Okruchy przeznaczenia - Część 25

Kurz unosił się, targany podmuchami wiatru. Ocknął się widząc pobojowisko i leżących bez oddechu podwładnych. Zapach śmierci unosił się dookoła, a nad górska dolinę nadciągnęły ciężkie chmury. Podniósł się pomimo dokuczliwego bólu, zamiast myśleć o żołnierzach, rozpaczliwie poszukiwał śladów Meli. Ścisnął pięść, przypominając sobie, że kazał jej uciekać. Niestety ostatnie co pamiętał, to przerażona dziewczyna i cios zadany przez Ledona, po którym zapanowała ciemność. Obszedł dokładnie teren, ale nigdzie nie zauważył śladu po zbuntowanej uczennicy. Zastanowił się co mogło się stać, albo udało się jej uciec, albo została pojmana, a w najgorszym wypadku zginęła w innym miejscu. Gdy pojawi się w zamku bez niej, wiedział dobrze co mu grozi. Helar nie przepuściłby takiej okazji, żeby go zdegradować lub pozbawić życia. Nagle zobaczył jak jeden z leżących na drodze żołnierzy porusza dłonią. Podbiegł do niego, pomagając mu wstać.  
- Panie, wybacz nie daliśmy rady …
- Wiem, możesz chodzić?
Mężczyzna podniósł się, ale o dziwo stał pewnie na nogach. Widocznie impet uderzenia ominął go na tyle, że nie wyrządził mu większych szkód.  
- Wróć do zamku i powiedz, że wyruszyłem w góry, szukać zdrajcy.
- Ale kapitanie, to samobójstwo!
- I tak nie mam po co wracać, po takiej porażce. Poradzę sobie, a jeśli nie, to pamiętaj mnie.
Po tych słowach ruszył samotnie w kierunku skał, smagany wiatrem i padającym dokuczliwie deszczem. Jego żołnierz znalazł jednego z rumaków, dosiadł go szybko i pomachał na pożegnanie kapitanowi.  

Kansi brnął przed siebie, głodny i wyczerpany. Rany doskwierały mu na tyle, że przystawał na krótkie odpoczynki. Zapadał mrok, musiał postarać się gdzieś ukryć. W jednej ze skał znalazł małą jaskinię, wczołgał się tam, padając na kamieniste wilgotne podłoże. Zasnął szybko, chcąc zregenerować siły. Następnego dnia obudziły go odgłosy górskich stworów, które kręciły się po okolicy. Głód wygrał z bólem, więc wyczołgał się z kryjówki, wskakując w gęste krzewy. Odzyskując moc mógł zapolować. Wymierzył śmiertelny czar wprost w znajdującego się nieopodal zwierza. Pokryte łuską  stworzenie, pisnęło padając na mokre podłoże. Reszta uciekła, a on podbiegł do ofiary, zarzucając ją zamaszyście na plecy. Dotarł do miejsca, gdzie skały tworzyły prowizoryczny dach, nazbierał drewna i szybkim ruchem dłonią rozniecił ogień. Pochylił się nad upolowanym, wyciągnął nóż zza paska i odwracając wzrok, zaczął szykować porcję na śniadanie. Jako kapitan miał codziennie podawane posiłki przez służbę, tym razem musiał zadbać sam o strawę. Robił to bardzo dawno, gdy pomieszkiwał jeszcze w lesie, ale nie spodziewał się, że kiedyś będzie mu ta wiedza na nowo potrzebna. Upiekł porządny kawał zwierza i kiedy się posilił, odzyskał prawie pełnię swoich możliwości magicznych. Rany przemył w strumieniu, po czym przywołał latający czarny dysk. Obiecał sobie, że bez dziewczyny nie wraca. Wzbił się w powietrze, patrolując okolicę swoim czujnym wzrokiem, a jego poszarpane częściowo szaty, powiewały swobodnie pośród przestworzy.

***
W kryjówce czarnoksiężnika nastał nowy dzień. Woda kapiąca ze sklepienia pieczary, uderzała miarowo o skalne podłoże. Przez dziurę, służącą do wyprowadzania dymu, wpadł do środka promień bladego słońca. Mela ocknęła się, w pierwszej chwili zapominając gdzie jest.  Przy ognisku krzątał się Ledon, szykując jedzenie. Widząc, że coś piecze się na patyku, podeszła bliżej.  
- Co to jest?
- Jedzenie.
- Ale z czego?
- Masz jedz i nie pytaj. Tu trzeba się cieszyć ze wszystkiego co znajdziesz.
Czarodziejka niechętnie zjadła, to co przyrządził musiało jej jednak wystarczyć.  
- Gdzie mogę się umyć? Bo myjesz się, prawda?
- Zaraz ci pokażę, chodź ze mną.
Weszli w głąb jaskini, kierując się do podziemnego zbiornika z czystą wodą. Niestety kiedy dotknęła dłonią cieczy, przeszedł ją dreszcz.
- Lodowata.
- Nic nie poradzę, jestem przyzwyczajony.
- Nie da się podgrzać?
- Nie ma tu wygód, rób jak chcesz, zostawiam cię samą. Daj znać, jak skończysz.
Mela pokazała mu język, kiedy już był za skalną ścianą. Zrzuciła częściowo zniszczone ubranie żołnierza, podchodząc do przezroczystej górskiej wody. Najpierw włożyła jedna nogę, potem drugą. Ciarki nie opuszczały ciała, wreszcie wskoczyła zanurzając się całkowicie. Uczucie sprawiało z początku ból, wynurzając się krzyknęła na całe gardło. Tutejsze warunki wcale się jej nie podobały. Gdy skończyła trzęsąc się, ubrała na siebie wczorajszy strój. Podbiegła do ogniska, prawie podpalając się przypadkowo.  
- Jak ty możesz tu żyć!?
- Jak widać się da.
- Pod lasem z mamą mieliśmy lepiej i podgrzewaliśmy sobie wodę.
- Koniec tego wylegiwania, idziemy.

