Okruchy przeznaczenia - Część 9

Dni mijały nadzwyczaj spokojnie, chociaż w swoim pokoju Mela przechodziła nie raz istne małe bitwy z Efrą. Celos czasami wydawał się nieobecny, zbyt często przesiadywał w bibliotece studiując księgi magii. Nie było to do niego podobne, więc czarodziejka omijała go szerokim łukiem w obawie przed nieprzewidywalnymi pomysłami. Nowy kolega maga wręcz ją irytował, przez niego  sama zaczęła interesować się czarami wiatru, które miał opanowane na wysokim poziomie. Nie dość, że był starszy od niej, to jeszcze buntował Celosa przeciwko niej. Po jednej z lekcji, które prowadziła Ransa, została poproszona przez nią o zaczekanie. Usiadła w jednej z ławek, rozglądając się po pomieszczeniu. Fiolki poustawiane kolorami na półkach mieniły się w świetle wpadającym przez uchylone okno. Podpierając głowę rękami nudziła się potwornie, ale długo nikt nie przychodził. Nagle wrota się uchyliły i stanęła w nich kobieta o krótkich pomarańczowych włosach, niosąc stertę książek.  
- O jesteś – odezwała się widząc Melę – chcę porozmawiać, bo odstajesz od grupy.
- To źle? - spytała czarodziejka robiąc zmartwioną minę.
- Tak, ale nie martw się. Pomogę ci nadrobić zaległości. Wiem, że doszłaś później, więc brak ci podstaw.
- Dlaczego mówi to pani dopiero teraz? Przecież uczę się tu z pół roku.
- Tak, ale jak dziś spowodowałaś wybuch, to sama się przestraszyłam. Twój kolega aż poleciał na ścianę.  
- To nie było specjalnie …
- Wiem, nie wspomnę o tym nikomu, ale weź te książki ode mnie. - powiedziała wskazując na kilka tomów starych zużytych ksiąg. - Przeczytaj jak najszybciej, masz czas do następnego tygodnia.  
Mela skrzywiła się, już z innych lekcji miała sporo nauki, a tu doszły jej kolejne obowiązki. W dodatku Efra ciągle jej przeszkadzała i robiła to złośliwie.  
- Dobrze, postaram się, ale to nie wykonalne.
- Wiesz ile musiał przeczytać Galum zanim …
- Wiem. Proszę mi powiedzieć dlaczego za każdym razem wszyscy mi przypominają o wujku?
- Chcemy cię zmotywować …

Kobieta zaczęła coś mówić, ale Mela nie słuchała tego. Nie znosiła jak ktoś prawił morały, czekała aż skończy, po czym wyrwała się jak najszybciej z sali. Dziś postanowiła uciec po kryjomu poza mury. Zaniosła swoje rzeczy do pokoju i przebierając się w wygodniejszą suknię wybiegła ze szkoły. Kiedy znalazła się już w ogrodzie przywołała swój latający dysk. Rozejrzała się, czy ją ktoś przypadkiem nie widzi i poszybowała jak ptak w dół doliny. Pochmurny dzień nie przeszkadzał wcale w dobrej zabawie. Przelatując z dużą szybkością nad górską rzeką chłonęła czyste powietrze przepełnione wilgotną mgiełką, ciesząc się z pozornej wolności. Jasne włosy targał wiatr, a przyjemne uczucie w brzuchu od zmiany wysokości, powodowało w niej nieopisaną radość. Wzleciała nad górskie szczyty ścigając się z orłami, które podobnie jak ona wirowały patrolując okolicę. Nisko unoszące się chmury przyjemnym chłodem oplatały jej ciało. Mogła je dotknąć w locie, co sprawiało ogromną radość. Wtem gdzieś w dole w pobliżu lasu, ujrzała dziwne rozbłyski purpurowego światła. Potem ujrzała unoszący się dym i kurz. Ryzykując zanurkowała lecąc wprost na miejsce zdarzenia. Z nieba spadały pociski, ale nie było widać kto je przywołuje. Nagle przypomniała sobie swoje straszne wydarzenie z dzieciństwa. Nie mogła pozwolić, żeby znów ktoś zginął. Bardzo szybko znalazła się na miejscu okropnej tragedii. Wśród zgliszcz szukała ocalałych, jakby to chodziło o jej rodzinę. Na szczęście jeszcze nie wszystkie chaty zostały zniszczone, wpadła do jednej z nich, gdzie chowała się para z małym chłopczykiem.  
- Uciekajcie za mną! Szybko!
- Kim jesteś? - spytała kobieta o jasnych włosach trzymająca kurczowo przestraszonego chłopca.
- Szybko, bo zginiecie zostając tu!

