Okruchy przeznaczenia - Część 71

Zdezorientowana, ale uparta przemykała jak cień tuż za swym celem. Z rozmysłem nie włączała się do walki, jakby omijała rozżarzone węgle, jakby chciała być niczym niezmącona woda. Widziała porażkę siostry z ukrycia, mogłaby interweniować, ale spodobał się jej widok niemocy. Zupełnie tak, jakby to ona posłała Melę z impetem w dal, zadając cierpienie młodej czarodziejce. Wiedziała, że to przez nią jej ukochany się zmienił. Była pewna jak nigdy, że teraz za nim leci. Za tym, który stał się obsesją, pragnieniem, niespokojnym oddechem, przyspieszonym biciem serca. Mógł nosić maskę, mógł oszukać innych, ale nie ją. Pęd powietrza rozwiewał jej włosy, gdy zbliżała się do morskiego klifu. W oddali ujrzała, jak mężczyzna trzymający kurczowo swą zdobycz, leci w kierunku jednej z wysp. Wybrał terytorium królestwa ciemności. Wprost nie mogła uwierzyć, że zaryzykował własnym życiem.  
Wylądowała na czarnym piasku, a zimne fale muskały jej stopy. Zaczekała aż tamten wyląduje na suchym lądzie, na niedostępnej wysepce. Nie wyruszyła jednak od razu, najpierw wzięła głęboki wdech, przepełnionym słoną bryzą wilgotnym powietrzem, siadając na jednym z porozrzucanych po okolicy głazów. Wtem jakiś kształt, jakby ciemna mgła, zaczął snuć się w jej stronę. Znieruchomiała na chwilę. W pogotowiu zbierała moce, gotowa na konfrontację. Serce biło coraz szybciej, a niespokojny oddech nie dawał zapomnieć o zdenerwowaniu. To tu wysyłano ich na próby, to miejsce przerażało nawet tak doświadczoną wiedźmę jak ona. Znikąd zjawiły się mary, wyjąc przeraźliwie, a ich wrzaski zagłuszały szum fal. Ranza poczuła muśnięcie na plecach i odskoczyła odruchowo. Kulą mrocznej energii cisnęła w jednego z eterycznych napastników, ale ten wywinął się, rozpływając się w powietrzu. Jego miejsce zajął drugi, a potem trzeci, w końcu otoczyły ją dookoła, nie dając szans na ucieczkę. Rozejrzała się nerwowo, choć nie z takimi przeciwnikami miała okazję na konfrontację, tym razem poczuła ciarki po całym ciele. Przywołała wir, który wsysał czarny piach, zmieniając go w broń. Ostre odłamki przecinały mary, które musiały tworzyć się cały czas na nowo.  
- Przepadnijcie, przeklęte! - krzyknęła, ale wtedy z wody coś się wyłoniło, rozpryskując słoną wodę po okolicy.

Potężna macka wciągnęła ją do topieli, nie mogła nic zrobić. Zachłysnęła się wodą, aż poczuła nieprzyjemne rozpieranie. Potwory musiały się umocnić ostatnimi czasy, gdyż wcześniej bez problemu przemierzała te ziemie. Czyżby to za sprawą tajemniczego nieznajomego, stały się silniejsze? Nie miała czasu na zastanowienia, gdyż tonęła coraz głębiej w morzu, a życie zdawało się wymykać z jej płuc, razem z ostatnimi bąbelkami tlenu. Wtedy na chwilę straciła przytomność i ujrzała znajomą twarz mężczyzny, którego nienawidziła jej matka. Uśmiechnięty wyciągnął w jej stronę dłoń, nie wahała się ani chwili, tylko chwyciła ją. Wtem hylon pojaśniał, a w odmętach zrobiło się jasno, jakby ktoś wrzucił w nie słońce. Fala uderzeniowa uwolniła ją z śmiercionośnego uścisku i korzystając z okazji prędko zaczęła wydostawać się ku powierzchni. Gdy wypłynęła, zaczerpnęła pierwszy oddech, który był teraz tak wyczekiwany, niczym najdroższy klejnot. Unosząc się na falach, westchnęła głęboko, po czym wycedziła tylko.  
- Dziękuję, ojcze.
Figurka, którą zabrała Ledonowi czuwała nad nią, czuła gdzieś w głębi duszy moc pradawnego duszka. Nie miała tego dnia stracić życia, to nie był jej czas. Resztkami sił dopłynęła do stromego wybrzeża, którego prawie pionowe skalne ściany, broniły dostępu niczym pradawna forteca. Nie mając innego wyboru, zaczęła się z mozołem wspinać, wciąż gubiąc za sobą łzy morza, zbliżała się w górę. Po pewnym czasie znalazła się na dziwnym wzgórzu, widząc przed sobą otwór, jakby naturalną studnię. Ostrożnie zaczęła zbliżać się do tajemniczego miejsca, a jej przemoczone ubranie wciąż ociekało z wody. Lekko unosząc się za sprawą magii, zaczęła zagłębiać się w dziwnej kryjówce. Gdy znalazła się w środku, stworzyła w dłoni źródło światła, a wtedy ujrzała przed sobą znajomą sylwetkę. Struchlała na moment. Nie mogła spodziewać się ciepłego przyjęcia, właściwie nawet na nie nie liczyła. Momentalnie przywołała purpurowe drobinki, które otoczyły przemoczone ciało wiedźmy. W jej stronę uderzył słup ognia, zdołała zasłonić się przed impetem gorącego pióropusza.  
- Wynoś się stąd! - zagrzmiał stanowczy głos.
- Nie zamierzam. - skwitowała czarownica, marszcząc brwi.
- Nie zmuszaj mnie do ostateczności. - usłyszała w odpowiedzi, a elektryzujące łuki, jak serpentyny przeskakiwały między rozłożonymi dłońmi zamaskowanego mężczyzny.

