Okruchy przeznaczenia - Część 35

Ciemność ogarniała pomieszczenie, które wypełniały zapachy palonych ziół i przyrządzonego niedawno jedzenia. Drżącymi z emocji dłońmi, Ranza przejechała po twarzy. Zrzuciła z oczu namoczony materiał, siadając na łóżku, gdzie wcześniej sypiał Kansi. Ujrzała generała, siedzącego nieopodal na krześle, który przypatrywał się jej z ciekawością.  
- Ocknęłaś się, zjedz coś, jesteś osłabiona …
- Co się dzieje? Gdzie ofiara?
- Nie zaprzątaj sobie tym głowy, już cię nie skrzywdzi. Zjedz, bo czekają na nas.
Czarownica nie rozumiała co się dzieje, ból ustępował powoli, czuła jednak niepokój, jakby wyczuwała czające się zło. Helar wydawał się nadzwyczaj spokojny, co jeszcze bardziej wzbudziło podejrzenia w umyśle kobiety.  
- Dokąd mam iść, kto czeka?
Generał podniósł się z siedziska, zbliżając się do niej dostojnym krokiem. Usiadł na łożu, chcąc pogładzić kosmyki. Wtem Ranza odsunęła się odruchowo, czując że za dużo sobie pozwala.
- Odsuń się, czy pozwoliłam się dotykać?
- Cicho, uspokój się …
- Gdzie Kansi? Widzę, że się uśmiechasz, nie oszukasz mnie.
- Rozwiązałem twój problem, dzięki twojej matce. Nie zobaczysz go więcej, zajmujesz jego stanowisko.

Kobieta zaśmiała się nerwowo, wstając na równe nogi. Nagle przeszło jej przez myśl, że mógł go zabić, wolała się upewnić. Zbliżyła się do generała patrząc mu głęboko w oczy, swoim hipnotyzującym wzrokiem.
- Zabiłeś go, czy zrobiła to Jokasta?
- Jeszcze żyje, tylko że to nie potrwa długo, zostaje wygnany na drugi koniec królestwa, gdzie zamieszkują najstraszniejsze bestie. Jego dni są policzone, król okazał się zbyt łaskawy, za jego kłamstwo.
- Kłamstwo? Co uczynił?
- Przypisał sobie zabicie Ledona, gdyby nie twoja matka, władca uwierzyłby mu.
Czarownica otworzyła szeroko oczy, wydawało się, że śni. Niestety to wszystko działo się naprawdę. Znienawidziła czarnoksiężnika, ale nie życzyła mu śmierci, prędzej wolałaby żeby ofiara wyzionęła ducha. Wtem do pomieszczenia weszła matka, z kamiennym wyrazem twarzy, który nie zdradzał emocji, jakie w niej buzowały.  
- Helarze, bądź łaskaw wyjść na chwilę, chcę pomówić z córką.
Mężczyzna wstał, zarzucając za sobą ciemną jak noc pelerynę. Drzwi lekko zaskrzypiały, zamykając się za nim. Ranza zmarszczyła brwi, obserwując Jokastę, która wydawała się oazą spokoju.  
- Posłuchaj mnie uważnie. Nie obchodzi mnie co myślisz, ani jakie uczucia żywisz do tego niedorajdy życiowego, który śmiał cię oszukać, co mnie wcale nie dziwi. Twój ojciec wreszcie odszedł z tego świata, poczułam ulgę …
- Jak śmiesz tak mówić, gdyby nie on, nie byłoby mnie na świecie, czy cię to nie rusza?
Dostojna kobieta zmierzyła ją wzrokiem, kierując w nią swój czar. Poczuła porażenie po całym ciele, aż syknęła z bólu.
- Nie przerywaj mi, jak mówię! Zaraz idziemy do króla, który powierzy ci funkcję kapitana. Masz ją przyjąć! Ten nic nie warty Kansi, zasłużył sobie na swój los. Siedziałam cicho, ale z tym koniec. Nie potrafisz wybrać odpowiedniego partnera, to ja cię wyręczę. Gdy ofiara zginie, a ten niedojda zginie przypadkiem po drodze na wygnanie, masz zostać żoną Helara, czy ci się to podoba czy nie!
- Jakim prawem chcesz decydować za mnie!? Co w ciebie wstąpiło?
- Naprawiam błędy, teraz nikt mnie nie powstrzyma. Jeżeli sprzeciwisz się mnie, skończysz równie marnie jak tamci straceńcy! Nie znasz mnie jeszcze, nie wiesz jaka byłam, zanim pojawiłaś się na świecie.
Wiedźma chwyciła się za głowę, przejeżdżając rękoma po dwukolorowych kosmykach. Zaczynała rozumieć, dlaczego Ledon uciekał z domu na wyprawy wojenne. Znała wiele czarownic, ale zło mieszkające w sercu jej matki, wydawało się rosnąć z każdym dniem, uwalniając swoje ciemne oblicze.  
- A co jeśli ci się sprzeciwię? Zabijesz mnie? Ty zostaniesz kapitanem? A co z Helarem, podobno mu się podobam.
- Pomyśl, czy ja sobie nie poradzę? Jeżeli tobie nie pasuje to co ci proponuję, to znajdę ci inne miejsce do życia w tej krainie, a wtedy zostaniesz zupełnie sama, bez pomocy.
- Chcesz mi powiedzieć, że nawet zakręciłabyś się koło generała?
- Jeśli trzeba, nie pogardzę, jest dużo młodszy, pełen wigoru …
- Nie znam cię, jak możesz tak mówić, ty naprawdę jesteś gotowa to uczynić.
- Wybieraj, po czyjej jesteś stronie. Czy chcesz żyć godnie, czy przegrać. Masz tylko mnie, chyba nie chcesz stracić najbliższej ci osoby.

