Okruchy przeznaczenia - Część 46

Zasnute chmurami niebo wyglądało złowieszczo, niezauważalnie zapadał zmrok. Pośród posępnych drzew czaiły się bestie, broniące granicy królestwa mroku. Sojusznicy Meli dzielnie walczyli z nimi, odbierając im życiodajną energię, która pchała ich ku zniszczeniu. Wreszcie dotarli na skraj lasu i ich oczom ukazała się kraina pokryta warstwą śniegu. W oddali jawiły się im płomienie, a dym unoszący się znad palonych przez wojska Helara wiosek i miasteczek rozwiewał wiatr. Pałac znajdujący się na wzniesieniu był świadkiem nie mniejszego natarcia. Purpurowe pociski niczym latające stworzenia, trafiały w mury budowli. Celos otworzył szeroko usta, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.  
- Przeklęty Helar. - mruknął pod nosem Kansi, ściskając pięść.
- Skąd wiesz, że to on? - spytała Mela skołowana.
- Poznaję jego magię, te palące purpurowe kule to jego dzieło. Tak samo niszczył wioski leczących magów.
Czarodziejka przypomniała sobie, jak ledwo uszła z życiem jako dziecko. We wspomnieniach wróciły krzyki palonych mieszkańców, czuła ten sam zapach spalenizny co wtedy.  
- A więc to jego sprawka … zabił mi rodzinę. Drań!
- Nie tylko tobie odebrał bliskich. Nie ma skrupułów, uwielbia niszczyć. Nie przeczę, sam zabijałem, ale nie z taką satysfakcją na twarzy jak on, uwierz mi.  - bronił się kapitan.
- Domyślam się. - syknęła dziewczyna na powrót wpatrując się w obraz zniszczenia.
- Pałac nie został jeszcze opanowany, jest nadzieja, widzicie te latające jasne światła? - wskazał Celos, przypominając sobie ostatnie pokazy straży przybocznej króla.
- Trzeba im pomóc, ale nasi ludzie padają ze zmęczenia. Musimy zregenerować siły, bo inaczej nas lekko pobiją. - wtrącił się Retin, czując powagę sytuacji.
- Tam jest opuszczona wioska, przenocujmy tam, a o świcie wyruszymy. To najlepsze rozwiązanie. - dodała Tejna, wskazując na domostwa w dolinie.
- Mamy zwyczajnie spać, gdy tam walczą o życie? - oburzyła się Mela, czując wzbierającą rozpacz.
- Tym razem mają rację. Osłabieni tylko się narazimy. - skwitowała Zolara.

Czarodziejka niechętnie przystała na ich propozycję, nie chciała aby narażali się na darmo. Biegli ostatkiem sił ku wiosce, rozglądając się dookoła uważnie. Na ich szczęście armia Helara w większości skupiła się na ataku na centralną siedzibę królestwa światła. Wkroczyli do zniszczonych domostw, zajmując tam miejsca na nocleg. Wszędzie walały się porozbijane garnki, miski. Rzeczy leżały porozrzucane, część z nich została doszczętnie spalona, a ogródki zryte ciężką bronią. W niektórych domkach dach został zawalony lub przypalony, ale nie mogli narzekać. Mela potknęła się o coś wchodząc do jednej z chatek. Podniosła przedmiot, czując jak cisną się jej do oczu łzy. Szmaciana lalka, zakurzona i zdeptana zdawała się na nią patrzeć, jako niemy świadek tragedii jaka się tu niedawno wydarzyła. Dziewczyna zrozumiała powagę sytuacji, nie rozumiała jak można krzywdzić dzieci, ani kogokolwiek innego. Niestety wojnę trzeba było koniecznie przerwać, prowadziła tylko do zniszczenia i śmierci. Podczas gdy reszta sojuszników kładła się do niespokojnego snu, czarodziejka usiadła przed domkiem na drewnianej ławce. Niebo przejaśniało, odsłaniając gwieździsty firmament. Nie potrafiła zapomnieć, choć próbowała. Pomyślała o Galumie, który uratował ją tej pamiętnej nocy. Musi go odnaleźć, nie pozwolić na to, aby zginął. Nagle przysiadł się do niej Kansi, ocknęła się ze wspomnień.  
- Zawsze uwielbiałam obserwować gwiazdy, robiłam to potajemnie, bo rodzice martwili się o mnie, żebym nie oddalała się po nocy. Pomyśleć, że przez to, że ich nie posłuchałam wciąż żyję.
- Tak miało być.
- Co to za przepowiednia, o której wspomniała Tejna?
- Musisz jej zapytać osobiście. Nie czytałem o niej, więc ci nie pomogę. - dodał mężczyzna spokojnym tonem.
- Ostatnio myślałam, że skoro dwa razy uniknęłam śmierci, to czy tym razem również uda mi się przeżyć?
Czarnoksiężnik nic nie odpowiedział, tylko spojrzał na nią. Zobaczyła strach w jego oczach, albo tak się jej wydawało. Chwycił ją za rękę, przyciągając do siebie. Poczuła ciepło bijące od niego, nie chciała go stracić.  
- Gdyby jutra miało nie być, chciałbym ostatnie chwile spędzić z tobą. - wyszeptał zmysłowym głosem, po którym przeszły ją ciarki po całym ciele.
Ich usta się odnalazły, jak spragnione miłości dusze. Słodki smak jego ust dodał jej sił. Nagle oderwał się od niej, choć zrobił to niechętnie.  
- Pora zasnąć, o świcie wyruszamy. - dodał chłodno, oddalając się do innego domku.

