Okruchy przeznaczenia - Część 45

W oddali zbierała się burza, a wiatr wzmagał się coraz bardziej. Przepełnieni złowieszczą energią bojowi czarnoksiężnicy otaczający śmiałków, szykowali się do starcia. Adrenalina wzbierała na myśl o bitwie, chociaż wiedzieli, że nie będzie łatwo. Jokasta przywołała czarną metaliczną różdżkę, podnosząc ją wysoko w górę. Uderzył w nią piorun, ładując mocą, która rosła z każdą chwilą.  
- Na nich! - ryknęła stanowczo doświadczona wiedźma.
Żołnierze rzucili się z impetem na oczekujących starcia przeciwników. Ich bronie naładowane magią i ostre jak brzytwa, szczękały w spotkaniu z różdżkami ludzi Retina. W powietrzu unosił się kurz i słychać było okrzyki dzielnych śmiałków. Po chwili zaczęli padać martwi pierwsi ludzie od Jokasty. Wtedy na nowo dodała im sił, mocą medalionu. Czarnoksiężnik, który stał niedaleko Zolary, dostał silny cios, który przebił go na wylot, jak siekiera trafiająca w pień. Potem jedna z czarownic, robiąc zbyt późno unik, została porażona śmiertelnie, elektrycznym tworem. Sytuacja wyglądała coraz bardziej niebezpiecznie. Mela widząc, że giną ich sojusznicy, których i tak nie mieli wielu, zaczęła ze zdwojoną determinacją walczyć z wrogami. Czarnymi tworami trafiała w mężczyzn, którzy przed chwilą pozbawili życia jej przyjaciół.  
- Ratunku! - krzyknął Celos, nie radząc sobie z trzema napastnikami, którzy uderzali w niego magiczną bronią.
Czary światła nie powodowały zbyt wielkich szkód, gdyż nie miał ich z kim skumulować, gdyż był w tym towarzystwie osamotniony. Nagle spostrzegł, jak leci w jego kierunku ostrze, chciał odskoczyć, kiedy jeden z napastników padł przed nim bez tchu. Za chwilę drugi, a potem trzeci. Obejrzał się za siebie przerażony i ujrzał Tejnę. Emanowała z niej moc, która wysłała ludzi Jokasty na wieczny spoczynek.  
- Dzięki ci – wycedził czarodziej.

Uśmiechnęła się lekko, po czym doskoczyła do kolejnych żołnierzy, wracając do walki. Chłopak pozytywnie zaskoczony, dostał więcej pewności siebie. Ruszył jak strzała na kolejnych wrogów, używając zaklęć ze swojego królestwa. Walka wydawała się wyrównana, ale zawsze gdy udawało się pobić żołnierzy, to Jokasta uzupełniała moce następnym.
- Są słabi, ale przez nią mogą nas zdziesiątkować. Tracimy ludzi. - odparła Zolara do Kansiego.
- Zdecydowanie trzeba dać jej nauczkę. - dodał kapitan marszcząc brwi.
Mela zauważyła, że biegnie w kierunku wrogiej wiedźmy, doskoczyła do niego, czując, że szykują się kłopoty.  
- Co chcesz zrobić?
- Odsuń się Mela, lepiej lecz rannych, ja zajmę się tą jędzą. Muszę ją unieszkodliwić, bo nie dobrniemy do królestwa światła. - odparł stanowczo Kansi, zaciskając pięść.
Czarodziejka zrozumiała, że jej moc uzdrawiania lepiej się im przysłuży. Jednocześnie obserwowała mężczyznę, zaciekawiona czy naprawdę posiada dużą moc, odziedziczoną w genach. Wokół czarnoksiężnika zawirowało powietrze, magiczne drobinki jak iskry zaczęły pojawiać się przy nim, lawirując w powietrzu jak świetliki.  Jokasta spojrzała na niego kątem oka, spodziewając się, że jest od niej słabszy, kontynuowała pomaganie żołnierzom. Ranza wyczuła coś niepokojącego, a znajdujący się za jej paskiem hylon wilka nerwowo zadrżał. Matka nie pozwoliła jej wkroczyć do walki, więc stała z boku obserwując byłego kapitana. Wtem drobinki, które się unosiły, zatrzymały się nagle w miejscu. Gdy jeden z napastników chciał go trafić, zaczął płonąć żywym ogniem, zmieniając się w pochodnię. Nagle czarnoksiężnik wykonał koliste ruchy rękoma i zebrana energia weszła w niego, aż krzyknął na całe gardło. Otworzył oczy, które emanowały dziwnym blaskiem, jakby na chwilę przestał być sobą. Szybkim ruchem ręki, skierował na wrogą wiedźmę słup mocy, który przebił się przez jej ochronną powłokę.  
- Matko! - krzyknęła Ranza, widząc jak kobietę zaczynają trawić płomienie.

