Okruchy przeznaczenia - Część 15

Oddalili się do innego pomieszczenia, które było w środku puste. Okna nie miały szyb, a wieńczyły je solidne metalowe kraty. Czarnoksiężnik przestał nagle działać swobodnie i powrócił do poważnej pozy. Mela nie lubiła, kiedy zachowywał się w ten sposób, ale nie mogła oczekiwać od osoby ze świata zła, tego co pamiętała z krainy białej magii.  
- Zjadłaś śniadanie, więc teraz jesteś gotowa.
- Na co?
- Przekonasz się za chwilę.
- Dokąd idziesz? - spytała czarodziejka, widząc oddalającego się kapitana.
W milczeniu opuścił pomieszczenie, zostawiając ją samą z setką pytań bez odpowiedzi. Zamknięta, jak w celi, podeszła do dużego okna, skąd wiało chłodnym powietrzem. Wszędzie szaro, ponuro i zamglone słońce. Ona ma tu żyć jak u siebie w domu i udawać że wszystko w porządku. Przypomniał się jej Galum i uroniła łzę, mimowolnie osunęła się na podłogę. Przejechała ręką po szyi, na której nie było dawno amuletu, który podarował jej opiekun. Na pewno trzymają go gdzieś w zamku, jako trofeum. Jednak jeszcze bardziej chciała odzyskać nietoperka, który teraz dzierżył w swoich łapskach Kansi. Zmarszczyła brwi i nagle poczuła przypływ gniewu, jakby obecność w tym miejscu wzbudzała w niej nieznane wcześniej siły. Skoro chcą, żeby upodobniła się do nich, to ona im pokaże, aż bardzo będą tego żałowali.  

Nagle zaskrzypiały wrota i do środka weszła Ranza, z miną przypominającą o niechęci do czarodziejki.  
- Idziemy. - odparła ciągnąc ją za rękę.
- Z tobą nigdzie nie idę! - protestowała wyrywając się.
- Wolisz z Kansim, co? On nie jest wcale lepszy ode mnie. Nie znasz go jeszcze, ale jak poznasz, to na jego widok, będziesz się trzęsła ze strachu.
- Puść mnie! - krzyknęła znowu, zasadzając kobiecie mocnego kopniaka nogą.
W odwecie dostała z ręki bolesnym uderzeniem w twarz, aż padła na zimną posadzkę z kamienia.  
- Idziemy! Natychmiast!
Mela wstała i przez zbierające się do oczu łzy, ledwo widziała dokąd ciągnie ją czarownica. Skierowały się do ogrodu, który wyglądał jakby ktoś go zdewastował i odebrał życie wszystkim roślinom. Zbliżyły się do miejsca, gdzie czekał na nie Kansi. Obok niego znajdował się kamienny okrągły zbiornik, wypełniony czarną cieczą. Czarodziejka z bijącym ze zdenerwowania szybko sercem, obserwowała nieprzychylne miejsce.  
- Gdzie jesteśmy?
- I tak nie zrozumiesz. - zaśmiała się kobieta, na myśl o tym co dalej się stanie.
- Wiemy, że masz w sobie moc, ale ta którą teraz posiadasz, mogłaby nas zniszczyć. Dlatego musimy ją zagłuszyć i zamienić na przydatną w krainie ciemności. - tłumaczył czarnoksiężnik patrząc na Melę z góry.
- Chcecie mi odebrać energię białej magii?
- Tak, bo z tą bransoletą nie możesz w ogóle czarować, nawet leczyć. Rozumiesz teraz?

