Okruchy przeznaczenia - Część 54

W sali powoli pustoszało, dzielni śmiałkowie udawali się na spoczynek, czując zmęczenie po niedawnej bitwie. Przy panującym zamieszaniu nikt poza Tejną nie spostrzegł, co się dzieje z Melą. Jedynie ona zbliżyła się do młodej czarodziejki.  
- Nie daję już rady – wycedziła jakby do siebie.
- Co się stało? - spytała czarownica, nachylając się nad dziewczyną.
- Kansi … coś ukrywa, wrócił do Ranzy, a przecież …
- Wyjdźmy stąd, tam są wolne pokoje, powinnaś odpocząć. - odparła, przytulając do siebie Melę, jakby była z rodziny.
Kiedy weszły do małej komnaty, posadziła roztrzęsioną czarodziejkę na łóżku. Sama wyszła na chwilę, wracając ponownie za kilka minut z talerzem ciepłej zupy.  
- Zjedz coś, proszę, wyglądasz na osłabioną.
Czując przyjemny zapach potrawy, wzięła do ręki łyżkę, biorąc pierwszy kęs. Zanim Tejna zdążyła się zorientować, po potrawie zostało tylko wspomnienie. Usiadła koło dziewczyny, czując że musi z nią porozmawiać.  
- Płakałaś przez mojego brata, przykro mi, bo to tak jakby to było przeze mnie – zaczęła mówić spokojnym tonem, obejmując dziewczynę ręką.  
- Przez ciebie? - zdziwiła się Mela, nie rozumiejąc do czego zmierza.
- Nie mogę ci wyznać wszystkiego co wiem, przykro mi. Na jego wybory nie mam żadnego wpływu, ale ty darzysz go specjalnym uczuciem, to widać po tym, jak na niego patrzysz. Niestety on nie jest odpowiedni dla ciebie, powinnaś o nim jak najszybciej zapomnieć, bo …
- Zapomnieć?! - oburzyła się czarodziejka, odtrącając znajomą.
- Tak będzie lepiej. Jego przeszłość jest bardziej skomplikowana niż ci się wydaje. Ranza może sobie z tym poradzić, ale ty … obawiam się iż nie dasz rady, jesteś delikatna, szczera.
- Co w tym złego? W czym Ranza jest lepsza, wytłumacz mi! - krzyknęła podnosząc się z posłania.
- Nie zrozum mnie źle, ale mój brat chciałby kobiety, ma potrzeby, a ty mu tego nie dasz, więc wrócił do Ranzy. Nie wiesz co skrywa jego dusza, gdybym ci powiedziała, to znienawidziłabyś go.
- Powiedz mi, to i tak nie sprawi, że zmienię do niego uczucie! Dalej, mów!
Tejna wstała, zabierając ze sobą pustą miskę po potrawce, zaczęła kierować się do wyjścia.  
- Odpocznij, jutro dowiesz się o przepowiedni, dobranoc. - odparła, chwytając za klamkę.
Mela dogoniła rozmówczynię, zagradzając jej drogę.  
- Co ty ukrywasz? Kim on jest?
- Dobranoc. - dodała ponownie, omijając skonsternowaną czarodziejkę.

