Okruchy przeznaczenia - Część 37

Czarne chmury zebrały się nad zamkiem króla ciemności, śnieżyca wzmagała się coraz bardziej, przykrywając szarym puchem okolicę. Niebo rozświetlały błyskawice, a gromy rozchodziły się echem wśród  grubych murów. Jokasta szła miarowym krokiem przez ponury korytarz, a za nią podążała Ranza, patrząc przed siebie nieobecnym wzrokiem. Służba biegała tam i z powrotem w panice, a żołnierze zbierali się na dziedzińcu. Helar czekał na kobiety w jednej z komnat, mając ponury wyraz twarzy. Gdy dotarły do pomieszczenia, zatrzasnął za nimi wrota. Świece fioletowym płomieniem oświetlały pokój, wypełniony mrocznymi rzeźbami i obrazami. Generał zasiadł za biurkiem, kończąc podpisywać ważne papiery. Wiedźma usiadła z córką na drewnianych krzesłach z rzeźbionymi oparciami. Spojrzała na mężczyznę wymownie.  
- Co postanowił władca?
- Wydał rozkaz schwytania zbiegów, ale ma życzenie, aby zostawić ich przy życiu. Sam chce ich unicestwić, nie wierzy nikomu.
Jokasta zmarszczyła brwi, uderzając w stół ręką, aż kielich z napojem przewrócił się na podłogę.  
- Nie tak to miało wyglądać! Zabierze nam największą przyjemność.
- Chcesz podważać wyroki Najgroźniejszego? Jeśli ich zabijemy przed nim to znasz zasady łamania rozkazów.
- Co się odwlecze …
- Niebawem rozpęta się wojna, wojska są w pogotowiu, więc nie mogę wyruszyć z wami. Muszę przewodzić oddziałom kierowanym na królestwo światła. Ty i kapitan Ranza podążycie za uciekinierami.
- Mają wrócić żywi, ale nie ważne w jakim stanie, król nie ma obiekcji w tym temacie, nieprawdaż?
- Boję się, że wiem do czego zmierzasz. - uśmiechnął się chytrze, patrząc na starszą wiedźmę.
- Znasz mnie, dość długo byłam potulna i siedziałam cicho. A co z księżniczką, podobno jest po naszej stronie?
- W istocie, pomoże nam wkroczyć na tereny ataku, nikt jej nie podejrzewa. Hizar mi wszystko relacjonuje.
- Kto to? - spytała podejrzliwie Jokasta, składając ręce pod brodą.
- Zaufany czarnoksiężnik, szpieg. Bez obaw, nie zdradzi nas.
- Ufasz tej szui? Na twoim miejscu miałabym się na baczności, on ma włosy koloru mojego zmarłego męża. Obawiam się, że jest z tej przeklętej linii …
- Wyruszam! - ryknął czarnoksiężnik, zwijając pergaminy w rulon.
- My też. - dodała wstając z krzesła.

Skinęła dłonią na Ranzę, która posłusznie wstała z miejsca, jakby pozbawiono ją własnego zdania.  
- Jokasto, chcę pożegnać się z przyszłą żoną, dasz nam chwilę?
Wiedźma zmierzyła go wzrokiem, ale po chwili skinęła głową, wychodząc dostojnie z komnaty. Helar spojrzał na urodziwą czarownicę, na jej kuszącą suknię, a potem w okolicy biustu. Chwycił ją, przyciągając do siebie, spojrzał na wiśniowe usta, zatapiając się w nich bez pamięci. Kiedy oderwał się od pani kapitan, spojrzał w jej nieobecne oczy.
- Kansi nie był ciebie wart, niedługo będziemy razem. Zawsze chciałem abyś była moja, ale ten pyszałek stał mi na drodze. Wiem, że mnie słyszysz, pragnę cię, zawsze pragnąłem.
Wtem kobieta poruszyła lekko brwiami, jakby na chwilkę przezwyciężając rzucony na nią urok.
- Jesteś zbyt pewny siebie. Możesz mnie posiąść, ale mojego serca nigdy nie zdobędziesz ... – syknęła, w przebłysku świadomości.
Odsunął się od niej, zdziwiony. Zrozumiał, że jest na tyle silna, że walczy z czarami matki, chociaż nieudolnie.
- Trudno, wystarczy mi twoje ciało, nie będę wybredny. - odparł wychodząc z pomieszczenia.
Ranza chciała się poruszyć, już wygrywała z niecnym czarem, prawie wróciła do świadomości. Ściskała jakiś przedmiot kurczowo, próbując rozpaczliwie go obudzić do życia, tylko nie wiedziała jak. Za chwilę poczuła jak z powrotem coś odbiera jej wolę. Jokasta stała za nią, wykonując podstępne ruchy rękami. Tajemna moc spłynęła na panią kapitan, tęczówki na nowo zmieniły się na lekko purpurowe.  
- Idziemy! Dość już tego! - krzyknęła wiedźma władczym tonem.
- Idę … matko. - wyszeptała, kierując się na zewnątrz.
Zniknęły w korytarzu, który rozświetlały błyski piorunów, a świst wiatru wtórował im zza szczelin okien.  