Czarodziejkę przeszedł dreszcz po ciele, jeżeli pozbawią ja mocy światła, czy na powrót będzie mogła jej kiedykolwiek używać. Nie chciała stać się potworem takim, jak ten co zabił jej rodzinę. Jak mogłaby wtedy spojrzeć w oczy znajomym, czy tym bardziej Galumowi.  
- Kansi dość już tego, nie ma co się rozczulać, trzeba działać. - dodała zniecierpliwiona czarownica.
Chwyciła ją za nadgarstek, zrywając obręcz szybkim ruchem ręki. Na chwilę Mela odzyskała swoją moc, czuła ją w całym ciele. Chciała nawet spróbować uciec, kiedy przez ciało przepłynęła fala gorąca, powodowana przez wiedźmę. Została wrzucona, do ciemnej cieczy, niczym kamień. Czuła jak płyn dostaje się jej do płuc, jak rozlewa się w jej wnętrzu, wnikając przez skórę. Okropny ból opanował ją nagle, ściskając jak duszący swą ofiarę wąż. Myślała, że umiera, całe życie przemknęło jej przed oczami. Wtem poczuła szarpnięcie i ktoś wydobył ją na powierzchnię, rzucając na pokrytą popiołem glebę. Obróciła się na bok i kaszląc wypluwała nadmiar paskudnej substancji, odzyskując oddech. Cała mokra marznęła od wiatru, który zerwał się zwiastując nadejście burzy. Zrozumiała, że coś się w niej zmieniło, ale ciężko było to określić.  
- Gratulacje, teraz możesz czarować, ale na naszych zasadach – dodał Kansi pomagając dziewczynie podnieść się.
- Mogę czarować?
- Tak, przecież powiedział – dodała Ranza przewracając oczami, jakby to było oczywiste.
Czarodziejka chciała przywołać kulę światła, ale zamiast tego w jej rękach zaczął formować się ciemny twór, wirując niedbale. Przeraziła się trzepiąc dłonią, jakby chciała pozbyć się swego dzieła.  
- Co wyście zrobili, gdzie moje świetliste czary?
Kapitan zaśmiał się widząc jej reakcję, która była jak najbardziej naturalna.  
- Masz dwa lata, żeby okiełznać nową moc na tyle, żeby król mógł na próbie, uznać cię za jedną z nas. Od tego zależy życie Kansi, więc dopilnuję osobiście, by wszystko się udało.
- Ranza będzie ci pomagała, bo ją o to poprosiłem. - odezwał się czarnoksiężnik zakładając maskę.
- Nie chcę jej pomocy! Nie chcę na nią patrzeć! - obruszyła się Mela widząc, że kapitan zbiera się do lotu.
- Masz jej teraz słuchać, ja muszę lecieć na misję. - powiedział mężczyzna przyzywając czarny dysk.
- Jaką misję? Znów będziecie zabijali?
- Kansi nie tłumacz się tej ofierze. Leć, ja się nią zajmę. - powiedziała kobieta uśmiechając się do siebie złowieszczo.
Czarnoksiężnik uniósł się w powietrze i zniknął wylatując wysoko, powodując podmuch wiatru.  

Czarownica nie czekając na nic, pociągnęła za sobą dziewczynę, jakby była niepotrzebnym balastem. Szły tak do budowli, gdzie zamieszkiwała kobieta i jej podobne czarownice. Mela po drodze próbowała coś wyczarować, ale kompletnie jej to nie wychodziło. Zupełnie jak dziecko, które jeszcze nie umie stawić pierwszego kroku, ale wciąż próbuje wstać. Kierując się przez mroczne korytarze, nikt nie krył zdziwienia, że jakaś nowa postać pojawiła się w budowli.  
- Co to za miejsce? - spytała czarodziejka rozglądając się dookoła.
- Twój nowy dom, więzienie, nazywaj to jak wolisz.
- Wiesz co, jesteś podobna do mojej koleżanki ze szkoły.
- Podobna? Nie możliwe, jestem wiedźmą.
- Z charakteru. Efra też mnie nie lubi, wiesz?
- Bo jesteś ofiarą, wszyscy to widzą. - wycedziła kąśliwie kobieta wyciągając klucz z kieszeni.
Wtem drogę zagrodziła im czarnowłosa czarownica, która śmiała się na widok Ranzy.  
- Widzę, że dostałaś kulę u nogi. Co to za jedna?
- Odczep się Geldo. Zajmij się lepiej swoimi sprawami. Nie masz co robić?
- Mam, ale takiego widoku nie mogłam przegapić. Mówiłam ci, żebyś nie dawała sobą pomiatać temu tyranowi, ale ty uparłaś się to masz.
- Wypełniam tylko jego rozkazy!
- Wydaje mi się, że nie tylko tak mu służysz, nie jestem ślepa.
- Zamilcz! Jak nie to powiem Kansiemu, żeby cię przeniósł do służby granicznej!

Kobieta nagle ustąpiła, ale i tak śmiała się pod nosem odchodząc w dal. Mela zrozumiała teraz, że czarownicę i kapitana, musi coś łączyć. Słyszała nie raz opowieści o sprawach damsko – męskich, ale nie przywiązywała do tego wagi. Wychowywała się z dala od rówieśników, a w szkole była zbyt krótko. Widziała jednak, jak Galum nie raz znikał, latając do Araji. Pamiętała również bajki czytane jej na dobranoc, o miłości, mężnych czarodziejach, którzy ratowali swoje wybranki. Kansi nie przypominał żadnego z nich, a dodatkowo był złym czarnoksiężnikiem. Z zamyślenia wyrwała ją Ranza, wpychając na siłę do komnaty.  
- Tutaj będę cię miała na oku. Ja śpię w tym pomieszczeniu, a ty tam za ścianą. - wskazała na mniejszą wnękę, w której była tylko komoda i łóżko.
- Nie chcę z tobą dzielić pokoju! Ty też nie chcesz, czuję to.
- Tak, ale kapitan tak zarządził. Przecież nie możesz z nim przebywać w jednym pomieszczeniu, to dorosły mężczyzna i ma swoje potrzeby.
- Jakie potrzeby?
- Po co ja ci to mówię, widzę że jesteś nierozgarnięta. Ile ty masz lat?
- Szesnaście, ale co z tego.
- Wychowywałaś się w dziczy, czy jak? Zastrzegam ci, że Kansi należy do mnie. Jeżeli zobaczę coś podobnego, co dziś przy śniadaniu, to przyrzekam, że cię urządzę.
- Nie zrobiłam nic złego. Jesteś nienormalna! Mam dla ciebie złą wiadomość, ja i tak muszę go widywać. To on ma mnie uczyć, nie ty.
Kobieta podniosła lekko brew, po czym pociągła ją na siłę do mniejszego pomieszczenia obok.  
- Tu jest umywalnia, napuszczę ci wody do tej balii. Umyj się i przebierz w to, co leży tam na krześle. Zaczekam, aż skończysz, a potem idziesz za mną bez dyskusji.