Mela uderzyła pięściami we wrota, opadając na podłogę. Tejna wybiła dziewczynę z równowagi jeszcze bardziej, wcale jej nie uspokajając. Zaczęła się zastanawiać kim tak naprawdę jest kapitan. Czego nie może mu dać. Zmęczona natłokiem myśli, położyła się na posłaniu, przykrywając ciepłym kocem. Wreszcie przyszedł upragniony sen. Jak przez mgłę ujrzała swój dom pod lasem, zupełnie jakby zniszczona wioska na nowo zaczęła tętnić życiem. Przechodziła koło roześmianych leczących magów i czarodziejek o jasnych włosach. Nikt nie zwracał na nią uwagi, wreszcie weszła do środka domku, w którym siedziała tylko jej matka, reperując podartą suknię. Wyglądała jakby nic jej nie dolegało, jakby na nowo odzyskała młodość i życie. Wtem przez okno wpadł mężczyzna, w którym rozpoznała od razu Ledona. Oboje wyglądali, jakby byli sobą zaaferowani. Przytulił jej matkę do siebie, kradnąc z jej ust namiętny pocałunek, zupełnie jakby nie widzieli Meli. Nagle odezwała się głosem, który czarodziejka pamiętała z dzieciństwa.  
- Jak długo jeszcze będziemy się tak ukrywać?
- Gdybym mógł, uciekłbym z tobą na koniec świata, ale wiesz że to nie możliwe.
- Wiem, oboje jesteśmy związani z naszymi partnerami, ale to takie trudne. Czuję wyrzuty sumienia, ale nie potrafię przestać o tobie myśleć.
- Jokasta coś podejrzewa, nie chcę aby stała ci się krzywda …
Nagle oboje odwrócili się, jakby ujrzeli postać Meli obserwującą ich. Struchlała, chociaż to byli jej najbliżsi.  
- Kto to? - spytał Ledon koncentrując moc.
Dziewczyna zaczęła się wycofywać, ale potknęła się o kosz z owocami.  
- Zatrzymaj ją, bo rozpowie wszystkim – dodała matka, nieświadoma o kim mówi.
Ledon zmarszczył brwi, wyglądał jakby nie żartował. Gdy już miał posłać w kierunku czarodziejki czarny twór, wykrzyknęła przerażona.
- To ja, Mela, twoja córka. Przestań!
- Akurat, jesteś szpiegiem Jokasty, zaraz dowiesz się jak skończysz!
- Nie, mylisz się … daj wytłumaczyć …
- Zamilcz! - ryknął na całe gardło, po czym uniósł broń wysoko, jakby chciał zadać cios.
- Nie! - zawołała, zasłaniając rękoma twarz.

Nagle mężczyzna się zamachnął i wtedy Mela obudziła się zlana potem, leżąc na posadzce tuż przy łóżku, owinięta w koc. Ciężko łapiąc powietrze zrozumiała gdzie się znajduje. Szybko wydobyła zza paska hylona, patrząc na niego z wyrzutem.  
- Czego ode mnie chcesz, czemu tak cierpię, nie mogę mieć normalnego życia? Czemu oni musieli zginąć, po co ich poznałeś ze sobą, po co się pojawiłam? Czemu Kansi mnie rani? Odpowiadaj, natychmiast.
Figurka niewzruszona nawet nie drgnęła.  
- Kiedy cię potrzebuję, ty milczysz, nic nowego. - odparła, chowając nietoperka.
Nie dała rady usnąć, więc wymknęła się w środku nocy z pomieszczenia. Skierowała się tuż pod komnatę, gdzie nocował Kansi, chciała dowiedzieć się czegokolwiek o nim na własną rękę. Skoro wrota były zamknięte, postanowiła zakraść się od drugiej strony. Wyszła przez jedno z okien na gzyms, ostrożnie stawiając stopy, pomimo zimna i wiejącego wiatru. Wreszcie dotarła  miejsce, gdzie znajdował się kapitan z Ranzą. Okno było uchylone, świeca paliła się, słyszała szczątki rozmowy. Podeszła jeszcze bliżej i to co zobaczyła ukradkiem sprawiło, że zamarło jej serce. Kansi leżał koło jej siostry, nakrytej tylko kołdrą, ale kompletnie nie odzianej. Rozmawiali o czymś, więc nasłuchiwała.  
- I co przypomniałeś sobie czego ci brakowało?
- Mógłbym się bez tego obyć – syknął przez zęby.
- Chyba mi nie powiesz, że ci się nie podobało. Zresztą wiem jak postępować, abyś był zadowolony.
- To tylko ciało – rzucił obojętnym tonem – wiesz, straciłaś w moich oczach.
- Przez tą smarkulę, co ona w sobie ma, co? - spytała, patrząc na niego z wyrzutem.
- Nie zrozumiesz, chociaż to twoja siostra.
- Gdyby się dowiedziała kim jesteś, … chciałabym widzieć jej minę. - zaśmiała się czarownica, poprawiając różowo – czarne kosmyki zalotnym ruchem.
- Nie wybierałem tego, wiesz o tym. Nie masz pojęcia jak ciężko żyć z tą świadomością. Ciężko to kontrolować, jak ta moc we mnie wchodzi …
- Widziałam, ale nie przeszkadza mi to, powinieneś odebrać to, co do ciebie należy, król nawet by się nie zorientował z kim ma do czynienia.  
- A ty co? Taka sama jak twoja matka? Jak to się wyda, to z miejsca nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
- Zobaczymy, aż tak ci się nie podobam? Tej nocy tego nie odczułam.
- Zamilknij już.
- Dopóki mam notatnik, mogę mówić co chcę, książę – zaśmiała się głośno.

