Okruchy przeznaczenia - Część 30

W ciemnym korytarzu wiało lodowatym powietrzem, a czarna kapota powiewała na czarodziejce, niczym mistyczna zasłona. Zgromadzona moc czekała na uwolnienie, jak napięta strzała w ręku wyborowego strzelca. Nigdy nie spodziewałaby się, że taki strach wywoła w niej postać, z którą nie jeden raz rozmawiała w cztery oczy. Zbliżające się kroki stawały się coraz ostrożniejsze, napastnik czuł powagę sytuacji. Gdy tylko jego blady cień, padł na pokrytą kurzem posadzkę, Mela ułożyła dłonie w gest ataku. Hizar wyłonił się powoli, widząc zamaskowaną istotę.
- Poddaj się, widzę cię, już po tobie!
Nagle czarna mgła uderzyła w niego, pętając wspólnika Helara, niczym zwierzynę w lesie. Krzyknął z bólu, padając na zimną podłogę. Czarodziejka nadal przykryta, czmychnęła korytarzem, chcąc ominąć rywala, ale ten podstępnie złapał ją za nogę. Padła jak długa, a materiał lekko zsunął się jej z głowy, odsłaniając fragment dwukolorowych kosmyków. Zakryła wprawnym gestem,  uderzając w Hizara ognistą kulą, nie litując się nad dawnym znajomym. Zaczęła biec przed siebie, nie oglądając się. Nerwy trzymała na wodzy, chcąc całą energię wykorzystać na ucieczkę. Gdyby ją złapano, generał pewnie zabiłby ją bez skrupułów. Usłyszała, że ktoś wciąż za nią podąża. Strach nabierał tempa, nakręcając spiralę niepewności. Wtem ujrzała uchylone okno, wskoczyła na nie, patrząc z góry na posypaną śniegiem ziemię.  
- Stój! - zabrzmiał echem męski głos.
Mela nie zamierzała go słuchać, skacząc bez zastanowienia, a wiatr zerwał z niej czarny jak smoła materiał. Przywołała dysk energii tuż nad ziemią, odlatując prosto w gęste powykręcane krzewy. Schowała się tam, ciężko łapiąc powietrze w płuca. Na szczęście wróg nie zauważył jej kryjówki, musiała tylko przeczekać na uspokojenie sytuacji. Zaczęła rozmyślać, kogo chcieliby porwać, żeby nie przeszła próby. Z pewnością chodziło o jakiegoś czarodzieja, lub czarodziejkę. Musiała być to osoba, którą znał Hizar, inaczej by nie proponował takiego rozwiązania. Nagle podskoczyła, słysząc wybuchy. Król zażyczył sobie zimnych ogni, które teraz wystrzeliwały, rozświetlając niebo. Bal oficjalnie dobiegł końca, musiała wracać, ale jeszcze podziwiała chwilę, piękne rozbłyski. Szła w potarganej sukni, niczym żebraczka, snując się po zimnie, smagana wiatrem. Z ledwością dotarła pod komnatę, gdzie zamieszkiwała. Wparowała do środka, wpadając do umywalni. Zrzuciła z siebie szczątki, niegdyś przepięknej kreacji i pozwoliła aby ciepła woda muskała zmęczone walką ciało. Słyszała otwierane wrota, Gelda wróciła, pukając do środka pomieszczenia, w którym czarodziejka się myła.  
- Długo jeszcze? Jestem wykończona, chcę się położyć …
- Ledwo weszłam, daj mi się obmyć. - rzuciła dziewczyna beznamiętnie, nadal rozkoszując się strumieniem ciepłej cieczy.
- Jak mogłaś tak zniszczyć suknię?
- Nic nie słyszę! - zawołała czarodziejka, udając zaaferowanie kąpielą.
- Oj, porozmawiamy, zaczekam – rzuciła Gelda, padając wykończona na zimną pościel.