Mela nie zatrzymywała go, stanowił dla niej wciąż zagadkę. Nie wiedziała, czy będą razem, ale coraz bardziej rozpaczliwie chciała go mieć przy sobie. Weszła do środka budowli, kładąc się obok Tejny, która już dawno pogrążona była w świecie snu. Wtuliła się w nią czując przenikliwe zimno, a po chwili i na nią przyszła pora, aby zmęczenie wzięło górę. Obudziły ją krzyki, wyjrzała na zewnątrz. Po podwórku biegały stwory z lasu, skacząc na sojuszników z ostrymi jak brzytwy pazurami. Celos trafiał celnie, aż w pewnym momencie monstrum przygniotło go do ziemi. Czarodziejka skoncentrowała siły, uderzając w napastnika czarnym ostrzem, stworzonym magicznie. Ryknął z bólu, padając martwy obok chłopaka. Czarodziej odwrócił się i krzyknął przerażony. Ujrzał straszne oczy stwora i wywalony język, odskoczył jak poparzony.  
- Spokojnie, on nie wstanie – odparła Mela, podnosząc czarodzieja.
- Maszkara, pomóżmy innym. - skwitował chłopak o niebieskich włosach.
Tejna skakała na kolejne bestie niczym orzeł pikujący do ofiary. Ciosy bojową różdżką przebijały kolejne stwory z precyzją godną mistrza.  
- Pomóc ci? - spytał Celos podbiegając do niej.
Spojrzała na niego wymownie.
- A wydaje ci się, że potrzebuję pomocy?
- No … nie.
- To pomóż innym. - odparła chłodno.
Kansi spalał potwory, w końcu zaczęły uciekać w zarośla, zostawiając za sobą nie małe zamieszanie. Mela dobiegała do rannych, zasklepiając im rany magicznym balsamem spływającym z jej dłoni. Niestety dwoje ich ludzi straciło życie. Zanieśli ich ciała za osadę, oddając im honory, zakopali ich jak przystało, przysypując wierzch mogiły kamieniami.  
- Coraz nas mniej, a jeszcze nie jesteśmy w pałacu. Obawiam się, że możemy nie wyjść z tego żywi. - odparła Zolara, czując strach.
- Lepiej zginąć w walce, niż jako niewolnik tyranów. - wtrąciła się Tejna. - I tak zostaliśmy skazani na śmierć, za sam bunt przeciwko władzy. Dopóki Jokasta żyje i Helar, jesteśmy na przegranej pozycji.
- Cała nadzieja w magach, tylko oni mogą nam pomóc. - wtrącił się Retin. - Mela, to twoje zadanie, musisz im pomóc i przekonać, że nie chcemy ich zguby. Spodziewam się, że potraktują nas jak wrogów, wcale się nie dziwię.
- Bez obaw, poradzę sobie, tylko odnajdę generała armii światła. - odparła rezolutnie czarodziejka.
- Zamiast rozprawiać, lećmy w bój. Wróg nie próżnuje! - krzyknął Nort, pokazując na dym unoszący się z majestatycznej budowli górującej nad okolicą.
- Ruszamy. Helar dowie się z kim ma do czynienia. - odparł pewnym siebie głosem Kansi, uśmiechając się chytrze.
Zebrani na placu czarnoksiężnicy i czarownice zaczęli po kolei aktywować latające dyski. Celos chciał lecieć z Nortem, ale ten go zrzucił.  
- Co ty robisz? Obraziłeś się czy co?
- Jesteś w królestwie światła, przywołaj swój. - dodał nie kryjąc uśmiechu.
- Faktycznie, nie pomyślałem. - powiedział aktywując pojazd.
- Ty magu od siedmiu boleści – zaśmiała się na całe gardło Mela.
- Zaczekaj, dorwę cię, teraz mogę ci dołożyć.
- Zostaw energię na wroga, policzymy się po wojnie. - dodała czarodziejka wznosząc się w powietrze.
- Obyśmy dożyli – odparł pod nosem chłopak, doganiając resztę.
Obawy ich nie opuszczały, ale nie mogli się cofnąć. Zbyt wielu zginęło, ten konflikt posunął się zdecydowanie za daleko, trzeba było go zażegnać, dla dobra ich wszystkich.  