Na siłę wyciągnęła ich z domu prowadząc w stronę lasu jak najszybciej potrafiła. Schowali się pod głazami, które znajdowały się blisko domostw. Za chwilę po chatce nie został ślad, rozsypała się od pocisku na drobne fragmenty.  
- Co się dzieje? O co chodzi? - dopytywał mężczyzna, który tak samo jak syn miał jasne włosy.
- Nie jesteście tu bezpieczni. Umiecie może leczyć?
- Tak, ale co w tym dziwnego?
Za chwilę koło nich świsnął kolejny pocisk, aż kurz wzbił się w powietrze.  
- Szybko za mną!
Teraz nikt nie zdawał pytań, tylko uciekali za dziewczyną widząc, że to nie przelewki. Mela wypatrywała, czy nie zjawi się tu Galum, ale niestety tym razem była zupełnie sama. Serce biło jej szybciej, a płytki oddech utrudniał bieg. Gęsty las dawał pozory bezpieczeństwa, ale przecież nie wiedziała z jaką siłą się mierzą. Pamiętała, że jej wujek przeniósł ją w inne miejsce, ale ona nie potrafiła tego zrobić. Nagle pośród zarośli zauważyła czarną postać szukającą ocalałych z wioski. Czarny kaptur i maska zasłaniały twarz napastnika. Kiedy kroczył trawa więdła pod jego stopami, przypomniała sobie, że już coś takiego kiedyś widziała. Schowali się szybko za gęstymi krzewami i kazała im siedzieć cicho. Nieznajomy szukał nadal uparcie. Mela błagała w duchu, żeby ich nie dojrzał, nie poradziłaby sobie. Wtem chłopczyk zaczął płakać, matka chciała go uciszyć, ale było już za późno. Napastnik odwrócił głowę w ich stronę, a jego oczy zaświeciły się na purpurowo. „Co robić?” powtarzała w myślach czarodziejka trzęsąc się jak liść. Potworny człowiek zbliżał się niebezpiecznie blisko, ale nie mogli już uciekać. Wtem pochwycił mężczyznę i szybkim ruchem ręki podniósł w górę jakby był lekki jak piórko. Koncentrując demoniczną moc zaczął jaśnieć na czerwono. Mela krzyknęła wysyłając w jego kierunku świetlistą kulę. On odbił ją jak piłkę, a pojmanego poraził straszną mocą. Ojciec dziecka krzyknął z bólu, po czym upadł na ziemię bez oddechu. Kobieta krzyknęła na całe gardło z cierpienia i niemocy.  Mela korzystając z nieuwagi napastnika, przywołała dysk energii i chwytając kobietę z synkiem zaczęła odlatywać bardzo szybko pomiędzy drzewami. Nie patrzyła już za siebie, za bardzo się bała. Wzleciała ponad las i robiąc różne uniki zniknęła wśród chmur. Dolatując w stronę gór, które kojarzyła, zaczęła schodzić niżej, żeby wylądować w pobliżu pałacu.