***

W środku nocy, wśród lodowatych podmuchów, Kansi pędził w stronę samotni Jokasty. To co zobaczył na balu, nie napawało go optymizmem. Cały czas miał przed oczami obraz Meli, pogrążonej w pocałunku, z jego żołnierzem straży. Sam nie był lepszy, oddając się miłosnym uniesieniom z Ranzą, ale świadomość, że inny mężczyzna dotyka jego uczennicę, doprowadzała go na skraj wytrzymałości. Czarownica nie zdawała sobie sprawy z jego zauroczenia młodą czarodziejką, gdyby jednak to wyszło na jaw, nie chciał widzieć gniewu kobiety. Teraz musiał namówić jej matkę, żeby pomogła mu zgładzić Ledona, tylko wtedy obiecała mu pomóc z urokiem, który rzucono na Melę. Wylądował tuż pod chatą, mrucząc coś pod nosem. Widok podstępnej wiedźmy nie był najmilszym, na jaki liczył. Zapukał mocno, aż wrota drgnęły, znów skrzypiąc, aż uszy więdły.  
- Coś często mnie nawiedzasz, ale w środku nocy? Czy nie przesadzasz?
- Jokasto, wyrusz ze mną w góry, pora to zakończyć.
- Mówisz o sprawie mojego byłego małżonka?
- Nie, tylko wpadłem na jednego głębszego – prychnął ironicznie, zdejmując z twarzy maskę.
- O tej porze nigdzie nie wyruszam, zapomnij młodzieńcze! - krzyknęła trzaskając mu przed nosem drzwiami.
- Jędza … - wycedził pod nosem, ale usłyszał ponowne skrzypienie, po czym oberwał czarem tajemnej pułapki, który powalił go prosto w śnieg.
- Wszystko słyszałam! Nie pozwolę się obrażać, nikomu! - wycedziła kobieta, szykując się na kolejny atak, ale Kansi uniósł ręce w geście poddania się.
- To nie czas na żale, chcesz go zgładzić, czy nie?
Jokasta spojrzała podejrzliwym wzrokiem na młodego czarnoksiężnika. Odwołała moc, po czym zapraszającym gestem, wskazała na pomieszczenie.
- Wejdź, porozmawiamy.

Kapitan z dystansem, zaczął wkraczać do środka, spodziewając się kolejnych złośliwości. W kominku palił się ogień, gdyby nie to, że wnętrze było dość upiorne, pomyślałby, że przyszedł do babci w odwiedziny.  
- Wiesz, że jest środek nocy, to szaleństwo zapuszczać się w góry o tej porze.
- To kiedy chcesz wyruszać? Na co mam czekać?
Wiedźma spojrzała mu głęboko w oczy, czując, że za tym kryje się jego prywatna motywacja.
- Spieszy ci się, czyżby za sprawą balu? Nie wydaje mi się, żebyś tak reagował w sprawie mojej córki, co? Doświadczonej kobiety nie oszukasz, mów o kogo ci chodzi, albo nic z naszej umowy!
- Jokasto, wiem jak bardzo mnie nienawidzisz, ale jak już mówiłem, to twoja córka jest we mnie zadurzona. Stosuje różne sztuczki, aby mnie przy sobie zatrzymać. Powiem wprost, chcę odczarować Melę.
Po drewnianej posadzce przechadzała się kobieta, a na twarzy pojawił się jej chytry uśmieszek. Podała mu kielich z napojem, ale tym razem nie protestował, było mu wszystko jedno, jaki płyn serwuje mu w środku.  
- Nie spodziewałabym się tego, nie powiem, raduje mnie ta odpowiedź. Z rana wyruszymy na poszukiwania Ledona, ten drań dość długo cieszył się beztroską. Zdrajca, podrywacz, krętacz! Chodź na górę, odpocznij, prześpij się młodzieńcze. - odparła spokojnym tonem, wskazując dłonią na schody, prowadzące w górę.
Ledwo przemieszczając się, zrozumiał, że wypił kolejny specyfik, który nie powinien trafić do jego gardła. Gdy tylko dotarł do pokoju, padł na łóżko wiedźmy, pogrążając się we śnie. Usiadła koło niego, przyglądając się śpiącemu Kansiemu. Dotknęła jego długich włosów, odcinając kosmyk.  
- To na wszelki wypadek, jakbyś chciał mnie oszukać, mój drogi. - dodała mówiąc bardziej do siebie.
Jako mężczyzna nie wydawał się brzydki, więc wiedźma potrafiła zrozumieć motywację córki. Niestety wiedziała, że nie zapewni jej życia na poziomie, którego tak oczekiwała, po wybranku dla Ranzy. Położyła się koło niego, zdmuchnęła świecące na ścianie ogniki i w ciemności zamknęła oczy, nie mogąc się doczekać poranka.  