***
Tymczasem w okolicy zamku króla mroku skradała się Ranza. Oglądała się za siebie, czy przypadkiem nie leci za nią matka. Wyglądało na to, że jeszcze nie dotarła, więc korzystając z okazji wkroczyła do budowli. Witana z honorami przez strażników, jako kapitan wciąż miała poważanie. Spodziewała się, że ten zachwyt jest chwilowy, bo wystarczyły nowe informacje Jokasty, aby została wrogiem publicznym. Szybkim krokiem przemierzała korytarze, zmierzając do części mieszkalnej, gdzie znajdowała się komnata Kansiego. Nagle usłyszała za sobą czyjeś kroki. Obejrzała się, ale nikogo nie zauważyła. Ruszyła dalej pełna obaw z sercem na ramieniu. Matka mogła przybyć lada chwila, a wtedy wiedziała jak to się skończy. Intrygowało ją, kim jest jej kochanek, musiała przeszukać jego rzeczy. Gdy znalazła się pod wrotami, które tyle razy przekraczała, szybciej zabiło jej serce. Z przerażeniem zorientowała się, że ktoś zamknął szczelnie drzwi, spodziewała się, że to sprawka Helara. Za pomocą misternego zaklęcia przechytrzyła zamek, wchodząc do środka. Tyle wspomnień wróciło w momencie, aż poczuła wypieki na policzkach. Zaczęła po kolei przeszukiwać meble, przewracając kolejne szafki i skrytki. Wyrzuciła z szafy ubrania, zaglądała nawet pod łóżko. Nic nie znalazła, padła zmęczona na łoże, czując wzbierającą frustrację. Nagle chwyciła hylona z wyrzeźbionym wilkiem.  
- Pomóż mi. Aktywuj się.
Figurka pojaśniała metalicznie na granatowo.  
„Pomoc … jak … zapytać” - odezwał się tajemny głos.  
- Kansi trzyma tu skrytkę, nie raz zamykał drzwi, jak wychodziłam. Najwyraźniej coś ukrywa, czuję to. Pokaż mi miejsce, gdzie chowa coś cennego, o czym nikomu nie mówi.

Hylon uniósł się w powietrze, zmierzając wprost do umywalni. Ranza podążyła za nim, zaciekawiona co odkryje. Wilk zatrzymał się przy jednym z poluzowanych kamieni na ścianie. Wtem upadł bezwładnie na posadzkę. Czarownica podniosła go, chowając za paskiem stroju. Za pomocą magii wydobyła kawałek muru, ukazała się jej szkatułka z czarnego metalicznego tworzywa. Otworzyła wieko, znajdowały się tam medaliony oraz mała zabrudzona książeczka. Przewertowała kartki, zaczynając czytać. Wyglądało to na dziennik, gdyż każdy dzień był skrzętnie opisywany. Znajdował się tam opis poszukiwań rodziny, jako sierota nie miał lekkiego życia. Niestety teraz jej to nie interesowało, bardziej liczyła na rezultat poszukiwań. Przeszła na ostatnie strony i po przeczytaniu ostatniego zdania wypuściła z rąk książeczkę osuwając się przy ścianie.  
- Nie możliwe. To żart, on nie może …
Wtem usłyszała czyjeś ciche kroki w pomieszczeniu obok. Schowała szkatułkę z powrotem, zabierając ze sobą dziennik Kansiego. Skradała się pod zasłonę, lekko ją odkrywając z bijącym sercem. Zobaczyła sylwetkę snującą się przy łóżku, zebrała moc uderzając w nieznajomego. Skoczyła na niego mierząc do niego bojową różdżką. Czarnoksiężnik spojrzał na nią ze strachem w oczach.  
- Pani kapitan, czemu mnie pani bije?
- Co tu robisz nieszczęśniku? Śledzisz mnie?
- Zaciekawiłem się, czemu się pani skradasz, skoro pełnisz taką poważną funkcję.
- Czekaj, ja cie skądś znam. Czy to nie ty tańczyłeś na balu z Melą?
- Tak, jestem Jowin. - odparł przystojny młody mężczyzna.  
Kobieta zmierzyła go wzrokiem, nie dziwiła się, że mógł się spodobać komukolwiek. W dodatku miał łagodny głos.  
- Pomożesz mi Jowinie. Chcesz wziąć udział w tajnej misji?
- Jakiej?
- Nie mogę zdradzić, bo musiałabym cię zabić. - powiedziała pewnym siebie tonem Ranza, odkładając broń.
- W porządku, takiej urodziwej niewieście się nie odmawia. - dodał rzucając komplementem.
Nagle za oknem ujrzała nadlatującą Jokastę, przysiadła pociągając za sobą młodzieńca na podłogę.  
- Pani kapitan, dziwnie się zachowujesz.
- Siedź cicho. - syknęła przerażona.  
Zorientowała się, że leży na nim, a jego oczy nie mają innego widoku niż jej wydatny dekolt. Zarumieniła się jak dziewica, po czym wstała, pociągając go za sobą.  
- Wiejemy, nie pytaj dlaczego. - rzuciła zdenerwowana.
Niestety nie mogła wrócić tą sama drogą, pozostawało jej przejście przez część zamieszkaną przez czarownice. Szli przyspieszonym krokiem, Jowin nie protestował, wręcz go to intrygowało. Wtem za kolejnym zakrętem Ranza wpadła na Geldę, wywracając ją na posadzkę.  
- Co ty robisz żmijo! - krzyknęła obruszona.
- Sama nie patrzysz gdzie idziesz!
- Spokojnie, drogie panie, po co te nerwy. - wtrącił się Jowin, chcąc załagodzić sytuację.