Ranza odgarnęła mokry kosmyk z czoła, świdrując przeciwnika wzrokiem.  
- Myślisz, że nie wiem kim jesteś? Nawet ofiara się na tobie nie poznała.
Zaśmiał się, wciąż trzymając moc w pogotowiu.  
- Nie wchodź mi w drogę, ani ty, ani twoja przeklęta matka. To przez ciebie dowiedzieli się o mojej przeszłości. Teraz nie mam wyboru.
Palące czary uderzyły w czarownicę bez ostrzeżenia. Nie zdążyła zareagować, lądując zszokowana na kamiennej posadzce. Nie ruszała się, zbladła. Czarnoksiężnik najpierw obserwował pobitą, po czym zbliżył się do niej, aby sprawdzić, czy nie przesadził z mocą. Nachylił się nad płomienną kochanką, i nagle wspomnienia ich upojnych chwil powróciły jak fale żaru.  
- Ranza! Ocknij się! - zawołał potrząsając poszkodowaną.
Wtem otworzyła oczy i czarnym tworem cisnęła mu prosto w twarz, a metaliczna maska rozpadła się na dwie części, odsłaniając twarz.  
- Dość tej maskarady, nie obchodzi mnie czyja krew buzuje w twych żyłach! Ty nie chciałeś mnie zabić, bo łączy nas coś wyjątkowego.
- Doprawdy tak to odbierasz? - zaśmiał się drwiącym tonem. - Wiesz jak się czułem cały czas? Jakbym był równocześnie z tobą i z Jokastą, to znaczy z jej nienawiścią do mnie.
Skrzywiła się na wspomnienie o rodzicielce, która owładnięta chęcią zemsty próbowała zrobić jej krzywdę.  
- Ona dla mnie nie istnieje, rozumiesz? Przyleciałam za tobą, bo nie potrafię się odnaleźć. Tylko przy tobie czuję się spełniona.
Wciąż spięty obserwował Ranzę, chwytając się odruchowo za głowę, która zaczynała go boleć coraz bardziej. Zupełnie jakby jakaś siła nie pozwalała mu być sobą. Nie zniechęcona czarownica kontynuowała.
- Gdy ujrzałam, jak wysłałeś ofiarę w dal czarem, zrozumiałam wszystko. Wiem że wciąż coś do mnie cię ciągnie. Pragniesz …
- Nie! Nie mów nic więcej, mam mętlik w głowie.
Korzystając na jego chwilowym skołowaniu, chwyciła go w ramiona.  
- Kansi, co ci jest?

