Okruchy przeznaczenia - Część 39

Powietrze aż falowało od ukropu panującego pośród pól lawy. Czarnoksiężnicy zaczęli koncentrować energię, szykując się do ataku. Stwór wzniósł się w górę, unosząc się przy pomocy płonących skrzydeł. Wydał z siebie przeraźliwy dźwięk, po czym wystrzelił z pyska ogniem. Tarcza przywołana przez mężczyzn wytrzymała chwilę atak, ale nie na długo, gdyż zaczęła znikać od naporu gorąca. Wtem hylon pojaśniał na granatowo, wzmacniając czary ochronne. Potwór zbliżył się do bariery, chcąc ją przebić, ale został porażony, jakby dotknął go sam piorun spadający z chmur. Stwór spadł w dół, znikając w rzece z roztopionych skał.  
- Jak to zrobiłaś? - spytał zaaferowany kapitan, patrząc na Melę.
- To nie ja, to on. - odparła, podnosząc w górę figurkę.
- Nie pora na pogaduszki, uciekajmy, spójrzcie! - wtrącił się Celos, oglądając się za siebie.
Stworów podobnych do latającego jaszczura było o wiele więcej. Ruszyli przed siebie, lecąc z coraz większą prędkością, aż czarodziej ledwo trzymał się Norta. W ich stronę dmuchały pióropusze z ognia, ale dzielnie je omijali, lawirując w powietrzu niczym orły. W duszących oparach ledwo dolecieli na skraj piekielnej równiny. Od razu poczuli ulgę, gdy zrobiło się chłodniej. Wylądowali na zasklepionej w twarde skały lawie, która połyskiwała na czarno. Musieli koniecznie odetchnąć, to wydawało się ponad ich siły.  
- Daleko jeszcze? Jak tak dalej pójdzie to nie dolecimy – mamrotał czarodziej, rozglądając się po okolicy.
- Blisko, mapa pokazuje, że jesteśmy tu – dodała Mela, aktywując przedmiot od Ledona.
- Rozumiem, że lecimy tam – wskazał Kansi, w zaznaczone światłem miejsce.
- Dokładnie, to wydaje się proste, wystarczy pokonać ten odcinek i jesteśmy. - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Czy to jest ocean? - spytał kapitan, pokazując na falujące lekko miejsce.
- Możliwe, pewnie zbiornik wodny, czemu pytasz?
- Byłem tu, bardzo dawno temu, jak przechodziłem próbę, stąd mam nietoperka, czyżby siostra Ledona pomieszkiwała na tak niebezpiecznej ziemi? Może też już nie żyje?
- Nie mówcie mi tylko, że to wszystko było na darmo. - otworzył szeroko oczy Celos, wyobrażając sobie drogę powrotną.
- I tak muszę tam polecieć, to wola zmarłego ojca, prosił mnie o to. Przestań snuć mroczne scenariusze, najpierw trzeba sprawdzić to miejsce, a potem będziemy się martwić. - obruszyła się czarodziejka, aktywując magiczny dysk.
Nort wzruszył ramionami, patrząc na kapitana, po czym poderwał się w powietrze na swoim pojeździe, za chwilę wrócił po maga, który tkwił na dole machając i wołając niczym rozbitek.
- Wybacz, przyjacielu. - wycedził, biorąc go ze sobą.
- Przyjacielu, awansowałem u ciebie?
- Kompanie, przyjacielu, ważne, że walczysz po naszej stronie – mruknął Nort, zakładając maskę na twarz.

Lecieli targani wiatrem, niebawem w ich nozdrza wdarła się przyjemna woń wilgoci, która w porównaniu z wulkanicznymi wyziewami, zdawała się ukojeniem. Przelecieli nad niskim lasem, wzlatując nad wydmy, usypane z czarnego piasku, a za nimi ujrzeli wielką wodę, która ciągnęła się aż po horyzont. Wśród wzburzonych fal, wznosiły się wyspy, rozsiane po oceanie, niczym tajemnicze relikty dawnych czasów. Wylądowali na skraju lasu, czuli zmęczenie, głód i pragnienie. Blisko miejsca ich lądowania, znajdował się strumień. Woda w nim wydawała się czysta, więc Kansi podszedł bliżej, próbując mały łyk.  
- Dobra woda, można pić.
- Wreszcie. - rzucił się Celos, zraszając spierzchnięte usta.
Mela również zanurzyła dłonie w zimnej cieczy, zaspokajając zachłannie pragnienie. Nort napił się nie wiele, po czym znalazł roślinę, która wydawała się jadalna. Oberwał jeden owoc, próbując go ostrożnie.
- Kansi, spójrz co tu rośnie, pamiętasz to?
- Rulo, jak dawno ich nie jadłem! - wykrzyknął, jakby dostał słodycze, których dawno nie jadł.
- Cudownie, zajadacie się w najlepsze, a my? - obruszyła się czarodziejka.
- Zapraszam, spróbujcie sami, starczy dla wszystkich.
Dobiegli do towarzyszy, kosztując delikatnie wielkiego czerwonego owocu w prążki. Celos wprost zaczął się zachwycać nad smakiem.
- Pyszne, zupełnie jak nasze z ogrodu magii, ale bardzo syte i soczyste. To lepsze od tych żylastych potworów z ogniska.
- Nie znasz się – wtrącił się Nort – upiory są o wiele gorsze. - zaśmiał się głośno.
- Co wy jecie, paskudztwo. - skrzywił się wyraźnie, aż czarodziejka uśmiała się na ten widok.
- Nie psujmy sobie apetytu, zaraz musimy wyruszać.
Zebrali się, nabrali czystej wody w buteleczki i ruszyli przez wydmy, zatapiając się w ciemnym piachu. Gdy zaczęli zbliżać się do oceanu, Mela nagle zatrzymała się. Zdawało się jej, że podobny widok widziała nie raz w swoich snach. Fale rozbijające się o brzeg, czarny piasek, a potem zawsze coś ją atakowało, pomyślała, że to nie może być przypadek. Celos chciał biec do wody, ale dziewczyna złapała go za ubranie.
- Stój!
- Puść, pierwszy raz widzę ocean, chcę zamoczyć nogi …
- Nie chcesz, tam coś jest. - dodała poważnym tonem, przyglądając się brzegowi.
- Przecież tam nic nie ma – zdziwił się Kansi, słysząc tylko szum fal.
- Skoncentruj się, czy tego nie czujesz? - spytała, kierując na niego wzrok, jakby szukała potwierdzenia swoich przypuszczeń.