***
Daleko za górami, wśród parujących źródeł, potwory coraz liczniej wychodziły ze swoich kryjówek. Kierowały się w stronę wzywającego ich władcy ciemności, pustosząc okolicę. Mela nasłuchiwała pomruków dobiegających z zewnątrz chaty, czując wewnętrzny niepokój. Niechętnie kończyła jeść, to co uszykował Nort z Kansim. Celos również nie był zachwycony, więc wykrzywiał się co kęs.
- Smakuje ci? - zażartował kapitan, widząc jego minę.
- Nie przejmuj się, jedzenia nie zabraknie, dopiero wyłażą z ziemi, upolujemy nowe. - zaśmiał się Nort, wycierając brodę kawałkiem płótna.
- Tfu – splunął czarodziej, wyrzucając resztki upieczonego stwora. - Chcę zjeść zupę ze szkoły magii.
- A widzisz, czasem narzekałeś na kuchnię – zaśmiała się Mela, przypominając sobie dawne czasy.
- Już nie będę, o ile tam wrócimy – dodał smutnym tonem.
- Ty na pewno wrócisz, co do mnie to nie wiem. - odparła czarodziejka, patrząc ukradkiem na Kansiego, który dorzucał drewna do paleniska.
- Najpierw wszyscy musimy przeżyć, a potem pomyślimy co dalej – wtrącił się kapitan. - Jak na razie jesteśmy ścigani przez całe królestwo, jak nie znajdziemy sprzymierzeńców, to kiepsko to widzę.
Mela wstała, wyciągając nietoperka zza paska.  
- Możecie mi powiedzieć, czy ich jest więcej? Jeden potrafi zdziałać cuda, a co dopiero większa ilość. Współpracują z nami, mogą nam pomóc.
- Nie każdy je posiada, swój znalazłem nad morzem, gdy ćwiczyłem jako dzieciak, przeszedłem wtedy próbę. Wydaje mi się, że to one znajdują odpowiednia osobę, bo Nort takowego nie posiada.
- Nie udało mi się – wzruszył ramionami.  
- A co się stało z hylonem Ledona? - spytała czarodziejka po chwili namysłu.
- To on miał figurkę? Jak wyglądała? - spytał Kansi zaciekawiony.
- Wilk, z czerwonymi oczami. Może mu odebrali, jak go zabrali słudzy króla?
- A niech to piorun! Zmienili go w pył, takiej mocy nie mógł przetrwać nawet hylon. - dodał kapitan marszcząc brwi i ściskając nerwowo pięść.
- A siostra Ledona nie będzie wiedziała czegoś więcej? Wyruszmy do niej, mam mapę, błagam, to nasza szansa! - zawołała Mela, chwytając kurczowo za ubranie czarnoksiężnika, który ją odepchnął odruchowo.
- Nie uśmiecha mi się ta wyprawa. Pokaż mi gdzie to jest.
Czarodziejka wyciągnęła przedmiot, aktywując go w dłoniach. Ukazała im się mapa, na której zaznaczony był punkt jasnym światłem. Nort otworzył szeroko oczy, odsuwając się z przerażenia.  
- To piekielnie trudna wyprawa. Damy radę, Kansi?
- Nie wiem, ale trzeba spróbować. I tak jesteśmy skazani na śmierć, co możemy stracić?

