Okruchy przeznaczenia - część 27

Nad jeziorem powiał chłodny wiatr, a chmury na niebie zwiastowały nadejście burzy. Przemarznięty  Jowin dzielnie płynął za czarodziejką, aż w końcu dotarł pierwszy do brzegu. Czekając uradowany przy skarpie, podał dłoń przemoczonej dziewczynie. Mela uśmiechnęła się, chlapiąc jeszcze wodą na zaskoczonego czarnoksiężnika.  
- Wygrałeś, nie mam wyjścia jak dotrzymać słowa.
- Zakład to zakład – dodał podnosząc lekko brew.
- Za dwa dni przybędę po ciebie, gdzie mogę cię znaleźć?
- Nie za dużo chciałbyś wiedzieć? - powiedziała przekornie czarodziejka, uderzając go lekko w bok.
- Na początek mi wystarczy, ale nie ukrywam, intrygujesz mnie.
- Wracajmy, bo zaraz będzie padało.
- A czy to coś zmieni, jesteśmy cali przemoczeni. - dodał podziwiając jej smukłe kształty.
- Nadchodzi zima, lepiej grzać się przy ogniu. - odparła udając się w stronę zamku.
- Zaczekaj.
Czarnoksiężnik dogonił dziewczynę, która wykręcała w dłoni materiał sukni.  
- Jak masz na imię, jak się mam do ciebie zwracać?
- Zwyczajnie, Mela.
- Mało spotykane imię, jesteś tu od niedawna, prawda?
- Można tak powiedzieć, ale długo by opowiadać.
- Twoje włosy, są … nie wiem jak to określić, ale czy ty …
- Uczę się na czarownicę, jestem też leczącym magiem. Nie bój się, jestem po waszej stronie, za ponad rok przechodzę próbę u króla.
- Niesamowite.
Rozmawiali po drodze, wpatrzeni w siebie. Nie odczuwała wrogości ze strony czarnoksiężnika, ale w pobliżu zamku postanowiła wypróbować jak czaruje. Zaczął padać rzęsisty deszcz, zatrzymała się, koncentrując moce.
- Co robisz?
- Poćwiczymy trochę? Chcę wiedzieć, czy warto się z tobą pokazać.
- Do usług, atakuj.

Mela przywołała czarny twór, kierując go w stronę mężczyzny. Ten szybko odbił czar, a pobliska skała skruszyła się. Wtedy czarnoksiężnik użył ognistego podmuchu, który dziewczyna zgrabnie ominęła.  
- Dobra jesteś.
- Ty też, a jak się bijesz?
- Sprawdź – zaśmiał się chwytając za leżący niedaleko konar.
Czarodziejka znalazła podobny i zaczęli wymieniać ze sobą uderzenia. Po treningu jaki odbyła z ojcem, który ją zaczarował, zaczęła radzić sobie świetnie. Jowin dostał kilka ciosów, nie pozostając dłużnym. Nagle Mela straciła równowagę i upadła na atakującego, aż mu wypadła prowizoryczna broń z ręki. Leżeli tak smagani kroplami lejącymi się z nieba, patrząc na siebie uważnie. Wtem w pobliżu jak duch pojawił się kapitan, nie wierząc w to co widzi.  
- Mela, miałaś trenować ze mną! Co ty wyrabiasz.
- Przecież szłam do zamku, nie wiem o co ta awantura. - broniła się dziewczyna, zdenerwowana tonem, jakim wypowiadał słowa.
Jowin podniósł się, pomagając też wstać czarodziejce.  
- Wracam, to widzimy się za dwa dni, jakoś cię znajdę. - dodał puszczając do niej oko.
- Dzięki – wycedziła machając mu na pożegnanie.
Kansi stał jak zamurowany, nie rozumiejąc co się dzieje. Nagle przypomniało mu się, że za dwa dni jest bal przywitania zimy. Serce przeszył mu kłujący, niczym ostrze ból.  
- Za mną! - ryknął, ciągnąc dziewczynę za sobą, jak wtedy, gdy była pojmana.
- Ej, bo mi zmiażdżysz dłoń! - krzyknęła przemoczona czarodziejka.
Wparowali do budowli, a znajdujący się w korytarzu czarnoksiężnicy wodzili za nimi wzrokiem. Kapitan miał minę, jakby chciał kogoś zabić. Zaprowadził ja pod komnatę Geldy, po czym puścił ją raptownie.  
- Przebież się, widzimy się na sali treningowej. Tylko szybko! - ryknął odchodząc korytarzem.

