Okruchy przeznaczenia - Część 7

W środku przepełnionej przepychem sali, znajdowały się marmurowe figury przedstawiające poprzednich władców. Po ścianach wykładanych drogocennymi kamieniami, wiły się pnące aż pod sufit bluszcze, które poprzeplatane były fioletowymi kwiatami. Podłoga mieniła się jakby ktoś porozrzucał po niej drobiny złota. Z sufitu, który przypominał pogodne niebo, zwisał misternie wykonany żyrandol. Na środku stało wygodne siedzisko w kształcie podkowy. Tam czekali na nich dostojnicy tego miejsca.  
- Zapraszamy – odparła kobieta z pięknym złotym diademem.
Mela zachwyciła się jej sukienką, która mieniła się raz na fioletowo, raz na zielono, jak łuska ryby w wodzie pod odpowiednim kątem. Długie żółte włosy spływały opadały łagodnie na odzienie. Koło niej stał mężczyzna, który budził respekt już samym spojrzeniem. Krótkie granatowe włosy zdobiła złota korona wykładana diamentami. Nosił brodę, co dodawało mu powagi. Fioletowy strój haftowany złotymi nićmi, przykrywała metaliczna peleryna. Obok niego siedział Książę, z którego twarzy nie schodził promienny uśmiech. Strażnicy kłaniając się nisko zostawili czarodziejkę, zamykając za sobą ciężkie wrota. Nie wiedziała jak się zachować, ale ukłoniła się podobnie jak straże.  
- Uratowałaś nam syna, jak cię zwą? - zabrzmiał poważny głos króla.
- Mela, jestem czarodziejką Jaśnie Panie … Władco krainy – odparła niepewnie.
- Usiądź dziecko – dodała królowa pokazując dłonią na miejsce obok niej.  

Początkująca czarodziejka spojrzała na swój strój, który przy dostojnikach wyglądał mizernie. Usiadła jednak obserwując Deruna bacznie.  
- Mam na imię Estea, a to jest mój mąż Ledim.
- Jestem zaszczycona.
- Jak trafiłaś do komnaty Księcia? Słyszałem, że wtargnęłaś za mury jak złodziej. - dopytywał władca marszcząc brwi.
- Ja … miałam przeczucie… Panie, to silniejsze ode mnie.
- Ojcze przestań, gdyby nie ona, nie rozmawialibyśmy teraz.
- Zgadzam się z tobą synu, ale tu chodzi o twoje bezpieczeństwo. Martwimy się o ciebie z matką i dlatego …
- Byłem truty we własnym domu. W miejscu gdzie miałem się czuć bezpiecznie. Jak teraz bez obawy przełknę cokolwiek?
Matka spojrzała na niego czule, nie kryjąc łez.  
- Kochanie, ta czarodziejka pomogła nam. Nie bądź taki podejrzliwy, radziłabym sprawdzić służbę i całą kuchnię.
- Dobrze moje słońce. - król zwrócił się do żony uspokajając ją – Rozumiem, że tej młodej osobie należy się solidna nagroda.
- Drogie dziecko jak możemy ci dziękować, za twój czyn? - zwróciła się serdecznie kobieta patrząc na dziewczynę.
- Proszę tylko o to, żeby Jaśnie Państwo nie dali mnie ukarać władzom Szkoły Białej Magii.
Król zwrócił wzrok na młodą czarodziejkę, po czym roześmiał się głośno.  
- Możesz nas prosić o co chcesz, a ty masz tylko takie życzenie? Uczysz się w naszej szkole?
- Tak Panie, dopiero zaczęłam tydzień temu.
- Mela powiedz, skąd znasz się na leczeniu? Dawno nie słyszałam, żeby ktoś posługiwał się taką magią. - dopytywała królowa.
- Mam taką moc od dziecka Pani.
- Twoi rodzice muszą być z ciebie dumni. - uśmiechnął się władca.
- Na pewno, patrząc na mnie z chmur, muszą się radować. - odparła czarodziejka ze smutną miną – Los mi ich odebrał dawno temu.