***

W królestwie białej magii nastał nowy dzień, śniegowy puch pokrywał okolicę, a rośliny pogrążone w letargu, czekały na nadejście wiosny. Celos wstał pełen obaw, dziś postanowił udać się po kryjomu do pałacu. Wiedział jak wiele ryzykuje, ale życie w ciągłym strachu nie uśmiechało mu się dłużej. Przebywając w pokoju z Hizarem, czuł niepokój, którego nie mógł pokazać w obliczu wroga.  Jak dotąd udawało mu się skrzętnie to ukrywać, ale czasami wydawało mu się, że przypadkiem wyjawi co wie. Zakradł się do ogrodu i tajemnym przejściem w murze, przedostał się do majestatycznego budynku. Nie należał do odważnych, ale musiał znaleźć siłę w sobie. Przemknął się korytarzem, chowając się za postumentami i rzeźbami. Spodziewał się, że Galum stacjonuje w koszarach, więc ostrożnie tam się udał. Na szczęście większość czarodziejów uśpiła swoją czujność, skorzystał na tym szybko. Trafił w miejsce, gdzie zamieszkiwali broniący królestwa mężczyźni. Rozglądał się z ukrycia, poszukując generała. Nagle zlokalizował go, gdy rozmawiał z jednym ze strażników. Czekając na dogodną okazję, zaczekał chwilę, czując bijące w szalonym tempie serce. Wtem zaczął biec w jego stronę, nie patrząc na niebezpieczeństwo. Mężczyzna nauczony samoobrony, natychmiast go powalił na posadzkę.  
- Generale, chodzi o Melę – wydusił, ledwo łapiąc powietrze.
- Co ty mówisz, kim jesteś?
- Przyjacielem ze szkoły, błagam schowajmy się gdzieś, bo mnie zabiją!
Galum przypomniał sobie, że faktycznie gdzieś widział młodzieńca. Pomógł mu wstać, ciągnąc go do swojego gabinetu. Zamknął szczelnie wrota, zasłonił okno, po czym kazał mu siadać.
- Uciekłeś, ale jak się dostałeś do pałacu, co?
- Wytłumaczę potem, jesteście w wielkim niebezpieczeństwie, mamy szpiegów. Chcą pana zabić, Melę i pewnie nie tylko.
- To poważne oskarżenia, kto taki mógłby chcieć to zrobić.
- Nie uwierzysz generale, sama księżniczka macza w tym palce, a najgorsze jest to, że mój kolega z pokoju też. Wie pan jak długo się zbierałem, żeby tu trafić? Bałem się o swoje życie!
- Uspokój się, rozumiem że nie masz na to dowodów.
- Nie.

Galum zastanowił się głęboko, przywołując w pamięci pewne informacje. Jeżeli chłopak miał bujną wyobraźnię, to i tak musiał sprawdzić domysły, które mu zasiał.  
- Młodzieńcze, nie mogę się dzielić z tobą tym co wiem, ale zaskoczyłeś mnie. Nie wiesz może gdzie jest Mela?
- Nie, ale może się ukrywa, może tak samo dowiedziała się czegoś podobnego co ja? To by tłumaczyło jej nagłe zniknięcie, może boi się o swoje życie i pana?
- Szukałem jej w całym królestwie, ale bez rezultatu, mam pewne podejrzenia, ale nie sądzę, żeby trafiła do królestwa ciemności, nie przeżyłaby tam dnia. Nawet nie wiesz ile łez wylałem, jest dla mnie bardzo droga, a ja powiedziałem jej parę przykrych słów przed zniknięciem.
- Proszę się nie martwić, pomogę panu szukać dziewczyny. Kłóciliśmy się, ale nigdy nie życzyłem jej źle, wręcz mi brakuje Meli, nikt nie wie jak bardzo.
- Zawiozę cię do szkoły, jutro po ciebie przylecę i wyruszymy, dobrze? Sprawdzimy trop, jak się sprawdzisz, może czeka cię przyszłość w mojej armii? Zwiadowca to poważna funkcja …
- Naprawdę? Jest pan niesamowity. - uradował się Celos, podając mu dłoń.
- Na razie musisz skończyć naukę, idziemy.
Wyszli na dziedziniec, po czym Galum przywołał swój pojazd, wylądowali niedługo w ogrodzie.  
- Jutro o tej samej porze, tutaj, będę czekał.
- Dziękuję, będę. - wycedził czarodziej, biegnąc do swojego pokoju.
Kiedy tylko przekroczył próg, zauważył, że Hizar dziwnie mu się przygląda. Nie spodobało mu się to wcale, wręcz czuł strach, który zaczynał go paraliżować. Siłą wiatru, zatrzasnął za nim wrota.  
- Długo cię nie było, martwiłem się.
- Niepotrzebnie, zresztą ty częściej znikasz i nie wypytuję dokąd cię nogi niosą. - dodał Celos, siadając na krześle.
- Racja, każdy ma swoje sprawy, ale trzeba ich pilnować, bo czasem mogą sprawić kłopot. Może przejdziemy się, dzień jest pogodny, co ty na to? Mała wyprawa?
- Nie mam ochoty …