Ranza chwyciła w dłoń poduszkę, ściskając ją kurczowo, jakby chciała ją rozpruć dłonią. Kansi przestrzegał ją przed charakterem Jokasty, ale go nie posłuchała. Wiedziała, że skoro zabiła Ledona, nie cofnie się przed niczym i nikim, aby dopiąć swego. Nagle zrozumiała, że jeśli chce przeżyć, musi grać wedle jej reguł, przynajmniej na razie.  
- Masz rację matko, mam tylko ciebie. Kansi sam doprowadził się nad skraj przepaści, a ofiara jest czarodziejką, a my zabijamy intruzów, na pewno nie przejdzie próby. Nie chcę na nią patrzeć, nigdy nie będzie moją siostrą!
- Czy ja dobrze słyszę? Wreszcie mówisz z sensem, a co myślisz o Helarze, czy dobrze wybrałam kandydata dla ciebie?
- Ufam ci matko, skoro mówisz, że jest odpowiedni, to zdam się na ciebie.
Kobieta uśmiechnęła się szyderczo, spojrzała na córkę, chcąc wierzyć w to, że wystraszyła ją należycie. Napawała się swym triumfem, przepełniało ją uczucie spełnienia.  
- Jedz prędko, idziemy do władcy, zanim się rozmyśli.
Ranza posłusznie chwyciła za łyżkę, jedząc potrawę, którą jej przygotowała matka. Spodziewała się, że czegoś do środka dodała, ale nie mogła się w tej chwili przeciwstawić. Lekkie zawroty głowy zaczęły przeszkadzać na tyle, że odłożyła kolejną łyżkę.  
- Zjedz wszystko, obiecałaś mnie słuchać, nie zawiedziesz własnej matki, prawda?
Młoda wiedźma zebrała się w sobie i z udawaną chęcią sięgnęła po kolejny kęs potrawki. Na twarzy Jokasty zagościł uśmiech, który wydawał się tak sztuczny, że aż przerażający.  

