Okruchy przeznaczenia - Część 65

Poranna mgła unosiła się u podnóża zamkowego wzgórza, nad którym skrzeczały latające stwory. Wilgotne powietrze po nocnej burzy, potęgowało uczucie chłodu. Strażnik nieprzytomnym wzrokiem spoglądał z wieżyczki, zmęczony spieszył się aby spocząć, kiedy zauważył dwie postacie zbliżające się do posępnych murów. Zbiegł po krętych schodach, słysząc tępe walenie w bramę.  
- Kto idzie!? - ryknął groźnie.
- Otwieraj! Natychmiast! - odezwał się kobiecy głos.
- Pytałem kto …
Poczuł drganie i ogromne wrota poruszyły się. Ledwo zdążył odskoczyć, ratując się przed zmiażdżeniem o skalną ścianę. Gdy ujrzał Jokastę, padł ku zimnej brukowanej posadzce twarzą.
- Wybacz jaśnie pani …
- Za późno. - odparła władczo wiedźma. - Zaraz cię  … - chciała mu zadać cios, ale Dreja powstrzymała jej dłoń w ostatniej chwili.
- Oszczędzaj siły na Helara. Nie mścij się na nim, to marny pionek.
Niechętnie odwołała energię, która zaczęła odpływać od jej ręki, niczym gasnący płomień.  
- Generał jest u siebie!? Mów! - dodała przygniatając strażnika do ściany.
- Tak … pani kapitan … jest w swojej komnacie.
Puściła go, przyspieszyła kroku w stronę wejścia do fortecy. Szara suknia falowała w rytm jej kroków. Dreja ledwo nadążała za swoją mentorką. Młody bojowy czarnoksiężnik zaczął z mozołem zamykać bramę, nadal nie mogąc dojść do siebie.  
- Co się stało? - spytał zdziwiony znajomy, który przybył aby zmienić kolegę.
- Sponiewierała mnie.
- Kto?
- Jokasta, była … gorsza od generała.
Doświadczony wojownik spostrzegł wgniecenie we wrotach. Czuł, że dziś coś się wydarzy, gdyż kobieta była najwyraźniej w złym humorze.  
Tymczasem Helar przemywał twarz w orzeźwiającej wodzie. Usłyszał krzyki na korytarzu, więc czym prędzej zaczął odziewać na siebie szaty. Gdy przymocowywał naramienniki połyskujące metalicznie, rozległo się pukanie. Schował pospiesznie srebrny medalion pod czarną koszulę i zarzucając pelerynę na plecy poszedł otworzyć.  
- Co się dzieje?
- Generale, pani kapitan przybyła.
- Odpraw, jeszcze nie jadłem śniadania.
- Ale …
- Głuchy jesteś?! - wrzasnął obruszony, zatrzaskując wrota przed swym żołnierzem.

Po chwili ponownie wzmogły się krzyki, poczuł wibracje i coś huknęło. Wyprowadzony z równowagi wyjrzał na zewnątrz i ujrzał wijących się z bólu strażników. Jokasta mijała ich, jakby byli zwykłymi robakami.  
- Śniadanie poczeka, Helarze. - odezwała się patrząc mu prosto w oczy.
- Jak śmiesz się tak do mnie odzywać, jesteś mi podległa.
- Wyjaśnijmy sobie kilka spraw, natychmiast. - powiedziała wchodząc do jego komnaty, jakby była u siebie.
Dreja chciała za nią podążyć, ale generał zdążył zamknąć przed nią ciężkie dębowe drzwi.  
- Niech zgadnę, nie było cię na moim ślubie, ale Dreja ci wszystko zrelacjonowała.
Jokasta zasiadła na kanapie obitej czarną aksamitną tkaniną. Założyła nogę na nogę i z szyderczym uśmiechem przytaknęła jego słowom.  
- Wiesz, że jesteś nikim przy mnie? Wiesz kim jest mój ojciec, wystarczy jedno moje słowo, a rozpływasz się w niebyt?
- Na twoim miejscu lepiej ważyłabym słowa. Królowa ponoć nie jest zachwycona zdradą męża ...
- Do czego zmierzasz!? - ryknął Helar, prawie gotując się ze złości.
- Nie chcę wiele, tylko wymianę naszych funkcji, powiedzmy, że ja będę generałem, a ty …
Wybuchł głośnym śmiechem.
- Nie żartuję, ty też nie wiesz z kim masz do czynienia. To, że płynie w tobie krew władcy nie gwarantuje ci sukcesu. - powiedziała podnosząc się na równe nogi i podchodząc do czarnoksiężnika bardzo blisko.
- Co ty robisz? - spytał, odrzucając jej dłoń, którą położyła na jego torsie.
- Jesteś wolny, mogę ci dać rozkosz. Moglibyśmy wziąć ślub, musi ci być ciężko, gdyż żadna cię nie chce …
- Zapomnij, nie chciałbym cię nawet dotknąć. Strach z tobą sypiać, zabiłaś męża, ty czarna wdowo!

