Okruchy przeznaczenia - Cześć 13

Przemieszczając się mrocznymi korytarzami lochów, czarnoksiężnik chciał zrozumieć, dlaczego do tego wszystkiego doszło. Pamiętał doskonale dzień, w którym zgubił hylona, ale dlaczego przemówił do kogoś innego. Omijając szybkim krokiem strażników, którzy kłaniali się mu w pas, nie reagował wcale, na ich gesty. Z poważną miną zbliżał się w miejsce, gdzie zostawił pojmaną czarodziejkę. Wydobył ciężki klucz zza pasa i na nowo otworzył wrota. Mela leżała otumaniona na posłaniu, ledwo kojarząc gdzie jest. On chwycił ją chcąc ocucić, ale mieszanka zaserwowana przez Ranzę, wydawała się szkodzić uwięzionej, gdyż wolniej rozumowała.  
- Słyszysz mnie? - odezwał się Kansi potrząsając spętaną dziewczyną.
- Czy to … ty brzydalu? - wycedziła mając przebłyski świadomości.
- Masz na imię Mela?
- Tak … oddawaj mi nietoperka … bo cię uduszę.
Mężczyzna widział w jak złym stanie jest czarodziejka, dlatego zaśmiał się na myśl o tym, że próbuje mu zrobić krzywdę. Spodziewał się co jej grozi i jak obchodzono się z osobami ze świata białej magii. Z przerażeniem przypomniał sobie, że jeden z kolorów jej włosów, świadczy o tym, że pochodzi od leczących magów. Gdy ujrzy ją król ciemności, to długo nie da oddychać dziewczynie. Zaczął zastanawiać się co zrobić, żeby wyrwać ją z dziwnego transu, bo jedynie z czystym umysłem, może spróbować ją uratować od śmierci. Niezbyt znał się na ziołach, ale nagle wpadł na pomysł. Wyciągnął z kieszeni hylona i przybliżając do czarodziejki poprosił, żeby na nowo odzyskała trzeźwość umysłu. Przedmiot pojaśniał granatowym blaskiem, teraz wiedział, że na nowo go słucha.  

Wtem młoda uwięziona zmieniła się i widząc stojącego nad nią czarnoksiężnika odsunęła się nieco.  
- Znowu ty? Przybyłeś mnie zabić?
- Chcesz żyć? - spytał poważnym tonem mężczyzna ściągając maskę z twarzy.
- Co za głupie pytanie. Pewnie mam cię błagać o litość, tak? Nie jestem taka, żeby ...
- Zamilcz! Możesz mi dać dojść do słowa? - krzyknął potrząsając znów czarodziejką.
Spojrzała na niego swoimi pełnymi zdziwienia oczami, z początku chciał ją zabić, ale w tym momencie by nie potrafił tego uczynić.  
- To mów … złodzieju.
- Pamiętasz jak byłaś mała i wparowałaś do naszego lasu?
- Doskonale pamiętam …
- A więc musisz wiedzieć kim jestem. To ja wyprowadziłem cię stąd, do twojej krainy. Wtedy zgubiłem figurkę, nie mógłbym przypuszczać, że zapanuje nad nią czarodziejka, ale do rzeczy …
- A co w tym dziwnego? Znalazłam ją i tyle lat mi służyła.
- Tylko ludzie, w których płynie krew osoby ze świata czarnej magii, mogą panować nad hylonami.

Mela podniosła się na równe nogi, potykając jednocześnie o łańcuch, który pętał jej nogi.  
- Co ty sugerujesz? Nie … nie jestem taka jak ty. To nie możliwe. Moi rodzice byli czarodziejami białej magii! Zginęli przez takich jak ty! Patrzyłam jak nasz dom płonie! Nienawidzę was wszystkich …
- Uspokój się na chwilę. - powiedział Kansi nie spuszczając z niej wzroku – Drugi kolor włosów, ten różowy, to cecha osób z mojego świata. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale są wyjątki. Tak samo jak Ranza, która nie ma czysto czarnych kosmyków. Wiem, że ciężko ci w to uwierzyć, ale należysz w połowie do nas. Twoja rodzicielka pewnie by wiedziała, ale nie ma jak jej spytać.
- Niemożliwe. Moi rodzice bardzo się kochali, moja matka nie mogłaby … jak możesz mi mówić coś takiego! Wynoś się stąd!
- Nie wyjdę, chcę ci uratować skórę, chcesz przeżyć, to masz propozycję ode mnie. Niestety dla ciebie będzie ona wymagała wyparcia się tego, co znasz do tej pory. Chcesz zobaczyć łąkę kwiatów, znajomych, wszystko co pamiętasz, prawda?
Czarodziejka spojrzała z niedowierzaniem na mężczyznę, który wyglądał na przejętego jej losem.  
- Co niby miałabym zrobić? - spytała zakładając ręce na piersi i marszcząc brwi.
- Przejść na nasza stronę.
Dziewczyna aż przysiadła na ziemi, nie wierząc w to co usłyszała. Jak miałaby porzucić wszystkie swoje ideały, zdradziłaby cały swój lud, rodziców, którzy polegli, siostrę, a najbardziej Galuma, który zastępował ich potem.  
- Wolę zginąć!
- Zastanów się, czy ja chcę dla ciebie źle? Czy nie uratowałem cię kiedyś, a mogłem zmieść w pył z łatwością. Daję ci szansę, żebyś mogła stąd uciec, ale oni nie wypuszczą cię, dopóki ci nie uwierzą, że jesteś jedną z nich. Inaczej zginiesz, chcesz tego?
- Wyjdź! Nie chcę tego dłużej słuchać!
- Dam ci czas do rana. Przyjdę tu po ciebie, a wtedy mi powiesz, co postanowiłaś. Nie każ mi odbierać ci życia, gdybym wiedział, to zabiłbym cię wtedy w lesie.
Czarnoksiężnik wyszedł trzaskając ciężkimi wrotami i oddalając się w głąb ponurej budowli. Nie wiedział dlaczego, ale nie miał zamiaru zabijać nieznajomej. Czuł jakby nieznana mu siła, kierowała jego postępowaniem, w sposób, którego do tej pory nie doświadczył. Szedł kopiąc co kawałek leżące na ziemi odkruszone kamienie z muru.  