Kolejny raz mijając straże wpadła jak burza na dziedziniec wysadzając spazmującą i zalewającą się łzami uratowaną matkę. Mały krzyczał wniebogłosy wołając ojca. Dysk energii rozmył się w powietrzu, a ich otoczyli magowie pilnujący pałacu.  
- Pomóżcie im, co tak stoicie?! - krzyknęła Mela
Osmolona kobieta nie wiedziała gdzie się znajduje, pewnie całe swoje życie spędziła przy lesie, więc czarodziejka rozumiała skąd jej mina. Nie wiedziała, czy to sprawka naszyjnika, czy pomogła jej inna siła, że straszny nieznajomy jej nie gonił. Padła na kamienną posadzkę ciężko łapiąc powietrze. Strażnicy otoczyli ją mierząc w nią bronią, ale jej teraz było wszystko jedno. Za chwilę korzystając z nieuwagi pilnujących ją magów, spowodowała rozbłysk światła, który oślepił mężczyzn i na nowo przywołując latający pojazd zniknęła za murami. Wylądowała w ogrodzie i szybko zaczęła biec do pokoju. Wparowała do pomieszczenia zamykając za sobą z impetem wrota.  
- Co ty wyprawiasz?! - zawołała Efra unosząc się ze złości.
- Chociaż raz mogłabyś być dla mnie milsza.
- Niedługo wieczór, a ty włóczysz się nie wiadomo gdzie.
- Przestań! - wybuchnęła Mela, aż współlokatorka przysiadła na łóżku. - Znoszę twoje złośliwości, ale koniec z tym! Nie dam sobą pomiatać!
Czerwonowłosa patrzyła na Melę nie kryjąc zdziwienia. Wreszcie postawiła się, ale tym razem wyglądała przy tym śmiertelnie poważnie.  
- Spokojnie, co w ciebie wstąpiło?
- Mogłam zginąć, to wstąpiło, ale co ty tam możesz wiedzieć. Tylko czytasz te książki, ale czy kiedykolwiek mierzyłaś się z prawdziwym przeciwnikiem? Teoria to nie to samo, co używanie mocy w czasie walki.
- Gdzie byłaś?
- Tam gdzie nie powinnam. - wycedziła uderzając pięściami w ścianę. - Tracę czas w tej szkole, nic nas nie uczą.
- Co ty mówisz? Mamy świetnych nauczycieli.
Mela padła na łóżko wycierając pot z czoła.  
- Widziałam go, patrzył na mnie świecącymi z wściekłości oczyma. Tego nie da się zapomnieć.
- Kogo?
- Nie wiem, rozumiesz? Tak się bałam.
Koleżanka ominęła ją jak wariatkę wybiegając z pokoju.  

Mela starała poukładać sobie wszystko co przeżyła. Uratowana kobieta miała jasne włosy, jej partner i syn też. Rodzice i siostra podobnie, więc skąd te różowe refleksy u niej, skoro jest leczącym magiem? Im więcej się dowiadywała, tym nowe pytania pojawiały się jak grzyby po deszczu. Wyjęła z kieszeni figurkę, która od początku wzbudzała w niej ciekawość.  
- Dlaczego teraz nic nie mówisz? Zginęłabym a ty milczysz jak głaz.
Przedmiot głucho przyjmował jej słowa, ale z jego strony nie pojawiała się żadna reakcja. Nawet rozbłysk, lub poruszenie, kompletnie nic. Ścisnęła w dłoni nietoperka chowając go z powrotem. Zamknęła oczy i widziała krzyczącego mężczyznę, którego zabił dziwny przybysz. Miała dość takiego okrucieństwa, teraz zrozumiała dlaczego Galum tak  bardzo poświęcał się swojej pracy, tylko dlaczego tym razem się nie pojawił. Nadeszła w końcu noc, a Efra wróciła z powrotem do pokoju. Obydwie czarodziejki uszykowały się do spania, nie odzywając się do siebie ani słowem. Za oknem deszcz miarowo uderzał w parapet i szyby. Mela usnęła ze zmęczenia pogrążając się w świecie sennego labiryntu. We śnie pojawił się przed nią świat, którego nie znała. Brak kolorów, ciemność, zniszczenie, to wszystko co ją otaczało. Zagubiona biegła przed siebie targana przez zrywający się wiatr. Nagle zobaczyła mężczyznę w oddali, który wyciągał do niej dłoń, ale nie mogła mu się przyjrzeć. Jego czarne szaty i peleryna łopotały na wietrze, a błyskawice za nim przeszywały niebo. Nagle ziemia pod nią się rozstąpiła i spadając w przepaść obudziła się z krzykiem. Efra wstała przerażona, jakby ktoś ją atakował.  
- Co tak się drzesz!?
- Pokrzyczeć nie wolno?
- Ale jest środek nocy. - odparła koleżanka przywołując świecącą kulę energii.
Melę oślepiło światło, więc zasłoniła sobie oczy rękami.  
- Zgaś to!
- Jak chcesz, ale siedź cicho, bo nie wytrzymam.