Dziewczyna na odchodne pokazała mu język, wchodząc do pokoju. Korzystając na tym, ze była sama, zrzuciła ubranie i umyła się z zalegającego wszędzie błota. Przebrała się w szczątkową zbroję i płaszcz, wysuszyła czarami wiatru włosy, po czym upięła je, by nie przeszkadzały.  
- Gbór! - rzuciła jakby do siebie, przypominając sobie kapitana.
Wypadła z komnaty, idąc pewnym krokiem korytarzem.  
Tymczasem Kansi odwiedził koszary, szukał pośród czarnoksiężników Jowina, jakby chciał wgnieść go w ziemię. Gdy znalazł przebranego w suchy strój mężczyznę, chwycił go mocno przyciskając do ściany, przy tłumie gapiów.  
- Romanse ci w głowie? Zajmij się lepiej udoskonalaniem umiejętności, bo wydalę cię z armii.
- Kapitanie, puść mnie. Nie jesteś już tak, poważany jak kiedyś.
- Co sugerujesz pyszałku?
- Uważaj, bo Helar tylko czeka na twój błąd, a wtedy ty wylecisz.
Mężczyzna nie wytrzymał i już chciał ukarać podwładnego, kiedy dostał silnym ciosem w plecy, aż osunął się na ziemię. Stał nad nim generał, nie kryjąc satysfakcji.  
- Wyżywasz się na kim popadnie, a jesteś zwykłym zerem.
- Korzystasz na moim potknięciu, cały ty!
- Nasza armie nie potrzebuje tchórzy.
- Jak śmiesz tak mnie nazywać! Zaraz ci …
Wtedy wkroczyła do pomieszczenia Ranza, stając pomiędzy gotującymi się ze złości mężczyznami.  
- Kansi, nie warto.
- Odsuń się, nie będziesz mi mówiła co mam robić.
- Ma rację – wtrącił się Helar – nie warto bić kogoś, kogo sponiewierał zwykły zdrajca.
Czarownica pociągnęła za sobą, bliskiego wybuchu ukochanego. Weszli do innego pomieszczenia, które zamknęła skoblem.  
- Nie możesz pokazać mu swojej słabości, on tylko na to czeka. W oczach swoich żołnierzy stracisz resztki autorytetu.
- Zabiję go! Wywyższa się jakby był samym królem.
Kobieta podeszła do niego, gładząc go po policzku.  
- Uspokój się, wiem jak możesz wyładować emocje, zaufaj mi. - dodała przybliżając swoje pełne usta, słodko zamykając mu drogę, na kolejne narzekania. Rzuciła go na proste łoże dla żołnierza, siadając na nim kusząco. Zrzuciła górną część sukni, a wtedy on zapomniał na chwilę o problemach. Zostali sami, napawając się chwilą, a na ścianie tańczyły fioletowe płomyki świec.