Nagle rozległo się pukanie do drzwi, Celos pobiegł otworzyć. Efra patrzyła na niego przyjaźnie, najwyraźniej miała jakąś sprawę.  
- Idziemy nad zamarznięty staw? Mam łyżwy, może …
- On z tobą nie idzie! - ryknął Hizar, natychmiast zjawiając się przy nich.
- Tak, a niby co ma robić?
- Wychodzimy, prawda Celosie?
Niebiesko włosy mag przełknął ślinę, coś mu nie pasowało.  
- Łyżwy są super, chętnie …
- Zapomnij o tej prymitywnej zabawie. Tylko panienki wywijają na lodzie, proponuję ci lepszą rozrywkę. Wybacz Efro, wychodzimy.
Czarodziejka o czerwonych kosmykach, patrzyła osłupiała na chłopaka. Hizar zachowywał się agresywnie, nie rozumiała tylko dlaczego.  
- Zaczekaj, chcę chwilkę porozmawiać z Celosem, daj nam minutkę.
Obruszył się, ale odszedł na chwilę, niestety cały czas obserwował ich z daleka. Celos chciał coś wymyślić, zaczął mówić szyfrem, który tylko Efra mogła zrozumieć, znali się dość długo.  
- W owocu czasem siedzi robak, wiesz? W różowym owocu, przez co jest zepsuty. Nawet dostojna księżniczka może taki owoc zjeść, a ten robak ją niszczy.
- Co ty, nagle mówisz o owocach, jest zima.
- Efra, pamiętaj, różowy owoc z robakiem, księżniczka go zjadła …
- Dość już tych bredni, niewyspany mówi od rzeczy. - wtrącił się Hizar zniecierpliwiony.
- Żegnaj Efro, nie wiem kiedy się zobaczymy, pozdrów generała, jak przyjdzie pytać o Melę, o świcie w ogrodzie. - rzucił jeszcze na odchodne.

Czarodziejka nie wiele z tego rozumiała, ale ewidentnie mówił do niej symbolami. Tylko nie rozumiała, czemu robił to w obecności kolegi. Stała osłupiała, widząc jak odchodzą, znalazła kawałek pergaminu, zapisując to co usłyszała. Pobiegła do siebie, wracając do swoich zajęć.  
Czarodziej szedł z Hizarem, w stronę opuszczonej części ogrodu, zrozumiał, że to nie żarty. Nagle poczuł uderzenie w bok, skulił się z bólu.
- Co ty wyrabiasz?
- Wybacz, kolego, jesteś mi potrzebny.
- Co ty mówisz, do czego? - obruszył się Celos, już chciał się bronić, gdy otrzymał kolejny silny cios.
Padł na pokrytą śniegiem zimną ziemię, a struga życiodajnego płynu, popłynęła mu z kącika ust.  
- Zafunduję ci podróż w jedną stronę, będziesz zachwycony, ujrzysz Melę! - zawołał z szyderczym uśmiechem, stojąc nad pobitym chłopakiem.
- Ty … porwałeś ją.
- Nie, ale wiem gdzie jest, sam będziesz zaskoczony, wszystko przed tobą.
Wtem przywołał czarną mgłę, która zaczęła zaciskać się wokół Celosa.  
- To nie możliwe, jak? Skąd znasz takie czary?
- Mało mnie znasz, ale nadrobimy. - dodał Hizar.
Czarodziej coraz gorzej widział na oczy, w końcu z bólu stracił przytomność, pogrążając się w ciemności.

824 czyt.
100%235
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2556 słów i 14311 znaków. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 24 sie 2018

    Ojciec Meli zagrożony. W sumie to nie chciałbym aby się nikomu nic złego stało. Nawet może czarny król się przebudzi. Fajna część jak zwykle zresztą.  

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 23 sie 2018

    Nie zgadam się Mela nie może zginąć. Czytanie tak ładnie opisanych scen to czysta przyjemność

  • mydream2017

    mydream2017 · 23 sie 2018

    Nie tylko ja odkryłem, że wyobraźnia autorki nie ma końca. Napisane lekko i wciągająco od linijki do linijki. To jest talent

  • AnonimS

    AnonimS · 23 sie 2018

    Bardzo ciekawy odcinek. Przyjemnie się to czyta. Pozdrawiam

  • emeryt

    emeryt · 23 sie 2018 · 202081569

    @AuRoRa, tak jak sądziłem, masz tak wiele pomysłów, po prostu niewyczerpane ich żródło . Ty możesz tworzyć przez całe życie, a pomysłów Tobie nie zabraknie. Pozdrowienia i aby tak dalej.