W jego umyśle jawiło się wspomnienie, które zawładnęło nim na chwilę. Mroczny las, powykręcane drzewa, ziemia pokryta popiołem, polowanie na bestie. Wtem zza zarośli wyłania się chatka, a przed nią zjawiskowa, smukła niewiasta, zmierza po wodę do studni. Sposób poruszania się, to jak odgarnia włosy, dosłownie każdy jej ruch sprawia, że zapomina po co przybył. Wtedy ona nachyla się, chcąc wyciągnąć wiadro, ale sznur się przeciera. Chcąc złapać przedmiot wpada za nim w czeluść. Biegnie ku niej, ratując nieszczęsną czarownicę, trzyma ją na rękach. Pamięta jak dziś jej przerażony i wdzięczny wzrok. Wtedy jeszcze nie wiedział, jak wielkie wrażenie na niej zrobił oraz jak ona potem się zrewanżuje. Wyrwie go od tułaczki, od bycia na marginesie. Ta niewinna nastolatka, pełna wdzięku i tajemnicza. Wtem z chmury wspomnień coś go ocuciło. Lekkie muśnięcie ust. Obraz Meli pojawił się na chwilę przed jego oczami, po czym poczuł okropny ból.
Wiedźma chciała go w tym czasie pocałować, jednak poczuła stanowcze pchnięcie. Nie odwzajemnił jej afektu, stał się odmieniony, jakby nieobecny.  
- Odejdź, to moje ostatnie ostrzeżenie.
Znieruchomiała, zmienił się, czuła to. W jego oczach nie widziała już dawnego blasku, tylko zimny i wyrachowany cień.  
- Nie odejdę, słyszysz? Chcę aby wrócił dawny Kansi, jesteś tam. Wiem to.  
W mgnieniu oka znalazł się przy niej, szepcząc na ucho słowa, które wprawiły dziewczynę w osłupienie.  
- Nie kocham cię.  

Nie mogła się poruszyć, jakby ktoś wbił jej lodowy sopel w samo serce. Szukała go tyle czasu, jej myśli krążyły tylko wokół niego. Nawet chwile spędzone z Jowinem nie potrafiły ukoić jej niepokoju. Czuła jak młody czarnoksiężnik nie raz próbował zdobyć jej zaufanie, a ona odrzucała jego afekt, licząc na powrót do Kansiego. A teraz te otrzeźwiające słowa, zmroziły jej krew w żyłach. Nie potrafiła odnaleźć słów, które grzęzły jej gdzieś głęboko w gardle.  
- To … przez nią, tak? Przez ofiarę?
- Nie.
- Kłamiesz! Powiedz, po co porwałeś Ferję, przecież umiera! Nawet ja bym nie była do tego zdolna. Kim się stałeś, Kansi? Potworem? - krzyknęła, czując jak wzbiera w niej gniew. - Nigdy bym nie pomyślała, że staniesz się taki jak twoja matka. Ty zimny draniu! Nienawidzę cię! - wykrzyczała przez łzy, choć nie chciała w tej chwili płakać.
Zaczęła zbierać mroczną energię, czując że dłużej nie da rady, że wybuchnie. Spojrzała na niego raz jeszcze i z goryczy cisnęła w niego czarnym tworem. Czar rozszedł się na boki, nie trafiając nawet w mężczyznę. Wtedy jego oczy się zmieniły, stały się purpurowe, dzikie. Potężnym podmuchem wiatru cisnął w czarownicę, aż wywiało ją przez otwór w sklepieniu. Otrzepała się i już chciała się zrewanżować, kiedy zjawił się tuż za nią, niczym mroczny cień.  
- Wybacz. - syknął przez zęby, jakby przez sekundę wracając do świadomości.
Poczuła gorący podmuch na plecach, a potem z ogromną szybkością leciała ponad wodą. Ogromna siła cisnęła nią o brzeg, straciła świadomość.  