W oddali słychać było poruszenie wśród straży. Ranza zrozumiała, że musi uciekać. Jedna z czarownik gdy ją zobaczyła wskazała na Ranzę ręką.
- Tu jest pani kapitan!
Czarownica struchlała, a Gelda nie wiedziała co się dzieje.  
- Król i matka wzywają panią – odparli strażnicy stanowczym tonem.
Jowin zauważył, że coś jest nie w porządku, bo wzrok wiedźmy wydawał się błagać, aby jej ze sobą nie zabierali. Skoncentrował moc, uderzając w strażników czarną mocą. Gelda choć nienawidziła Ranzy, tym razem zrozumiała, że grozi jej niebezpieczeństwo. Dołączyła się do obrony kobiety. Zaczęli uciekać w trójkę z budowli.  
- Łapać zdrajców! - krzyknął żołnierz z końca korytarza.
Skołowana wiedźma zrozumiała, że musi biec, bo nikt nie będzie jej pytał o zdanie w takiej panice.  
- Możesz mi wytłumaczyć co się dzieje? - odezwała się Gelda skołowana.
- Nie pytaj, tylko biegnij. Teraz i wy jesteście w to zamieszani. Dzięki za pomoc szujo. - odparła Ranza.
- Nie licz na to, że zrobiłam to z sympatii. - wycedziła wiedźma.
- Tam jest otwarte okno, skaczmy, bo straże już biegną! - dodał przerażony Jowin.
Ranza wyskoczyła na parapet z czarnego marmuru, wykonując zamaszysty skok. Gelda widząc lecące w jej stronę ostre jak brzytwa magiczne twory, podążyła w jej ślady, a Jowin tuż za nią. Owiało ich mroźne powietrze, ledwo zdążyli nad ziemią przywołać latające czarne dyski. Uciekali byle dalej, a za nimi podążyła pogoń wysłana przez Jokastę. Ranza wiedziała co się szykuje, postanowiła zmienić front, tu nie miała już przyszłości, przynajmniej dopóki rządzi jej matka.

559 czyt.
100%155
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2619 słów i 14705 znaków. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 7 gru 2018

    Helar to bandyta z krwi i kości ale Mela i Kansi odgryzą się za jego zbrodnie z przeszłości.  Uczucie Meli i Kansiego przybiera na sile z dnia na dzień.  O tak genialna postawa Kansiego musi poprowadzić ich do zwycięstwa.  Ranza odkryła sekret Kansiego oby to jej pomogło.  Czyżby Jowin miał szanse u Ranzy?

  • AlexAthame

    AlexAthame · 1 gru 2018

    Ranza nareszcie zaczęła widzieć i zazdrość przestała zacięcia jej obraz prawdy.Jednak czy będzie z Kansi? Czas by nastał pokój ale na razie jest środek wojny.Wspaniale opisy. Nie w tym odcinku tylko ale przez całe opowiadanie.    

  • emeryt

    emeryt · 24 lis 2018 · 202091556

    @AuRoRa, nie wiem co zrobi Ranza, albo raczej co Ty  wymyślisz. Lecz jest to wspaniałe. Przeczytałem ten odcinek jednym tchem i proszę o następne. Przesyłam pozdrowienia i dziękuję.

  • AnonimS

    AnonimS · 24 lis 2018

    Wreszcie Ranza dołączy do siostry i być może obie pomszczą śmierć ojca.  Pozdrawiam

  • Almach99

    Almach99 · 24 lis 2018

    Intryga Sie zageszcza. Kazdy ma inny powod by uciec z czarnej czesci kraju.  
    Dobro powinno zwyciezyc. Niestety swiat jest zwykle w odcieniach szarosci