Okruchy przeznaczenia - Część 34

W oddali zaczynało świtać, noc ustępowała miejsca światłu dnia. Strumień szemrał miarowo, a woda rozbijała się o wystające kamienie. Przemarznięta Mela wycierała łzy, czując ogromny ból, ogarniający ją od środka. Po Jokaście nie było już śladu, zniknęła za skałami, niczym duch. Wiadomość o uczuciach Kansiego do niej, sprawiła dodatkowy powód do zmartwień. Spojrzała na siostrę, emanującą coraz większą mocą. Drobne kamienie zaczęły unosić się wokół niej, zwiastując nadejście nagromadzonego gniewu. Kapitan otrząsnął się, rozumiejąc powagę sytuacji. Podstępna wiedźma doskonale wiedziała co powiedzieć córce, zanim uciekła. Uderzyła w czuły punkt, rozdzierający zakochanej po uszy dziewczynie duszę.  
- Jak śmiałeś mnie okłamywać! Współpracowałeś, by zabić mojego ojca, w imię czego? To przez nią? - dodała resztkami opanowania, wskazując na czarodziejkę.
- Chciałem ci wyznać, ale nie miałem odwagi … byłaś taka o mnie zazdrosna … męczyłem się przez to.
- Twoje uczucie wygasło, czy go nigdy nie było!?
- Ranzo, nie planowałem tego … to stało się …
- Jesteś jak mój ojciec, co oszukiwał matkę! Ma rację, mężczyźni są nic nie warci.
- Ale między mną i Melą nic się nie zdarzyło … to nie tak jak myślisz ...
Wtem w stronę Kansiego poszybowało szkarłatne światło, wykonał unik, odskakując w dal. Za chwilę ponowiła próbę, aż mężczyzna zaczął się bronić, widząc, że to na poważnie.  
- Przestań, nie widzisz, że twoja matka podjudza nas przeciwko sobie?! Chce żebym zginął, od początku mnie nienawidziła.
- Bo cię przejrzała, zanim ja doszłam do świadomości. Mam tylko ją, dobrze mówi.
- Tak? Zabiła z wyrachowaniem w oczach najdroższą ci osobę, myślisz, że gdyby chciała zgładzić ciebie, to by tego nie zrobiła? Zamiast się bić, pomyśl, trzeba go godnie pochować …
- Zamilcz wreszcie! - krzyknęła ze łzami w oczach, trafiając na oślep zaklęciami.
Nagle poczuła z tyłu głowy mocne uderzenie, osunęła się na ziemię krzycząc z bólu, po czym straciła przytomność. Mela wyrzuciła pokaźną gałąź, podbiegając do unieruchomionej na chwilę wiedźmy. Wydobyła zza jej paska sakiewkę z ziołami, którymi niegdyś ją zaklinała. Dmuchnęła w twarz kobiecie, czując że tak trzeba.  
- Czemu to zrobiłaś?
- Nie rozumiesz? Ranza chce cię zabić, mnie zapewne też. Nie zawaha się, jak mogłeś zranić jej serce?
- Mela, zrozum, nie planowałem tego …
- Porozmawiamy, a teraz trzeba coś postanowić. Ledon nie może tu zostać, kręcą się tu stwory …
- Spokojnie, zabiorę go do zamku. Powiem, że ja go zabiłem, może król cofnie twoją próbę dzięki temu?
- Co? Chcesz korzystać na jego śmierci?
- To może lepiej, żeby ta wiedźma mu to powiedziała? Nie czas na sentymenty, musimy przeżyć, rozumiesz?
- Oni zniszczą jego ciało! Czysta nienawiść nimi kieruje, nie mogę …
- Możesz, ojciec będzie w twoim sercu, stamtąd nikt go nie ruszy. Kocham cię, rozumiesz? Nie chcę cię stracić. Możesz mi nie wierzyć.

