Okruchy przeznaczenia - Część 44

Niebo przysłaniały chmury dymu, unoszącego się wokoło. Straszliwe purpurowe pociski uderzały w zamarzniętą ziemię, powodując w niej głębokie wyrwy. Znajdujące się na drodze okrutnej armii wioski i miasteczka, zamieniały się w obraz rozpaczy. Stwory przywołane z głębi czeluści, pustoszyły okolicę bez litości. Mieszkańcy uciekali w popłochu, z tym co zdołali chwycić w panice oraz z najbliższymi członkami rodziny. Leczący magowie zostali prawie całkowicie unicestwieni, więc ranni nie mogli liczyć na pomoc. Na czele fali spustoszenia, unosił się Helar, w mrocznej zbroi. Twarz zakrywała mu bojowa maska, która przerażała każdego, kto stanął na jego drodze. Bez współczucia palił purpurowymi kulami wszystkich, którzy śmieli mu przeszkodzić. Kierował się pod mury pałacu światła, spodziewając się gorącego przyjęcia przez Ferję. Nagle na jego drodze pojawił się młody mag, padając przed nim na kolana.  
- Błagam, oszczędź nas, zrobimy co tylko zechcesz, ale nie zabijaj mi rodziny. - wycedził trzęsącym się głosem, wskazując na mały domek, który jeszcze nie stanął w płomieniach.
- Zejdź mi z oczu! - krzyknął złowieszczo.
Mężczyzna widział, że czarnoksiężnik zbiera moc, skierował w niego świetlisty czar, który wytrącił go na chwilę z koncentracji. Helar odwrócił się w jego stronę, wtem złapał go, podnosząc wysoko na jednej ręce w górę.  
- Śmiesz mnie atakować, sam się o to prosisz!
Nagle jego dłoń pojaśniała purpurowym światłem, a nieszczęśnik zaczął zamieniać się w pył, na oczach przerażonej rodziny. Wyglądało na to, że odchodzi, kobieta chwyciła małe dzieci za ręce, po kolei wyganiając je na zewnątrz domostwa. Już miała uciekać w ich ślady, kiedy ognista kula zagrodziła jej drogę. Chatka zajęła się ogniem, zmieniając w śmiertelną pułapkę. Dzieci płakały, nie mogąc nic zrobić, generał zostawił je jednak przy życiu. Pofrunął dalej, zostawiając za sobą zniszczenie i śmierć. Jeden z jego podwładnych podleciał do niego.
- Generale, a co z tymi co uciekają?
- Złapać i do niewoli. Ta kraina niedługo będzie należeć do króla ciemności. Kryje skarby, które trzeba wydobyć z ziemi, ci nieszczęśnicy będą nam służyć. - dodał uśmiechając się szyderczo.

Niebawem zaczął zbliżać się do miasteczka, gdzie zamieszkiwała Araja. Widząc nadciągające siły wroga i potwory, szybko porzuciła cały dobytek. Galum nie raz ją przestrzegał, że może dojść do napaści, ale nigdy nie wierzyła, że to stanie się rzeczywistością. Kierowała się do pałacu, chcąc odnaleźć ukochanego. Zaczęły ją gonić monstra podobne do zaklętych niedźwiedzi. Szybko przy pomocy magii ziemi, przywołała pnącza, które unieruchomiły stwory. Wtem dostała w plecy czarnym tworem, upadając na ziemię. Jeden z czarnoksiężników służących w armii króla ciemności, zbliżył się do niej zaciekawiony.  
- Urodziwa jesteś, zielone włosy, kształtna. Chodź, pokażę ci jak się bawimy za granicą. - odparł, wyciągając w jej stronę ręce.
Wtem odskoczyła jak kocica, uderzając w niego świetlistym czarem, który go oślepił na chwilę.  
- Nic nie widzę! - krzyczał z bólu.
- A my tak się bawimy! - zawołała Araja i szybko zniknęła za kolejnym domostwem.
Odnalazła błękitnego konia, którego ktoś zostawił uciekając w popłochu. Dosiadła go i zaczęła gnać przed siebie niczym błyskawica, a jej długie zielone włosy targały podmuchy wiatru.  
- Galum, potrzebuję cię! - krzyczała patrząc w niebo, jakby wypatrywała jego latającego dysku.
Musiała się spieszyć, bo wrogie stworzenia kierowały się prosto na pałac.  
W szkole białej magii panowało poruszenie. Pomimo grubych murów i przylegającego do nich pałacu, zaczęli obawiać się o swoje życie. Zrobiono naradę na placu przed budynkiem, sprawa wyglądała bardzo poważnie. Czuwająca nad młodzieżą czarodziejka, która sprawiała pieczę nad szkołą, zaczęła przemawiać.  
- Nadeszła ciemność. Musimy bronić królestwa, pokażmy im co nauczyliśmy się w tych murach. To wasz ostateczny sprawdzian wiedzy i doświadczenia. Otworzę przejście na zamek, a wtedy wkroczymy. Nie dajmy im zwyciężyć.
- Jak mamy to zrobić? Niektórzy z nas są tu niecały rok. - odezwał się młody mag.
- Nie szkodzi, każdy jest potrzebny ...

