Okruchy przeznaczenia - Część 14

Chłód snuł się po skalnej podłodze, niczym podmuch zła wydobywający się z serca budowli. Strażnicy przechwycili spętaną czarodziejkę prowadząc przodem szybkim tempem, tymczasem Kansi i Ranza szli za nimi ponurymi korytarzami lochów. Po ścianach wspinały się dziwne czarne robaki, które znikały, gdy tylko wyczuły ruch. Zapach stęchlizny i wilgoci wydawał się dusić młodą dziewczynę, która w głębi duszy żałowała boleśnie swojej decyzji. Wychodząc na most przeprowadzony nad przepaścią, rozejrzała się kątem oka po okolicy. Przymglone słońce mrocznie przypominało, że znajduje się daleko od jej domu. Za chwilę skierowali się do zamku, a serce zaczęło bić czarodziejce szybciej z każdym kolejnym krokiem, stawianym na czarnych jak smoła kamieniach, którymi powykładana była podłoga. Postacie czarnoksiężników i czarownic, które mijali w korytarzach, szeptały coś między sobą obserwując orszak, zbliżający się po sądnej komnaty. Król ciemności siedział zwykle w swoich salonach, ale w sprawach królestwa i skazańców wyznaczył specjalne miejsce w zamku. Zatrzymali się przed masywnymi wrotami, na których wyrzeźbiono stwory zamieszkujące pokrytą czarnym całunem krainę. Usłyszeli skrzypienie i ukazało im się wnętrze pomieszczenia, które wręcz przeraziło Melę. Ogromne posągi stojące po bokach sali, wydawały się patrzeć na nią, jak żywe. Ostre kły i szpony pobłyskiwały w świetle fioletowych ogni, które paliły się na każdej ścianie. Przed sobą ujrzała dwa pokaźne trony, wykonane z czarnego kryształu, otoczone przez uzbrojonych strażników i kilka pilnujących je czworonożnych bestii.  
- Nie ma króla? - szepnęła cicho Ranza, zdziwiona że jeszcze są sami.
- Władca ma prawo się spóźniać, zamilcz bo wszystko słyszy. - wycedził Kansi z trwogą rozglądając się dla pewności.

Nagle poczuli ruch powietrza, jakby ktoś zrobił przeciąg otwierając okna. Z drzwi umiejscowionych z boku tronów ktoś zmierzał do środka. Czarny gęsty dym snuł się stamtąd w okolice miejsca przesiadywania władcy. Z tej zawiesiny uformowała się postać mężczyzny, który również miał zasłoniętą twarz, ale tym razem nosił maskę na całej twarzy, z metalicznego srebrnego metalu. Czarne szaty wyglądały na nim mrocznie, czarne długie włosy opadały na ramiona. Na głowie miał srebrny diadem z fioletowym kamieniem. Amulet zawieszony na szyi, przypominał symbol połowy koła, z dziwnymi inskrypcjami w nieznanym języku. Na dłoniach nosił pierścienie, każdy wyglądał inaczej, musiały mieć wielką moc. Za chwilę druga postać zajęła swoje miejsce obok władcy. Królowa jawiła się jako urodziwa kobieta, o długich czarnych włosach, ze srebrnym diademem. Misternie wykonana suknia eksponowała wszystkie walory atrakcyjności jej płci. Starannie wykonany makijaż w ciemnych barwach, pasował do jej mrocznej natury. Naszyjnik zdobiący dekolt wyglądał podobnie do królewskiego, z tą różnicą, że na środku miał wtopiony czerwony kamień. Kolczyki ze srebra połyskiwały delikatnie. Na dłoniach miała po jednym pierścieniu, a paznokcie mieniły się srebrem. Mina królowej nie zdradzała zbyt wielu emocji, wyrachowana i dumna siedziała obserwując przywiezioną czarodziejkę. Nagle Kansi wysunął się na przód kłaniając się nisko przed swoim władcą.  
- Panie Mroku, złapałem czarodziejkę, która wtargnęła na nasz teren.
- Doskonale kapitanie. W jaki sposób mam ją zabić? W nagrodę możesz wybrać sposób egzekucji.
- Wybacz mi śmiałość o Najpotężniejszy. Mam dla ciebie propozycję, która zmieni przebieg konfliktu między nami a magami światła.
- Odważne słowa, co masz na ich potwierdzenie? - spytała królowa podpierając dłonią brodę.
- Ta oto niewiasta potrafi leczyć, ale … nie jest czystej krwi magiem światła.
- Jak to możliwe? - oburzył się król wstając i podchodząc bliżej do dziewczyny.
- Spójrz Panie na kolor jej włosów. Różowe kosmyki to atrybut naszego świata, nie wiem jak to możliwe, ale niewiasta jest owocem związku kogoś z naszych oraz kimś z krainy światła.