Tymczasem Mela dotarła do sali treningowej, czekając na swojego nauczyciela. Najpierw usiadła na skalnej ławeczce, potem zaczęła spacerować w kółko. Zdenerwowana, że musi tu tkwić, złapała się na tym, że myśli o balu. Tańczyła kiedyś, ale jeszcze w domu z Galumem i to dla zabawy, bo mężczyzna uczył ją wsłuchiwać się w muzykę. Araja pięknie grała, ale pamiętała, że nie była zadowolona, że przybrany ojciec spędza z nią czas. Z zamyślenia wyrwał ją odgłos zatrzaskiwanych wrót. Kansi pojawił się, wydawał się trochę ożywiony, ale spokojniejszy.  
- Zaczynamy trening.
- Wreszcie – westchnęła dziewczyna, podnosząc się leniwie z ławki.
Mężczyzna nie wiedział co robi, Ranza zawsze potrafiła go zatrzymać, ale gdy widział czarodziejkę, coś w nim pękało. Zaczął od prostych czarów, ale Mela w mig powtarzała wszystko co wykonał. Gdy dotarł do bardziej zaawansowanych, to również nie natrafiał na trudności ze strony dziewczyny. Zdziwił się, jakim cudem tak szybko pojmuje czarną magię. Spróbował z trudnym czarem, przywołując wirujące czarne twory, które podążały za ofiarą. Mela i z tym sobie śpiewająco poradziła.
- Nudzę się – odparła siadając po chwili.
- Co ty wygadujesz.
- Niczego mnie nie uczysz.
Mężczyzna otworzył szeroko oczy, nie rozumiejąc skąd ma takie zdolności.  
- Jak zrobiłaś takie postępy?
- Nie wiem, ale coś ci pokażę.

Wokół niej zawirowało powietrze, po chwili jej stopy uniosły się lekko nad ziemią. Kansi oniemiał, gdyż przypomniał sobie, że tylko wysokiej klasy czarnoksiężnicy i wiedźmy potrafili okiełznać energię w taki sposób.  
- Na dziś koniec lekcji, wracaj do siebie.
- To wszystko? Zawiodłam się – prychnęła Mela, mijając go obojętnie.
Poczuł od niej zapach perfum, a przecież wcześniej nie używała takich specyfików. Zauważył też, że jest umalowana, jak mógł pominąć tak znaczącą zmianę. Udał się szybko do Ranzy, która odpoczywała w swoim pokoju. Wpadł tam, jakby był u siebie.  
- Wróciłeś, czyżbyś jeszcze chciał …
- To nie to, posłuchaj, Mela potrafi lewitować.
- Co? To nie możliwe, dopiero się uczy. - dodała czarownica przewracając oczami, na wspomnienie o czarodziejce.
- Skąd by mogła nauczyć się tego? Od kogo?
- Na pewno od kogoś wyższej rangi, typu Helar czy …
- Właśnie! Ty zawsze potrafisz mądrze mnie nakierować.
- O co ci chodzi?
- Nie ważne, gdzie mieszka twoja matka?
- Moja matka, po co ci ona?
- Chcę z nią porozmawiać. To bardzo ważne, delikatna sprawa.
Ranza rozpromieniała się, widząc entuzjazm z jakim to wypowiadał. Czyżby chciał z nią oficjalnie się związać? Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a serce zabiło jej szalenie szybko.  
- W domku w lesie, trafisz tam idąc drogą na zachód, nie sposób ja ominąć.
Mężczyzna przytulił kobietę, po czym nakładając maskę na twarz, uchylił okno. Przywołał latający dysk i zniknął gdzieś w oddali. Wiedźma padła na łóżko, rozpływając się z radości. Nawet wspomnienie o Meli nie przeszkadzało jej teraz, czuła że wszystko układa się po jej myśli.  

