Okruchy przeznaczenia - Część 16

W pokoju Ranzy znajdowało się sporo ksiąg, ale Melę zaciekawiła skrzynia, która stała w rogu. Korzystając z nieobecności czarownicy w pomieszczeniu, młoda dziewczyna zbliżyła się do drewnianego schowka, okutego metalem. Otworzyła wieko i jej oczom ukazały się różnego rodzaju skarby, trzymane tu przez kobietę. Magiczna biżuteria błyszczała na dnie, mamiąc wzrok. Podniosła jeden z wisiorków, gdzie na łańcuszku znajdował się medalion, który można było otworzyć. Rozchyliła srebrne drzwiczki i zobaczyła podobiznę kobiety i mężczyzny, namalowane na czarnym płaskim kamieniu. Żeńska postać była uderzająco podobna do Ranzy, natomiast dostojny mężczyzna miał krótkie ciemno-różowe włosy. Przyjrzała mu się dokładniej, ale nie wiedziała dlaczego tak ją intryguje. Nagle usłyszała jak drzwi od umywalni się otwierają. Wiedziona dziwnym impulsem chciała schować wisiorek, ale nie wiedziała gdzie. Wpadła na pomysł, że wrzuci go do buta, który miał wysoką skórzaną cholewkę. Zamknęła szybko skrzynię i usiadła na niej, jakby znudzona czekała na pojawienie się czarownicy.  
- Idziemy – wycedziła z ponurą miną.
- Dokąd?
- Dowiesz się.
- Znów wrzucisz mnie do wody?
Ranza nic nie odpowiedziała, tylko pociągnęła czarodziejkę za sobą. Wyszły z budowli na zewnątrz, kierując się do ogrodu. Znajdowała się tam nieduża kamienna budowla, zarośnięta cierniami.

Czarownica podeszła do ciężkich wrót i przekręciła dźwignię, która wystawała ze ściany. Ukazało się jej wnętrze, z którego wydobywał się piwniczny zapach wilgoci i kurzu. Przy użyciu magii dziwna przewodniczka, pozapalała fioletowymi płomieniami, znajdujące się na ścianach pochodnie. Na środku pomieszczenia było okrągłe wgłębienie, które pokryte było popiołem. Wtem ciężkie drzwi zatrzasnęły się z hukiem, odbierając ewentualną drogę ucieczki młodej czarodziejce.  
- Po co to wszystko? Boisz się, że ci ucieknę?
- Nie, ale wolę mieć cię pod kontrolą.
Mela rozejrzała się, na szczęście pomieszczenie było na tyle duże, że nie musiała wpadać w panikę. Jednak tętno jej przyspieszyło, kiedy z popiołu zaczęło się coś formować.  
- Co to?
- To pomoże ci nauczyć się panować nad mocą. - odparła chłodno czarownica odsuwając się.
Niedoświadczona czarodziejka nie spuszczała z oczu dziwnego tworu, który przerażał ją coraz bardziej. Kiedy towarzysząca jej kobieta przywołała magiczną barierę mocy, która ją otoczyła, dziewczyna zrozumiała, że robi się niebezpiecznie. Wirujący coraz szybciej stwór, zaczął rzucać dookoła siebie, ostrymi odłamkami. Mela zasłoniła rękami twarz, po czym poczuła ból na całym ciele. To nie była żadna iluzja, wszystko wydawało się bardzo realne. Nagle fala lecąca w jej kierunku ustała. Odsłoniła twarz i zobaczyła jak jej ciało całe pokryte jest maleńkimi rankami.  
- Chcesz mnie zabić?! - krzyknęła widząc jak krwawi.
- Chciałabym, ale nie mogę. To tylko ćwiczenie.
- Ćwiczenie?
- Masz się przed tym bronić, użyć czarnej magii.
- Nie wiem jak.
- To się naucz – zaśmiała się kobieta znikając za swoja barierą na powrót.