Król patrzył na Melę spod maski, która zakrywała jego plugawe oblicze. Swoją mroczną ręką przejechał po włosach wzdychając ponuro.  
- Niezwykły przypadek, nie widziałem czegoś takiego od stuleci – wycedził władca wracając z powrotem na swoje miejsce. - Mów co proponujesz, a ja zastanowię się co do twoich słów.
Kansi znów się ukłonił i stanął obok Meli, która próbowała zachowywać zimną krew, ale w środku aż trzęsła się ze strachu.  
- Chcę aby ta ofiara, została jedną z nas i leczyła naszych w nadchodzącej wojnie.
- Zważ na to Kansi, że od dziecka wpajano jej nauki światła, ona nigdy nie będzie jedną z nas. - oburzyła się Ranza, która wtrąciła się do rozmowy.
- Dopilnuję tego osobiście, że zostanie nam wierna.
Król długo nic nie mówił, spojrzał tylko na swoja małżonkę, która uśmiechnęła się lekko do niego.  
- Kapitanie, twój pomysł zasługuje na okres próbny. Dam ci szansę, masz dwa lata na to, żeby ta niewiasta przeszła na naszą stronę. Po upływie tego czasu przejdzie próbę, którą jej dam osobiście. Jeżeli wypadnie źle lub wyczuję w niej wahanie, to zginie straszliwą śmiercią, a razem z nią ty mój kapitanie.
Czarnoksiężnik struchlał nagle na te słowa. Z początku miał inny plan, ale król był podejrzliwy i inteligentny, mógł się tego spodziewać, że zechce się zabezpieczyć, przed niewłaściwą decyzją. Przełknął ślinę i odchrząknął głośno. Ranza swoją miną chciała mu dać do zrozumienia, żeby się wycofał.  
- Przyjmuję wyzwanie królu. Za dwa lata będziemy mieć leczącego maga po swojej stronie.
- Znakomicie, odważny jesteś, a może szalony. Nie na darmo wybrałem cię na kapitana, ale jeśli zburzysz moje postrzeganie twojej osoby, to wyparujesz w pył! - ryknął król spod ciężkiej maski.
- A co ofiara chce powiedzieć? Czy chce przejść na nasza stronę? - spytała królowa obserwując oszołomioną Melę.
- Odpowiedz niewiasto! Królowa cię pyta. - zawołał władczo król.