Nagle w mur nieopodal uderzył pocisk nieprzyjaciela. Zrozumieli, że mogą zginać. Ruszyli więc do obrony pałacu, chociaż bardzo się bali. Efra biegła przed siebie, lawirując pośród spanikowanych kolegów i koleżanek. Nie wiedziała czy ktoś z jej znajomych jeszcze żyje. Najpierw zginęła Mela, potem Celos. Zrozumiała, że Hizar ich zdradził. Chciała odnaleźć Galuma, bo tylko on wiedział co dalej robić. Z ostatnich słów Celosa domyśliła się, że księżniczka nie jest czysta i niewinna jak wszyscy uważali. Czarodziejka przeszła przez bramę, którą wyjątkowo otworzono w takich okolicznościach. Wreszcie znajdowała się na terenie zamku, przypomniała sobie jak bardzo chciała tu trafić. Ruszyła do fortecy, aby skontaktować się z generałem. Strażnicy spojrzeli na nią zaciekawieni, jej długie czerwone włosy i delikatne rysy zawsze były chlubą dziewczyny.  
- Prowadźcie mnie do generała.
- Hola, hola. Pana Galuma nie ma. Wynoś się stąd! - ryknął jeden z bojowych magów.
- Nie ma? To gdzie go znajdę?
- Spadaj stąd, patrz, już druga uparta. - dodał mężczyzna, zwracając się do kolegi.
- Jak to druga? Kto o niego pytał?
- Tam siedzi, ponoć jego narzeczona. Ma powodzenie. - rzucił kąśliwie strażnik.
Efra zmierzyła ich wzrokiem, po czym skierowała się do kobiety o zielonych włosach, która siedziała na murku.
- Szukałaś Galuma? - spytała młoda czarodziejka zaaferowana.
- Pytałam o niego, ale ponoć wyruszył szukać księżniczki, gdyż zniknęła kiedy zaczął się atak. Od tamtej pory nikt go nie widział. - odparła Araja, chwytając rękoma za głowę.
- Jesteś mu bliska, tak?
- Jesteśmy razem, martwię się o niego, ma tak poważną funkcję. Wiem, że mało kto mu dorówna w magii, ale wciąż chce komuś pomagać.
- Rozmawiałam z Galumem jakiś czas temu, domyślaliśmy się, że księżniczka Ferja może współpracować z wrogiem. W szkole mieliśmy szpiega, porwał Celosa i zapewne wie o zniknięciu Meli.
- Jak to możliwe? Córka króla? Po co miałaby to robić, przecież ma wszystko.
- Nie wiem, ale skoro Galum jej szukał i się nie zjawia, to może mieć kłopoty. Musimy go odnaleźć, zanim będzie za późno.