Mela aż zachwiała się, po tym co usłyszała. W dół poleciały kawałki muru, a Ranza zaniepokojona wstała, aby sprawdzić co dzieje się na zewnątrz. Czarodziejka wracała powoli, aby siostra jej nie zauważyła. Z bijącym sercem stawiała kolejne kroki po wąskim gzymsie. Wreszcie dotarła do okna, przez które pierwszy raz wyszła. Skoczyła na podłogę, ciężko łapiąc powietrze. Gdy ochłonęła schowała się ponownie w swojej komnacie. Była w ciężkim szoku, nie mogąc powrócić do równowagi. Książę? Książę czego? Chyba nie światła? Rozmyślała, przecież nie mógł być synem króla tutejszej krainy, bo używał czarnej magii. Mieszańcem też nie był, więc pozostawało tylko jedno rozwiązanie, które przerażało Melę bardziej, niż spotkanie z Jokastą. Przypomniała sobie jak ostatnio zachowywał się Kansi, wszystko powoli układało się w całość. Tylko wtedy i Tejna musiałaby być córką króla ciemności, a ona nie posiadała takich zdolności co Kansi. Głowa rozbolała czarodziejkę jeszcze bardziej. Postanowiła porozmawiać z Kansim na osobności następnego dnia i wyjaśnić kilka kwestii. W końcu ponownie położyła się na posłaniu, ale tym razem pogrążyła się w sen, który ukoił nerwy. Tego potrzebowała, spokoju i opanowania.  

***
W królestwie mroku powoli wstawał kolejny dzień, chociaż niebo wciąż zasnuwały gęste chmury. W jednej z ponurych komnat leżał obolały Helar, koło którego kręcili się medycy. Otworzył oczy i ujrzał nad sobą Jokastę. W pierwszej chwili nawet się ucieszył, ale gdy ujrzał symbol kapitana na jej ramieniu, zmarszczył brwi.  
- Co to ma znaczyć? - odezwał się wzburzony.
- Obudziłeś się, znakomicie – odparła wiedźma.
- Co to jest?
- O co ci chodzi? - udawała zdziwienie, widząc gdzie patrzy generał.
- Nie zbywaj mnie, może oberwałem, ale nie w głowę. Jesteś kapitanem, nie jestem ślepy. Pokłóciłaś się z Ranzą?
- Wybrała drogę, przykro mi. - syknęła, przypominając sobie bunt córki.
- W istocie, widziałem ją, ale do końca mi wmawiała, że jest po naszej stronie. Była bardzo przekonująca.
- Dałeś się nabrać, to do niej podobne, jest zupełnie jak jej ojciec, nie warto jej ufać. Cóż twój ślub nie dojdzie do skutku, chciałam dobrze, ale …
- Ale, co?
- Gdybyś potrzebował prawdziwej kobiety, to potrafię nie jedno. - odparła, uśmiechając się zalotnie.
- Postradałaś zmysły? Obiecałaś mi Ranzę, tylko na niej mi zależy. Nie będę brał się za taką … dojrzałą wiedźmę. Co by o mnie pomyśleli.
- Sugerujesz, że jestem za stara na bycie czyjąś partnerką? Co jest ze mną nie tak?
Helar chciał się podnieść, ale wszystko go bolało. Miał ochotę opuścić pomieszczenie, nie chcąc dłużej się kompromitować, gdyż wszystko co by nie dodał, obróciłoby się przeciwko niemu.  
- Jokasto, powiem wprost, Ranza mi się podoba, fizycznie, to o niej myślę. Nie mógłbym … to niedorzeczne, to nie tak, że jesteś za stara dla mnie, ale jesteś jej matką.
- Nic już nie mów, wiem co czas robi z ciałem. Gdybyś jednak chciał się przekonać, o tym co potrafię zdziałać, pomimo wieku, dam ci jeszcze jedną szansę, ale więcej ode mnie takiej propozycji nie dostaniesz, a nie chcesz wpisać się na moją czarną listę, jak mniemam. Ledon na niej był, nie radzę. - syknęła, wychodząc oburzona z pomieszczenia.