Czarodziejka spojrzała na postacie siedzące na tronach, które przyprawiały ją o szybsze bicie serca.  
- Chcę … dołączyć.
- Nie słyszę entuzjazmu w twoim głosie. - dodała dostojna pani zła. - Pozwól, że zademonstruję ci jak kończą kłamcy w naszym królestwie.
Na skinienie królowej wprowadzono młodego mężczyznę, który wyglądał jakby wcześniej poddawany był torturom. Kobieta jednym zgrabnym ruchem dłoni, przyzwała energię, która przywróciła jego kolor włosów. Niebieskie kosmyki ukazały, skąd pochodził.  
- To jest szpieg, który próbował nas oszukać, zobacz jak skończy i dobrze to zapamiętaj.
Król pojaśniał na czerwono, po czym zaczął się koncentrować. Młody mag zaczął błagać o litość, ale tu na nikim to nie robiło wrażenia. Czarna chmura złej energii otoczyła go zabierając z niego życie w strasznych cierpieniach. Za chwilę bezwładne ciało wynieśli słudzy. Mela pomyślała, że zaraz zemdleje, nie mogła nic zrobić, kiedy na jej oczach ginął odważny czarodziej. Miała ochotę płakać, ale tu nie mogła tego zrobić. Tak samo miała chęć dopaść przeklętego władcę ciemności i raz na zawsze zakończyć te okropności. Dowiadując się o nadchodzącej wojnie przeszły ją ciarki.  
- Kansi nie chcesz się wycofać? - dopytywała Ranza
- Panie, wytrenuję ją na czarownicę, jeśli nie zginę. To moje ostatnie słowo.
- W takim razie powodzenia kapitanie. Możecie odejść! - wydał rozkaz władca.
Po niskim ukłonie czarnoksiężnik wraz z Melą i czarownicą, zostali wyprowadzeni na zewnątrz. Kierując się z powrotem do znienawidzonej części, kobieta zaczęła robić wyrzuty kapitanowi.  
- Postradałeś zmysły. Ona nigdy nie zostanie jedną z nas, ma zakorzenione zasady. Skazałeś się na śmierć, w imię czego?
- Dlaczego we mnie nie wierzysz? Nie chcesz żeby mi się udało?
- Nie o to chodzi, widzę po niej. Ta ofiara jest harda i zbuntowana. Prędzej nas zabije, niż zostanie po naszej stronie. Wprost nienawidzi wszystkiego co jest z nami związane.
- Odejdź ode mnie, zostaw mnie samego. Od twojego kąśliwego języka tylko boli mnie głowa.
- Nie poznaję cię Kansi … - prychnęła kobieta odchodząc, ale podeszła jeszcze do Meli szepcząc jej na ucho.
- Będę cię mieć na oku, będę twoim cieniem w tym zamku. Jak tylko się dowiem, że nas oszukujesz, to pożałujesz, a wtedy zginiesz z mojej ręki.
- Nie boję się ciebie – wycedziła Mela mierząc ją wzrokiem.

Prowadzona do celi nie okazywała już strachu, bardziej chciała zostać sama, niż na nowo popadać w paranoję. Czarnoksiężnik jak zwykle przypiął jej łańcuch do ściany. Chciał już wychodzić, kiedy ona odezwała się jeszcze.
- Jesteś szalony, oni mają rację.
- Może jestem, ale to mój wybór.
- Mój opiekun zawsze mi powtarzał, żeby się nie poddawać, a teraz ja w obliczu śmierci stchórzyłam. Wiesz o tym dobrze, że za dwa lata zginiemy oboje.
- Do tego czasu, pożyjemy sobie jeszcze. Ciesz się każdym dniem, to moja rada dla ciebie. Wywalczyłem ci to, sam nie wiem dlaczego.
- Czy to prawda, że moja matka miała innego mężczyznę? Spotykała się z czarnoksiężnikiem?
- Wygląda na to, że gdzieś tu może żyć twój prawdziwy ojciec, chyba że też zginął. Może nawet masz rodzeństwo, kto to wie.
- Jak mogę dociec prawdy?
- Na razie nic nie możesz. Teraz musisz udowodnić, że chcesz zostać czarownicą, do tego czasu nie jestem w stanie nic dla ciebie zrobić.
- Czyli mam być niegrzeczna, tak?
- Powiedzmy, ale to nie to samo, na dobry początek wystarczy.
- Świetnie, jutro się zdziwisz … - zaśmiała się dziewczyna robiąc intrygującą minę.
- Ty też się zdziwisz, kiedy zobaczysz jakie u nas panują zasady.
- Ranza mnie nie lubi?
- Nie da się ukryć, chciała twojej śmierci. Pewnie nie chce żebym zginął, bo … a zresztą nie ważne i tak tego nie zrozumiesz.
Nagle czarnoksiężnik zdenerwowany wyszedł z celi zamykając za sobą wrota. Mela usiadła chcąc przypomnieć sobie szczęśliwe chwile. Zrobi wszystko, żeby na powrót wróciły dobre czasy, ale na razie musi grać według zasad tego nieprzejednanego złego świata.  