Czarodziejka miała dylemat, ale słowa Kansiego brzmiały sensownie, nawet Ledon mówił, że nie przejdzie próby, ale gdy ją odwołają, nie będzie im grozić niebezpieczeństwo.  
- Zgoda, ale to okropnie boli – dodała, patrząc na leżącego Ledona.
Przywołali swoje dyski energii, Kansi wziął pokonanego czarownika, który bez tchu sprawiał smutny widok. Mela wciągnęła nieprzytomną siostrę, chwytając ją mocno. Wzlecieli ponad pasma zamarzniętych gór, a światło dnia oświetlało im plecy. Mroźny wiatr rozwiewał im włosy, które powiewały niczym odrębny twór.  
- Wyznałem ci uczucia, ale wciąż nie znam twoich – wycedził w trakcie lotu.
- Nie poznasz, wrócisz do niej, przeprosisz, nie pozwolę jej skrzywdzić, obiecałam to ojcu przed śmiercią.
- Co ty mówisz? Przecież ty też czujesz to co ja, nie kłam proszę, widziałem jak na mnie patrzyłaś …
- Zdawało ci się – dodała obojętnie, patrząc przed siebie.
Kansi zszokowany nie wiedział, czy urok Ledona wciąż działa, czy Mela naprawdę nic do niego nie czuje. Pomyślał, że to ból przez nią przemawia, przestał naciskać, lecieli dalej w ciszy. Dolecieli przed jego komnatę, czarami uchylił okno, weszli do środka. Ułożyli Ranzę na łożu, spała niczym uśpiona piękność, nie świadoma co się dzieje wokół.  
- Zostań z nią, kiedy się obudzi i będzie chciała cię skrzywdzić, znów użyj ziół. Zaczekaj na mnie, udam się do króla. Oznajmię mu, że zgładziłem wroga, może zaniecha twojej próby.
- Pożegnam się z nim, daj mi chwilę.
Ułożył ciało jej ojca na zimnej podłodze, spojrzała na niego po raz ostatni, nie mogąc wydobyć z siebie słów. Kolejny raz uroniła łzy, ściskając go za lodowatą już dłoń.  
- Na zawsze pozostaniesz moim ojcem, nie ważne co zrobiłeś. Kiedyś cię odnajdę, tymczasem pozdrów moją matkę i rodzinę ode mnie.
Wreszcie go przytuliła, Kansi podszedł do niej, żeby dodać jej otuchy. Dała gest ręką, że może wychodzić, odwróciła wzrok. Kapitan chwycił ciało zdrajcy królestwa, wychodząc z pomieszczenia. Mela usiadła obok Ranzy, która stała się jej jeszcze bardziej bliska niż kiedykolwiek. Położyła się koło niej, przykładając leczące dłonie do skroni.  
- Nie chciałam zadać ci bólu, to minie, obiecuję – odparła ze smutkiem w głosie.
Pełna obaw tkwiła przy niej, ściskając przedmiot pozostawiony przez ojca, stanowiący drogowskaz do rodziny czarnoksiężnika.  