Celos patrzył na nich zszokowany, najwyraźniej nie miał ochoty umierać. Kopnął w stojące niedaleko krzesło.  
- W co ja się wpakowałem, to wszystko przez ciebie – mruknął, patrząc na Melę.
- Co? Ty magu od siedmiu boleści!
- Jakbyś nie przyszła do naszej szkoły, to nie wybuchłaby ta afera, a wiodłem takie spokojne życie. - biadolił chłopak do siebie.
- Spokój! Wojna i tak by wybuchła! - krzyknął Kansi – Szykowaliśmy się na nią, długo zanim Mela do nas przybyła, więc ciesz się, że żyjesz ofermo!
- Niesamowite, rozmawiam z wrogiem. I co, przybylibyście do naszego królestwa i pozabijali wszystkich? - spytał czarodziej, przecierając pot z czoła.
- Tak, a co w tym dziwnego? Całe życie mnie uczyli zabijać magów, więc nie podskakuj, bo cię uciszę! Gdyby nie ona, nie przejmowalibyśmy się tobą, nawet bym cię nie znał, więc nie narzekaj na nią drugim razem. - bronił dziewczyny kapitan.
Celos nic nie dopowiedział, tylko spojrzał na czarnoksiężnika z pogardą.  
- Prześpijmy kilka godzin i wyruszajmy. - dodała Mela, czując że ziewa.
- Są tu dwa zakurzone łóżka, ale lepsze to niż nic. - mruknął Nort, kładąc się na jednym z nich.
Czarodziej nie czekając na zaproszenie, położył się koło niego. Oczy zaczęły mu się zamykać, a po chwili pogrążył się we śnie. Kansi spojrzał na Melę, nie wiedział co ma robić. Chwycił ją na ręce, zanosząc na posłanie. Sam chwycił za stary koc, kładąc się na drewnianej podłodze.  
- Co ty robisz? Zamarzniesz w nocy …
- Jestem przyzwyczajony – burknął zimnym tonem.
- Daj spokój, tu jest jeszcze sporo miejsca.
- Nie o to chodzi, śpij i nie zawracaj mi głowy. - dodał ponurym tonem.
- Nie chcesz ze mną spać, ale dlaczego?
- Mógłbym się nie powstrzymać … nie będę ci się tłumaczył.
- Powstrzymać przed czym? - spytała, patrząc na niego z góry ze zdziwioną miną.

Podniósł się, a ich oczy się spotkały. W kominku strzelały iskry, a z zewnątrz dochodziły odgłosy potworów i wiatru. Pochrapujący nieopodal towarzysze niedoli, wywracali się na drugi bok. Kansi wyciągnął dłoń, przejeżdżając nią po kosmykach dziewczyny, bardzo subtelnie. Ucałował ją w usta, czując nieopisane ciepło.  Jego dotyk sprawiał, że przechodziły ją ciarki. Jednak przypomniała sobie o Ranzie, zrobiło się jej głupio.
- Wiem o co ci chodzi, teraz rozumiem. Ty ją kochasz, dlatego nie chcesz …
- Nie w tym rzecz, ty jesteś taka … różnisz się od siostry … to nie twój czas … nie mógłbym z tobą … musisz być gotowa, wiedzieć że tego chcesz.
- Gelda mi opowiadała, więc to jest takie skomplikowane? A jeśli ja tego też chcę? Jeśli chcę z tobą …
Ucałował ją znowu, patrząc w jej smutne oczy. Podobała mu się okropnie, miał ochotę ją nie wypuścić z rąk, zapomnieć się na wieczność. Każdy jej oddech, spojrzenie, ruch, wszystko sprawiało, że czuł ogień palący go w środku. Wiedział, że nikt jej jeszcze nie dotykał, nie mógł, coś mu nie pozwalało.  
- Zaśnij, trudna wyprawa przed nami. Wrócimy do tej rozmowy, jak to wszystko się skończy, dobrze?
- To nietoperek nas połączył – wyszeptała, wyciągając hylona.
Jego metaliczna powłoka zaświeciła się lekko. Kansi chciał go dotknąć, a wtedy ich dłonie spotkały się przy nim.  
- Mój ojciec nie żałował przeznaczenia, ale zginął, czy tak wysoką cenę trzeba zapłacić za prawdziwą miłość? Za uczucie, które sprzeciwia się panującym siłom? Własna siostra mnie nienawidzi, a ja nie potrafię cię nie kochać Kansi, stałam się samolubna? Chcę nieszczęścia Ranzy? – dodała, spoglądając mu w oczy.
- Nie, Mela. To nie tak. - dodał przytulając się do niej czule. - Musimy przez to przejść razem. Położę się koło ciebie, wtedy zaśniesz?
- Tak. Chcę zawsze przy tobie zasypiać.
Przytulił ją swoim ramieniem, starając się zamknąć oczy. Mela czując ciepło kapitana, dzierżąc hylona w ręku, powoli zapadała w sen. Kansi w końcu również zamknął oczy, nie wiedząc co ma myśleć. Dał się ponieść sennemu światu, w którym wszystko było możliwe.  