Mela nie mogła otrząsnąć się, po tym co usłyszała. Przedzieliła ręką swoje długie kosmyki i chwytając w dłoń pukiel włosów przyjrzała się mu raz jeszcze. Skąd mogłaby wiedzieć, że różowy kolor noszą ludzie z krainy ciemności. Nie pasowało jej to wcale, z drugiej strony czarnoksiężnik mógł kłamać. Niestety Ranza faktycznie miała podobny kolor pasemek, ale jak wytłumaczyć to, że Hizar również miał taką barwę na głowie. Wtem przypomniała sobie, jak tłumaczył się jej z posiadania figurki kruka, że niby go znalazł, ale czy naprawdę? Głowa rozbolała ją od myślenia. Jednak nie chciała umierać, uratowała się cudem, dlaczego miałaby teraz ginąć. Wszyscy w jej świecie byli w niebezpieczeństwie, jeśli umrze, to im już nie pomoże. Z drugiej strony, jeśli przyłączy się do czarnoksiężników, to tak jakby przykładała rękę do wszystkiego, z czym chce walczyć. Opadła zrezygnowana kuląc się z zimna i bezsilności. Z nienawiścią w oczach patrzyła na bransoletę, która tamowała jej moc. Nie płakała, nie spazmowała, tylko leżała wpatrując się w sufit, bijąc się z natłokiem myśli.    
Kansi wrócił do swojego pomieszczenia, gdzie czekała na niego Ranza. Kobieta podała mu na tacy szare owoce i napój w kielichu.  
- Napij się, musisz się zrelaksować, jutro ważny dzień – dodała przejeżdżając dłonią z zadbanymi paznokciami w kolorze smoły, po jego plecach.

Mężczyzna wychylił solidny łyk, po czym usiadł na swoim siedzisku przy biurku pełnym pergaminów. Świece paliły się w lichtarzu, rzucając fioletową poświatę wokoło. Czarownica stanęła za wojownikiem, oplatając go zalotnie. Zaczęła masować jego kark, tak że poczuł relaksujący dreszcz.  
- Co by było, gdybym zmienił plany?
- Co masz na myśli?
- Chcę dać nam nową broń w walce z królestwem białej magii, myślisz, że król to pochwali?
- Zależy co to jest – wyszeptała spokojnie Ranza pochylając się nad Kansim.
- Niszczymy leczących magów, ale gdybyśmy mieli takiego u siebie, to działałby na naszą korzyść …
- To nie możliwe – oburzyła się czarownica sama wychylając łyk z kielicha.
- A gdyby mag taki potrafił leczyć nas, pomyśl jaką dało by to przewagę.
- Ty całkiem postradałeś zmysły, pewnie nawdychałeś się mojej mieszanki ziół w celi. - dodała kobieta wślizgując mu się na kolana, niczym łasica.
- Co ty robisz Ranzo, wiesz że nie możemy … jestem twoim kapitanem. - powiedział Kansi patrząc na współtowarzyszkę, która przytula się do niego zalotnie.
Wtem ona usiadła okrakiem na jego kolanach i oplotła dłońmi jego kark.  
- Wyrzucisz mnie panie kapitanie? Byłam taka niedobra.
On nagle skierował wzrok w okolice jej dekoltu, zapominając o zasadach, zatopił się w jej ustach, niczym trawiony ogniem. Ranza potrafiła działać na niego w nieprzewidywalny sposób, ale nigdy nie chciał uwolnić się spod tej słodkiej niewoli. Za chwilę czarownica wydobyła z jego kieszeni klucz i zamykając wrota, wróciła do tego, co sama zaczęła. On nie protestował, tylko poddał się temu, czując dreszczyk emocji na ciele.  

