Okruchy przeznaczenia - Część 56

Mróz zelżał, a promienie znajdującego się wysoko nad ich głowami słońca, roztapiały śnieg. Zupełnie jakby po bitwie, na nowo kraina światła budziła się do życia. Nie mogli jednak spokojnie cieszyć się aurą. Kansi wylądował w jednej ze zniszczonych wiosek, w której popalone chaty świeciły pustką. Skoncentrował się, aby spróbować wyczuć hylona. Mela przypatrywała się mu, czekając w niepewności co odpowie.  
- Jest gdzieś tam, musimy lecieć w okolice lasu.
- Po co się tam udał? Nie rozumiem. - wzruszyła ramionami czarodziejka.
- Musimy sami się tego dowiedzieć, polecimy nad polami, to nie aż tak daleko stąd. Mam nadzieję, że nie kręcą się tam niedobitki potworów. - odparł, ściskając pięść.
- Poradzimy sobie z nimi. - uśmiechnęła się do niego.
Widział w niej zmianę, ale nie powierzchowną. Musiał o to zapytać, coś nie dawało mu spokoju.  
- Skąd ten złoty pył?
- A, o tym mówisz. - powiedziała przejeżdżając po jasno – różowych kosmykach. - To przez magię światła, Zanira pozwoliła mi na nowo z niej korzystać.
- Czemu to uczyniła?! - oburzył się, jakby ktoś dał mu w twarz.
- Wszyscy traktują mnie jak wybrańca. Czytałam tekst na zwoju, ale tam jest wyraźnie napisane w rodzaju męskim. Oni wierzą, że potrafię im pomóc.
- Nie byłbym tego taki pewien. Co chcą abyś zrobiła, w pojedynkę pokonała władcę ciemności? To zakrawa na szaleństwo.
- Nietoperek mi mówił …
- To pewna śmierć, chcą cię poświęcić, i ty się na to godzisz?
- Czemu mam umierać?
- Bo jeszcze nie miałaś okazji przekonać się o potędze samego króla, nie wspominając o królowej. Lepiej trzymać się od nich z daleka. - zauważył, kopiąc nogą w spaloną deskę.
- A skąd możesz wiedzieć, że sobie nie poradzę? Znasz ich, czy jak?
- Nie masz pojęcia … są pewne sprawy, od których lepiej trzymać się z daleka. - wycedził przez zęby.

Kiedy czarodziejka chciała coś dodać, przywołał magiczny latający dysk i ruszył w kierunku drzew. Nie chcąc zostać sama, ruszyła za nim. Kolejny raz zachowywał się tajemniczo, co wytrąciło ją z równowagi. Przypomniała sobie o słowach Ranzy, że Kansi jest jakimś księciem. Zaczynała powoli kojarzyć fakty, zawsze bronił królowej ciemności, pomimo zła, jakie wyrządziła. Legenda głosiła, że to ona zmanipulowała brata królestwa światła. To przez nią nastąpił rozłam. Z zamyślenia wyrwał Melę głos kapitana.  
- To tam, czuję to. - wskazał ręką przed siebie.
Kiedy dziewczyna ujrzała miejsce, struchlała. Lawirowali między drzewami, aż dotarli do zrównanej z ziemią wioski. Mela poznała okolicę, pomimo lat, jakie upłynęły od czasu nieszczęsnego zdarzenia. Ujrzała ten sam pagórek, z którego podziwiała gwiazdy i porośniętą ledwie odrastającą po zimie trawą polanę, w której miejscu niegdyś stała jej rodzinna chata. Małe drzewka porozsiewane gdzieniegdzie, zaczynały od nowa zmieniać polanę w las. Wylądowała padając na kolana, po czym dotknęła dłońmi zimnej gleby. Musiała uronić łzę, widok matki, ojca i siostry, mglisty, choć bolesny, zagościł w jej umyśle.  
- Co ci jest?
- To tu … miałam zginąć.
- Nie rozumiem.
- Helar niszczył leczących magów, tu mieściła się moja wioska. Z nieba leciały pociski mocy, purpurowe, pamiętam jak dziś. To mogiła, rozumiesz teraz? Gdybym nie poszła na wzgórze …
Najpierw nie wiedział co ma powiedzieć, ale zbliżył się do czarodziejki, obejmując ją odruchowo. Trwali tak w ciszy, aż dziewczyna się nie uspokoiła.  
- To straszne, straciłam ich wszystkich. Ty pewnie mnie rozumiesz, też jesteś sam na świecie, nie mylę się?
Nie odpowiedział, gdyż wiedział o pochodzeniu swej matki. Nie mógł Meli wyznać prawdy, bał się jej reakcji.
- Nie pora teraz na żale, znajdźmy hylona.
- Kim byli twoi rodzice? - spytała, jakby liczyła na szczerą odpowiedź.
- To nie istotne.
- Czemu? Ty wiesz o mnie wszystko, o Ledonie, matce, a od ciebie nie mogę się nic dowiedzieć.
- Nie warto, uwierz mi. Odgrodziłem się od przeszłości.
- Na pewno? Czy ta przeszłość cię nie prześladuje? - spojrzała mu głęboko w oczy, aż odsunął się od niej.
- Przestań! Nie patrz tak na mnie! Szukamy hylona, czy mam wracać? Tracę cierpliwość!  