Królowa podeszła do czarodziejki z ciepłym uśmiechem. Chwyciła ją za dłonie, widząc że ta rozmowa sprawia jej ból.
- Są dumni dziecko, mając taką wspaniałą córkę nie może być inaczej.
Derun również zbliżył się do swojej wybawicielki. Mimowolnie przytulił ją do siebie, na co ojciec spojrzał na niego surowo.  
- Dobrze, już wiemy wszystko. - odezwał się – zaraz napiszę ci list, który wręczysz władzom twojej szkoły. Żadna kara cię nie spotka.
- Dziękuję Panie – powiedziała spokojnie Mela
Nagle drzwi od pomieszczenia drgnęły i do środka wkroczyła młoda dziewczyna o prostych, długich włosach w kolorze fioletu. Na jej głowie połyskiwał diadem ze srebra uwieńczony żółtym , półprzezroczystym drogocennym kamieniem o barwie cytryny.  
- Kto to jest!? Co to za jedna? - krzyknęła władczo widząc jak jej matka przytula czarodziejkę.
- Ferjo zachowuj się! - obruszył się ojciec.
- Co robi tu mój brat? Jeszcze zemdleje nam na posadzce.
Derun wstał i zbliżając się do siostry obrzucił ją poważnym spojrzeniem. Ona widząc jego twarz, która nie miała cienia bladości uniosła mimowolnie brwi.  
- Cudownie ozdrowiałem i wcale nie byłem chory.
- Co ty mówisz? Nie miałeś nawet siły wstać z łoża.
- Mela podejdź tu. Powiedz co wykryłaś. - dodał Książę wołając czarodziejkę gestem dłoni.
Dziewczyna ośmielona podeszła do nieznanej kobiety, starając się ukryć zdenerwowanie. Obawiała się, że przez swoją lekkomyślność nazbyt nagłośni swoje leczące zdolności. Galum ją przestrzegał przed chwaleniem się swoim darem. Pamiętała jego opowieść o tym, że uzdrawiający czarodzieje są tępieni. Nikt nie wiedział jednak przez kogo i dlaczego.  
- Książę Derun cierpiał od trucizny. - powiedziała najspokojniej jak się dało.
Nieznajoma wzruszyła ramionami, jakby nic się nie stało.
- Nie możliwe. Skąd takie pomysły?
- Jestem tego pewna, tak jak tu stoję. Gdybym nie usunęła nieznanej substancji, to książę nie doczekałby poranka.
- Doprawdy? A może to ty otrułaś Deruna? Skąd się wzięłaś u niego?
- Ferjo przestań natychmiast! Ona mnie uratowała. Twoje podejrzenia są bezsensowne.
Suknia dziewczyny o fioletowych włosach poruszyła się. Wyglądało na to, że zbiera swoje moce do ataku.  
- Co ty robisz córko!? - obruszył się ojciec czując wzbierającą energię.
- Zaraz się przekonamy kim ona jest. - odparła chcąc powalić Melę swoimi czarami, ale matka szybko zareagowała uspokajając ją.
- Wracaj do siebie Ferjo, Mela zaraz wraca do siebie.
Księżniczka uspokoiła się trochę i wyszła zatrzaskując za sobą ciężkie wrota. Król zabrał się za pisanie listu do władz szkoły, po czym gdy skończył podbił swoją pieczęcią.  
- Proszę, straże odprowadzą cię. Dziękujemy.

Mela ukłoniła się i odprowadzając wzrokiem Deruna wyszła z pomieszczenia. Nie rozumiała co się dzieje w pałacu, ale nie podobało się jej to wcale. Kiedy mężczyźni eskortujący czarodziejkę weszli na teren Szkoły Białej Magii wzbudzili wielkie zainteresowanie. Na horyzoncie wstawało słońce, zwiastując nadejście kolejnego dnia. Mokra trawa i kwiaty spowite lekką mgiełką odmieniły wygląd ogrodu. Mela z podniesioną wysoką głową wkroczyła dumnie do budynku, gdzie przywitali ją zaspani jeszcze uczniowie. Słyszała za sobą ciche szepty, które tym razem nie przerażały jej. W ręku dzierżyła list z pieczęcią samego króla. Zmierzali prosto do gabinetu Najmądrzejszej. Mężczyźni zapukali w zdobione drzwi. Otworzyła im kobieta o fioletowych kręconych włosach.  
- O Najmądrzejsza Zaniro. Oto twoja zguba. Przybywamy prosto od króla.
Dostojna właścicielka szkoły kazała im się oddalić, zapraszając Melę do środka. Nakazując jej usiąść w rzeźbionym drewnianym fotelu, wzięła od niej pergamin i zrywając pieczęć, od której zrobiło się jej gorąco, zaczęła czytać z wypiekami na twarzy. Kiedy skończyła otworzyła szeroko oczy kładąc przed sobą zwitek papieru.  
- Szukała cię cała szkoła, a ty poszłaś, a raczej poleciałaś do pałacu …
- Najmądrzejsza to wina Celosa, wyrzucił przez mur coś cennego …
- Nie przerywaj mi! Oducz się tego raz na zawsze! - krzyknęła kobieta. - Nie dostaniesz kary tym razem, bo jestem pod wrażeniem.
- Nie dostanę?
- Tak jak powiedziałam, ale będę cię mieć teraz na oku. Na twoim miejscu starałabym się teraz podwójnie. Jeżeli będziesz się dobrze uczyć, kto wie, może król to doceni. Co za wspaniała rekomendacja dla szkoły. Wiesz o tym, że Galum był jednym z naszych najwybitniejszych uczniów?
- Nie wiedziałam.
- Powiem więcej, wykazywał się inicjatywą i nawet pomagał innym w nauce. Nie wspomnę mu o twoich wcześniejszych przewinieniach, ale o tym liście od króla to wstyd byłoby nie wspominać. To tyle z moje strony, wracaj do siebie.