Jokasta zmarszczyła brwi i pojaśniała na purpurowo.  
- To twoja ostateczna decyzja? Znasz los moich wrogów.
- Nie boję się ciebie, jędzo. Czyżby aż tak samotność uderzyła ci do głowy? Dopilnuję abyś straciła funkcję kapitana, wynoś się!  
Nic nie odpowiedziała, tylko spojrzała na niego raz jeszcze. Gdyby wzrokiem mogła zabijać, pewnie padł by teraz martwy. Dreja patrzyła na swą panią, jak wyszła z komnaty Helara. Jej wzrok zdawał się nieobecny, ale skrywał mroczną stronę, z którą nawet z nią nie chciała się tym razem podzielić. W jej głowie powstawał właśnie plan, tak podły jak jej zepsuta dusza. Generał nie zdawał sobie sprawy z tego, że Jokasta nasyciła się  zakazaną mocą i miała zamiar zrobić z niej użytek.  
- O czym z nim rozmawiałaś?
- Głupiec – syknęła cicho.
- Helar? Po co do niego poszłaś?
- Teraz to nie istotne, wracajmy do jaskini. Muszę odreagować na tej przeklętej ofierze. A potem złożę wizytę władczyni ciemności, z pewnością znajdziemy wspólny język.
- Chcesz udać się do …
- Tak, Helar właśnie wbił pierwszy gwóźdź do swej trumny. Ruszajmy, co tak stoisz!
- Jak sobie życzysz. - dodała niechętnie czarownica, czując potężną energię bijącą od mentorki.
Zniknęły za najbliższym zakrętem, a mijający ich strażnicy usuwali im się z drogi na wszelki wypadek.  

***
Nad równiną porośniętą gęstą trawą przelatywał Celos wraz z Tejną. Czarownica dzierżyła w dłoni hylona przypominającego węża, który pobłyskiwał metalicznie w promieniach słońca. Spojrzała na czarodzieja i zawołała stanowczym tonem.
- Lądujemy, tam!
- Jesteś pewna?
- Tak, czuję wibracje od figurki.
Zniżyła lot i robiąc nagły zwrot w powietrzu skierowała się w okolicę zagajnika. Młodzieniec spodziewał się, że i tym razem nic nie znajdą i tylko na darmo błąkają się niczym wędrowiec w gęstej mgle. Gdy znaleźli się na podłożu, dziewczyna podążyła wśród gęstych zarośli, kierując się podszeptami hylona.  
- Twój brat musi się maskować, albo to wyprowadza cię w pole. - zauważył zmęczony i zrezygnowany, wskazując na magiczny przedmiot.
- Jest kapryśny, ale wierzę, że w końcu doprowadzi mnie do niego. Czuję to.
Wtem spostrzegli połamane gałęzie, a potem miejsce z prowizorycznym szałasem i ogniskiem. Czarownica schyliła się nad popiołem i uśmiechnęła się lekko.  
- Nocował tu niedawno. Zapewne ukrywa się w królestwie światła.
- Zniknął tak nagle, tylko po co? Miał nam ponoć pomagać.
- Tego nie wiem, ale musiał mieć ważny powód.
- Tejna, a jeśli on przeszedł na ich stronę? - spytał skołowany.
- To nie możliwe, mówiłam ci co mu grozi, nie jest głupi. A może mnie też nie wierzysz? Przecież pochodzę z królestwa ciemności. - odparła spoglądając na niego wymownie.

