Okruchy przeznaczenia - Część 36

Ponura sala wypełniona po brzegi władającymi czarną magią poddanymi, emanowała złą mocą. Król z podwyższenia obserwował co się stanie, spod srebrnej maski, zakrywającej jego oblicze. Intrygowało go zachowanie ofiary, która kurczowo coś ściskała przy pasku. Celos zorientował się, że z powrotem włada magią, widząc koncentrującą moc dawna przyjaciółkę, postanowił się bronić. Mela zaczęła atakować maga czarnymi grotami, specjalnie trafiając obok. Chłopak odskakiwał, aktywując niewidzialną barierę. Musieli uważać, aby nie dotknąć się prętów klatki. W pewnym momencie czar dziewczyny ugodził przeciwnika. Padł jak długi na kamienną czarna posadzkę.  
- Nie rób tego, postradałaś zmysły?
Nic nie odpowiedziała, słuchała podpowiedzi hylona, który szeptał do jej głowy podpowiedzi. Celos zrobił unik, w końcu skoczył na czarodziejkę, pętając ją zaczarowanymi pnączami. Lekko uwolniła się spod jego mocy, uderzając w niego ogniem. Wtem z podwyższenia usłyszeli przerażający głos władcy.
- Zabij go, albo oboje zginiecie!
Nagle do środka wkroczył pilnujący ich czarnoksiężnik, rzucając im pod nogi krótką broń, zakończoną ostrym jak brzytwa metalem.  
- Bijcie się – wtórowała królowa – to prezent ode mnie. - zaśmiała się szyderczo pokazując na broń.
Trzęsącymi się dłońmi mag chwycił za rękojeść śmiercionośnego oręża. Mela doskoczyła do drugiego, dzierżąc go za chwilę w swoich rękach. Nie mogła zabić kolegi, a ucieczka wydawała się niemożliwa. Wtem usłyszała głos nietoperka.  
„ Trafić go … zranić go… pomóc”.
- Jak to? Co ty mówisz? - odezwała się szeptem, ale przedmiot więcej się nie odezwał.
Zaczęli walczyć, szczękając bronią, unikając kolejnych ciosów. Celos doskonale sobie radził, pomimo tego, że w szkole uczył się jedynie białej magii. Pomyślała, że musiał gdzieś trenować, bo to nie możliwe. Trafiła go w nogę, syknął z bólu. Kolejny raz się odsunął, chciał ją trafić, nie rozumiejąc dlaczego go rani. Wtem odskoczyła robiąc w powietrzu salto. Zanim upadła trafiła go w ramię, aż się osunął na posadzkę.  
- Ty naprawdę jesteś po ich stronie? - spytał z niedowierzaniem przyjaciel, jakby czekał na jej zaprzeczenie.
Nagle skoncentrowała energię, uderzając go czarnym tworem prosto w tors. Upadł nieprzytomny, nie zdążając użyć swoich czarów. Zebrani myśleli, że mag wyzionął ducha, gdyż leżał bez ruchu, a z jego ran sączyła się krew.  
- Pokonałam przeciwnika! - krzyknęła, podnosząc broń wysoko w górę. - Zgodnie z umową, uwolnijcie mnie.
- On żyje! - krzyknęła Jokasta, wtrącając się perfidnie. - Miała go zabić panie, a nie zamroczyć.
Celos poruszył się, próbując się podnieść. Mela zrozumiała, że jej plan legł w gruzach. Władca podniósł się z tronu, emanując szkarłatnym blaskiem.  
- Nie zabiłaś! Dobij go, albo giń!
Czarodziejka poczuła ciarki po całym ciele. Nie miała dokąd uciekać, otaczały ją kraty i uzbrojeni po zęby czarnoksiężnicy. W dodatku w sali znajdowali się jej wrogowie, Helar, Jokasta oraz Ranza, która najwyraźniej została przeciągnięta na ich stronę. Wtem kolejny raz usłyszała głos od nietoperka.
„Pomoc wezwana … czekać … uwolnić”.