Następnego ponurego dnia, w świecie gdzie słońce ledwo przebijało się przez szarą zasłonę chmur, pierwsze latające złowieszcze ptaki, przysiadały na wieżach zamku. Wiatr uspokoił się i gęste powietrze wydawało się snuć po okolicy, jak mgła pełna spalenizny. W lochach zamku czarnej magii, panowała codzienna krzątanina pilnujących strażników, którzy oporządzali cele, wyganiając z nich gnieżdżące się ciągle duże pająki. Mela obudziła się od hałasów, podnosząc się mozolnie. A jednak nie śniła, tylko wciąż tkwi uwięziona. Kontrowersyjna propozycja nie dawała jej spokoju, ale niedługo zostanie poproszona o odpowiedź. Na samą myśl ściskało ją w środku, a w głowie kręciło się z przypływu zdenerwowania. Pomyślała wtedy, że skoro poradziła sobie w obcym środowisku, w Szkole Białej Magii, tak samo w pałacu, to czemu ma nie spróbować czegoś zrobić tutaj. Nie uśmiechało się jej umierać, więc biła się z myślami nadal. Wtem usłyszała zbliżające się w jej kierunku, coraz głośniejsze odgłosy kroków. Struchlała czując się, jak mała mysz na którą poluje głodny kot. W zamku zaskrzypiało i do środka wkroczył Kansi, który jak zawsze miał twarz przesłonioną maską. Denerwowało to dziewczynę, gdyż nie wiedziała czy się uśmiecha, czy gniewa. Jedynie jego oczy, mogły zdradzać samopoczucie oprawcy.  

Mężczyzna zamknął za sobą wrota i zostali sami w wilgotnej celi.  
- To twój wielki dzień lub ostatni w życiu. Jaką podjęłaś decyzję?
- A jak myślisz, co odpowiem?
- Przestań grać na czas i odpowiadać mi pytaniem na pytanie! - krzyknął czarnoksiężnik chwytając ją za sukienkę obiema rękami.
- Jeśli się nie zgodzę to zginę, natomiast jak się zgodzę, to zginę jako zdrajca mojego królestwa. Trudny wybór …
- A skąd wiesz, że wtedy zginiesz?
- Bo czary białej magii mnie prędzej czy później dosięgną. To tak jakbyś ty miał zostać magiem światła …
- Ale nim nie zostanę! To jest niemożliwe, rozumiesz? A ty możesz, czemu nie skorzystasz z tej szansy.
- Bo to zdrada, co ci to da, co? Gdybym nie była dla ciebie cenna rozniósł byś mnie na pył.
- Twoja sprawa, ale jak już staniesz przed królem, to wiedz, że tam nikt za tobą nie zapłacze. Rozumiem, że to była odmowna odpowiedź, więc idziemy.
Mężczyzna zaczął odwiązywać łańcuch ze ściany i na nowo pętać dziewczynie nogi. Nie wyglądał na zadowolonego, ale też specjalnie nie okazywał żadnych emocji. Wtem czarodziejka zobaczyła zmierzającą w ich kierunku Ranzę, która szła w asyście wojowników uzbrojonych po zęby. Nagle wizja śmierci stanęła Meli przed oczami jak żywa, pod impulsem chwili chwyciła za płaszcz Kansiego, ciągnąc go na siłę, aby się do niej odwrócił.  
- Co chcesz ofiaro?
- Zgadzam się brzydalu. To moje ostateczne słowo.
On spojrzał na nią, jakby nie wierzył w to co słyszy.  
- A więc szykuj się, skoro taka twoja decyzja – dodał ciągnąc ją za sobą bez odrobiny delikatności.

1 066 czyt.
100%174
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2113 słów i 11439 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 1 cze 2018

    No i jak zwykle kobieta zmienną jest. Napewno były jakieś krzyżowania między zamieszkującymi oba światy.

  • emeryt

    emeryt · 1 cze 2018 · 202081569

    Magia biała, magia czarna, czy nie można ich zmieszać ze sobą? A poza tym Mela to szczęściara, gdyż wychodzi z pod twojego pióra. Proszę Ciebie, droga autorko, pisz w tym stylu dalej. Życzę wspaniałej pogody, oraz wspaniałej weny.

  • Almach99

    Almach99 · 1 cze 2018

    Podejrzewam, że jest jeszcze sporo niewyjaśnionych tajemnic. Swiat czarnej i białej magii prawdopodobnie miał częste kontakty z sobą.  Nasza Mela od początku naszej historii jest niespokojną buntowniczką, mającą przy okazji bardzo dużo szczęścia

  • AlexAthame

    AlexAthame · 1 cze 2018

    Bardzo ciekawa zmiana. Czemu czarnoksiężnik jej pomaga?  Mam nadzieje ze się wyjaśni.