Nazajutrz po czarodziejkę przyszli strażnicy, którzy wyprowadzili ją pod eskortą do części zamku, gdzie szkolili się ich sprzymierzeńcy. Kapitan czekał na Melę z ponurym wyrazem twarzy, wyglądał jakby nie spał całą noc. Zerwano jej z nóg i rąk kajdany i wreszcie mogła swobodnie się poruszać. Kazał swoim ludziom odejść, a sam podążył w stronę jednej z sal. Czarodziejka poszła za nim, nie chcąc zgubić się w budowli. Czekał na nich zastawiony potrawami stół.
- Usiądź i jedz wszystko co zechcesz.
- Ale to ohydnie wygląda – protestowała dziewczyna widząc smażone nietoperze, czy inne smakołyki.
- Na głodnego nie będę z tobą rozmawiał. Musisz przyzwyczaić się do tych warunków, jeśli chcesz przeżyć.
Mela zasiadła za stołem obserwując Kansiego, który nakładał sobie paskudne jedzenie na talerz. Ledwo przełknęła jeden kęs, ale nagle stwierdziła, że to w smaku wcale nie jest takie złe. Zamknęła oczy, wyobrażając sobie pyszne naleśniki z malinami. Podobnie w przypadku picia. Czarnoksiężnik zaczął się śmiać.  
- Otwórz oczy, bo się ubabrasz jak małe dziecko.
- Cicho brzydalu, bo mi przeszkadzasz.
Czarodziejka faktycznie miała na ustach pełno sosu, ale nie przejmowała się tym teraz. Mężczyzna podszedł do niej podając jej chusteczkę.  
- Wytrzyj się, bo wyglądasz śmiesznie. - dodał kapitan
- Odejdź mi z tą tkaniną, ja jeszcze jem.
Zaczęli się przekomarzać, kiedy Mela rzuciła w Kansiego pieczonym skrzydełkiem nietoperza. On nie pozostał dłużny i też zaczął się wygłupiać. Nagle wywrócił dziewczynę na podłogę i patrząc na czarodziejkę zaśmiał się głośno.
Wtedy do pomieszczenia wparowała Ranza i widząc jak jej kapitan dobrze się bawi z uwięzioną dziewczyną, którą wręcz nienawidziła, to cisnęła w niego czerwonym promieniem.  
- A więc to tak się teraz szkoli … nowatorskie metody, co?
- Ranzo … – mężczyzna zebrał się wstając z skonsternowanej Meli, która również zaczęła zbierać się z podłogi.
- Masz dwa lata, żeby ją wyszkolić, marnujesz czas.
Czarnoksiężnik spoważniał nagle przybierając pozę, niewzruszonego.  
- Idziemy! - ryknął ciągnąc za sobą czarodziejkę, która za rogiem kopnęła go w kostkę.

798 czyt.
100%224
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2283 słów i 12729 znaków, zaktualizowała 5 cze 2018. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 6 cze 2018

    A ja myślę że coś z tego będzie Znaczy buzi-buzi, tuli-tuli.Od razu Wyczułm ze coś tam iskrzy. To było zaraz po wspólnym lataniu. Milosc nie jedni ma imię? Mam rację autorko?  

  • AnonimS

    AnonimS · 5 cze 2018

    Mela ma przerąbane. Nie dość że w niewoli to jeszcze na dodatek podpadła kobiecie która kocha kapitana. Nie wróży to jej nic dobrego. Ale znając Ciebie Autorko myślę że wykombinujesz wyjście z tej opresyjnej sytuacji. Pozdrawiam

  • emeryt

    emeryt · 5 cze 2018 · 202081569

    @AuRoRa. Oby tak dalej.  
    Jak do tej pory idzie  Tobie i Meli  wspaniale. Mam nadzieję że tych odcinków będzie co najmniej kilkadziesiąt i to w tym samym stylu. na razie dziękuję za ten kolejny i czekam na następne.

  • Margo1990

    Margo1990 · 5 cze 2018

    Robi się coraz ciekawiej 😉