Czarodziejka opadła na poduszkę, odwracając się do ściany. Wtem usłyszała głos, który tak często ją nawiedzał „wyjdź na zewnątrz”. Efra podskoczyła z przerażenia.
- Co to? Ktoś tu jest?
Mela chwyciła za figurkę, którą trzymała pod poduszką. Zaczęła znów mienić się granatowym blaskiem.  
- Słyszysz mojego nietoperka?
- Nie żartuj, że i ja zwariowałam. To twoja wina.
- A kazał ci kto ruszać moje rzeczy?
„Wyjdźcie do ogrodu” ponowił się głos, ale tym razem mówił nie tylko do młodej czarodziejki.  
- Ostatni raz siedzę z tobą w pokoju. Jutro muszą cię przenieść.
Mela nie słuchała tego, tylko obserwowała figurkę.
- Mamy wyjść, ale dlaczego?
„Wyjdźcie … niebezpieczeństwo ... ucieczka ... już” zabrzmiał głos. Tym razem dziewczyna nie czekała na nic więcej. Tak jak stała wyjrzała przez okno, ale nic dziwnego nie zauważyła. Wtem na parapecie pojawiła się czarna ręka, coś wspinało się do nich w deszczu. Efra pisnęła przestraszona, a Mela pociągnęła ją za siłę za sobą. Wybiegły korytarzem prosto do ogrodu, skąd obserwowały z zarośli, jak jakaś postać buszuje w ich pokoju. W koszulach nocnych było im zimno, ale nie wiedziały co robić. Nagle Mela wpadła na pomysł.
- Chodź za mną do Celosa, szybko.
- No co ty, jesteśmy nieodpowiednio ubrane.
- Olać to, on też dotykał nietoperka, tak?
- Tak, ale o co ci chodzi?
- Jemu też grozi niebezpieczeństwo, chcesz go mieć na sumieniu?
Koleżanka skinęła głową i za chwilę obie biegły w stronę męskiej części mieszkań. Wparowały zmoczone deszczem do kompleksu, gdzie spał smacznie Celos.  
- Który to jego pokój?
- Chyba ten z prawej – dodała Efra pokazując ręką na jedne z drzwi.
Zaczęły uderzać w nie dłońmi. Otworzył im jeden z zaspanych czarodziejów. Widząc dobijające się do jego pokoju czarodziejki w kusych nocnych koszulach rozmarzył się.  
- Dziewczyny, nie wszystkie naraz zaraz się wami zajmę …
Efra pisnęła i trzasnęła mu wrotami w twarz, aż padł na podłogę nieprzytomny.  
- To nie te drzwi, czekaj, to te obok.
Teraz zaczęły pukać już z ostrożnością. Za chwilę pojawił się w nich nieprzytomny Celos, nie kojarzył co się dzieje i był strasznie rozczochrany w samej koszulce i szortach. Jego kolega Hizar patrzył z niedowierzaniem co się dzieje. Mela od razu chwyciła za koszulę maga o fioletowych włosach i wyciągnęła na korytarz z pokoju.  
- Idziemy szybko!
- Chodź z nami!
- Ej dziewczyny, ale dokąd mam z wami niby iść? Czy wy przypadkiem nie chcecie …
- Nie! - zawołały zgodnie ciągnąc go na siłę.

520 czyt.
100%135
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2456 słów i 13384 znaków

Komentarze (5)

 
  • Fiolka

    Fiolka 17 maja ip:188146171

    Co raz lepiej i ciekawie.Czy rodzice którzy ja wychowywali to na pewno jej prawdziwi rodzice? Mam w tej kwestii dużo wątpliwości :-) ,ale poczekamy to się dowiemy. Z nierpliwością czekam na dalszy ciąg. Pozdrawiam:-)

  • AlexAthame

    AlexAthame 16 maja

    Fajne.Coraz więcej pytań. Kim jest czarny?To pewnie jeden z tych co zabili rodziców Meli. Od początku bardzo podoba mi się to opowiadanie. Jak to robisz ze piszesz trzy na raz

  • Margo1990

    Margo1990 15 maja

    Świetna część. Czekam na kolejną dawkę 😉😁

  • AnonimS

    AnonimS 15 maja

    Lekkość pisania to Twój atut. Lekko piszesz to i lekko się czyta. Pozdrawiam

  • Almach99

    Almach99 15 maja ip:82132217

    Coraz bardziej mi sie podoba to opowiadanie. Jest tanie jakby bardziej dojrzale, jednoczesnie naturalne. Do tego dobrze sie czyta