Wtem usłyszały potężny huk, ogromna brama do pałacu została otwarta. Wokoło panował chaos, słychać było okrzyki walki. Niewiasty wyjrzały przez mały otwór w murze. Wrogowie znajdowali się w środku budowli.  
- Co robimy? Bez generała sobie nie poradzą. - panikowała Efra.
- Mam pomysł, on ma mój medalion, dlaczego wcześniej na to nie wpadłam.
- Co sugerujesz?
- Znajdę go, tylko muszę się skoncentrować. - dodała zaaferowana Araja, zamykając na chwilę oczy.
Chwyciła za wisiorek, który miała na szyi. Zaświecił magicznie, wtedy czarodziejka o zielonych włosach otworzyła na powrót oczy.  
- Podążaj za mną. Szybko, jego energia jest bardzo słaba.
- Słaba?
- Szybko, on chyba umiera. - wydusiła z siebie kobieta, biegnąc w stronę ogrodu.
Efra nie pytała o nic więcej, zrozumiała, że sytuacja wygląda bardzo poważnie. Obawiała się, że generała specjalnie unieszkodliwiono. Wróg zaczął panoszyć się w zamku, a one musiały coś zrobić i to szybko.  

***
Pośród pyłu i gorejących drzew, na Górze Popiołów, sojusznicy Meli zaczęli zbierać się do drogi. Nie mieli łatwego zadania, gdyż aby przedostać się do królestwa światła, musieli najpierw ominąć teren zamku króla ciemności. Kansi obawiał się, że to może być dla nich ostatnia wyprawa. Podbiegł do czarodziejki, chwytając ją mocno.  
- Puść, nie mogę oddychać! - krzyknęła, ale on wciąż tak trwał, jakby nie zważał na jej słowa.
- Wybacz za to, co ci do tej pory wyrządziłem. - wydusił z siebie.
Dziewczyna uwolniła się z jego uścisku, stając naprzeciw kapitana. Zdjął na chwilę maskę przysłaniającą mu usta i nos. Zbliżył się do niej, jakby mieli się nigdy więcej nie zobaczyć.  
- Obiecaj mi, że jak zginę, to mnie nigdy nie zapomnisz.
- Co ty wygadujesz? Masz się trzymać, a co jeśli mnie spotka taki los?
- Przestań tak mówić. - obruszył się mężczyzna.
- Więc i ty przestań, wszyscy wrócimy cali i zdrowi. Tak masz mówić.
- Kocham cię. - szepnął, przybliżając do niej swoje usta.
Oddała mu pocałunek, czując, że jego serce ogarnia wielki strach, którego nie chce okazać na zewnątrz.  
- Ruszajmy, pora skończyć ten bezsensowny konflikt. - dodała dziewczyna, dołączając do reszty zebranych.

Retin wyszedł na przód, wzywając swój latający dysk, za jego śladem włączyli się pozostali. Wylatywali poza magiczną kopułę, która chroniła ich przed wykryciem przez wroga. Od tej pory byli zdani tylko na siebie i swoje umiejętności. Nort wziął ze sobą Celosa, który patrzył tęsknie w stronę Tejny. Jego pilot to w mig zauważył.  
- Co tak wybałuszasz na nią oczy?
- Akurat leci blisko. - prychnął mag.
- Spodobała ci się, co?
- Wygadujesz głupoty, toż to wiedźma. Moja babcia zawsze powtarzała, że mam szukać porządną czarodziejkę. Nie mogę zawieść jej pamięci.
- Bredzisz jak potłuczony, przy niej tracisz głowę. - zaśmiał się Nort.
- Lepiej patrz przed siebie, bo władujemy się w jakąś skałę, przed nami góry.
- Masz rację, ona nie dla ciebie. Skoro to siostra Kansiego, to współczuję ci już teraz.
Czarodziej zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, ale jednak ukradkiem nadal zerkał na dziewczynę, której kruczo – czarne włosy powiewały majestatycznie w locie. Przy niej zapominał kim jest, nie wiedział co się z nim dzieje.  
Lecieli ponad zamarzniętymi pasmami górskimi, gdzie dawniej ukrywał się Ledon. W oddali widać było dym, najwidoczniej skraj lasu został opanowany przez monstra. Wreszcie ujrzeli złowieszczy zamek, zniżyli lot. Wiedzieli, że nie mogą swobodnie przefrunąć nad tym terenem, gdyż zostaliby zaatakowani z ziemi. Zebrała się ich spora armia, ale nie na tyle silna, aby mierzyć się z całą potęgą królestwa. Wylądowali na polanie nieopodal budowli. Musieli utorować sobie drogę do granic królestwa ciemności. Ruszyli szybkim tempem wśród powykrzywianych drzew. Zostali zaatakowani przez stwory, przywołane spod ziemi. Padały jeden po drugim, pod naporem mocy czarnoksiężników i czarownic. Przedzierali się tak, zostawiając za sobą  ciała odmienionych leśnych zwierząt. Znajdowali się bardzo blisko celu, w oddali majaczyła granica.  

