Okruchy przeznaczenia - Część 8

Roślinność utrudniała początkującemu magowi bieg, ale przerażenie nadal malowało się na jego twarzy. Zatrzymał się przed Melą, która stała z zupełnie poważną miną.  
- Nie jestem przeklęty, ty tylko żartowałaś, tak?
- Słyszałeś głos?
- No tak, ale co to ma do rzeczy.
- Zawsze tylko do mnie przemawiał. Nie chcę cię straszyć, ale ten przedmiot nie jest stąd.
- Skąd go masz?
- Tajemnica.
- Powiedz, bo nie dam ci spokoju.
- Już się boję, a co mi zrobisz?
- Zobaczysz, jeszcze mnie nie znasz. – dodał odchodząc w stronę budynku.
Czarodziejka wzruszyła ramionami i skierowała się prosto do pokoju, gdzie ostatnio mieszkała. Chciała wejść, ale drzwi były zamknięte na klucz. Otworzyła je bez trudu srebrnym przedmiotem, który dostała od nauczycielki. Na łóżku siedziała Efra czytając jedną z ksiąg magicznych.  
- Dlaczego zamykasz drzwi? - odezwała się Mela.
Współlokatorka oderwała się od lektury, odkładając spokojnie papierowy skarb.  
- Myślałam, że nie wrócisz.
- Wróciłam i co teraz? Wyrzucisz moje rzeczy przez okno?
- Gratuluję, po tygodniu pobytu tutaj już byłaś w pałacu. - dodała klaszcząc w dłonie.
- Byłam i co z tego?
- Uczę się tu pięć lat, a nawet nie wyszłam za te mury. Ciągle czegoś mi brakuje, wiesz ile razy prosiłam Fisu, żeby mnie tam zabrała?
- Nie wiem, ale co ja mam do tego?
Efra wstała zbliżając się do młodej czarodziejki z poważną miną. Była od niej o głowę wyższa, więc patrzyła na nią z góry.  
- Załatw mi wizytę w pałacu.
- To nie jest takie proste, chcieli mnie ustrzelić, drugi raz się tam nie zbliżę. Właściwie dlaczego miałabym ci pomagać?
- To znaczyło nie. Dobrze, więc mieszkajmy jak pies z kotem. - odparła wracając do czytania.

Mela skrzywiła się nie rozumiejąc skąd taka niechęć do jej osoby. Jak na razie to jej rzucano kłody pod nogi, a o zabraniu nietoperka już nie chciała wspominać. Od tego dnia nie miała lekko ze współlokatorką, która korzystała tylko z nadążającej się okazji, by uprzykrzyć życie młodej czarodziejce. Raz miała pochlapaną sukienkę, innym razem koleżanka blokowała łazienkę po złości, niszczyła lub plamiła notatki. Za to Celos wyjątkowo omijał ją szerokim łukiem. Minęło kilka miesięcy i Mela przyzwyczaiła się do psikusów, traktując je z przymrużeniem oka. Starała się uczyć magii światła, żeby nie przynieść wstydu Galumowi. Pewnego popołudnia wracała przez ogród z biblioteki podziwiając roślinność. Nagle usłyszała za sobą niepokojące odgłosy, które ustały kiedy tylko obróciła się za siebie. Wtem otoczył ją wir powietrza, który poruszał się coraz szybciej. Chciała się wyrwać, ale dziwny twór uniósł ją w głąb ogrodu. Upadła na ziemię z impetem nie rozumiejąc co się stało. Znalazła się w starszej części parku zieleni, której nie znała. Omszałe figury i stare drzewa sprawiały, że poczuła się wyjątkowo nieswojo. To miejsce zdawało się być zapomniane przez ogrodników. Wtem przed nią pojawił się jakiś chłopak o ciemno-różowych średniej długości włosach. Uśmiechał się lekko.  
- Kim jesteś? Czego chcesz? - spytała Mela podnosząc się z omszałej ziemi.
On nic nie odpowiedział przywołując z powrotem wir, który wepchnął ją dalej. Nie wiedziała jeszcze jak bronić się przed magią powietrza, więc zaczęła głośno krzyczeć. Wylądowała pod dwoma starymi skalnymi posągami. Chciała się podnieść, ale nagle ziemia pod nią zadrżała i wpadła w zapadlisko. Znalazła się na dnie jakiejś dawnej budowli, o której zapomniano. Wilgotne powietrze przepełniał zapach butwiejących liści.  

