Okruchy przeznaczenia - Część 23

Na obszernym placu znajdowało się mnóstwo wojowniczych czarnoksiężników, którym wydawał rozkazy kapitan, wymachując przy tym rękami. Czarodziejka schowała się za odrażającą rzeźbą, porośniętą wyschniętym pnączem. Część mężczyzn została poważnie ranna, ale nie zamierzała tym razem im pomagać, nie dostając za to nawet drobnego słowa podziękowania. Za chwilę jak duch pojawił się Helar, sunąc nad ziemią jak upiór.  
- Nie radzisz sobie kapitanie?
- Radzę.
- Właśnie widzę, po stanie twoich ludzi.
- Lepiej zajmij się swoimi obowiązkami, poradzę sobie, to sprawy wewnętrzne. - odburknął Kansi, chcąc się pozbyć natrętnego generała.
- W takim razie życzę powodzenia, bo jeśli zginą twoi żołnierze, król pierwszy się o tym dowie.
Kapitan ledwo panował nad sobą, ale musiał zachować zdrowy rozsądek.  
- Bez obaw, złapię Ledona, to jego ostatni wyskok.
Mężczyzna zaśmiał się, machając mu ręką na pożegnanie.  
- Jesteś taki zabawny, tylko że władca ciemności nie ma poczucia humoru – dodał oddalając się.
Mela znała wypowiedziane niedawno imię, czyżby to chodziło o jej ojca? Przeszły ją ciarki, a więc on faktycznie żyje. Słyszała, że został okrzyknięty zdrajcą, więc będą chcieli go zabić lub pojmać. Wtedy nigdy nie pozna człowieka, z którym łączy ją pokrewieństwo krwi. Co robić, przecież nie może tak sobie wyruszyć z kapitanem. Nagle wpadła na szalony pomysł, ukradkiem podbiegła do koszar, gdzie szykowali się na wyprawę waleczni czarnoksiężnicy. Byli cali opatuleni w ciemne jak noc stroje, mieli zakrytą twarz, podobnie jak Kansi. Wpadła za drzwi, gdzie leżała sterta nowych strojów i wybrała jeden, który najbardziej na nią pasował. Zamknęła wrota na zasuwę i korzystając na zamieszaniu, zaczęła się rozbierać. Okolice biustu przewiązała mocno czarną szarfą, po czym zaczęła nakładać na siebie wojownicze szaty. Włosy starannie zakręciła w kok na głowie, zawiązując wokoło nich materiał. Dopełniła dzieła wkładając szczątkową zbroję i zakrywając twarz maską, podobną do tej, co nosił kapitan.  

Wyszła ostrożnie mieszając się w tłum.
- A ty bez broni, co to ma być?! - wrzasnął na nią jakiś mężczyzna, podając jej pas oraz metalowy oręż, który miała zarzucić na plecy.
Szybko podpatrzyła co robią z tym inni i również uzbroiła się, nie wyróżniając się teraz z grupy. W ogólnym zamieszaniu, nikt nie dociekał kim jest, więc odetchnęła z ulgą.  
- Do wierzchowców! - zawołał Kansi.
- Kapitanie, a nie lepiej polecieć na dyskach?
Melę, aż zmroziło na to zdanie, gdyż wtedy by się wydało kim jest.
- Nie, bo Ledon nas zauważy, przejedziemy się lądem.
Dziewczyna lekko odetchnęła, ale serce nie przestało jej energicznie bić w piersi. Nigdy nie jeździła na takich stworzeniach, niby to rumaki, ale jakieś inne, ciemne i ze świecącymi oczami. Podeszła do stworzenia, które na jej widok zaczęło wierzgać.
- Co robisz żołnierzu, uspokój go! - wrzasnął jeden z mężczyzn.
Czarodziejka wpadła w panikę, ale za chwilę wskoczyła na stwora, przywierając do jego grzbietu, szepcząc mu coś. Zwierzę wyczuło, że ma dobre intencje, więc za chwilę wróciło do normy. "To nie może być trudne, to tak jak z dyskiem” - powtarzała sobie w myślach, obawiając się pierwszej jazdy. Dostali znak i armia wyruszyła. Dziewczyna odczuła boleśnie, że to nie jest takie proste, jak myślała, na szczęście obserwując innych szybko zrozumiała co ma robić. Wykonując odpowiednie ruchy, kierowała żywym pojazdem, chociaż na tyle, żeby nie odstawać od grupy. Błagała w duchu, żeby nie wydało się kim jest, zobaczy ojca i wróci do zamku, plan wydawał się prosty. Jechali długo, aż teren stał się pagórkowaty, a potem górzysty. Zatrzymali się w gęstym lesie, na skraju drogi, prowadzącej w stronę stromych skał.  
- Tu ostatnio dostaliśmy, panie kapitanie. Ledon może ukrywać się w pobliżu.
- Zdrajca, śmiał współdziałać z siłami światła. Pojmiemy go, chcę go dostać żywego!