Mela wyszła i gdy tylko minęła próg została otoczona przez ciekawskich, którzy chcieli dowiedzieć się jak najwięcej. Szybko się rozniosło, że wracała z samego pałacu. Wszyscy marzyli o tym, żeby chociaż raz tam trafić. Nagle w tłumie zauważyła, jak Celos przygląda się jej zza filaru.  
- Ty magu od siedmiu boleści! - zawołała na całe gardło goniąc go po korytarzu do ogrodu. Tamten czując co się święci, zaczął uciekać za budynek potykając się o korzenie drzew. Mela skoczyła na niego jak tygrysica przygniatając go do soczyście zielonej trawy.
- Zostaw mnie! - krzyczał
Ona złożyła razem ręce, on widząc wzbierającą wokół nich różową poświatę zamknął oczy. Czarodziejka obsypała go kwiatami, które wyczarowała w pośpiechu. On wstał otrzepał się z płatków i spojrzał na nią podejrzliwie.
- I to wszystko? Nie będzie bicia?
- A co chciałbyś? Spodobało ci się czy jak?
- Przestań! Wszystkie mięśnie mnie bolą od kopania ogrodu. Jak ty to zrobiłaś wczoraj?
- Co? - spytała Mela podnosząc jedną brew do góry.
- No ten pojazd. Ty latałaś, powiedz jak to się robi.
- Nie ma mowy!
- Zaskakujesz mnie ciągle. Czemu tak bardzo ci zależało na tej figurce, co?
Czarodziejka usiadła na trawie i ostrożnie wyjęła figurkę z kieszeni. Przedmiot zamigotał granatowym światłem, a potem zgasł.  
- Nie waż się tego więcej dotykać! - odparła patrząc na niego marszcząc brwi.
- Ale co to jest?
- Nie wiem, ale się dowiem.
- Efra mówiła mi, że rozmawiasz z tym czymś. To nie normalne!
- Sam jesteś nienormalny. - odburknęła czarodziejka i zarzucając długie włosy wstała.
Nagle usłyszała znów głos, który przyprawiał ją nie raz o dreszcze „wyruszaj w drogę”.
Zauważyła, że Celos również podskoczył, jakby słyszał to samo co ona. Rozglądał się dookoła jakby kogoś szukał w zaroślach.  
- Co ci jest? - spytała Mela nie kryjąc zdziwienia.
- Ten głos, ktoś tu jest.
- Tak się kończy ruszanie nietoperka. Teraz i ty jesteś przeklęty. - zaśmiała się dziewczyna klepiąc go po plecach i odchodząc w stronę szkoły.
- Czekaj! Co to znaczy? Mela?

898 czyt.
100%234
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1932 słów i 10500 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 10 maj 2018

    Bardzo wciągająca cześć. Zawsze zostawiasz czytelnika w połowie. ..I to jest dobre

  • Obca

    Obca · 10 maj 2018 · 201233482

    Zgadzam się z poprzednikami. Wciąga i odpręża. Czasami mam wrażenie, że i u nas tak mogłoby być...

  • AnonimS

    AnonimS · 9 maj 2018

    A ja czytam nieprzypadkowo bo lubię czytać to co piszesz. A piszesz lekko, swobodnie i snujesz te swoje opowiadanie w taki sposób że mnie to odpręża. Po ciemnych zakamarkach sadomasochizm ten opisany przez Ciebie świat jest taki przyjazny i kolorowy ( mimo tych różnych intryg i zawiści) pozdrawiam.

  • Fiolka

    Fiolka · 9 maj 2018 · 381258552

    Przypadkowo trafiłam na twoje opowiadania bardzo mi się podobają, są wciagajace:-) nie mogę doczekać się następnej części. Czekam i dziękuję że piszesz:-)