Aktywując zaklęcie ochronne, ugasiła niebezpieczną pożogę, która częściowo osmoliła jej ubranie i skórę. Medalion przestał się świecić na purpurowo, a dodatkowe siły opuściły żołnierzy. Jeden po drugim padali na polu bitwy, niczym słabeusze. Podwojona moc osłabła, zabierając im część witalnych sił, co jeszcze bardziej ich wystawiło na ataki. Mela nie mogła uwierzyć własnym oczom, nie spodziewała się, że Kansi może pobić tak łatwo potężną Jokastę. Chciała do niego podejść, ale odepchnął ją mocą wiatru, aż padła na zmrożoną ziemię. Ujrzała jego oczy i już wiedziała, że tkwią w nim pokłady ogromnej niszczycielskiej siły, podobnej do tej, którą posiadali władcy ciemności. Ranza widząc, że matka nie odzyskuje jeszcze świadomości, podniosła się, atakując z impetem czarnoksiężnika. Nie zdążyła do niego dobiec, gdyż odgrodził się ścianą ognia. Wtedy wydobyła zza paska figurkę, ściskając ją kurczowo. Hylon pojaśniał metalicznie, uderzając lodowym podmuchem wprost w źródło ognia.  
- Nie pozwolę, abyś zabił moją matkę!
Nic nie odpowiedział, tylko spojrzał na przedmiot, który dzierżyła. Rozpoznał go w mig, wiedział do kogo wcześniej należał. Hylon wyczuwając złowrogą moc, jaka w Kansim tkwi. Wiedząc że może zagrażać równowadze, zaczął wysyłać w niego mocne ataki magią. Nagle świetlisty promień trafił go prosto w ramię, raniąc dotkliwie. Mela przestała leczyć sojuszników, podbiegając do rannego kapitana. On zamiast dać sobie pomóc, znów ją odepchnął. Wyglądał jakby nie był sobą, przeraziła się. Chwyciła za nietoperka, czując, że musi działać.  
- Pomóż mi, bo któreś z nich zginie.
„Pomoc … aktywacja … moc” - odparł znany jej głosik. Ranza spojrzała zaskoczona na Melę, która zaczęła jaśnieć. Wtem od niej ruszyła po ziemi fala energii, która powalała wrogów jak zapałki. Gdy dotarła do Kansiego, nagle jego oczy wróciły do normalności, krzyknął i upadł na ziemię. Ranzę tylko powaliło w dal, uderzając nią o pobliskie powykręcane drzewo, nie wyrządzając dziewczynie większej krzywdy. Natomiast Jokasta straciła pomocną barierę.  
- Biegnijmy do granicy! - krzyknął Retin do reszty ocalałych.