Mela rozejrzała się wokoło, ale nikt nie nadchodził, pomyślała, że nie może liczyć na hylona. Przed nią leżał półprzytomny Celos, patrząc na nią ze strachem w oczach. Skoncentrowała siły, jakby miała zamiar naprawdę odebrać życie przyjacielowi. Władca czekał w pogotowiu, nie przestając emanować morderczą mocą.  
- Ofiaro, czekam! Cierpliwość mi się kończy!
Oniemiała spojrzała na kolegę, któremu niebieskie włosy lekko opadały na twarz. Zamknął oczy, czując, ze za chwilę stanie się coś złego, nie chciał umierać, nie mógł, był jeszcze taki młody. Nagle powiało dziwnym lodowatym wiatrem, ktoś wtargnął do środka sali, kładąc pilnujących wejścia strażników. Zanim władca się zorientował co się dzieje, pomieszczenie wypełniła czarna mgła, utrudniając skutecznie widoczność. Mela usłyszała szczęk rozrywanych zamków od klatki. Ktoś ją pociągnął za sobą, słyszała krzyki w sali. Jakaś postać wzięła ją na magiczny czarny dysk, zaczęli wylatywać z wielką szybkością coraz dalej. Kiedy tylko wylecieli na korytarz, ujrzała wybawiciela. Kansi z czarnej masce na twarzy, leciał w stronę otwartego okna. Obejrzała się za siebie, a tam inny czarnoksiężnik wiózł Celosa, na podobnym latającym tworze.  
- Uciekłeś? - spytała przerażona, nie wierząc temu co widzi.
- Teraz uciekamy razem, ofiaro. - rzucił obojętnie w trakcie lotu.
Za sobą ujrzeli pogoń rozwścieczonych sług władcy. Dawni podwładni Kansiego, bez skrupułów rzucali w niego zaklęcia, goniąc go na swoich mrocznych pojazdach. Tym razem mieli przewagę, gdyż to on ich wszystkiego uczył, potrafiąc przewidzieć ich kolejny ruch. Wlecieli w gęsty las, lawirując pomiędzy poskręcanymi drzewami. Ogniste pociski, roztrzaskiwały konary, paląc je żywym ogniem. Kierowali się w stronę pasm górskich, gdzie dawniej ukrywał się Ledon.  
- Mela przywołaj swój dysk i leć obok!
- Jak mam to zrobić? Strzelają do nas, nie mogę się skoncentrować!
- Musisz mi pomóc, słyszysz? Chcesz umrzeć? Musimy ich zgubić …
Czarodziejka skoncentrowała moc, w pewnym momencie skoczyła w dół, pikując w stronę ziemi. Ponad skałami przywołała pojazd, prawie roztrzaskując się o podłoże. Szybko dogoniła Kansiego, lecąc równo z nim.
- Posłuchaj, ty bijesz w lewo, ja w prawo.
- Dobrze – skinęła głową.
Były kapitan strzelał jak oszalały czarnymi grotami, trafił jednego żołnierza, który krzyknął spadając w przepaść.  
- Zabiłeś go?
- Tak, trafiaj w nich, albo oni zabiją nas. Jak nie wykonają rozkazu i tak zginą, nie miej litości, musisz się przemóc, słyszysz?
Mela najpierw trafiała obok nich, ale kiedy jeden z pocisków drasnął ją mocno, zrozumiała, że Kansi ma rację. Korzystając z nauk na treningach, wyobraziła sobie, że gonią ich straszne stwory. Trafiła jednego z mężczyzn, który krzyknął, opadając w dół. Z oczu polały się jej łzy, ale ponowiła to co zaczęła.  
- Nort, podleć bliżej!
Kolega kapitana szybko dogonił mężczyznę, trzymając kurczowo uratowanego Celosa.  
- Ubiłem kilku z tyłu, zostało z pięciu, dobijcie ich, polecę przodem.