Bał się odpowiadać, na chwilę przeszły go wątpliwości, które czarownica natychmiast wyczuła w jego zachowaniu. Jednak gdy na nią patrzył, gdy poruszała się lub mówiła, nie potrafił myśleć o nikim innym, jakby rzuciła na niego jakiś czar.  
- Nie jesteś jak Mela, wiem to. Nie mam zamiaru cię okłamywać, mam dystans co do ciebie.
- Wyznam ci, że mam podobnie. Całe życie nam wmawiano, że kontakt z wami to pewna śmierć, ale w zaistniałej sytuacji, gdy rodacy obrócili się przeciwko nam …
- Musimy trzymać się razem. - dokończył za nią, odruchowo chwytając dziewczynę za dłoń.
Poczuła ciepło jego ręki, przez chwilę stali się nieobecni. Wtem nietoperek dał o sobie znać, poruszając się w kieszeni młodego maga. Wydobył go szybkim ruchem, a ten wyrwał się z jego ręki, lecąc gdzieś przed siebie w gęsty las.  
- Co się dzieje?
- Nie wiem, muszę go złapać, bo Mela mnie udusi! - krzyknął Celos, zaczynając biec w nieznane.
Towarzyszka wyprawy nie czekała na zaproszenie, nie chcąc stracić z oczu maga. Nie zdawali sobie sprawy, że nie byli sami. W ich ślady podążała jak cień Ranza, wykorzystując naturalne ułożenie terenu jak kamuflaż. Ledwo łapiąc powietrze młodzieniec biegł co sił za lewitującą figurką. Chciał złapać ją magią, ale za każdym razem gdy tylko jej używał, nietoperek zgrabnie omijał przywołane moce.  
- Stój! Nie daję rady!
- To nic nie da. - skwitowała Tejna, równie zmęczonym głosem.
Nagle hylon zatrzymał się w powietrzu, po czym upadł na  polanie, która nie była dziełem matki natury. Rosła tu trawa i drobne drzewa, ale wszystko znajdowało się w niemałym wgłębieniu w glebie, zupełnie jakby wcześniej coś tu wybuchło. Celos zauważył kawałek kolorowej skorupy po jakimś naczyniu. Podniósł go do ręki, oglądając zaciekawiony.  
- O co tu chodzi?
- Tu ktoś dawniej mieszkał, to pewne. - odezwała się czarownica, podnosząc pozostałość naszyjnika, który mienił się w słońcu.
- Nigdy tu nie byłem, nawet nie wiedziałem, że tu ktoś mieszkał.
Wtem za paskiem u Ranzy uaktywnił się hylon jej ojca. Przytrzymała go, ale on wyrywał się coraz bardziej, jakby chciał odlecieć. W ostatniej chwili złapała go do sakiewki, ale przez nieuwagę nadepnęła na suchą gałąź.  
- Słyszałeś to?
- Coś tam jest. - dodał Celos, kierując się w stronę rosłego dębu.

Wiedźma nie chciała się ujawnić, przeklinała w duchu figurkę. Wtem nietoperek ponownie się aktywował, kierując się na pobliskie wzgórze.  
- Celos, on znów ucieka! - krzyknęła Tejna, goniąc za niesforną figurką.
Ranza odetchnęła z ulgą i szybko zmieniła miejsce kryjówki, czmychając dalej w knieje. Tymczasem dwoje śmiałków wbiegało na wzgórze, na którym rosło potężne stare drzewo. Gdy byli już na górze, Celos dogonił hylona i już miał go pochwycić, kiedy kapryśny zaklęty duszek wpadł do rozległej szczeliny pomiędzy konarami.  
- Co teraz?
- Nic, wracamy, szukamy mojego brata dalej. - dodała pewnym siebie głosem czarownica, powoli schodząc ze wzniesienia.
- Muszę go wydobyć, nie darowałbym sobie, jakbym go tu zostawił.
- To jakaś zapadlina, odpuść. - odparła dziewczyna, wzruszając ramionami.
- Mela by za nim poszła.
- Ale ja nią nie jestem, wrócisz tu później.
- Proszę, Tejna. - powiedział błagalnym tonem, chwytając ją za ramię.
- Dobrze, ale ty wchodzisz pierwszy.
Chwycił czarownicę w pasie, przytulając się do niej. Zdezorientowana odepchnęła go od siebie.
- Wchodź tam i zabieraj tę figurkę, nie mamy całego dnia.
- Wybacz. - odparł zmieszany, rozumiejąc jak blisko niej był.
Ostrożnie schodził po splątanych korzeniach, czując zapach wilgoci bijący ze środka. Przywołał świetlisty punkt, który swym blaskiem wskazywał mu dokąd ma się udać. Gdy dotarł do podłoża, ale nigdzie nie widział ani śladu po nietoperku. Tejna widząc jak się w dole miota, niechętnie zaczęła zbliżać się do maga, schodząc w dół. Kiedy oboje znaleźli się koło siebie, ziemia lekko zadrgała. Nagle gleba pod nimi osunęła się i zaczęli spadać przerażeni. Odrapani i zakurzeni znaleźli się na dnie jakiejś jaskini, której sklepienie zdobiły wystające korzenie. Do bladego światełka przywołanego przez maga, dołączyła kula energii Tejny. Krztusząc się rozejrzeli się, widząc podziemny korytarz prowadzący w głąb ziemi.  
- W co ty mnie wpakowałeś? Jak mamy się stąd wydostać? - odezwała się nie kryjąc oburzenia w głosie.
- Uspokój się, tam jest jakieś przejście, spójrz. - dodał widząc podziemny korytarz.
- Oby to nie był nasz grób. - syknęła wysuwając się na przód.