Zrozumiała, że nic z niego nie wyciągnie, ale ewidentnie ukrywał prawdę. Czuła to, mogła się tylko domyślać.  
- Szukamy. - odparła cicho.
Kansi skoncentrował się, aby wyczuć energię figurki. Prowadził czarodziejkę wprost na wzgórze, przechodziły ją ciarki, jakby spoczywała tu moc. Gdy znaleźli się na wzniesieniu, widzieli w dole drzewa i częściowo zarośniętą polanę. Szukali na pagórku hylona, ale na próżno, a Kansi upierał się, że znajduje się właśnie tu.  
- Przecież to śmieszne, nic tu nie ma, a czuję co innego.
- Nietoperek nigdy nie był wylewny – zaśmiała się Mela.
Na wzniesieniu rósł rozłożysty dąb, mógł mieć setkę lat. Czarodziejka zaczęła obchodzić go dookoła, pamiętając jak za dziecka próbowała się na niego wspinać. Nagle zauważyła dziurę między korzeniami.  
- Kansi, spójrz tu! - zawołała triumfalnie.
- Co to?
- Nie wiem, ale może tam ukrył się hylon?
- Nie ma szans abyśmy się tam dostali.
- Możemy użyć magii, powiększymy szczelinę. - zauważyła dziewczyna.
Czarnoksiężnik kazał się jej odsunąć, po czym czarnym tworem rozłupał ziemię, która wpadła w dół zapadliska. Teraz mogli bez problemu przejść przez otwór. Kansi schodził w dół, ale czarodziejka tkwiła nadal przed wejściem, jakby bała się zrobić kroku.  
- Chodź! - zawołał do niej, trzymając się grubych korzeni.
- Nie, zaczekam na ciebie … - wydusiła.
- Chcesz odzyskać nietoperka, czy nie?
- Chcę, wyciągnij go. Zaczekam.
- Czy mnie się wydaje, czy ty boisz się tam wejść, co? - dodał celnie kapitan.
- Nie wejdę, bo … boję się ciasnych wejść.
- Ty się czegoś boisz? Myślałem, że jesteś nieustraszona.
- Mylisz się, może naprawdę nie jestem wybraną?
- Mela, idziesz, czy nie?

Na widok dziury, w której ściany znajdowały się blisko siebie, na czole pojawiły się kropelki potu, a jej twarz pobladła. Wiedział co ma robić, wszedł na górę, udając, że chce ją przytulić. Wtem złapał ją w pasie, po czym wskoczył do zapadliny. Zaczęła krzyczeć, jakby miała umierać. Niebawem leżała bez ruchu na dnie podziemnej pieczary. Kansi przywołał kulę energii, która oświetliła ciasny korytarz. Wszędzie wokół wiły się korzenie dębu, niczym złowieszcze węże. Meli wydawało się, że strop się wali, ściany zbliżają się ku sobie, a korzenie oplatają ją, zabierając oddech. Krzyczała, gdy czarnoksiężnik próbował ją uspokoić.  
- Mela! Nic ci nie jest! Jesteś ze mną.
- Powietrza … ratunku.
Zrozumiał, że w taki sposób nic nie zdziała, trafił na najgorszy lęk dziewczyny. Sam był ciekawy dokąd się udała figurka. Wziął na siłę czarodziejkę, zarzucając sobie na plecy, niczym trofeum. Szedł w głąb dziwnego miejsca, gdzie wilgoć unosiła się w powietrzu. Po pewnym czasie Mela trochę się uspokoiła, nie miała już siły na krzyki. Osłabła, trzęsąc się niczym osika. Kansi nie dawał za wygraną, schodząc niżej w nieznane. Wreszcie znalazł się w większym podziemnym pomieszczeniu, gdzie z sufitu kapały kropelki wody. Znaleźli się przed podziemnym stawem, na którego środku znajdował się wypolerowany starannie kamień. Kapitan rzucił czarodziejkę na posadzkę, chcąc ją trochę ocucić. Otworzyła oczy i oniemiała.  
- Żyjemy?
- Jak widać. Tu musi być hylon. Jestem tego pewien.
- W wodzie?
- Na to wygląda.
Podczołgała się do tafli, lekko dotknęła jej dłonią, czując przenikliwe zimno.  
- Nie możesz iść normalnie? - zażartował czarnoksiężnik.
- Sklepienie, ono może się zawalić. - dramatyzowała dziewczyna.
- Dziwne masz lęki.
Nagle woda zaczęła się od środka podświetlać, jakby ktoś wrzucił do środka słońce. Musieli rękoma przykryć oczy, aby nie czuć bólu. Po pewnym czasie blask stał się na tyle znośny, aby mogli spojrzeć. Ukazał im się duszek, taki sam jakiego Mela widziała w zamku mroku.  
- Odnaleźliście mnie. - odezwał się łagodny głosik, ten sam którym mówił do nich nietoperek.
- Co to? Gdzie hylon? - spytał Kansi, nie rozumiejąc co się dzieje.
- To ja, pradawny duch, sprowadziłam was tu …
- Ty jesteś kobietą? - zdziwił się kapitan, widząc niespotykaną urodę eterycznej postaci.