W zimnych lochach, w których panowały przeciągi, woda kapała z sufitu, rozbijając się o skalną posadzkę. Mela ocknęła się, przytwierdzona żelaznymi łańcuchami do lodowatej ściany. Bała się ciasnych pomieszczeń, wręcz czując jak wszystkie ściany na nią suną, choć nie drgnęły na milimetr. Krzyknęła głośno, szarpiąc za trzymające ją żelastwo. Nagle usłyszała głos, który przywrócił ją do świadomości.  
- Jesteś tu? Słyszę cię.
- Kansi?
- Ciebie też pojmali?
Czarodziejka nie potrafiła zlokalizować miejsca przetrzymywania czarnoksiężnika. Jego głos rozchodził się echem po korytarzach.  
- Zabrali Ranzę, dostałam jakimś czarem, nie mogę się uwolnić, przytwierdzili mnie do muru. Podobno rano mam odbyć próbę …
- Co? Przecież zginiesz …
- Dlaczego wszyscy mówią, że zginę, ojciec też mi to powtarzał.
- Mela, przecież ty nikogo nie zabijesz. O to chodzi w próbie, masz udowodnić, ze jesteś jedna z nas.
- A ty już zabijałeś? - spytała trzęsącym się głosem.
- Tak, nie jestem z tego dumny, ale wierzyłem w to co robię ... do momentu jak cię spotkałem.
Dziewczyna poczuła łzę napływającą na policzek. Chciała go ujrzeć, ale kraty znajdowały się zbyt wysoko, słyszała tylko jego męski głos.  
- Nie mogłam odmienić cię, mówisz tak, bo umiesz kłamać.
- Nie tym razem. W tym lesie, czułem że muszę cię uratować. Byłaś taka czysta, bezbronna, potem zapomniałem o tobie, do czasu, jak zjawiłaś się na powrót. Jesteś wyjątkowa.
Wtem jego wywody przerwał inny głos, dobiegający z innej celi.  
- Nie truj dziewczynie, one nie lecą tylko na piękne słówka.
- Kim jesteś i czemu mi przerywasz? - dodał Kansi, nie rozumiejąc kogo jeszcze mogli pojmać.
- Zamilcz, niektórzy próbują usnąć! A ty ględzisz do niej jak potłuczony. - zabrzmiał znowu ten sam głos, rozchodząc się po lochu.
- Za co cię pojmali? Kim jesteś? - ponowił pytanie były kapitan.
- Helar coś na mnie znalazł, ponoć źle wykonywałem jego rozkazy, a prawda jest taka, że byłem mu niewygodny, ten pyszałek chce przyspieszyć wojnę, powiedziałem mu, że nie jesteśmy przygotowani i się zaczęło. Nie znosi sprzeciwów, więc skazał mnie na wygnanie.
- A więc to tak, a wiesz z kim rozmawiasz? - dodał mężczyzna, czując że znalazł sobie sprzymierzeńca w tym łez padole.
- Niby z kim? Ostatnio ciągle ktoś tu ląduje.
- Kansi, mówi ci coś to imię?
- Kapitan? Tutaj? Jak to możliwe?
- A no możliwe, mają mnie zabrać rano na krańce królestwa, a ciebie?
- Mnie tak samo, chyba będziemy w jednym transporcie.
- Posłuchaj, mam plan, gdy rano się zobaczymy, spróbujemy uciec. Nie pozwolę na to, żeby niewinni ludzie trafiali za kraty.

Mężczyźni zaczęli rozmawiać jeszcze długo, a Mela wpatrywała się w ciemność. Musiała też coś zrobić, ale nie wiedziała co może i to zupełnie sama. Jutro odzyska moc na próbę, tylko wtedy będzie mogła coś zdziałać. W jej głowie kłębiło się setki myśli, które nie dawały się wyciszyć. Nie wiedziała, czy też kocha Kansiego, ale stawał się coraz bardziej bliski. Nie mogą go zabić, nie mogą zabić nikogo. Nagle przypomniała sobie o nietoperku, przecież nadal miała go przy sobie. W myślach przywołała go, aktywował się za paskiem sukni, jaśniejąc na granatowo.  
- Pomóż, błagam.
„Pomoc … próba … ucieczka „ - zabrzmiał hylon, drgając lekko.
- A nie możesz mnie uwolnić i Kansiego? Teraz?
„Moc czeka … przeznaczenie … podróż … Mela czeka” - znów odpowiedział enigmatycznymi zwrotami.  
- Na nie wiele mi się przydajesz. Nie jestem cierpliwa. - odparła jakby sama do siebie, bo przedmiot wrócił do poprzedniego stanu, nie wydając z siebie ani dźwięku. Mela zaczęła się szarpać, ale zmęczenie w końcu wzięło górę. Nie wiedziała czy to zasługa tego miejsca, czy nietoperek jej w tym pomógł, ale uspokoiła się zapadając w głęboki sen.
Znalazła się nad brzegiem morza, a czarny jak węgiel drobny piasek, przylepiał się jej do wilgotnych stóp. Wstające w oddali słońce zostało przymglone, nie rażąc w oczy. Fale ciemnej wody, obmywały nogi, chlapiąc po ubraniu przy każdym kontakcie z czarodziejką. Wiatr wzmagał się, zaczęła biec coraz szybciej, kierując się w stronę jakiejś wyspy. Wskoczyła do wody, a coś od brzegu zaczęło za nią podążać, snując się nad powierzchnią wzburzonej słonej wody. Wydawało się, że jest już bardzo blisko, prawie dotykała poszarpanych skał, kiedy poczuła że coś ją ciągnie pod powierzchnię. Woda wlewała się do buzi, wypływała z mozołem, a potem znów coś ją podtapiało. W końcu pociągnęło ją za sobą, zaczęła zagłębiać się w morskiej czeluści, tracąc oddech. Wtem obudziła się z krzykiem, od kubła zimnej wody wylanej na nią przez strażnika.  
- Pobudka, król czeka!
Zerwała się czując, że została uwolniona od metalowych łańcuchów. Szła korytarzem, zaglądając do sąsiednich celi, ale nikogo tam nie było. Poczuła ukłucie w sercu, czyżby Kansiego zabrano wcześniej?  
- A gdzie ci więźniowie, wczoraj ktoś tu był …
- Zabrali ich jeszcze w nocy, taki rozkaz.