W tym czasie Kansi wleciał z powrotem do swej kryjówki. Na podłożu tuż pod miejscem, gdzie widział fragment stalowego nieba, wbił bojową różdżkę. Wydobył zza paska figurkę nietoperza, która mieniła się na granatowo. Westchnął głęboko, kiedy purpurowe oczy hylona zaświeciły się tajemniczo.  
- Zaczynam. - odparł, jakby tłumaczył się przed figurką.
„Nie ma odwrotu … przeznaczenie … koniec” - zabrzmiał znany mu głosik.  
- Wiem. Inaczej to się nigdy nie skończy. - dodał obojętnym tonem.
Skoncentrował się i zgromadzona energia przepłynęła przez jego ciało z figurki do kryształu umieszczonego na czubku różdżki. W górę wystrzeliła świetlista łuna, niczym promień mieniący się raz na fioletowo, raz na czerwono i niebiesko. W momencie okolicę zaczął spowijać mrok. Niebo straciło wyraz, stało się ponurym świadkiem pradawnej mocy. Zdawał sobie sprawę co zbudził, ale figurka nie mówiła mu wszystkiego, pewne sprawy przemilczała. Odmieniony i pewny siebie podszedł do uwięzionej księżniczki, która patrzyła na niego ze strachem w oczach.  
- Tego chciałaś? Chaosu i zniszczenia? Władzy?
- Już nie chcę. - dodała, czując jak żal ogarnia jej duszę.
- Doprawdy?  
- Wiesz czego teraz naprawdę chcę? - odezwała się cichym głosem.
- Domyślam się, że czegoś nieosiągalnego. - prychnął z pogardą.
- Chcę żyć.
- Oby los był dla ciebie łaskawszy, niż ty dla swego brata, gdy zamierzałaś go wysłać na tamten świat. - dodał jakby nie swoim głosem, jakby coś przez niego przemawiało.

***

Walczący ze sobą na polu bitwy na chwilę spojrzeli w niebo. Ciemność spowiła niebo, niczym czarny całun, przesłaniając szczelnie słońce. Nastała noc, choć to nie była jej pora. Zarówno król światła, jak i jego ludzie, jak i armia ciemności poczuli niepokój. Głęboko w przeklętym lesie, przy starej chatce Helar wraz z Jokastą na chwilę zamarli, wciąż trzymając broń w pogotowiu.  
- Co jest? - syknął generał.
- Nie wiem. - odparła wiedźma, łapczywie łapiąc powietrze.
- Tylko królowa … czy mogłaby to zrobić? - powiedział jakby do siebie, zapominając na chwilę z kim się mierzy i gdzie jest.
- Co masz na myśli? - dopytywała matka Ranzy, sama nie rozumiejąc co się stało.
- Może ty mi odpowiesz. Ponoć królowa ci pomaga, przeklęta jędzo! Ty coś wiesz. Chcecie obalić króla, tak?
- Nic się ode mnie nie dowiesz.
- To szczyt, aby działać w ten sposób. Wieczna noc zguby? Tym razem i ty ucierpisz. Ktoś zbudził pradawne moce.
- Co ty wygadujesz?
- Spójrz na niebo. Czytałaś manuskrypty? Niebawem z podziemi wypełzną zastępy potworów, ale to nie będzie nic podobnego, do tego co już raz widzieliśmy. Tamte były kontrolowane, a to, to jest dzieło zniszczenia, koniec świata. Będą niszczyć wszystko, rozumiesz?

Jokasta osłupiała, wciąż nie dając wiary w słowa generała. Królowa ją zapewniała, że jej plan jest na tyle przemyślany, aby unicestwić tylko tych, którzy byli im niewygodni. Jakby mogła chcieć zniszczyć własne królestwo, w imię czego? Nie mieściło się jej to w głowie. Zrozumiała, że jeśli Helar ma rację, to z jej marzeń o potędze pozostaną tylko prochy. Chwytając za zdobyczny amulet, poczuła jednak pewność siebie. Już chciała na nowo zacząć walkę, kiedy ziemia pod ich stopami zaczęła drgać. Najpierw lekko, a potem coraz mocniej. Pęknięcie pojawiło się tuż przed nią, nie zdążyła odskoczyć, czując jak spada. Wtem poczuła pewny chwyt męskiej ręki. Helar złapał ją w ostatniej chwili, ratując przed czeluścią. Ledwo ją wciągnął, dostał z całej siły cios w bok. Chciała uciekać, kiedy znów pojawiło się kolejne pęknięcie. Usłyszała przeraźliwe wycie ze szczeliny. Jakieś stwory pełzły na powierzchnię, trzaskała w nie czarnymi tworami. Wtem zaczęło ich przybywać, ledwo dawała radę się bronić, wciąż próbując ustać na nogach. Usłyszała dziki świst, leciało na nią demoniczne zwierzę, z ostrymi jak brzytwy pazurami. Nagle zawyło z bólu, a ogromne cielsko padło tuż pod jej nogami. Helar z bojową różdżką w ręku stał przed nią, mając stanowczy wyraz twarzy.  
- Niechętnie to powiem, ale taka jędza jak ty, zasługuje na gorszą śmierć. Nie mogłem pozwolić, aby ta bestia za szybko wysłała cię na tamten świat.
- Doprawdy? A na co zasługuję? - spytała, patrząc z niedowierzaniem na czarnoksiężnika.
- Padnij! - krzyknął, gdy kolejne monstrum skoczyło ku niej.
- Czy ty mnie … ratujesz?
- Nie, tylko nie lubię jak ktoś mi przeszkadza w walce. Policzymy się gdzie indziej. - syknął przez zęby, przywołując magiczny dysk.