****

Tymczasem Kansi z podniesioną głową kroczył korytarzami z ciałem wroga narodu. Strażnicy zszokowani, odprowadzali go wzrokiem. Ponura część zamku, nie napawała optymizmem, stanowiła miejsce przypominające wszystkim o potędze króla. Znalazł się wreszcie pod masywnymi wrotami z czarnego kamienia, w których mógł się przejrzeć. Czarnoksiężnicy pilnujący dostępu, doskoczyli do niego.  
- Oznajmijcie królowi, że zabiłem zdrajcę. Migiem!
Jeden ze strażników pobiegł do pogrążonego jeszcze we śnie władcy. Trzęsącymi się dłońmi zastukał do komnaty. Otworzyła mu urodziwa i kusząco odziana królowa ciemności.  
- Kto śmie zakłócać spoczynek?
- Wybacz mi pani – ukłonił się nisko strażnik – kapitan przybył z ciałem Ledona na rękach.
- Zabił tego zdrajcę? To godne podziwu, zaraz przybędziemy, odejdź! - odparła zatrzaskując mu przed nosem drzwi od komnaty.
Czarnoksiężnika wpuszczono do sali audiencyjnej, czuł na sobie wzrok żołnierzy. Wtem do środka wpadł Helar, zaalarmowany przez swoich ludzi.  
- To nie możliwe! Ty nie mogłeś go zgładzić!
- Zdziwiony?
- Kto go zabił, mów, bo na pewno nie ty.
- Helarze, czyżby przemawiała przez ciebie zazdrość?
- To nie zazdrość, to zdrowy rozsądek, wszystkich możesz oszukać, ale nie mnie …
- Zamilcz, albo i ty skończysz tak samo – syknął mu ściszonym głosem Kansi, uśmiechając się lekko.
Generał chciał coś dodać, ale do sali przybył władca, ze swoją małżonką u boku. Snuli się niczym czarna mgła, po czym ujawnili się w swojej osobie na ozdobnych tronach. Helar ukłonił się nisko, wychodząc z pomieszczenia, jeszcze tylko zmierzył wzrokiem kapitana. Kansi ukłonił się do samej ziemi, upadając przed królem na twarz.  
- Panie, oto ciało twojego wroga, który pomagał królestwu światła.
- Wstań. Kapitanie, to czyn godny bohatera. Przyznam, że nie wierzyłem w twoje zdolności, po ostatniej porażce, ale teraz, jestem zadowolony.
- Dziękuję, o Najstraszniejszy.
- Należy ci się nagroda, proś o co chcesz, jako władca nie odmówię.
- Panie, chciałbym prosić o …
W tym momencie do sali wbiegła zziajana Jokasta, strażnicy ją szarpali, ale wyrywała im się ciągle.  
- Co to ma znaczyć, jakim prawem nam przeszkadzasz! Wyprowadzić!
- Panie, jestem żoną Ledona. Ten czarnoksiężnik kłamie, to nie on zabił zdrajcę.
- Jak śmiesz podważać słowa mojego zaufanego człowieka!
- Mam dowód, oto sztylet, którym pozbawiłam życia tego straceńca. Musiałam to zrobić, dla dobra królestwa.