Zaśmiała się, jakby reakcja Kansiego była dobrym żartem dla niej.  
- Przedstawię się, zwą mnie Lumina, niegdyś pilnowałam pokoju w magicznym świecie. Oprócz mnie istnieją inni, rozsiani w obu królestwach. Chcemy wam pomóc, gdyż wreszcie urodził się wybraniec. Doczekaliśmy się ciebie.
- Czy ty mówisz do mnie? - zdziwiła się Mela, wciąż leżąc na ziemi i nie mając odwagi się podnieść.
- Pilnuję cię, widziałyśmy się raz, w zamku. Zwiesz mnie, nietoperek.
- Skąd taki wygląd, czemu jesteście figurkami?
- To trafne pytanie. Nie można nas było całkowicie unicestwić, bo pochodzimy z czystej energii. Dzieląca królestwa królowa, zaklęła nas w hylony. Nie mogliśmy mówić normalnie, więc porozumiewamy się urywanymi słowami. Tylko w miejscach takich jak to, lub misa w zamku, możemy pokazać nasze oblicze.
- Znalazłem ciebie przed laty na próbie, jak to możliwe, że tego nie dostrzegłem? - spytał Kansi zaciekawiony.
- Twój umysł był zamknięty, ale ona go odmieniła. Jesteś jej przeznaczony, a ona obiecana tobie. Możecie żyć na drugim końcu krainy, a i tak będziecie o sobie myśleć. Jednak dzieli was więcej, niż się spodziewacie.
- Co masz na myśli? - odezwała się Mela.
- Musisz to wiedzieć, wybrańcu. On będzie chciał cię zabić.
- Co? To jakieś brednie! - oburzył się kapitan, chcąc aby duszek przestał mówić.
- Przecież Kansi taki nie jest … - broniła go czarodziejka.
- Krew w nim płynie dzika, ciemna, mroczna energia nim włada.
- To zrozumiałe, to czarnoksiężnik. - zauważyła dziewczyna.
- Spuścizna jego mroczna, on wie o czym mówię, widziałam jak na świat przyszedł. On musi ci wyznać prawdę, inaczej nigdy nie zazna spokoju.
- Zamilcz! Przyprowadzasz nas w głąb ziemi, wygadujesz brednie, a wojna trwa nadal. Chcesz śmierci Meli, w imię czego? Może to ty jesteś złem? Może to wasza sprawka, że królestwa światła i ciemności …
- Wątpliwości … brak wiary … przez wieki nic się nie nauczyliście.
- Zamilcz wreszcie! - wybuchnął kapitan, kierując w duszka czarny twór.
- Nie! Kansi! - krzyknęła Mela.
Nagle duszek się rozmył, zapanował mrok. Czarodziejka zamknęła oczy i starając się przezwyciężyć strach, zanurzyła się w wodzie, opadając na dno. Macała kamienie, gdy nagle wśród nich wyczuła znajomy kształt. Wyłowiła nietoperka, patrząc z przerażeniem na Kansiego, który oświetlony fioletową kulą energii, nie spuszczał z niej wzroku. Co ukrywał? Czy naprawdę chciał ją zgładzić, czy by potrafił to zrobić? Czemu miałaby zginąć? Pytania kotłowały się w jej umyśle, a hylon znów milczał.

637 czyt.
100%125
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2048 słów i 11287 znaków. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 2 marca

    Smutne wspomnienia Meli ale może liczyć na Kansiego choć moim zdaniem nieco nerwowo zareagował na pytania o przeszłość. Nawet w bajce można mieć strach przed ciasnymi pomieszczeniami  
    Obym się mylił co do tego, że Kansi będzie musiał pozbawić Melę życia

  • AlexAthame

    AlexAthame · 1 marca

    Tego się obawiałem. Ale potem będzie dobrze.Mela boi się ciasnych ciemnych pomieszczeń a Kansi prawdy o sobie.A przecież rodziców się nie wybiera i będzie bronił matki chociaż jest potworem.Jest?

  • Almach99

    Almach99 · 1 marca

    Kansi bedzie probowal zabic Mele... Nie cierpie takich przepowiedni

  • emeryt

    emeryt · 1 marca · 202091556

    @AuRoRa, potrafisz zaskakiwać swoich czytelników. Lecz nie gniewam się za to,  zaskakuj jak najczęściej. A Kansi ? - z przeznaczeniem (i twoimi pomysłami) na pewno nie wygra. Z niecierpliwością czekam na dalsze części i przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia.

  • AnonimS

    AnonimS · 1 marca

    Ciekawe co drzemie w tym Kansi. Jakie mroczne sekrety w sobie skrywa