Mela patrzyła na czarownicę, która siedziała teraz na swoim łóżku. Zatrzasnęła drzwi za sobą i zrzuciła brudne ubranie. Zatopiła się w wodzie nurkując w ogromnej balii z ciepłą wodą, która wylewała się ze skalnej ściany. W miseczce był płyn, który pachniał o dziwo słodko. Szorowała się, myła głowę, ale nie miała zamiaru wychodzić z kąpieli. Zniecierpliwiona czarownica wpadła po dłuższym czasie do środka.
- Wychodź stamtąd! Moczysz się jak ropucha w stawie.
- Nie twoja sprawa ile czasu się myję!
- Co ty powiedziałaś?
- To chodź mnie wyciągnij, jak jesteś taka mądra. - dodała pokazując jej język i śmiejąc się głośno.
Czarownica chciała wyciągnąć na siłę dziewczynę, która odsunęła się, a kobieta wpadła w mydliny, niczym niezdarna pokraka. Mela wyszła z kąpieli wycierając się szybko. Chwyciła za strój, w który miała się ubrać i zatrzasnęła drzwi za gotującą się ze złości kobietą. Szybko nałożyła bieliznę i krótką czarną sukienkę i zaczęła rozczesywać włosy na jej łóżku. Za chwilę coś pojaśniało na czerwono i drzwi otworzyły się jakby same. Wypadła z nich czarownica, która suszyła się w momencie od swojej magicznej purpurowej aury.  
- Nie rób tak więcej!
- Czego mam nie robić, przynajmniej się wykąpałaś – zaśmiała się dziewczyna.
Wtem w jej kierunku poleciała fala mocy, która trafiła ją zrzucając z posłania. Poczuła ból, jakby piorun przeszedł przez jej ciało. Obolała podniosła się z podłogi i spojrzała na kobietę, która nad nią stała.  
- Rozumiem, że tutaj też nie wolno robić nikomu żartów?
- Innym możesz, ale nie mnie!
Czarodziejka wstała spinając w pośpiechu swoje długie włosy klamrą.  
- Ty też jesteś mieszańcem, co?
- Mieszańcem?
- Masz dwukolorowe włosy, jak ja. Nawet mamy ten sam kolor, zobacz na ten odcień różu …
- To zbieg okoliczności, nie mam z tobą nic wspólnego i jestem czarownicą czystej krwi. Mój ojciec był z innego rodu niż matka, stąd ten kolor. Jesteś dosłownie nie do wytrzymania.
- Ty też. Jesteś tak samo uparta jak ja. Gdyby nie to, że cię nie znam, pomyślałabym, że jesteśmy spokrewnione. - zaśmiała się Mela.
Nagle się odwróciła, ukazując odkryty fragment pleców, który wcześniej miała schowany pod gęstymi kosmykami rozpuszczonych włosów. Czarownica zauważyła u niej drobną bliznę, którą było ledwo widać. Zdenerwowana wpadła do pomieszczenia, w którym zawsze się myła i zamknęła za sobą drzwi. Odchyliła ubranie i spojrzała w lustro. Na jej plecach był wyryty czarny symbol gwiazdy. Czarodziejka miała bliznę w tym samym kształcie. Pomyślała nagle, że chyba jest przewrażliwiona, ale zaczęła poważnie się zastanawiać nad tym, aż zbladła na twarzy.

666 czyt.
100%173
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2168 słów i 11595 znaków, zaktualizowała 9 cze o 15:14

Komentarze (3)

 
  • emeryt

    emeryt 8 czerwca ip:8969123

    @AuRoRa, dziękuję Tobie za kolejny, wspaniały odcinek. Historia  twojej bohaterki bardzo przyjemnie zaskakuje. Tylko czy  Mela nie zrobi przypadkiem rewolty w tym ponurym świecie?  Droga Autorko ,  pisz w tym stylu dalej, a o licznych twoich czytelników  bądź spokojna. Pozdrawiam, twój czytelnik - emeryt-.

  • AnonimS

    AnonimS 8 czerwca

    Ciekawie to opisujesz. Te same znaki dają do myślenia.

  • Almach99

    Almach99 8 czerwca

    Coraz wiecej pytam bez odpowiedzi 😃  co moze oznaczac ta blizna? Piszesz coraz plynniej