Kapitan wzruszył ramionami, rozejrzał się, ale nic nie wzbudziło podejrzeń. Czarne ptaki krążyły nad wodą, a wiatr niespokojnie wiał chłodnym powietrzem.  
- Idziemy, gdzie to miejsce, pokaż mapę.
Mela wydobyła owalny przedmiot, aktywując wizję okolicy. Na jednej z wysp znajdował się jasny punkt, do którego musieli się udać.  
- Wyspa, nic prostszego, polecimy – skwitował Nort, ale jak tylko chciał przywołać pojazd, jego magię coś zagłuszało.
- Co się dzieje? - spytał Celos, nie wiedząc czy czarnoksiężnik nie żartuje.
- Nie dam rady, Kansi, a ty możesz przywołać dysk?
Kapitan skoncentrował się, ale mimo usilnych prób, nic z tego nie wychodziło. Padł na piach, uderzając pięścią w brzeg.  
- Najwyraźniej coś blokuje moc, tylko nie wiem jak. Spróbuję innych czarów.
Kansi chciał przywołać ciemny twór, ale i tym razem nic z tego nie wyszło, ani tarczy, ani wirów, kompletnie nic. Podobnie Mela, Celos i Nort, byli bezbronni, jakby na tym obszarze nie działały żadne zaklęcia.  
- To jakiś koszmar, czyżby to …
- Tak Nort, to miejsce ciszy, przypominam sobie, to tu przechodziłem próbę. - odparł Kansi, podnosząc się na równe nogi.
- A bez magii dostaniemy się na tą wyspę? - wskazała czarodziejka, czując wzmagający się w jej wnętrzu niepokój.
- Spróbujemy, skoro tam wskazuje mapa, to nie mamy wyjścia. Wszyscy umiecie pływać?
- Tak. - odezwał się Celos, a reszta mu przytaknęła.
- To ruszajmy, fale trochę się uspokoiły, ale uważajcie na siebie. - skwitował kapitan, wchodząc do wody.
Wtem Mela obejrzała się za siebie, nad piaskiem unosił się upiór, który wyglądał jak z jej sennego koszmaru. Zrozumiała, że muszą  uciekać do oceanu. Zaczęli płynąć przed siebie, jak najszybciej potrafili. Stwór pozostał na brzegu, snując się niczym strażnik tego miejsca. Nagle hylon zaświecił się przy pasku, ostrzegając czarodziejkę. Poczuła szarpnięcie za kostkę, coś zaczęło ją wciągać w głąb podwodnej czeluści.  
- Mela , co jest?! - krzyknął Kansi, nie widząc w pobliżu znajomej.
- To pod wodą, tam coś jaśnieje. - dodał Nort.
Kapitan nie czekając na nic, zanurkował w stronę światła emitowanego przez figurkę. Czarodziejkę trzymała jakaś zmora, mężczyzna podpłynął, uderzając w nią z ręki. Zwolniła uścisk, wtedy Mela chwyciła nietoperka, który wysłał w stronę napastnika promień. W momencie stwór rozpłynął się w wodzie. Musieli szybko wypływać, aby zaczerpnąć powietrza. Kansi ciągnął z całej siły dziewczynę, spiesząc się przy tym. Wtem wypłynęli, wypluwając wodę, która częściowo dostała im się do ust.  
- Nietoperek, pomógł nam. - odparła z lekkim uśmiechem.
- Wygląda na to, że tylko on nie ma ograniczeń, ale jak to możliwe? - zdziwił się kapitan.
- Wspominałeś, że na próbie go zdobyłeś. Skoro to niedaleko stąd, widocznie jest ich więcej. Płyńmy na tą wyspę, może siostra Ledona żyje i powie nam więcej.
- Na to liczę – odparł zmęczony czarnoksiężnik, zaczynając płynąć przed siebie.
Wreszcie wykończeni dotarli do skalnego brzegu, znajdując się w miejscu wskazanym im przez mapę.  
Z ubrań ciekła im słona woda, a wiatr potęgował uczucie zimna. Mela zaczęła się trząść, Kansi szybko objął ją, oddając swoje ciepło. Nort popatrzył podejrzliwie na Celosa.
- Ty takich numerów nie próbuj, bo …
- No co, nawet nie zamierzałem. Po drugie wolę piękne kobiety. - wycedził obruszony, wykręcając mokre ubranie.