Tłum zaczął mu wtórować, a Kansi już widział się oczami wyobraźni przed obliczem króla, który gratuluje mu sukcesu. Wtem purpurowy pocisk, wylądował z impetem tuż obok nich, unosząc w powietrze poruszoną ziemię. Czarnoksiężnicy zauważyli stojącego po drugiej stronie strumienia mężczyznę o długich, ciemno-różowych włosach. Ubrany w szare szaty, trzymał w dłoni krótką broń, która lekko jaśniała.  
- Odejdźcie, albo zginiecie!
- Poddaj się zdrajco! - krzyknął kapitan, koncentrując energię.
- Śmiecie mi się przeciwstawiać? Gińcie więc straceńcy!
Wtedy wokół niego zawirowało powietrze, a jego luźny strój trzepotał, niczym flaga. Silny wiatr posłany w ich kierunku, zrzucił wszystkich śmiałków z wierzchowców. Stworzenia zaczęły uciekać w popłochu, a ludzie Kansiego rzucili się do walki. Mela razem z nimi zaczęła biec, z sercem na ramieniu. Wtem kamienie zaczęły unosić się wokół Ledona, lewitując w powietrzu, jak lekki puch. Nagle skierował je wprost na nacierających strażników. Dziewczyna skuliła się, wskakując za duży kamień, a reszta dostała z całym impetem, aż zaczęli padać na ziemię.  
- Kapitanie, nie damy mu rady, to doświadczony czarnoksiężnik!
- Atakujcie!
Waleczni ludzie, bojąc się sprzeciwić, zaczęli ciskać w napastnika mrocznymi czarami. Wtem Mela zauważyła coś, co znała tylko ze swojego świata. Ledon przywołał świetlistą barierę, która wchłonęła mroczną moc, niczym tarcza. Żołnierze zaczęli w popłochu uciekać, widząc z jaką mocą mają do czynienia. Mężczyzna nie dał im uciec zbyt daleko, wokół niego zebrała się czarna chmura, formując się w ostre jak brzytwa ładunki czarnej magii. Uwolnił je, przebijając większość wojowników, aż padali bez tchu.  
- Tchórze! Wracajcie, ukażę was! - groził Kansi ostatkiem nadziei.
Jednak pozostali wcale go nie słuchali, a została ich tylko garstka. Mela nadal chowała się za kamieniem, ale kapitan ją zauważył.  
- Następny tchórz. Co robisz? Chowasz się, do walki! - krzyknął wyrzucając ją wprost przed Ledonem.
Przywołała szybko barierę, której nauczyła się na treningu i czekała na cios.  
- Tchórzem jesteś ty! Wysyłasz ostatniego żołnierza na pewną śmierć, a sam nic nie robisz!
Kansi niczym rażony piorunem wyłonił się zza skały.  
- Nie boję się ciebie.
- To udowodnij!