Dziewczyna potłukła się czując ból po upadku z wysokości. Podniosła się chwytając za wystające korzenie zwisające z góry. Na dole nie było za wiele miejsca, a ściany zdawały się dusić Melę. Bardzo bała się zamkniętych, wąskich przestrzeni. Zaczęła krzyczeć wpadając w panikę. Nad sobą ujrzała cień i kierując wzrok w górę zobaczyła tego samego nieznajomego, który śmiał się głośno.  
- Celos, chodź tutaj, musisz to zobaczyć.
Mag o fioletowych włosach nachylił się nad zapadliskiem.  
- Widok wspaniały, dobrze jej tak.
- Wyciągnij mnie stąd, szybko! - krzyczała czarodziejka czując jakby ściany miały zaraz ją zgnieść.
- Teraz wiem czego się boisz. - zaśmiał się ponownie Celos zacierając dłonie.
- Nie wygłupiaj się. To się może zawalić, słyszysz?
- Mela się boi, Mela się boi, ojejku co teraz? - wtórował kolega.
- Albo mi powiesz skąd masz nietoperka, albo spędzisz tutaj noc.
Czarodziejka próbując się wydostać, wspinała się po pnączach, ale były zbyt słabe, by ją utrzymać.  
- Nie mogę ci powiedzieć, rozumiesz?
- To posiedzisz sobie na dnie, dobrej nocy. - dodał oddalając się.
- Ty tak poważnie? Celos?! - krzyczała czarodziejka.
Nagle zauważyła jak coś wije się po ścianie, przywołała w dłoniach światło i kiedy ujrzała węża, to zaczęła piszczeć. Chłopaki wrócili się zaglądając z powrotem do zapadliny.  
- To jak, zdecydowałaś się?
- Tak powiem! Wyciągnij mnie!
Nieznajomy wyciągnął z plecaka linę, której jeden koniec przywiązał do posągu, a drugi zrzucił na dno.  
- Złap się za to i trzymaj się mocno.

Dziewczyna odsuwając się maksymalnie daleko jak się dało od węża, zaczęła obwiązywać się sznurem. Dała znak, że można ją wyciągać. Chłopaki wydobyli na powierzchnię bladą jak papier Melę, która trzęsła się trochę z zimna, a trochę ze strachu. Ciężko łapiąc powietrze padła na porośniętą mchem ziemię.  
- Mów o twojej figurce, taka była umowa.
- Powiem, ale tylko tobie, nie jemu. Nawet nie wiem jak ma na imię.
- Hizar, ale mówią na mnie Tornado. - odezwał się nieznajomy.
- Nie ważne, Celos każ mu odejść.
- On i tak mi powie, więc po co to odwlekać.
Mela podniosła się uspokajając zszargane nerwy.  
- Wiecie gdzie jest zakazana kraina?
- Słyszałem o niej, ale nikt tam nigdy się nie zbliża.
- To masz odpowiedź, skąd jest moja figurka, a teraz idę.
Celos otworzył szeroko oczy po tym, co usłyszał.  
- Mela, ty tam byłaś?
- Tak.
- To nie możliwe. Zginęłabyś tam jak nic.
- Daj mi spokój ty magu od siedmiu boleści. - dodała czarodziejka ociekając przez ogród.
Pierwszy raz tak bardzo się czegoś bała. Nie obawiała się ciemności, ani wysokości, niestety zamknięte ciasne pomieszczenia wprawiały ją w paniczny strach. Przypomniała sobie, że jako mała dziewczynka wpadła do niezabezpieczonej piwnicy. Wspomnienia jakie jej po tym wydarzeniu zostały, zostawiły trwały ślad. Miała ochotę pobić Celosa, ale kolejna kara nie uśmiechała się jej, tym bardziej, że obiecała poprawę.  