Mela nie mogła dłużej znieść szczypania na skórze. Wtem spróbowała skoncentrować się, tak samo jak to robiła, kiedy używała magii światła. Wokół niej zawirowało powietrze i otoczyła ją nieznana wcześniej siła, wzbudzając w niej skryty gdzieś we wnętrzu gniew. Fala uderzeniowa zmiotła stwora, który rozproszył się po pomieszczeniu w niegroźne drobiny. Ranza otworzyła szeroko oczy, nie spodziewając się takiej reakcji. Myślała, że pomęczy dziewczynę, pod nieobecność Kansiego.  
- Udało mi się! - krzyknęła widząc co się stało.
- Tak, ale to był tylko stworzony sztucznie przeciwnik. Nie ma się z czego cieszyć.
- Jak to? Przecież go rozwiałam.
- Czeka cię jeszcze setki stworów podobnych do tego. Wszystkie będziesz musiała zniszczyć, jeżeli chcesz zostać jedną z nas. Mamy na to i dużo i mało czasu zarazem.
- Nie rozumiem, przecież to dwa długie lata – obruszyła się Mela podchodząc bliżej.
- Mnie mocy tajemnej najpierw od dziecka uczyła matka, potem ojciec, a następnie wykwalifikowani czarnoksiężnicy. Tu nikt się nade mną nie litował, a żeby osiągnąć taki poziom, jakie prezentuję teraz, musiałam stawić czoła przeciwnikom z twojego świata.
- Zabiłaś czarodziejów?
- Nie raz, jesteście jak zaraza, chcecie na siłę narzucić innym dobro, porządek, myślicie, że jesteście lepsi od nas? Mój brat kiedy był mały, był bardzo ruchliwy i niesforny. Miałam go pilnować, ale sama miałam może ze dwanaście lat. Wyrwał mi się i pobiegł w stronę waszej krainy. Chciałam go dogonić, ale nie zdążyłam. Na moich oczach został trafiony świetlistym promieniem, który odebrał mu życie. Tamci wołali, że to napastnik, trzeba go zgładzić, bo jest zły. Od tamtej pory matka się do mnie nie odzywa.
Mela patrzyła na Ranzę, jakby nagle wyczuła w niej współczucie. Na moment zapomniała, gdzie się znajduje, chciała do niej wyciągnąć dłoń, żeby okazać, że jej przykro.  
- Nie wiedziałam, musi ci być ciężko …
- Nie zbliżaj się do mnie ofiaro! Dopilnuję, żebyś została jedną z nas. Wtedy zemszczę się za śmierć niewinnego chłopca, przez te potwory tłumaczące się zasłoną dobra.

Za chwilę z pyłu znów coś zaczęło powstawać, czarodziejka odsunęła się. Ponownie kobieta schowała się za barierą, a ona została na pastwę ataków. Tym razem drobinki ją parzyły, aż zawyła z bólu. Wzmagała się na nowo w niej wściekłość, to uczucie towarzyszyło jej coraz częściej. Nie wiedziała, czy to efekt przebywania w tym nieprzyjaznym środowisku, czy to w niej coś się przebudziło. Niestety fala uderzeniowa, która przed chwilą ją uratowała, na kolejnego stwora nie działała. W jej stronę zbliżał się ogień, emanujący z coraz większą mocą. Dziewczyna padła na ziemię, krzycząc głośno z bólu. Czarownica rozwiała twór i podeszła do czarodziejki, widząc, że tym razem przesadziła. Nienawidziła jej, ale gdyby teraz umarła, to Kansi również zginąłby nie dotrzymując danego królowi słowa.  
- Ofiaro, wstań. Lecz się, bo umrzesz!
- Jak? Siebie nigdy nie regenerowałam – syknęła Mela ledwo podnosząc się z popiołu.
- Potrafisz …
Czarodziejka przypomniała sobie szybko, jak leczyła rośliny, a potem księcia. Wokół niej zebrała się zielona poświata, która jak balsam, przywarła do jej skóry. Rany i poparzenia zaczęły się powoli goić, jakby na nowo odżywała. Wtem popatrzyła na swoje dłonie, które wyglądały normalnie. Przejechała ręką po twarzy, była gładka i bez zadrapań. Czarownica patrzyła z niedowierzaniem, gdyż pierwszy raz ujrzała jak wygląda proces regeneracji.  
- Niesamowite, Kansi miał rację, przydasz nam się.
- Wy chcecie, żebym was leczyła, tylko po to tu jestem, tak?
- Inaczej on sam by cię zabił. Na co liczyłaś?
- Na nic. - odburknęła dziewczyna podnosząc się na równe nogi. - Dawaj następnego stwora, nie będę siedzieć bezczynnie.