Ruszyli w głąb wyspy, przedzierając się przez gęste krzewy, obrastające kępami brzeg. Na środku wyspy znajdowało się wzniesienie, ujrzeli tam czyjąś siedzibę, otoczoną ostrymi skałami, niczym forteca. Ostrożnie stawiali kolejne kroki, w obawie przed nieprzewidzianymi niespodziankami. Gdy tylko zbliżyli się pod same mury, nie mogli znaleźć wejścia do tej dziwnej budowli. Wspinaczka odpadała, gdyż samo dotknięcie skał, wskazywało na to, że są piekielnie ostro zakończone.  
- Co teraz? Jesteśmy tak blisko. Jak tam się dostać? Nie polecimy. - dodał Nort, czując wzbierającą frustrację.
- Musi być jakiś sposób, przecież ktoś tam mieszka. - wtrącił się Celos, pokazując ręką w górę.
- Chyba mam pomysł. - dodała Mela, chwytając figurkę w obie dłonie.
Skoncentrowała się, a przedmiot zaczął mienić się na granatowo metalicznym blaskiem. Poruszył się lekko, nagle pojaśniał, aż wszyscy zaczęli mrużyć oczy. Snop czystego światła wystrzelił w górę, niczym drogowskaz. Wtem usłyszeli czyjś głos, ktoś stał na górze.
- Ledon? To ty?
Nietoperek przestał emanować światłem, wędrowcy spojrzeli w stronę fortecy. Stała tam kobieta w średnim wieku, o różowych włosach, w takiej samej barwie jak kosmyki Ranzy.  
- Ledona nie ma, ale mamy od niego wieści. Wpuść nas, to sprawa życia lub śmierci. - odezwał się Kansi.
- Jak to Ledona nie ma? A gdzie jest?
- Powiemy, jak nas zaprosisz do siebie. - wtrącił się Nort.
- Nie możemy czarować, nie zrobimy ci krzywdy – dodała Mela.
Kobieta przyjrzała się jej dokładniej, wydawało się, że ma podobny kolor włosów, ale jasne kosmyki najwyraźniej jej nie pasowały. Przeniosła wzrok na Celosa, wiedziała że ma do czynienie z magiem z krainy światła. Zaciekawili ją przybysze, postanowiła dać im szansę. W ostrych jak brzytwa skałach, poruszyło się coś, aktywując przejście do budowli.  
- Zapraszam, ale nie próbujcie żadnych sztuczek, potrafię się bić. - odparła kobieta, znikając gdzieś we wnętrzu fortecy.
Przyjaciele z lekką obawą wkroczyli do środka. Chcieli skorzystać z nowej szansy, siostra Ledona mogła im pomóc, tylko nie wiedzieli jak zareaguje na wieść o jego śmierci. Mela nie zamierzała ukrywać prawdy, na wspomnienie o tragicznym wydarzeniu zebrały się jej w oczach łzy.

906 czyt.
100%265
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2030 słów i 11415 znaków. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • Almach99

    Almach99 · 13 lis 2018

    Jokasta chyba zna historie rodziny Kansi. Tajemnica goni kolejny spisek. Nie zdziwilbym sie, gdyby Kansi I Mela byli posrednio spokrewnieni

  • mydream2017

    mydream2017 · 18 paź 2018

    Słodkie czy słone te Rulo?  Dobrze, że Kansi uratował Melę bo nie przeżyłbym jej straty. Twoja wyobraźnia jest ekstra! Takie opowieści rozumiem! Pozdrawiam

  • AlexAthame

    AlexAthame · 17 paź 2018

    No nareszcie Nietoperek zaczyna się bardziej przydawac. Ciekawe co dalej. Jak zawsze wciagajace.

  • AnonimS

    AnonimS · 16 paź 2018

    Bardzo dobre i ciekawe. Masz tych pomysłów co niemiara. Dokąd nas zaprowadzisz tym razem ? Pozdrawiam AnonimS

  • emeryt

    emeryt · 16 paź 2018 · 202081569

    Droga Autorko, chyba na stare lata zaczynam dostawać obsesji na punkcie twoich opowiadań. Z niecierpliwością cały czas wyczekuję kolejnych odcinków twoich wspaniałych powieści. Pozdrowienia  - emeryt.