- Nie musiałaś, wiem, że to Gelda zrobiła, nie mówiłem, że to źle.
- Tak, ale ty kochasz Ranzę i nie chcesz, żeby się gniewała. - dodała smutnym tonem.
Mężczyzna założył na twarz maskę, wyglądał, jakby te słowa trafiły go w samo serce. Sam już nie wiedział, czy naprawdę ją kocha, czy tylko łączy ich wspólny cel oraz uniesienia.  
Znaleźli się z Melą naprzeciw siebie na placu treningowym. Spojrzał na nią raz jeszcze, po czym znów wrócił do świadomości. Wysłał w jej stronę czarny pocisk, który trafił dziewczynę powalając na ziemię.  
- Broń się! Nie ma dzisiaj litości.
- Ja też nie mam. - zaśmiała się Mela, koncentrując siły.
Bili się długo, nie patrząc na nic. W pewnym momencie Kansi przesadził, posyłając w dziewczynę mocny czar, którym powalał ludzi w prawdziwej bitwie. Krzyknęła z bólu, padając na ziemię. Podbiegł, widząc jak dziewczyna długo się nie podnosi. Chciał ją ponieść, kiedy wstała otrzepując się, niczym dziecko, które straciło równowagę.  
- W porządku, trochę mnie zamroczyło.
- Nie mogę być delikatny, bo się  niczego nie nauczysz.
Wtem jeden z żołnierzy wbiegł zziajany, ledwo łapiąc powietrze. Padł przed Kansim na kolana, próbując normalnie mówić.
- Kapitanie … on … wrócił.
- Kto?
- Sam wiesz kto! - krzyknął rzucając mu pod nogi maleńki symbol, wytopiony w metalu.
Mężczyzna podniósł przedmiot i zmarszczył brwi.  
- Gdzie? Mów natychmiast!
- Zaatakowano nas … przy wejściu w góry. Zbieraliśmy materiały na broń, a wtedy … pocisk trafił tak blisko. Moi ludzie go zaatakowali, ale tylko to mu odpadło z ubrania.
- Niech go piekło pochłonie! Król wyraźnie kazał go zgładzić, a ten bawi się z nami w chowanego. Nie dość, że czarodzieje nas gnębią, to we własnym królestwie nie możemy się czuć bezpieczni.
Mela nie wytrzymała i wtrąciła się nie pytana.  
- O kim mówisz?
- Nie twoja sprawa ofiaro! - ryknął czarnoksiężnik, jakby znów uzbroił się we wszystkie cechy, za które go nie podziwiała.
Kapitan zostawił ją samą na środku placu, wtedy Mela podeszła do poturbowanego żołnierza. Skoncentrowała się, lecząc mu rany, dzięki czemu odzyskał siły.
- Powiedz mi, o kogo chodzi?
- Nie mogę, to ściśle tajne …
- Sama się dowiem! Na nikogo nie można liczyć.  - zawołała z gniewem w głosie, wybiegając za mur.

765 czyt.
100%223
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2924 słów i 16182 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 18 lip 2018

    Kolejna niesamowita część. Czytam, zamykam oczy i patrzę na trening Meli i Kansiego

  • emeryt

    emeryt · 16 lip 2018 · 202081569

    @AuRoRa, aby tak dalej. Masz bardzo ciekawy sposób opisywania tematu. Tylko mogę  poprosić,  z pewną dozą nieśmiałości, o jaknajszybsze ukazanie się następnego odcinka.

  • AnonimS

    AnonimS · 16 lip 2018

    Nie można na nikogo liczyć. Jakie to prawdziwe... pozdrawiam