Tejna, Zolara i Nort, zaczęli podążać za przywódcą, korzystając z chwili spokoju, a za nimi ocaleni sojusznicy. Celos podbiegł do Meli, która cuciła nieprzytomnego Kansiego. Wyczerpany zdawał się cierpieć, przyłożyła do niego dłonie, które pojaśniały na zielono.  
- Szybko, Mela, bo tamta wstaje! - rzucił mag, widząc zbierającą się Ranzę.
- Jeszcze chwilę … wytrzymaj. - dodała zaaferowana.
Nagle kapitan otworzył oczy, wracając do świadomości. Podniósł się, otrzepując brudne ubranie, zniszczone od walki. Ramię przestało pulsować, rana się zasklepiła tamując krwotok. Korzystając na tym, że Jokasta wciąż nie dawała znaku poprawy, czarnoksiężnik dobiegł do niej, chcąc zadać jej śmiertelny cios. Wtem Ranza uderzyła w niego czarnym tworem.
- Jak śmiesz, chcesz zabić nieprzytomną?
- A ona co zrobiła Ledonowi? - odezwał się Kansi, nie mogąc patrzeć jak dziewczyna broni matki.
- Nie pozwolę na to! Mam pomoc. - dodała podnosząc figurkę wilka w górę.
- Ukradłaś ją ojcu! - krzyknęła Mela, dobiegając do nich.
- Nie wtrącaj się ofiaro! Jemu nie był już potrzebny, przynajmniej mam pamiątkę.- skwitowała czarownica. - Ty też jesteś złodziejką i to doskonalszą ode mnie. Nie przypuszczałabym, że on na ciebie spojrzy, ale jednak, widzę, że woli ciebie.  
- Ranzo, przestań! Zostaw tą przeklętą kobietę i walcz po naszej stronie! Jokasta jest przesiąknięta pogardą, nienawiścią, chcesz być taka sama jak ona? - krzyknął czarnoksiężnik, chcąc się do niej zbliżyć.
- Stój! Nie będę wam pomagała. Mam spokojnie patrzeć jak oboje robicie do siebie maślane oczy? A może jeszcze mam życzyć wam szczęścia i wyobrażać sobie co razem robicie. Pokładałam w tobie nadzieję na przyszłość, snułam plany, było nam tak dobrze, nie zaprzeczysz, bo widziałam twoją minę po każdym naszym zbliżeniu.

Mela czuła się nieswojo słuchając słów siostry. Wiedziała doskonale, jakie stosunki łączyły tych dwoje.  
- Nie przeczę, dawałaś mi coś wyjątkowego, ale to nie wszystko. Widziałem jak zaczynasz przypominać matkę, oczywiście chodzi mi o charakter, który ma naprawdę paskudny.
- Ciekawa jestem jaka była twoja, bo nigdy mi o niej nie mówiłeś. Może to jakaś ladacznica snująca się po mieście, pomyślałeś o tym, sieroto?
Kansi nie wytrzymał, skoncentrował moc, powalając Ranzę z niekrytą pogardą w oczach. Podniosła się, a z kącika jej wiśniowych ust, zaczął sączyć się życiodajny płyn.  
- Nigdy, ale to przenigdy, nie pozwolę obrażać mojej matki! Mela, uciekamy, nic tu po nas, mamy zadanie do wykonania. - dodał czarnoksiężnik odwracając się od czarownicy.
Pobita siostra Meli nie potrafiła zareagować, jakby nagły wybuch mężczyzny wybił ją z równowagi. Wolałaby po stokroć podążyć za nim, niż zdać się na łaskę matki, która wybrała dla niej męża okrutnika. Niestety nie potrafiła wybaczyć czarodziejce, że skradła jej ukochanego, co napawało kobietę odrazą. Kim mogła być jego matka, skoro tak żywiołowo zareagował, tego nie wiedziała, ale musiała się koniecznie dowiedzieć. Nagle Jokasta otworzyła oczy, widząc wokół zniszczenie i leżące ciała poległych. Spojrzała na nią zimnym wzrokiem, zamiast się cieszyć że córka żyje.
- Gdzie oni są? Pytam się!
- Uciekli. - wydusiła Ranza.
- Pozwoliłaś im na to? Nadal kochasz tego niedojdę?
- Puściłam ich, bo sama widziałaś jaką mocą dysponują. Nie wiem skąd u Kansiego takie zdolności, widziałaś jego oczy? - broniła się dziewczyna.
- Właśnie, ten wzrok, zaskoczył mnie. Czyżby miał potężnego przodka? - odezwała się Jokasta, jakby mówiła sama do siebie. - Mówiłaś, że wychowywał się jako sierota, a co z rodzicami, przecież ktoś musiał dać mu życie. Nie rozmawiałaś z nim na ten temat?
- Nie wspominał, nie pytałam. - odparła czarownica patrząc w skupieniu na matkę.
- Pewnie, potrafiłaś zaciągnąć go do łoża, a nawet z nim nie rozmawiałaś? Zawiodłam się na tobie podwójnie, wdałaś się w ojca, dlatego jesteś taka …
- Jaka? Powiedz to wreszcie! - krzyknęła czując wzbierający gniew.
- Słaba, beznadziejna …
- Skończ! Wiem, że wolałaś mojego brata, nie chciałaś mieć dziewczynki, myślisz że nie wiem? Myślisz, że nie podsłuchiwałam waszych kłótni z ojcem? Chciałaś się mnie pozbyć, bo nie spełniłam twojego marzenia o silnym synu, który mógłby wprowadzić cię w świat u boku króla. Ojca zabiłaś z tego samego powodu, a teraz jak już nie wiesz co masz zrobić, chcesz mnie wbrew mojej woli wydać za Helara, który jest generałem. Władza, tylko to jest dla ciebie ważne.