Koncentrując siły, zaczął gromadzić energię. Spięte z tyłu głowy włosy, zaczęły unosić się targane przywołanym wiatrem. Stworzył wir, który wsysał wszystko, co spotkał na swojej drodze. Wtem pchnął twór w stronę Ledona, który wystawił dłonie przed siebie. Potężną mocą odbił czar Kansiego, jakby nie znaczył dla niego zupełnie nic.  
- Teraz moja kolej, miernoto!
Czarnoksiężnik stworzył w czarnej materii okrąg, który zaczął się obracać coraz szybciej. Wtem niesamowity twór podzielił się na dwa dyski, które sunąć w stronę Kansiego, przecinały wszystko, co spotkały na swojej drodze. Mela szybko odskoczyła, chowając się za skałą. Kapitan chciał zrobić unik, ale częściowo został trafiony, krzycząc z bólu. Na ramieniu i nodze pojawiły się ślady purpurowego płynu.  
- Dalej chcesz się ze mną mierzyć? Jesteś zerem. Kim jesteś w szeregach króla? Pomywaczem?
- Mówisz do kapitana straży!
- Poprawiłeś mi humor. Skoro ty jesteś taki bezużyteczny, to znaczy, że czasy dawnej świetności minęły. Wyobraź sobie, że kiedyś byłem generałem, nie dorastasz mi do pięt.
Kansi czuł okropne poniżenie, ale nie chciał się poddać od razu, bo gdyby wrócił, Helar zmieszałby go z błotem. Rzucił się ostatkiem sił, na potężnego przeciwnika, ale oberwał ogniowym pociskiem, który wgniótł go w ziemię. Mela nie wytrzymała, nie mogąc patrzeć na jego cierpienie. Podbiegła do niego, przykładając dłonie, do jego skóry. Pojaśniały jej dłonie na zielono, a rany zaczęły powoli się zasklepiać. Kansi spojrzał zdziwiony, widząc że jego człowiek używa mocy leczenia.  
- Jak ty to …
- To ja, Mela – dodała dziewczyna, ściągając maskę.
- Jak …
Wtem Ledon wymierzył w stronę czarodziejki, mocny atak ogniem, a potem wiatrem. Padła na ziemię, a z głowy spadł jej materiał, odsłaniając dwukolorowe włosy. Czarnoksiężnik osłupiał w mig, zbliżając się niebezpiecznie blisko walecznej ryzykantki. Stojąc nad nią, niczym cień, przyglądał się z otwartymi lekko ustami.  
- Kobieta? Ty jesteś podobna do … To nie możliwe …
Czarodziejka z przyspieszonym oddechem, chciała uciec, ale mężczyzna złapał ją, unosząc do góry, swoją magią.  
- Wypuść mnie! - zaczęła się szarpać Mela, nie wiedząc czego może się spodziewać, po nieobliczalnym napastniku.
- Kim jesteś?
- Nie powiem!
- Uparta, zupełnie jak …

Wtem Kansi wstał, wymierzając w mężczyznę mocnym czarem, który zachwiał mu kontrolę nad ciałem przerażonej dziewczyny. Czarodziejka upadła na skalną drogę.  
- Uciekaj! - krzyknął kapitan, ale ona go nie słuchała.
Nagle posłał w Kansiego czarny twór, który poparzył go błyskawicami, otaczając jego zbolałe ciało. Stracił przytomność, a dziewczyna podbiegła do niego.  
- Nie cuć go. Niedługo się ocknie. A ty pójdziesz ze mną!
- Nie, nie idę! Zostaw mnie!
- Nie mam zamiaru cię słuchać – dodał porywając czarodziejkę, przywołując wirujący dysk.
Chwycił ją z całej siły, zabierając ze sobą. Poszybował wysoko w powietrze, zostawiając za sobą tylko zgliszcza i śmierć. Jednak Kansiego oszczędził, sam nie wiedział czemu, ale gdy zobaczył, że dziewczyna chce go ratować, zaniechał tego, co zamierzał. Przypominała mu kogoś bardzo, aż zadrżało mu serce, na jej widok. Dolecieli do skalnej pieczary, która miała bardzo wąskie wejście. Dysk energii zniknął, a Mela nadal szarpała się, próbując uwolnić z mocnego uścisku. Ciągnął ją za sobą, do ciemnej jaskini. Korytarz został oświetlony pochodniami, a dalej ujrzała zamieszkałą część, tuż za ogromnym głazem. Została spętana przez magiczne więzy i rzucona jak śmieć na wyłożoną gałęziami podłogę.  
- Wypuść mnie, bo po mnie przyjdą!
- Nikt mnie tu nie znajdzie, tyle lat tu się ukrywam.
- W końcu i tak cię znajdą.
- Nie jestem taki naiwny, grozi mi śmierć. Powiedz, czy jesteś leczącym magiem?
- A jeśli tak, to co?