Nad ranem obudziło ich skrobanie we wrota. Celos zerwał się na równe nogi, widząc pazury bestii przebijające powoli, ale uparcie drewno. Klepnął Norta w bok, aż ten zwlókł się zaspany, ledwo kojarząc gdzie się znajduje. Czarodziej przerażony zbliżył się do łóżka, gdzie Mela spała z Kansim.  
- Mela wstawaj, coś tu naciera na nas.
Dziewczyna wyrwała się z objęć czarnoksiężnika, zrzucając go w panice na podłogę. Kapitan od razu wrócił do świadomości.  
- Uciekamy! Wszyscy razem na mój znak, uderzać czarami w drzwi, nie ważne jakimi. Zrozumiano?
- Tak, kapitanie – odparł Nort, przypominając sobie czasy z garnizonu.
Siły przywołane przez magów, wywaliły z hukiem drewniane wrota, które przygniotły szponiastego demona,  wrzucając go do gorącego strumienia. Zaczął piszczeć bardzo głośno, aż musieli zatkać uszy, od tak wysokich dźwięków. W ukropie stwór ugotował się, przestając się ruszać.  
- Nie zamawiałem śniadania – odburknął Nort, obserwując leżącego stwora.
- Wiem, wolisz pieczyste – rzucił obojętnie Kansi.
- Dość już o jedzeniu, zwiewajmy, ale szybko! - ryknął Celos.
- Uspokój się, przecież się nie rusza. - wzruszyła ramionami Mela.
- Nie mówiłem o tym, ale o tamtych – wskazał ręką za siebie, na czające się z góry upiory, świecące czerwonymi oczami złowieszczo. - To my jesteśmy śniadaniem!
- Koncentrować się! - wydał rozkaz kapitan, jakby dowodził małym oddziałem.
Mela podwinęła rękawy stroju, czując jak wzbiera w niej moc.  
- Celos, pokaż że nie jesteś magiem od siedmiu boleści.
- A nie mogę inaczej? - dodał wystraszony, ledwo oddychając.
Wtem potwory skoczyły z góry, nacierając na nich ostrymi jak brzytwy pazurami.

1 031 czyt.
100%234
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2336 słów i 12916 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 6 paź 2018

    Chyba nie ma nikt wątpliwości w jakim to zmierza kierunku...Kansi i Mela to się równa WM

  • AnonimS

    AnonimS · 6 paź 2018

    Zawsze przerywasz w takich emocjonujacych momentach... kiedyś Ciebie za to.uduszę   pozdrawiam AnonimS

  • AlexAthame

    AlexAthame · 6 paź 2018

    No Nietoperku,  musisz pokazać na co Cię stać! No i co w sprawach sercowych? Kansi+Mela= czy inaczej?

  • emeryt

    emeryt · 6 paź 2018 · 202081569

    @AuRoRa, ale Ty masz pomysły. Większość z twoich czytelników nawet ułamka tego nie wyskrobała i to przez rok. Moje gratulacje. Pozdrawiam i aby nie opuszczała Ciebie wena jak najdłużej.













    w