Skinął mu głową, a wiatr targał mu długie spięte włosy, powiewające niczym flaga. Razem z Melą odwrócili się za siebie i dając porozumiewawczy ruch ręką, skoncentrowali siły. Wspólnie połączyli czary, które niczym wir, zmiotły pogoń. Tym razem lecieli sami, szybko skręcili w stronę pierwszej lepszej pieczary, jaką ujrzeli po drodze. Wylądowali, oglądając się jeszcze dokładnie za siebie. Ciężko łapiąc oddech opadli na skały. Mela doskoczyła do Celosa, który blady na twarzy, nie rozumiał co się dzieje. Z jej dłoni spłynęło na niego zielone światło, zasklepiając mu rany. Ulga przepełniła jego ciało, a okropny ból ustał, nabrał sił.  
- Co tu się dzieje? Wytłumacz mi …
- Celos, tyle się działo …
- Co to za czarnoksiężnicy, oni nam pomagają? Czyżbyś została czarownicą?
Dziewczyna westchnęła głęboko, nie wiedziała jak ma mu streścić w jednym zdaniu wszystko co się wydarzyło. To było wręcz niemożliwe.  
- Celos, lecisz z nami, nie pytaj o nic więcej.
- Ty tu bawisz się w najlepsze, a tam chcą zabić Galuma, rozumiesz?
- Co ty mówisz, kto?
- Nie uwierzysz, księżniczka i Hizar.
- O Hizarze wiem, on jest czarnoksiężnikiem, ale długo by opowiadać. Ale księżniczka? Co chce zrobić?
- Nie wiem, knują coś, chcieli zabić księcia, otruć go …
- Teraz rozumiem, nie możemy tego tak zostawić.
Kansi przysłuchiwał się rozmowie, nie wiedząc o co chodzi.  
- Koniec tych pogawędek, uciekamy, bo nas znajdą, to kwestia czasu jak wyślą druga pogoń.
- Dokąd chcecie lecieć?
- Nort zna pewne miejsce, gdzie schowamy się na pewien czas. Ufam mu, znamy się bardzo długo.
- Kansi?
- Co Mela?
- Muszę koniecznie odnaleźć siostrę Ledona, ojciec przed śmiercią mnie tam nakierował, podobno mi pomoże, dostałam lokalizator. - dodała, pokazując owalny przedmiot.
- Później, na razie musimy się ukryć. Koniec odpoczynku, odlatujemy.
- Tak jest kapitanie – zaśmiał się Nort, zakładając maskę na usta.
Mela przyjrzała się mu dokładniej, miał krótsze czarne włosy niż Kansi, ale zdawały się lekko pofalowane. W dodatku nosił krótką brodę, jego zniszczone ciemne ubranie, powiewało na wietrze. Ruszyli dalej, unosząc się w powietrzu na swoich pojazdach, jedynie Celos musiał liczyć na pomoc Norta.  
- Gdybym komuś o tym powiedział, nie uwierzyłby mi, że lecę z czarnoksiężnikami.
- Mnie też by nikt nie uwierzył, że taszczę ze sobą maga ze świata światła. - zaśmiał się kolega Kansiego.
- W naszym królestwie dzieje się coraz gorzej, do pioruna pojmali Ranzę, przeklęta Jokasta i Helar. - ryknął kapitan ściskając pięść.
- Nie rozumiem o czym mówicie – wtrącił się Celos.
- Dolecimy to ci wytłumaczę – odparła Mela, puszczajac do niego oko.
- A niech cię, zawsze coś wywiniesz. - odburknął mag, trzymając się swojego pilota.