Król dał gestem ręki znać, żeby wypuścili kobietę. Podeszła bliżej, podając narzędzie zbrodni do rąk strażnika. On z kolei podał je władcy. Mroczny mężczyzna w masce, kryjącej całą twarz, zaczął obracać sztylet w dłoni. Zbliżył się do ciała, oglądał dokładnie rany. Wtem użył mocy, która podświetliła przedmiot. Identyczny zielonkawy kolor znajdował się na ciele straceńca. Kansi zrozumiał, że poległ tym razem, Jokasta była bardziej przebiegła, niż mu się wydawało. Przełknął ślinę, czując ogarniający go niepokój.  
- Godne podziwu, Jokasto – odparła królowa, wtrącając się do rozmowy.
- Dziękuję, o Najwspanialsza. To był zaszczyt, móc pomóc królestwu.
- Moja małżonka ma rację, to co zrobiłaś jest niebywałe. Niestety to co powiedział kapitan, pachnie mi kłamstwem. Za okłamanie mojej osoby, grożą konsekwencje. Co masz na swoją obronę kapitanie?
- Panie, to ja pokazałem tej kobiecie miejsce pobytu zdrajcy. Gdyby nie moja interwencja …
- Łże. Nie słuchaj go Panie. Ten marny czarnoksiężnik nie nadaje się aby ci służyć.
- Jokasto, mieliśmy umowę …
- Nie kompromituj się bardziej. Na twoje miejsce jest wielu, którzy godni są miana tej funkcji. Śmiem prosić , w ramach tego co uczyniłam dla dobra królestwa, aby tego mężczyznę zdegradowano.
Wszyscy spojrzeli na niego, wyglądało na to, że słowa Jokasty trafiły do każdego.  
- Dobrze prawisz wiedźmo. Za kłamstwo, odbieram ci twoją funkcję. Niestety nie mam chwilowo zastępcy.
- Panie, jeśli mogę się odezwać, moja córka jest doskonałą czarownicą. Nigdy nikogo nie zawiodła, jest lojalna, silna, zna magię na czwartym poziomie wtajemniczenia, czy można chcieć lepszego kandydata.
- Co ty mówisz, Jokasto, kobieta nie może … - bronił się Kansi ostatkiem argumentów.
- Znam tę czarownicę, widziałam jej możliwości. Myślę, że wyjątkowo możemy dać jej szansę, co o tym myślisz mój Najmocniejszy? - dodała królowa, przejeżdżając dłonią po ramieniu władcy.
- Kansi ma rację, kobieta nigdy nie pełniła takiej funkcji.
Na twarzy kapitana pojawił się blady uśmiech nadziei.
- Jednakowoż, w obliczu przewinienia czarnoksiężnika, jestem skłonny na to przystać. Ranza ma stawić się jak najszybciej przed moim obliczem.
- Panie, a co z moją ofiarą, leczącym magiem?
- Przejdzie próbę jutrzejszego poranka, dość tego czekania, albo jest z nami, albo zginie! Ciebie były kapitanie, czeka wygnanie, nie chcę cię uśmiercać, gdyż wcześniej godnie mi służyłeś. Pojmać go i odprowadzić do celi! Straże!
- Panie, wybacz!  
Niestety władca go nie słuchał, Jokasta została, rozkoszując się chwilą swojego triumfu. Mężczyznę wyprowadzono z sali audiencyjnej, spętanego, jak zwykłego opryszka. Helar czekał na ten widok, również napawając się nim, jakby to było celem jego istnienia. Kansi wyrywał się pół drogi, wrzucono go do ciemnej, zimnej celi, zakładając mu obręcz, którą kiedyś zamontował u Meli. Nie mógł czarować, pozbawiony swoich mocy, przykuty do ściany, zaczął wściekać się na swoją głupotę. Martwił się o Melę, Jokasta stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Niestety spodziewał się, że nastawienie Ranzy przeciwko niemu i Meli to dla dojrzałej wiedźmy drobnostka.  

****

Tymczasem Jokasta ukłoniła się królowi, który zbliżył się do pokonanego Ledona. Jego srebrna maska wyglądała tajemniczo, nikt nie mógł rozszyfrować jego emocji.  
- Wystawimy go na dziedziniec, żeby każdy poddany wiedział, co grozi mu za zdradę. Wynieść go!
Strażnicy zabrali ciało, reagując natychmiast.  
- Panie, pójdę poszukać córki, kiedy tylko ją odnajdę, przyprowadzę przed twoje oblicze.
- Doskonale, możesz odejść.
Dał znak ręką, kobieta pośpiesznie wycofała się z sali. Przy wyjściu natrafiła na generała, który uśmiechał się podparty o ścianę.  
- Działasz bez zarzutu, jestem pod wrażeniem. Tyle razy próbowałem go skompromitować, a ty zrobiłaś to tak lekko …
- Jeszcze nie widziałeś moich możliwości. Radziłabym ci nie zadzierać ze mną.
- Nie zamierzam. Dobrze usłyszałem? Ranza ma zastąpić tego durnia?
- Tak. Jest bardziej bezwzględna i stanowcza.
- Czyżby z nimi koniec?
- Dla mnie on nigdy nie zasługiwał na miano zięcia. Moja córka zasługuje na kogoś na jej poziomie.
- Czemu tak na mnie patrzysz Jokasto?
- Znam twoje zamiary, Ranza podoba ci się jako kobieta, nie zaprzeczysz.
- Jestem wolny jak ptak, taka czarownica to marzenie, ale musiałbym mieć twoją aprobatę, a słyszałem, że zadowolić cię bardzo ciężko.
- To tylko plotki, pomyślę co mogę dla ciebie zrobić, pod warunkiem, że mi pomożesz. Chcę zgładzić tą ofiarę i Kansiego, ale król nie pozwolił go zabić.
Helar zaśmiał się szyderczo, biorąc wiedźmę na bok.  
- Mela zginie, już dawno mam na nią sposób, ale skoro próba została przyspieszona, wyzionie ducha szybciej.
- Jakim cudem? Masz plan?
- Tak, jeśli dasz mi szansę na zbliżenie się do twojej córki, podzielę się z tobą szczegółami …
- Zamieniam się w słuch.
Generał zaczął dzielić się informacjami, aż kobiecie pojawiły się wypieki na policzkach.  
- Jesteś idealnym kandydatem dla mojej Ranzy, sama bym tego lepiej nie wymyśliła. Choć ze mną, przyprowadzimy ją do króla, musi ją awansować.
- Z przyjemnością. - uśmiechnął się do wiedźmy, ruszając za nią.
Przywołała w dłoni magiczny lokalizator, prowadzący ja do miejsca pobytu Ranzy. Helar czuł satysfakcję, wreszcie wszystko szło po jego myśli, a przynajmniej tak mu się wydawało.  