Kansi leciał nad lasem, na szczęście deszcz ustał, ale chłód powoli dawał się we znaki. Gdy ujrzał ścieżkę, o której wspomniała mu Ranza, odwołał pojazd, lądując tuż nad ziemią. Nie znosił Jokasty, a ona na jego widok pluła po podłodze. Nie chciał mieć z nią nic wspólnego, ale w tym wypadku musiał się do niej zwrócić. Tylko ona znała doskonale Ledona, a sama pałała do niego wielką nienawiścią. Znajdując się pod wrotami, zapukał niepewnie. Otworzyła mu wiedźma z miną, jak zwykle pełną odrazy do jego osoby.
- Ty? Wynoś się!
- Musze porozmawiać.
- Nie mam ochoty zużywać na ciebie czasu. Wystarczy, że bałamucisz moją córkę!
- Ja nie o tym, proszę mnie wysłuchać …
Drzwi zatrzasnęły mu się przed nosem, aż podmuch lekko go odrzucił. Niezrażony zaczął pukać znowu.  
- Chodzi o Ledona! Otwórz wiedźmo!
Wtem wrota drgnęły, po czym został wciągnięty na siłę do środka. Na wspomnienie byłego męża, w Jokaście zmroziła się krew. Kazała mu usiąść na fotelu, podając coś do picia. Kansi doświadczony w boju, odsunął naczynie, nie chcąc dać się zmanipulować.  
- Nie napijesz się? Szkoda, taka dobra nalewka.
- Wiesz dlaczego tego nie tknę, ostatnio zrobiłaś mi …
- Nie wspominajmy o tym, nadal twierdzę, że powinieneś ją zostawić, ale ty uparcie za nią podążasz, moja córka nie jest dla ciebie.
- Sama mnie wybrała, ale ja nie o tym. Mela została zaczarowana, pobił nas Ledon, a jej nie było miesiąc, a teraz czaruje jak wysokiej klasy wiedźma. A najgorsze, ze mnie nie pamięta.
- Co? Brednie wygadujesz.
- Ledon musiał ją porwać, zmieniła się, nie poznaje mnie, ma szare oczy. Umiesz cofać uroki, prawda Jokasto?

Kobieta zastanowiła się głęboko. Dlaczego czarnoksiężnik tak martwi się o swoją uczennicę. Nagle zaświtała jej w głowie myśl. Ma okazję, aby jej córka wreszcie była wolna, od znienawidzonego kapitana. Musi ich ze sobą poróżnić, a dziewczyna będzie ku temu idealnym powodem.
- Dlaczego mówisz mi o tej dziewczynie, jest zaczarowana i co z tego.
- Zrozum, za ponad rok będzie próba, jak jej nie przejdzie, to zginie, a ja z nią.
Jokasta znów uśmiechnęła się do siebie, mogłaby wyeliminować naraz dwie osoby, które są jej niewygodne. Tylko zostaje jeszcze były mąż, który zapewne poznał swoją drugą córkę, sprawa się komplikuje.  
- Pomogę ci, ale mam warunek.
- Jaki? Co chcesz w zamian, mogę ci dać cenne artefakty, co tylko chcesz.
- Zabij dla mnie kogoś, a uwolnię Melę spod uroku.
- Kogo masz na myśli?
- Ledona.
Kansi osunął się na fotelu, zrobiło mu się słabo, na myśl o kolejnej walce z tym czarnoksiężnikiem. Wtem przypomniał sobie, że przez niego stracił reputację, Melę. Znienawidził go z całego serca.
- Dobrze, ale mi w tym pomożesz, albo nic z naszej umowy. Znasz go lepiej, a ja podejrzewam, gdzie może się ukrywać, więc jak?
Jokasta uśmiechnęła się chytrze, w końcu wyciągnęła do niego dłoń.
- Zawieramy pakt, jestem za.

840 czyt.
100%206
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2212 słów i 12171 znaków. Tag: #fantasy

6 komentarzy

 
  • Obca

    Obca · 14 sie 2018 · 201233482

    Mmm ktoś tu dorasta... Mela wciąż zadziwia

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 11 sie 2018

    Stawiam na Kansiego, miłość zawsze wygrywa

  • mydream2017

    mydream2017 · 11 sie 2018

    No będzie dylemat Kansi czy tata   miłość wybierze chyba odpowiednio?

  • AlexAthame

    AlexAthame · 10 sie 2018

    I co teraz będzie?  Mela ma uczucie do Kansiego i do ojca.Ciekawe co teraz wymyślisz,  Zorzo?

  • emeryt

    emeryt · 10 sie 2018 · 202081569

    @AuRoRa, dziękuję za kolejny odcinek. wspaniały, oby tak dalej, lecz tyle już napisałaś że o jakość następnych mogę być spokojny. Pozdrawiam serdecznie i w dalszym ciągu życzę wspaniałej weny.

  • Mmakao

    Mmakao · 10 sie 2018

    Hmmm
    Ciekawie się akcja rozwija.
    Joakasta zmierzy się z mężem?