Nagle wykonali mocny skręt w inną stronę i o mało nie spadł z pojazdu.  
- Trzymaj się, ty magu od siedmiu boleści – zaśmiała się Mela, przypominając sobie dawne czasy.
- Bardzo śmieszne, poczekaj, aż odzyskam siły, tak cię skopię …
- Jasne, prędzej ty padniesz, jestem w połowie czarownicą.
- Oszukujesz, tak nie można.
Kansi widząc ich przekomarzania, poczuł wzbierający gniew.
- Spokój, bo dobiję cię zrzucając w dół!
- Kansi, my tak zawsze, potem ci opowiem …
Przelecieli ponad górami, znajdując się w pokrytej szarym śniegiem dolinie. Teren wydawał się coraz bardziej płaski, tylko drobne pagórki majaczyły na horyzoncie. Wlecieli w gęsty las z wysokimi czarnymi drzewami, które pokrywały szare igiełki. Znaleźli się na ziemi, potem szli pieszo, wzdłuż szumiącej rzeki. Woda w niej parowała, jakby coś podgrzewało ją z wnętrza ziemi.
- Co to? - spytała czarodziejka patrząc na płynącą ciecz.
- Gorąca woda, wypływa z oddalonego źródła z głębin ziemi. Śnieg tu się topi, zbliżamy się do niespokojnego terenu – dodał Nort, zdejmując maskę z twarzy.
- Czyżby to było miejsce, gdzie ćwiczyliśmy na początku naszej kariery w armii?
- Dokładnie to, ale trochę się zmieniło. Stało się niebezpieczne, ale zaufaj mi, mam tam kryjówkę.
Szli dość długo, aż coś na nich skoczyło z zarośli. Nort jakby nigdy nic, trafił w stworzenie ogniem, aż zaczęło uciekać w dal. Obserwowały ich czerwone oczy, wyłaniające się co kawałek.  
- Miałeś rację, to nie to samo miejsce co kiedyś, skąd tu te potwory?
- Kansi, nasze królestwo się zmienia, władca przywołuje coraz więcej bestii, pewnie pod namową królowej. Szykuje wojnę, chce to wszystko wysłać na królestwo światła.
- Skąd o tym wiesz?
- Podsłuchałem rozmowę Helara, kiedy mnie pojmał. Myślał, że byłem nieprzytomny, ale wszystko słyszałem.
- Menda z niego i tyle. Spiskowanie z Jokastą wyjdzie mu bokiem …
- Możliwe, ale przyznaj, że umie się ustawić.
- Widziałam, jak trzyma Ranzę za rękę na podwyższeniu – wtrąciła się Mela.
Kansi zmarszczył brwi.  
- Dorwę go, a wtedy popamięta mnie na zawsze!
Nagle ich oczom ukazała się chatka, pokryta gęstymi zaroślami.  
- To tu, wejdźcie do środka, nie przejmujcie się tym syfem – zaśmiał się otwierając drewniane drzwi.

Rzuciło im się w oczy, że tam nikt nie mieszkał latami. Powywracane meble, potłuczone fiolki z miksturami, rozwalona tu i ówdzie broń, wszystko w okropnym nieładzie. Wtem coś wyskoczyło na nich zza przewróconego stołu. Kansi trafił w bestię czarnym tworem, aż padła martwa na zakurzoną posadzkę.
Mela krzyknęła, odsuwając się odruchowo.  
- Pozamykaj okiennice, bo więcej tego tu wlezie – dodał kapitan, biorąc ze sobą truchło na zewnątrz.
- Zostaw to, zjemy na obiad.
- Przecież to żylaste – obruszył się Kansi.
- A masz coś lepszego w tym miejscu?
Mela z Celosem patrzyli na nich zszokowani, gdyż potwór wyglądał nieapetycznie. Niestety w krainie ciemności czarodziejka jadła inne wynalazki, więc odpuściła w protestach. Miała tylko nadzieję, że ten koszmar się skończy.  
- Kansi? Słyszałeś głos hylona?
- Tak, prosił mnie o pomoc, wiedziałem że go masz przy sobie, gdzie indziej mógłby być – zaśmiał się lekko kapitan, znikając na zewnątrz, idąc po drewno.
Usiadła na przewróconym stole, ściskając kurczowo nietoperka.
- Dziękuję – szepnęła cicho, spoglądając na oszołomionego, ale całego i zdrowego Celosa.
„przeznaczenie … pomoc … życie” - odparł jej głosik, uspokajając stargane nerwy.

757 czyt.
100%284
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2328 słów i 13087 znaków

Komentarze (4)

 
  • AlexAthame

    AlexAthame 21 wrz 2018

    Super.Musza uważać żeby ich nie złapali. I teraz Kasi bedzie z Mela, ale ona wie ze Ranza go kocha .Bedzie trudno.

  • emeryt

    emeryt 20 wrz 2018 ip:8969123

    W końcu się doczekałem kolejnej części i to jakiej długiej. Dziękuję tobie Autorko tych opowiadań, oby tak dalej.

  • mydream2017

    mydream2017 20 wrz 2018

    Jedzenie potworów może być całkiem przyjemne jeżeli dobrze je przyprawimy

  • AnonimS

    AnonimS 20 wrz 2018

    Ciekawie i obiecująco na zaś. Ciekawy jestem czy ktoś ti zginie czy znowu "bohatery" zwycieżą. Pozdrawiam