W komnacie Kansiego panowała cisza, do czasu, aż czarownica nie otworzyła oczu. Gdy tylko ujrzała nad sobą Melę, wpadła w ogromną złość. Chciała ją pobić, ale dmuchnęła jej szybko ziołami po twarzy.  
- Jak śmiesz mnie otępiać – wycedziła opadając na łóżko.
- Zaczekamy na Kansiego, w takich nerwach nie panujesz nad sobą.
- Ty zdradziecka żmijo, chcesz mi go odebrać …
- Nie chcę, nie zabiorę siostrze miłości jej życia. Mam sumienie.
- To nie bywałe, ofiara moją siostrą, to koniec świata!
- Leż spokojnie, źle mnie oceniasz, nie jestem taka jak myślisz, ty także nie jesteś taka jak twoja matka. Płynie w tobie krew Ledona, on był zupełnie inny.
- Skąd wiesz jaki był mój ojciec, jak śmiesz o nim mówić.
- Mam takie samo prawo jak ty, nie wybieramy sobie rodziców. Zrobię wszystko, żeby kapitan do ciebie wrócił, zniechęcę go do siebie … kocham cię siostrzyczko, chociaż jesteś wredna.
- Akurat, nie wierzę ci, że go nie kochasz!
- To nie ważne, co czuję …
Wtem rozległ się odgłos pukania. Mela uradowana pomyślała, że to Kansi. Już chciała się dowiedzieć co z jej próbą, kiedy ujrzała Helara i Jokastę. W momencie dostała silnym czarem, który unieruchomił jej wszystkie kończyny. Upadła na posadzkę, ledwo łapiąc powietrze.  
- Twój czas nadszedł ofiaro! - ryknęła wiedźma. - Twoja próba jutro rano, pożegnaj się z życiem, Kansi ci już nie pomoże. Helarze, doprowadź Ranzę do porządku, zamroczyła ją ta dziewucha.
Wtem czarodziejka poczuła, jak ktoś ją pęta. Straciła przytomność, pogrążając się w mroku.

788 czyt.
100%214
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2762 słów i 15499 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 13 wrz 2018

    Wiedziałem, że Twoja wyobraźnia to nieskończone źródło inspiracji do pisania. Czy w końcu dobro weźmie górę nad złem?

  • AlexAthame

    AlexAthame · 11 wrz 2018

    No i jak zawsze kończysz w takim momencie.Ale nie mam ci za złe. To super opowiadanko dobiega końca. Czas by pokój i miłość zaczął zwyciezac

  • AnonimS

    AnonimS · 10 wrz 2018

    Coraz ciekawiej. Pozdrawiam

  • emeryt

    emeryt · 10 wrz 2018 · 202081569

    @AuRoRa, wspaniale, oby tak dalej. Ale Ty masz dar opowiadania.  Moje gratulacje i do następnego czytania dalszej części.  Pozdrawiam - emeryt-.