Mela zrozumiała nagle, że musi jak najszybciej posiąść wiedzę tajemną czarnej magii. Im szybciej to uczyni, tym większe ma potem szanse, żeby stąd uciec. Nie wierzyła Ranzie, ani Kansiemu, że daruje jej życie. Jest tu tylko dlatego, że traktują ją jak ratunek dla swoich ludzi. Potem czeka ją tylko śmierć w męczarniach, podobnych do tych, co widziała w sali u króla ciemności. Dzisiejszy trening był bardzo męczący, więc gdy tylko się skończył i wrota się otworzyły, to o dziwo uradował ją widok nawet tak ponurego ogrodu i zasnutego ciemnymi chmurami nieba. Zapach powietrza wydawał się niesamowicie orzeźwiający, w porównaniu z tym, jaki panował w środku murowanego domku.  
- Co tak stoisz? Idziemy!
Mela czując przypływ sił, zaczęła uciekać czarownicy, chcąc ją zdenerwować. Wiedziała, że nie może jej zabić, więc korzystała z tego ile mogła. Biegła przed siebie lawirując pomiędzy poskręcanymi czarnymi drzewami.  
- Złapię cię ofiaro! - krzyczała czarownica, ale dziewczyna śmiała się tylko do siebie, widząc jej minę.
Wtem skręciła w bok i wybiegając rozpędzona zza rogu kolejnej ogrodowej budowli, wpadła na jakiegoś mężczyznę powalając go na ziemię. Tamten spojrzał na nią groźnie, zrzucając z siebie niedbale.  
- Czarodziejka?
Mela leżąc na ziemi zobaczyła jak nieznajomy koncentruje się do ataku. Czarna kula energii trafiła obok niej, robiąc dziurę w udeptanej glebie. Wtedy czarodziejka, ośmielona po treningu z Ranzą, wysłała w jego kierunku tę samą falę uderzeniową, co użyła przeciwko stworowi. Nieznajomy padł niedaleko, otrzepując się z kurzu.
- Co jest? Ty używasz naszej magii? Jak?
- Potrafię jeszcze tak. - dodała Mela przywołując w ręku czarny twór mocy.

Chciała poczęstować nim mężczyznę, kiedy za rękę złapała ją Ranza.  
- Stój! Wiesz kto to jest?
- Nie wiem, ale mnie zaatakował!
- Wybacz o Wielki, ale to nowa uczennica i …
- Uczennica? Jesteś ślepa? Widzisz, ze to leczący mag? Skąd zna nasze czary?
- Wytłumaczę wszystko … król nakazał …
- Nie zasłaniaj mi się królem! Nie po to latam za granicę, żeby zabijać to plugastwo. A tu na swoim podwórku spotykam jedną z nich.
Wysoki mężczyzna o krótkich czarnych włosach, miał intrygujące spojrzenie, w którym krył się gniew i pogarda. Ubrany w długie ciemne szaty, wyglądał na jakiegoś miejscowego dostojnika. Zdobiły go srebrne elementy zbroi, które powplatane pomiędzy sukno, chroniły go od ciosów. Za chwilę chwycił z całej siły Melę i cisnął nią o ziemię. Skierował rękę w stronę czarodziejki i rzucił z ręki śmiercionośnym ciosem, którego używał do unicestwiania ludzi światła. Nagle Ranza pojawiła się przed przerażoną dziewczyną i odbijając wymierzoną czarną moc w dal, spojrzała na nieznajomego z wyrzutem.  
- Nie wolno jej zabijać! To rozkaz króla, dopóki on nie zdecyduje, nie możesz podważać jego słowa!
- Jak śmiesz mi się sprzeciwiać Ranzo! Nie zapominaj kim jestem!
- Generale Helar, nie jesteś królem. Jeżeli rozwścieczysz władcę, to wiesz jak skończysz! Jeżeli jej włos z głowy spadnie, to osobiście poinformuje o tym władcę i dam mu jasno do zrozumienia, kto do tego doprowadził!