Rozpędzona wypadła z zarośli wprost na Galuma, który przyjechał ją odwiedzić. On uśmiechnął się na jej widok, a Mela wprost rozpromieniła się.
- Co ty tu robisz? - dodała rzucając mu się na szyję.
- Stęskniłem się za moją rozrabiaką.
Nagle zza zakrętu wyszła Araja i poprawiając swoje zielone włosy podeszła jakby od niechcenia.  
- Kochanie nie mamy zbyt wiele czasu. - dodała patrząc na uradowaną dziewczynę.
- Wiem.
Galum w swoim oficjalnym stroju służb królewskich prezentował się dostojnie. Nosił ze sobą magiczną broń, czym wzbudzał respekt. Jego praca nie należała do łatwych, ale nie mógł narzekać na los.  
- Byłam w pałacu wujku. Na pewno słyszałeś.
- Tak i musimy poważnie porozmawiać. Arajo, zostawisz nas samych?
Kobieta skinęła głową i niechętnie oddaliła się alejką. Mężczyzna zaprowadził Melę do altanki i siadając na ławce chwycił ją za dłonie.
- Dlaczego zdradziłaś, że umiesz leczyć i to w samym pałacu?
- Ratowałam Deruna, nie mogłam pozwolić, żeby umarł.
- Dziecko, ty wiesz na jakie niebezpieczeństwo się naraziłaś? Nie mogę ci zdradzać szczegółów mojej pracy, ale muszę cię czym prędzej stąd zabrać.
- Wujku dlaczego?
- Pamiętasz co się stało z twoją rodziną, więc nie pozwolę, żeby i ciebie to dotknęło.
- Nic mi nie jest. Król mnie pochwalił.
- Idziemy do Najmądrzejszej i wyjeżdżamy.
- Nie chcę, nic mi nie będzie wujku.
- Mela nie rozumiesz, że martwię się o ciebie? Nie powinienem tego mówić, ale w naszym królestwie źle się dzieje. Miałaś się nie rzucać w oczy, a nie chodzić do samego pałacu. Żebym mógł ci powiedzieć to, co ja wiem …
- Sam mnie uczyłeś, że muszę sobie radzić, tak? Jak widzisz radzę sobie, uczę się i żyję. Gdyby ktoś chciał mnie skrzywdzić, zrobiłby to dawno.

Mela wstała zmieszana nie wiedząc co ma robić. Wiedziała, że nie jest tu dobrze przyjęta, ale nie chciała się poddawać. Wyjazd z Galumem byłby pójściem na łatwiznę, ale ona musiała nauczyć się radzić z przeciwnościami sama.  
- Widzę, że dorastasz. Nie będę ci stał na drodze, ale weź to ode mnie. - powiedział podając dziewczynie amulet uwieńczony mieniącym się na tęczowo kamieniem.
- Co to jest?
- Ten przedmiot będzie cię chronił, proszę nie zdejmuj go nawet do snu. Ktoś cię szuka, ale nie mogę powiedzieć kto. Szanuję twoja decyzję, ale uważaj na siebie Mela.
Mężczyzna przytulił do siebie czarodziejkę pełny obaw. Wiedział zdecydowanie za wiele, żeby mógł spać spokojnie. Wszyscy magowie, którzy potrafili leczyć ginęli po kolei. Komuś zależało na tym, żeby królestwo nie miało pomocy. On próbował ratować ich najlepiej jak potrafił, ale nie raz przybywał za późno na miejsce zdarzenia. Mela była dla niego jak córka, więc ze zdwojoną obawą kładł się codziennie spać.  
- Idziesz? - spytała smutno ściskając amulet.
- Muszę, obowiązki wzywają.
Nagle podeszła do nich jedna z nauczycielek.  
- Panie generale, co za wizyta. Jesteśmy zaszczyceni.
- Właściwie wracam do siebie. Proszę dbać o Melę. - dodał na pożegnanie.
Za chwilę oddalił się w kierunku Araji, która od razu chwyciła go za rękę. Nauczycielka popatrzyła na młodą czarodziejkę zaciekawiona.  
- To duma mieć takiego ojca.
Ona skierowała na nią swoje świecące od zbierających się łez oczy. Lekki wiatr poruszył liśćmi, a ona dodała wodząc wzrokiem za oddalającym się Galumem.  
- Mój tata jest najlepszy na świecie.

693 czyt.
100%212
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1951 słów i 10369 znaków. Tag: #fantasy

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 15 maj 2018

    Kiedy odkryjesz trochę tajemnice? Czuję że ktoś ma potężna moc i ..Tylko czego chce.To ci co zabili rodzinę Meli, prawda?  

  • AnonimS

    AnonimS · 13 maj 2018

    Bardzo ciekawa część. No i czarodziejka cierpiąca na klaustrofobię. W ten sposób przywracają jej ludzie wymiary.