Szli lekko zgarbieni, gdyż przejście nie było zbyt obszerne. Mag czuł się winny, ale chęć odzyskania figurki stała się silniejsza. Odezwał się po chwili nieznośnego milczenia.  
- Wiesz, już dawno chciałem z tobą porozmawiać, ale jakoś brakowało mi … odwagi.
- O czym? - spytała wciąż nie oglądając się za siebie.
- O tobie … to znaczy też o mnie, ale …
- Celos spójrz na to. - przerwała mu czarownica, wchodząc do podziemnej jaskini, w której znajdowało się niewielkie jeziorko.
Młodzieniec ujrzał niecodzienny widok, gdyż woda zdawała się jaśnieć jakby od środka. Wtem potknął się, myśląc że to kamień chciał kopnąć go, ale zorientował się co to takiego. Hylon nietoperza połyskiwał metalicznie. Uradowany podniósł go, zapominając gdzie się znajdują.  
- Zguba się odnalazła, możemy wracać.
- Ciekawi mnie tylko którędy. - dodała ciemnowłosa dziewczyna, rozglądając się wokół.
Poczuła poruszenie w sakiewce. Jej hylon wyrywał się niespokojnie. Rozwiązała srebrny sznureczek i figurka niczym strzała wpadła do podziemnego jeziorka. Oślepiający blask zamroczył ich na chwilę, gdy tylko Tejna delikatnie otworzyła oczy, oniemiała. Nad wodą unosił się eteryczny młody, przystojny chłopak w jasnym odzieniu. Jego krótkie włosy błyszczały, jakby były pokryte złotem.  
- Kim ty … jesteś? - wycedziła przerażona, gdyż nie wiedziała czego może się spodziewać po postaci.
Na wszelki wypadek zaczęła tworzyć w dłoni energię, ale nieznajomy wykonał szybki gest dłońmi, neutralizując jej moc.  
- Nie radziłbym ci atakować. - przemówił łagodnym tonem, który zdawał się koić nerwy.
- Ktoś ty? - spytał również Celos, wysuwając się przed czarownicę, broniąc jej swym ciałem.
- Jestem pradawnym duchem, zaklętym w hylonie. Wrzuć do wody drugą figurkę, a ujrzysz kogoś jeszcze. Przyprowadziliśmy was tu, aby pokazać wam, o jak wielką stawkę walczycie.
Tejna nadal miała setki obaw, więc gdy mag chciał rzucić nietoperkiem do wody, zatrzymała jego dłoń.  
- Nie rób tego, może to podstęp?
- Co nam zależy i tak nie wiemy jak stąd wyjść. Nawet jeśli mielibyśmy zginąć … to wiedz, że nie jesteś mi obojętna. - odparł, po czym chwycił ją w pasie i zanim zdążyła zaprotestować, złożył na jej ustach pocałunek.