Mela spojrzała na swoją dłoń, na której tkwiła przeklęta obręcz, odbierająca moc. Nie wiele mogła bez niej zdziałać. Szła na stracenie, wiedząc, że próba stanie się jej ostatnim oddechem, w tym przepełnionym nienawiścią i obłudą królestwie ciemności. Mijała poddanych, którzy patrzyli na nią z ciekawością, jako na leczącego maga, który ma przejść na ich stronę, pomagając w nadchodzącej wojnie. Ujrzała Geldę, która nie wierzyła w to co się stało. Niedaleko znajdował się Jowin, ze skwaszoną miną, niczym bezsilny pionek. Moc króla ciemności przerażała wszystkich. Nikt nie śmiał stanąć przeciwko niemu, nie chcąc zmienić się w pył, rozwiany na wietrze. Ścisnęła kurczowo nietoperka, czekając aż się ujawni. Weszli do ogromnej sali, gdzie zbierali się poddani królestwa owianego złą sławą. Ujrzała siedzącego na podwyższeniu króla i królową, którzy pilnowali porządku samą obecnością. Trochę niżej stał Helar, z miną nie kryjącą satysfakcji, gdyż trzymał za dłoń Ranzę. Na jej twarzy nie szło odczytać nic, jakby wszelakie uczucia wygasły w niej. Niedaleko nich siedziała Jokasta, obserwując wprowadzaną na środek Melę. Czarodziejka czuła strach, którego tak dawno nie doświadczyła w takiej sile jak dziś. Osamotniona, bez ojca, bez nauczyciela magii, bez siostry, która wydawała się odległa, zimna, pusta, niczym marionetka w rękach swej matki i generała. Wtem wprowadzono na podwyższenie kogoś, kogo nie widziała bardzo długo. Serce jej zamarło, a oddech przyspieszył niespokojnie. Spętany Celos, ledwo stał na nogach, uwalniali go z więzów. Na placu przed królem wyłoniły się z ziemi stalowe pręty, łącząc się w górze. Szczęk stali rozległ się wokoło, a do środka tej pokaźnych rozmiarów pułapki, wrzucono czarodzieja, który na widok Meli również zamarł na chwilę, widząc ja w stroju noszonym przez mieszkańców krainy ciemności. Wprowadzono ją do środka, zrywając obręcz zapomnienia zaklęć. Stalowe wrota zamknęły się a ona została sam na sam z przyjacielem ze szkoły. Ich oczy się spotkały, mieli ochotę wpaść sobie w ramiona, ale nie o to tu chodziło.  
- Ofiaro! - odezwał się król – to twoja ostateczna próba, która zdecyduje o twoim losie. Wystarczy zabić tego czarodzieja, a zostaniesz jedną z nas!
Celos odsunął się od niej, przywierając do przeciwległej ściany, pokrytej zimnymi prętami, które teraz zaczęły parzyć. Odskoczył odruchowo, mierząc dziewczynę pytającym spojrzeniem.
- Mela, ty chyba tego nie zrobisz? Mela …
Czarodziejka z trudem powstrzymywała łzy, zaczęła koncentrować moc, przymykając na chwilę oczy. Co by zrobił w tej sytuacji jej ojciec, co by zrobił Galum, jak znaleźć odwagę.  
- Nietoperku, pomóż, teraz. - szepnęła cicho do hylona.
Przedmiot aktywował się za paskiem ubrania, poczuła delikatny ruch, wiedziała co ma zrobić.

770 czyt.
100%224
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2613 słów i 14412 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 16 wrz 2018

    No chyba Mela tego nie zrobi...to nie może dalej się tak potoczyć

  • AlexAthame

    AlexAthame · 16 wrz 2018

    Nadal nie wiadomo kto zamroczyl Jokoste. Co ten Nietoperk wymyśli. Do pokoju jeść ze daleko Chyba król ciemności jest na przeszkodzie...

  • emeryt

    emeryt · 15 wrz 2018 · 202081569

    Już pisałem w jednym z komentarzy że masz wspaniały DAR do pisania. Dar jest darem w realnym świecie, jak i w świecie fantazy, który Ty opisujesz. Wspaniale, a ja ze swojej strony czekam. na dalszy ciąg twoich opowiadań

  • AnonimS

    AnonimS · 15 wrz 2018

    Kiedyś Ciebie uduszę za przerywanie w takim momencie. Ciekawie to opisujesz ...pozdrawiam