Chwycił z całej siły zdezorientowaną wiedźmę, po czym wzbił się w powietrze. Z góry widziała, jak jej domostwo rozsypuje się na kawałki, niczym papierowa zabawka. Szczelin w ziemi zewsząd przybywało, jarzyły się ognistym blaskiem, jak świetliste żyły przeklętej krainy. Nie tak miał wyglądać plan, nie mogła w to uwierzyć, nie pojmowała co się dzieje. Może to Ledon powracał z zaświatów, aby ją unicestwić, przeraziła się na tę myśl. Wtem w oddali ujrzała snop purpurowego światła, majaczący gdzieś za górami.  
- Zatrzymaj się! - ryknęła, wyrywając się z objęć generała.
Myślał, że spadnie, ale już na swoim dysku, unosiła się blisko niego.  
- Co jest, kobieto? Znów chcesz mnie zabić?
- Później, spójrz tam! - pokazała dłonią, w stronę upatrzonego celu.
- Promień zagłady? Ale jak …
- Lećmy do zamku, w tej chwili. Trzeba zawiadomić władze. - odezwała się rozkazującym tonem, jakby Helar był jej podwładnym.
- Hola, hola, jędzo. Oddawaj mój amulet. Nie będziesz mi mydlić oczu. Dolecimy tam, a królowa zmieni mnie w pył, nie ze mną takie numery. - syknął przez zęby, ściskając czarownicę za gardło. - Uratowałem cię, a mogłem pozwolić, aby cię rozszarpało to monstrum.
Wiedźma przy pomocy magii wyrwała się z silnego uścisku i ciężko łapiąc powietrze, oddaliła się nieco.  
- Jesteś z królewskiej krwi, poradzisz sobie bez niego. - wycedziła, lecąc w kierunku pałacu mroku.
- Wracaj tu, złodziejko, jeszcze z tobą nie skończyłem!
Jokasta jednak pędziła przed siebie, a sypiące się iskry z jej pojazdu, tworzyły znikającą ścieżkę na czarnym niebie, które było pozbawione gwiazd, jakby coś je pożarło. Helar nie miał zamiaru odpuścić, jednak na myśl o tym, że uratował zabójczynię Ledona, miał ochotę zadać samemu sobie cios w serce. Co go do tego podkusiło, chyba postradał zmysły, przecież z nim mogła zrobić to samo.

400 czyt.
100%103
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 3083 słów i 16873 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 28 września

    Nawet w świecie fantasy występują dylematy pomiędzy dwiema damami i jednym mężczyzną, ktoś i tak będzie nieszczęśliwy gdyż ludzie żyją w parach i nie ma miejsca dla trzeciej osoby. Helar teraz ma dylemat. No będzie ciekawie wkrótce

  • AlexAthame

    AlexAthame · 24 września

    Myślę że ta część jest inna niż pozostałe. Trochę mi żal Ranzy. Szkoda ze obie nie mogą mieć Kansiego. On kocha Mele. Z Ranza było mu dobrze, ale tylko chyba w fizycznym sensie. Mam nadzieje ze Ranza zrozumie i nie znienawidzi Meli ani Kansiego. Teraz jej serce krwawi ale może później pokocha znowu.Z wzajemnością. Bo tak naprawdę tego tylko pragniemy by byc kochanym i kochać... Sex się kiedyś kończy bo jest zależny od hormonów ale prawdziwa miłość nigdy się nie kończy. Jeden mnich napisał ze miłość to jedyna rzecz, która możemy zabrać na drugi świat. Nadal się niewiele wyjaśniło. Nadal nie wiadomo jak się wszystko skończy. Tak jak ja, lubisz dobre zakończenia to pewnie tak się stanie.Ale kogo jeszcze uśmiercisz to tylko ty wiesz..      

  • AnonimS

    AnonimS · 23 września

    Wyjątkowo pogmatwane. I ta tajemna moc zniszczenia... zestaw na Tak.  Pozdrawiam