Wtem ujrzeli przed sobą kilku bojowych czarnoksiężników. Kansi zaśmiał się, licząc na to, że ich zmiecie z powierzchni ziemi bez trudu. Nagle zorientował się, że zostali otoczeni. Armia króla ciemności wyłoniła się jakby spod ziemi. Musieli zastawić na nich zasadzkę, której nie wyczuli.  
- Co robimy? - spytała Tejna Retina.
- Walczymy, to nasza jedyna szansa. Jest ich dużo, ale przewyższamy ich mocą. - odparł szykując się do ataku.
Powalili wspólnie część strażników, wyglądało na to, że dają sobie radę. Wtem tuż przed nimi wylądowała Jokasta, wraz ze swoją córką. Mocą ciemności wzmocniła walczących po jej stronie czarnoksiężników, otaczając ich ochronną barierą.  
- Niech to szlag! - wycedził Kansi.
- Damy im radę. - dodała Mela.
- Nie bądź tego taka pewna – wtrąciła się Zolara. - Ta żmija jest teraz pod protekcją króla. Najwyraźniej coś jej podarował, zobacz na medalion, który nosi na szyi.
Czarodziejka ze zgrozą ujrzała, że Jokasta dostała nową biżuterię, która nie służyła tylko do ozdoby, gdyż jaśniała na purpurowo.  
- Co za żałosny widok. Dokąd chcecie iść zdrajcy!? Chyba nam nie pomagacie zabić czarodziejów.
- Zejdź nam z drogi Jokasto, to ty zdradziłaś, nie my. Zabiłaś mi brata szujo! - rzuciła z bólem Zolara.
- Gdybyś widziała jego minę, to zdziwienie na twarzy. Z przyjemnością to zrobiłam. Ciebie czeka podobny los i twoich sojuszników. - dodała wiedźma, śmiejąc się przy tym szyderczo.
- Nie doczekanie. Mój ojciec nie zasługiwał na taką śmierć. - wtrąciła się czarodziejka, czując że wzbiera w niej gniew.
- Na ciebie czeka specjalna kara, król kazał cię schwytać.
- Doprawdy? Myślisz, ze ci się uda? - dodał kapitan, wysuwając się na przód.
- Zamilcz miernoto, nie nadawałeś się na kapitana. Jesteś pomyłką losu. - zaśmiała się Jokasta.
Kansi zmarszczył brwi, koncentrując moc.
- Przekonajmy się. - rzucił złowrogo, przypominając sobie kim jest i jakie moce skrywa.
Ranza patrzyła w jego kierunku, również zbierając energię. Nie wiedziała, że przed nią stoi krew z krwi samej królowej ciemności.

726 czyt.
100%215
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2365 słów i 13092 znaków. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 15 lis 2018

    Nietoperku! Gdzie jesteś?  Ty i twoi bracia. Czas zacząć rozbrojenie Szkoda ich, pospiesz sie :

  • emeryt

    emeryt · 14 lis 2018 · 202091556

    @ AuRoRa, tylko tyle i aż tyle: wspaniale. Obym wraz z twoimi wdzięcznymi czytelnikami mógł bardzo długo czytać twoje opowiadania.

  • mydream2017

    mydream2017 · 14 lis 2018

    Helar ty okrutniku! Mela jest dobrej wiary i dobrze mówi wybijając Kansiemu głupoty z głowy. Czy dobro wygra?

  • Almach99

    Almach99 · 14 lis 2018

    I co teraz Kansi Nagle cudownie odkrywa niesamowita moc w sobie? Moc przekazana przez matke?

  • AnonimS

    AnonimS · 14 lis 2018

    Kansi krew z krwi samej królowej ciemności? Dobrze zrozumialem? Pozdrawiam