Spojrzał na nią, jakby chciał się upewnić, czy jego przypuszczenia są prawdziwe. Podszedł do niej, odginając bez delikatności ubranie z jej pleców. Rana w kształcie gwiazdy, przywołała jego najdawniejsze wspomnienia. Opadł na ziemię, chwytając się za głowę.  
- Co ci jest?
- Żyjesz … a jednak. To niemożliwe, jak ci się udało uniknąć …
- Czego?
- Lejla, czy ona …
- Moja matka zginęła. Nie został po niej nawet ślad. Wiem kim jesteś, ale nie ciesz się.
- Nie myślałem, że cię kiedykolwiek zobaczę. Ostatnio żegnałem się z tobą, kiedy byłaś taka maleńka, to ja zlikwidowałem twoje znamię, musiało cię boleć, ale pewnie nie pamiętasz.
- Dlaczego zniszczyłeś mi życie?! Mogę wiedzieć?
Mężczyzna dorzucił drewna do ogniska, którego dym unosił się do otworu, w wysokim sklepieniu jaskini.  
- To nie miało tak być. Chciałem odejść, ale wtedy …
- Nic nie rozumiem.
- Chciałem zakończyć tę zakazaną znajomość, ale Lejla mi powiedziała, że spodziewa się dziecka.
- To ja, tak?
- Ona tak się bała, wiedziała, że to wyjdzie na jaw. Gdy się urodziłaś i zobaczyłem twoje włoski na głowie, ogarnął mnie niepokój. Na szczęście twój ojciec, zbagatelizował to, bo Lejla mu wytłumaczyła, że jesteś wybrana.
- Moja matka kłamała? To nie możliwe. Na pewno jej kazałeś …
- Nie, to był jej pomysł. Co teraz, zabiją cię, jesteś mieszańcem.
- Na razie żyję.
- Jesteś taka do niej podobna. - powiedział chwytając w dłonie jej delikatną twarz.
- Nie pochlebiaj sobie, nienawidzę cię! Widziałam śmierć mojej rodziny, wychowywał mnie ktoś, kogo uważam za ojca, a ty tylko dałeś mi życie, nic poza tym.
- Nie masz pojęcia, nie zrozumiesz co czułem do twojej matki, nikt tego nie pojmie!
W oczach czarnoksiężnika pojawiły się łzy, nie pamiętał kiedy ostatnio płakał, ale teraz nie potrafił przestać. Oddalił się w głąb jaskini, a dziewczyna opadła na podłogę. Nie miała siły na łzy, nie wiedziała co ma myśleć, ale nie mogła przyznać się, że cieszy się z tego spotkania gdzieś w głębi. Musi się wydostać, bo Kansi będzie miał kłopoty, chociaż po tym co zrobiła, obawiała się jego reakcji.

969 czyt.
100%214
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2296 słów i 12816 znaków, zaktualizowała 19 lip 2018. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 23 lip 2018

    Mela ma problem. Ciekawe jak z czasem potraktuje ojca bo narazie Czarnobyl widzę.

  • MartynaMarti

    MartynaMarti · 21 lip 2018

    Mega ❤

  • AlexAthame

    AlexAthame · 20 lip 2018

    No teraz Mela ma kłopot. Bo czuję,  że w głębi serca ma nadal miłość do ojca i dopiero kielkujaca do Kansiego.Tak ja odczuwam.Piszesz to świetnie,  jak dla mnie   

  • emeryt

    emeryt · 19 lip 2018 · 202081569

    @AuRoRa, tak szybko i tak wspaniale. Nowa przygoda Meli i oczywiście twoje poczucie  tego wspaniałego tematu sci-fi. Oby tak dalej. Pozdrowienia i oczywiście łapka w górze na tak.