Mężczyzna skierował się do innego pomieszczenia, w którym panowały całkowite ciemności. Przeszedł ją dreszcz, zrozumiała, że to nie żarty.
- Nic nie widzę. - żaliła się czarodziejka.
- Nie potrzebujesz światła, jesteś w połowie czarownicą.
- Ale nie nietoperzem, wychodzę …
- Stój! Skoncentruj się i spróbuj wyczuć gdzie jestem.
Mela nic z tego nie rozumiała, nie dość że było całkowicie ciemno, to jeszcze nic nie słyszała, nawet jego kroków. Nagle poczuła dotknięcie ręką na plecach. Podskoczyła, piszcząc ze strachu.
- Jak to zrobiłeś, fruwasz czy jak?
Czarnoksiężnik zaśmiał się głośno, przywołując blade światło w dłoni. Dziewczyna zobaczyła, że nie dotykał stopami podłoża.  
- Powiedziałem ci, że nauczę cię więcej. To jest tylko próbka tego co potrafię, ale to co chcę ci przekazać, powinno wystarczyć.
Znów nastała ciemność, a Mela dostała ciosem w ramię. Wiele razy obrywała mocno, aż padła zmęczona na zimną skalną podłogę.  
- Jak na razie, to nic mnie nie nauczyłeś. Jesteś gorszy od Ranzy, ona zawsze mnie tak poniewierała.
- A więc wiesz o mojej córce.
- Tak, ale ona nie wie o mnie. Jokasta zagroziła, żebym nie wspominała, że jesteśmy spokrewnione.
- Dobrze mówi, moja córka jest wybuchowa. Ale nie zagaduj mnie, ćwiczymy dalej.

Trening u Ledona wydawał się drogą przez piekło. Walki w ciemności, próby lewitacji, koncentracji,  chodzenie nad przepaścią, dźwiganie ciężkich głazów oraz próby podnoszenia ich siłą woli. Każdego dnia padała zmęczona, czując wszystkie kości i mięśnie. Jednak bardzo szybko zaczęła pojmować i uczyć się  nowych zdolności. Nie wiedziała ile czasu minęło od kiedy tu trafiła, ale wcale się jej nie dłużyło. Opanowała czarną magię na poziomie, o którym mogłaby pomarzyć trenując z Kansim. Po jednym z treningów zasiedli przy ognisku. Czuli, że zbliżyli się do siebie na tyle, że mogli swobodnie przebywać w swoim towarzystwie. Mężczyzna spojrzał na nią jeszcze raz, jakby coś w środku ukrywał.  
- Dziękuję, teraz nie boję się walczyć.
- Widziałem, zrobiłaś niesamowite postępy. Niestety muszę cię zmartwić.
- Do czego zmierzasz?
- Masz przejść próbę u króla, tak?
- Tak mi powiedziano, ale dzięki tobie to się uda.
Ledon zmarszczył brwi, ściskając kawałek drewna.  
- Nie przejdziesz jej.
- Jak to? Przecież powiedziałeś, że biję się jak szalona, znam sporo zaklęć …
- To nie o to chodzi. Pozbawiłaś już kogoś życia?
Melę aż zmroziło na samą myśl, utkwiła w ojca swoje dociekliwe spojrzenie.  
- Nigdy, dlaczego pytasz?
- Wiem jak takie próby przebiegają. Jeżeli nie udowodnisz im całkowitej lojalności, to wiesz co zrobią.
- Ty żartujesz, przecież nie każą mi kogoś zabić, mam ich leczyć w bitwie …
- Nie ich, kogoś z drugiej strony, maga, albo czarodziejkę, rozumiesz teraz?
- To nie może być prawda, okłamujesz mnie!
- Sama się przekonasz. Dlatego trzeba coś zrobić, zanim dojdzie do tego dnia. Mogę pomóc ci uciec …
- Ale wtedy zabiją Kansiego. - dodała dziewczyna ze łzami w oczach.
- Po co się tak litujesz nad tym miernotą? Licz na siebie.
- Nic nie rozumiesz, on jest …  
Chciała coś dodać, ale słowa uwięzły jej w gardle. Ostatnio czuła coś niepokojącego, czego nie potrafiła nazwać, Ledon musiał to wyczuć. Mężczyzna patrzył, jak jego córka wstaje od ogniska, kierując się do wyjścia z jaskini. Pobiegł za nią, patrząc jak chce odchodzić.
- Dokąd to …
- Wracam, nic tu po mnie.
- Chcesz odejść?
- Tak. Mam ważne sprawy, które chcę doprowadzić do końca.
- Zaczekaj, napijmy się jeszcze na pożegnanie czegoś ciepłego, co ty na to, a potem odejdziesz.