Wiedźma nie odezwała się ani słowem, nie spodziewała się, że córka ją przejrzy tak łatwo. Chciała na powrót rzucić na nią urok, ale coś blokowało tajemne moce. Spróbowała ponownie, ale i tym razem nic nie zdziałała. Wtedy dziewczyna wydobyła zza paska hylona ojca.
- Przykro mi, ale teraz jest mój. Nie zdołasz mnie zdominować, wiem że jestem dla ciebie tyle warta, co te trupy leżące bez tchu. Nie powinnaś być matką, ty nie kochasz nikogo, poza sobą. Żegnaj!
Czarownica odwróciła się od kobiety, podążając w stronę królestwa światła. Poczuła ulgę, mogąc wreszcie wykrzyczeć co ja bolało przez te wszystkie lata. Jokasta wysłała w jej kierunku energię, która zamieniła się w dwa mordercze wirujące ostrza. Ranza odwróciła się, odbijając je bojową różdżką.  
- Nie próbuj za mną podążać, bo nie ręczę za siebie.
- A co mi zrobisz? Zabijesz matkę?
- Nie mam matki. - dodała chłodno, wysyłając w kobietę falę uderzeniową.
Wokoło wzniósł się skalny pył, pomieszany z kurzem odłamków czarnej ziemi. Jokasta podniosła się na równe nogi, ale Ranzy już w okolicy dawno nie było. Czuła ukłucie w sercu, ale szybko stłumiła ten odruch słabości. Wzniosła się w powietrze na latającym dysku, udając się z powrotem do zamku po posiłki. Po drodze obmyślała zemstę, czując wzbierający gniew. Nagle zrozumiała, że musi sama działać, skoro Ranza nie chce współpracować, to usidli generała osobiście, czy tego będzie chciał, czy nie. Miała sprawdzone sposoby i doświadczenie, które zamierzała wprowadzić w czyny.

537 czyt.
100%125
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2266 słów i 12734 znaków. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 23 lis 2018

    "W oddali zbierała się burza, a wiatr wzmagał się coraz bardziej. Przepełnieni złowieszczą energią bojowi czarnoksiężnicy otaczający śmiałków, szykowali się do starcia"  
    Cóż za epicki opis obrazujący nam powagę tego starcia. Człowiek zamyka oczy i widzi dwie armie czekające na jeden sygnał: weapon:  
    Musiałbym więcej zacytować tak bogatych i wspaniałych opisów ale mój komentarz mógłby się nie zmieścić tutaj.  
    Kansi za sprawą tkwiącej w nim mocy chyba nie do końca był sobą ale dzięki temu odkrył w sobie moce najpotężniejszych magów. Obie siostry żywią uczucia do Kansiego ale tylko dla jednej znajdzie się miejsce w jego sercu. Jestem bardzo ciekawy jakie historie kryje przeszłość Kansiego. Może wkrótce się dowiemy?

  • AnonimS

    AnonimS · 21 lis 2018

    Ale zadyma. Ciekawe która będzie z Kansim. Ja tam.na jego miejscu brał obie.  

  • AlexAthame

    AlexAthame · 21 lis 2018

    Tak.Okazuje się ze uczucia i powiązania rodzinne mają większą siłę niż zaklęcia i magia.Brawo Aurora.Co mogę więcej dodać?  

  • Almach99

    Almach99 · 20 lis 2018

    Jokasta naprawde nie ma zadnych uczuc. Pragnie tylko wladzy.

  • emeryt

    emeryt · 20 lis 2018 · 202091556

    @AuRoRa, dziękuję za kolejny, wspaniały odcinek. Jednocześnie przesyłam życzenia abyś wraz ze swoją cudowną weną nie dała się nadchodzącym, zimnym dniom.