Zaskoczona nie zauważyła, kiedy młodzieniec o niebieskich włosach szybkim ruchem ręki wrzucił hylona Meli do jeziorka. Woda zakotłowała i z mgiełki utworzyła się kolejna postać, tym razem pięknej kobiety.  
- Nie lękajcie się, na was spoczywa nie mała odpowiedzialność. Chcę was prosić, abyście do końca bronili wybrańca.
- Mówisz o mieszańcu? - spytała czarownica, powoli wracając do świadomości.
- Tak, Celosie, nie należę do ciebie, oddaj mnie z powrotem do rąk czarodziejki. Zanim jednak to zrobisz, chcę ci powiedzieć, gdzie znajduje się hylon przeznaczony tylko dla ciebie. Zamknij na chwilę oczy.
Mag nie protestował, choć na widok onieśmielającej niewiasty trudno mu było zebrać myśli. Ujrzał w swym umyśle miejsce w królestwie światła, które doskonale znał. Nie raz tam bywał, więc zrozumiał dokąd ma się udać.  
- Widzę. - szepnął otwierając powieki.
- Doskonale, weźcie to ze sobą. - odezwał się duch.
Stworzył w ręku dwa błyszczące kryształy, które unosząc się w powietrzu precyzyjnie trafiły do rąk obu śmiałków.  
- Gdy będzie źle, gdy sytuacja wyda się beznadziejna, to was ocali. Wystarczy mocno ścisnąć. Nie rozstawajcie się z nimi. Czeka was bitwa waszego życia, ale pamiętajcie, brońcie wybrańca.
Chcieli jeszcze o coś spytać, ale postacie rozpłynęły się w powietrzu. Zanurzyli się w wodzie, aby wydobyć z niej hylony. Najpierw Tejna dotknęła swej figurki i natychmiast zniknęła. Wystraszony Celos prędko odnalazł nietoperka i równie szybko zniknął. Ocknął się przy starym dębie na wzgórzu, a obok niego leżała nieprzytomna czarownica.  
- Obudź się, wstań! - wołał do niej, potrząsając dziewczyną przerażony.
Otworzyła oczy i sama przytuliła go do siebie. Trwali tak chwilę, próbując zrozumieć co ich przed chwilą spotkało.  
- To co zrobiłeś było dziwne, ale czy ty coś do mnie czujesz?
- Już dawno chciałem ci wyznać. Tejna …
Wtem coś trafiło ich z całej siły odrzucając pod sam pień dębu. Panował półmrok, więc nie widzieli kto ich atakuje. Czarny twór kolejny raz kierował się w ich stronę, odskoczyli zaczynając turlać się w dół z pobliskiego wzniesienia. Ujrzeli nad sobą ciemną postać, unoszącą się na czarnym dysku. Najpierw napastnik trafił w Tejnę, która krzyknęła z bólu, a potem kierował swą moc w chłopaka. Mag dobiegł do porażonej, ale nie kontaktowała z otoczeniem, pobladła.  
- Oberwiesz, kimkolwiek jesteś tchórzu!
Młodzieniec o niebieskich włosach posłał w stronę napastnika promień światła. Tamten odskoczył majestatycznie, jakby ten atak nie robił na nim wrażenia. Twarz miał zakrytą maską i ubrany był jak ludzie Helara.  
- Generał cię nasłał?! Zaraz zginiesz! To za Tejnę! - krzyknął Celos, czując narastającą wściekłość w sobie.
Już miał trafić nieznajomego, ale ten wykonując w powietrzu salto, wylądował tuż za jego plecami. Poczuł ból przeszywający go od pleców. Padł nieprzytomny, stracił kontakt ze światem.  
Wtedy napastnik zaczął go obszukiwać, gdy znalazł figurkę w jego kieszeni, pochwycił ją mocno w dłoń. Zdjął maskę, odrzucając ją w pobliskie zarośla. Długie włosy spięte w kucyk odrzucił dłonią za plecy. Wydobył czarną chustę, którą zakrył nos i usta.  
Ranza z zarośli obserwowała nieznajomego, w którym poznała kogoś, kogo tak zawzięcie poszukiwała. Gdy tylko zaczął odlatywać na swym magicznym mrocznym dysku, odczekała chwilę. Gdy znajdował się na tyle daleko od niej, aby mogła wzbić się w powietrze, podążyła za nim. Nie mogła go zgubić, nie teraz, nie po tym wszystkim co przeżyła do tej pory.

251 czyt.
100%72
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 3219 słów i 17727 znaków. Tag: #fantasy

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 15 czerwca

    Warto było czekać tak długo na kontynuację. Sytuacja zaczyna się klarować.  Następuje przegrupowanie sił . Szykuje się chyba ostateczna rozgrywka. Pozdrawiam

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 15 czerwca

    Helar bezwzględny nie odda swojej funkcji, ale kto wie na ile urok Jokasty opanuje jego umysł. Albo zdobędzie go siłą, albo na piękne oczy. Śmierci Helara z rąk Jokasty nie biorę pod uwagę, ale mały romans jak najbardziej.  
    Też bym chciał taki kryształ na beznadziejne sytuacje, mógłby się przydać, gdyby takie mnie spotkały. Jeden rezerwuję