Czarodziejka stała patrząc osłupiała na czarownicę, która broniła swoich racji jak lwica.  
- Pójdę zaraz do króla i jeśli kłamiesz, to ja cię zniszczę i tego głupca Kansiego, z którym paradujesz po zamku.
Mężczyzna zarzucił w tył swoją długą pelerynę i oddalając się dostojnym krokiem, zniknął za kolejną budowlą. Ranza kipiąc ze złości, szarpnęła za ramię czarodziejkę, która chciała się na powrót wyrywać. Kobieta wydobyła zza paska małą sakiewkę i dmuchnęła dziewczynie w twarz ziołowym proszkiem.  
- Znów to paskudztwo! - zawołała Mela kaszląc po chwili.
- Nie jestem Kansim, nie będę się z tobą cackać.
Dotarły do pokoju, gdzie mieszkała czarownica. Kiedy tylko przeszły przez próg, kobieta rzuciła ją bez żadnej delikatności na jej łóżko za wnęką.  
- Zaatakowałaś generała, ofiaro. Szkodzisz tym Kansiemu, bo on może go zdegradować lub nawet zabić.
- Co to za generał?
- To prawa ręka króla i ostatnia osoba w tym zamku, którą powinnaś atakować. To on dał pomysł władcy, żeby likwidować twoją rasę leczących magów … szkoda, że ciebie nie zabił.  
- Jak to? To nie król?
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Ranza poszła otworzyć, a za chwilę wpadła go środka Gelda.  
- Posprzeczałaś się z generałem. Gratuluję, robisz postępy, żeby cię wyrzucono z zamku.
- Zajmij się lepiej sobą, albo mam lepszy pomysł. Popilnuj mojej ofiary, a ja pójdę się rozmówić z tym gburem Helarem.
Kobieta wyszła z pomieszczenia, zamykając drzwi na klucz. Mela korzystając z okazji wydobyła z buta, uwierający ją cały dzień naszyjnik, który zabrała. Schowała go pod poduszkę szybkim ruchem.  
- Ranza, otwórz! Nie chcę zostać z tą …
- Melą – dokończyła czarodziejka – ona cię już nie słyszy, możesz sobie walić w te drzwi.
- A więc to ty jesteś tą tajną bronią, o której wszyscy mówią.
- Widzę, że nie lubisz Ranzy, co? Dlaczego tak jest?
- Nie twoja sprawa, nie będę się spowiadała jakiejś czarodziejce …
- Jak chcesz to siedźmy sobie w milczeniu, wtedy nic się o mnie nie dowiesz, a widzę, że zżera cię ciekawość.
- Chcesz posłuchać o Ranzie? To trafiłaś na odpowiednią osobę – dodała Gelda siadając koło Meli na łóżku, a na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek.

1 192 czyt.
100%205
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2342 słów i 12849 znaków, zaktualizowała 14 cze 2018. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • emeryt

    emeryt · 14 cze 2018 · 202081569

    @AuRoRa, w dalszym ciągu wspaniale. Moim życzeniem dla Ciebie jest aby ciągle otulała Ciebie wspaniała wena, oraz jej owoce przekazywać mogła  swoim czytelniczkom i czytelnikom. Pozdrowienia.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 14 cze 2018

    Tak piszesz ze trudno złapać dech. Ale dla mnie nadal super.

  • Almach99

    Almach99 · 14 cze 2018

    Mela robi postepy, zdobywa nowych wrogow szybciej Niz przyjaciol. Ciekawe, co Gelda ma do powiedzenia. No I co to za tajemniczy lancuszek Mela znalazla...

  • AnonimS

    AnonimS · 14 cze 2018

    Ciekawie piszesz moja Droga ale ciut ...pospiesznie   zestaw na tak pozdrawiam

  • Margo1990

    Margo1990 · 14 cze 2018

    Super. Ciekawe co będzie dalej 😉