Po chwili usłyszał pukanie do wrót, kazał wpuścić posłańca.  
- Generale, złapaliśmy Hizara z jakąś czarodziejką, uważa się za księżniczkę, co mamy robić?
- Król o tym wie?
- Jeszcze nie meldowałem ...
- Przyprowadzić oboje do mnie, natychmiast!
- Tak jest. - odparł strażnik, wychodząc przerażony.
Helar czekał dość długo, aż w końcu ponownie pojawił się ten sam strażnik, a za nim weszli żołnierze, ze spętanym więzami niemocy Hizarem i oburzoną księżniczką Ferją. Generał spoważniał, czuł wielki żal do chłopaka. Miał ochotę go zabić, ale powstrzymał się na razie, czując się jeszcze słabo.  
- Zostawić ich i wyjść! - rozkazał swoim ludziom.
Patrzył na młodego czarnoksiężnika, obserwując go bacznie, aż przeszły Hizara ciarki. Spodziewał się przykrej rozmowy.  
- Zawiodłem się na tobie. Dałem ci drugą szansę, ale ja zaprzepaściłeś. Ona również nam nie wiele pomogła, widzisz w jakim jestem stanie idioto?!
- Generale, to wina mieszańca i buntowników …
- Nie kompromituj się, powinienem was zabić.
- To wina jego matki, goniła nas i … - wtrąciła się księżniczka.
- Matki? Wśród buntowników jest jego matka? - spytał Helar, obmyślając taktykę w głowie.
- Tak, ale uciekliśmy jej. - kontynuowała Ferja.

Hizar spojrzał z wyrzutem na niewiastę. Nie chciał przyznawać się do swojego pochodzenia, ale było teraz za późno.  
- Ferjo, czy król i królowa światła przejęliby się, gdyby ktoś chciał cię zabić? - spytał generał patrząc w oczy dziewczyny o fioletowych włosach.
- Do końca mnie bronili, ale ich przechytrzyłam, teraz chcę być po waszej stronie …
- Przydasz nam się, jako karta przetargowa – uśmiechnął się szyderczo Helar.
Hizar na te słowa obruszył się, bojąc się o ukochaną.  
- Generale, ona chce walczyć z nami, a nie być zakładnikiem. Przecież jak coś pójdzie nie tak , to zginie.
- Wiem, ale jest wojna, nie unikniemy ofiar. - dodał spokojnym tonem mężczyzna.
- Obiecałeś mi, że włos jej z głowy nie spadnie.
- To nowy plan, tamtej jest nieaktualny. Ty też mi się przydasz, mamuśka z pewnością nie będzie chciała stracić zdradzieckiego synka.
- Nie … nie zrobisz tego, pomogliśmy ci …
- Straże! - zawołał Helar.
Do środka wbiegli uzbrojeni czarnoksiężnicy, a w oczach Hizara pojawił się strach.  
- Zabrać oboje do najciemniejszego lochu, pilnować jak oka w głowie! Wykonać!
- Nie! Obiecałeś mi królestwo światła. – buntowała się dziewczyna, rzucając się pomimo więzów.
- Kłamałem głupia, naiwna dziewko. - zaśmiał się generał, opadając na łóżko z uczuciem spełnienia.
Strach w oczach innych dodawał mu sił. Uwielbiał mieć panowanie nad sytuacją, a po przegranej bitwie chciał się zrehabilitować w oczach króla. Księżniczka była jego ostatnią szansą, aby ocalić skórę, gdyż gniew władcy potrafił nieść za sobą śmierć, od której uciekał generał jak najdalej.  

575 czyt.
100%135
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2476 słów i 13700 znaków. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 19 lutego

    Mela to mądra i dobra dziewczyna i chyba dowiedziała się za dużo albo wystarczająco tyle aby wszystko ze sobą połączyć. Wydaje mi się, że wyciągnie prawdę od Kansiego i nie będzie ona wcale taka oczywista. Oby nie zniszczyła ich relacji.

  • Almach99

    Almach99 · 14 lutego

    Pieknie. Wydawac by sie moglo,,ze to juz koniec historii. A jednak co chwila pojawiaja sie nowe watki.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 14 lutego

    Paktuje*

  • AlexAthame

    AlexAthame · 14 lutego

    Ten Helar. Tak to jest jak ktoś pakuje z podobnym typem.Czyli oni nie wiedzą że Kasi jest synem królowej? Ale chyba jest coś jeszcze.Ach ten uparty Nietoperek, nic nie chce wyjawić. Super.Szkoda ze juz niedługo koniec...

  • emeryt

    emeryt · 13 lutego · 202091556

    Wspaniały odcinek, coś mi się zdaje że lada moment będzie pogodne zakończenie tej powieści. Przesyłam pozdrowienia i dziękuję, aby do wiosny.