Zatrzymała się zmieszana, nie może odejść jak cień, należało się mu podziękowanie lub krótka rozmowa. Mela wróciła się, idąc za mężczyzną. Usiedli przy ogniu, a on gdzieś na chwilę zniknął, po czym przyniósł dwa naczynia z parującą cieczą.  
- Ciesze się, że cię mogłem poznać.
- Ja również, dziękuję za wszystko.
- Za twoje zdrowie.
- Twoje też Ledonie.
Oboje wychylili porządny łyk. Wtem dziewczyna zaczęła się dusić i krztusić. Głowa bolała ją okropnie, aż padła na ziemię. Przełyk piekł niczym palony ogniem, ledwo mogła się odezwać.
- Co … ty mi … podałeś …
Z rąk wypadło jej naczynie, rozbijając się na kawałki, a resztka płynu rozlała się na skalne podłoże.  
- Wybacz mi, ale nie mogę pozwolić, żebyś zdradziła drogę do mojej pieczary. Nie mogę cię tak zwyczajnie wypuścić, tu chodzi o moje życie.  
Nachylił się nad dziewczyną wypowiadając zaklęcie, a potem dodał coś od siebie.
- Zapamiętaj, jesteś czarownicą, nie widziałaś mnie, ale najważniejsze, zapomnisz Kansiego, będzie dla ciebie zwyczajnym mężczyzną, jakich wielu. - odparł przejeżdżając dłonią nad jej skronią.
Ciemna energia pojawiła się jak mgła, wsiąkając w skórę, niczym ponura klątwa. Patrzył, jak zatapia się w niemocy, zupełnie jakby usypiała. Pogładził ją delikatnie po aksamitnych kosmykach, wspominając Lejlę, gdy jeszcze byli razem.  
- Nie zrobisz tego samego błędu co ja, córko, nie pozwolę na to.  
Podniósł nieprzytomną córkę przywołując magiczny dysk energii. Wylecieli z jaskini ponad las, gdy znaleźli się niebezpiecznie blisko miejsca, gdzie ostatnio zostali pobici z Kansim, położył ją na żwir i odleciał w dal. Kapitan mieszkał niedaleko, szukając każdego dnia dziewczyny. Wracając z kolejnej wyprawy, zauważył ją leżącą bezwładnie. Podbiegł szybko, próbując ocucić. Otworzyła oczy i kiedy ujrzała Kansiego nie poznała go. Dostał silnym czarem w brzuch, a ona odskoczyła zbierając energię.  
- To ja, Kansi …
Mela ocknęła się, nie wiedząc co się z nią dzieje. Patrzyła na brodatego mężczyznę, próbując przypomnieć sobie cokolwiek.  
- Boli mnie głowa.
- Co się z tobą działo? Szukałem cię wśród gór, minął prawie miesiąc.
- Nie pamiętam, mam pustkę w głowie. Co się stało?
- Jak to, nie pamiętasz? A mnie kojarzysz?
Przyjrzała się mężczyźnie, mrużąc oczy, wszystko wydawało się snem, ale zbyt realnym.  
- Jeszcze raz, kim jesteś?
Kapitanowi zrzedła mina, nie wiedział czy dziewczyna udaje, czy naprawdę ktoś ją zaczarował. Jeżeli jednak została umyślnie zamroczona, to mógł się domyślać, czyja to sprawka.

816 czyt.
100%224
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2043 słów i 11475 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 28 lip 2018

    Miłość do ojca czy miłość do Kansiego...z uwagi na to co zrobił ojciec Mela wybierze Kansiego jeżeli odzyska pamięć- wydaje mi się, że odzyska i będzie chciała wszystko wyjaśnić. Świat magii jest niesamowity można od tak jednym zaklęciem wymazać pamięć   
    Kolejna emocjonująca część, pisanie w Twoim przypadku to chyba jak oddychanie jest tak łatwe, lekkie i przyjemne do czytania. Utalentowanym to trzeba się urodzić

  • AnonimS

    AnonimS · 27 lip 2018

    Zobaczymy czy miłość przezwycięży czary. Pozdrawiam

  • emeryt

    emeryt · 27 lip 2018 · 202081569

    Nic na to nie poradzę, ale zakończyłaś ten odcinek w takim momencie, jak Polsat przed reklamą. więc niestety jestem zmuszony czekać na kolejny odcinek.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 27 lip 2018

    Och. Teraz to się porobiło. Mela kocha Kansiego a on chyba ją. Ojciec kocha córkę i chce za wszelką cenę ją uratować. Ale musi wziąć pod uwagę jej uczucia. No i co zrobisz,Nietoperku?