Okruchy przeznaczenia - Część 58

Dolina odżywała po wiosennym deszczu, bujna roślinność i kwiaty tworzyły kolorowy dywan, wokół majestatycznych jezior. Zwierzęta powróciły, a ptactwo śpiewało wokoło, zaznaczając swoją obecność. Pałac Światła na nowo odzyskiwał dawną świetność, choć armia ciemności odcisnęła na nim swoje piętno. Gdyby nie pomoc magii, król nie mógłby tak szybko cieszyć się swym domem.  
Pewnego popołudnia wyjrzał przez okno i ujrzał zmierzające ku stolicy sojusznicze oddziały czarodziejek i magów. Przybywali z suchych równin, egzotycznych lasów, gdzie zawsze było gorąco oraz z nadmorskich miasteczek i wiosek. Nawet mieszkańcy mglistych gór i magicznych źródeł, nie odmówili pomocy. Objął żonę uradowany, chciał już wychodzić, aby ich przywitać, kiedy na korytarzu ujrzał Galuma, zmierzającego ku niemu.  
- Panie, przybyli. - oznajmił, kłaniając się.
- Doskonale, nie spodziewałem się, że przybędą tak licznie.
- Rozesłałem swoich ludzi, najlepszych dyplomatów, nie na darmo objęli właśnie to stanowisko.
- Trzeba ich godnie przyjąć, czy komnaty zostały już odbudowane, czy Szkoła Białej Magii …
- O wszystko zadbałem, budowniczowie spisali się na medal, królu.
- Co ja bym bez ciebie zrobił, generale. Robisz nawet więcej, niż wymagam od ciebie.
- To zaszczyt dla mnie, kiedy zgromadzą się na dziedzińcu, każę waszą wysokość zawołać, aby wygłosił budującą przemowę.
- Dziękuję ci, Galumie.
Mężczyzna ukłonił się, po czym wrócił do swym obowiązków. Władca światła zdawał sobie sprawę, na jak wielkie niebezpieczeństwo naraża poddanych, ale ostatnia napaść utwierdziła go tylko w przekonaniu, że trzeba działać, nawet za cenę życia.  

Tymczasem w ogrodzie przy fontannie, Mela patrzyła na pływające kolorowe ryby. Każda z nich miała inny kolor łusek, ale jedna z nich się wyróżniała. Biała niczym mleko, zdawała się nie pasować do otoczenia. Czuła się podobnie, osamotniona, pomimo otaczających ją zewsząd przyjaciół. Zarówno Celos, Efra, Tejna czy Gelda wciąż podtrzymywali czarodziejkę na duchu. Niestety od kiedy odleciał Kansi, wciąż nie mogła dojść do siebie.  
- A ty znów zamyślona? - odezwał się do niej Nort, siadając na brzegu kamiennego murku, okalającego fontannę.
- A dziwisz mi się? Wszyscy pokładają we mnie nadzieję. - dodała, nie chcąc przypadkiem wspominać o Kansim.
- Nie załamuj się, widziałem cię w akcji. Masz dwie moce naraz, czego chcieć więcej – odparł uśmiechając się do niej przyjaźnie.
Wiedziała czego chce, doskonale, a dokładniej kogo jej brakuje. Nie miała zamiaru zdradzać nikomu kim jest kapitan, nawet przyjacielowi, z którym przeżyli chwile grozy.  
- Zastanawiam się, gdzie się podział Kansi, nie rozumiem dlaczego od nas odszedł.
Mela podniosła się, patrząc na znajomego z wymuszonym uśmiechem.
- Wróci, potrzebował tylko wyciszenia.
- To chyba nie to, musiało się coś stać.
- Nie wydaje mi się, aby ktoś mu zagrażał – odparła cicho, znając prawdę.  
Kapiący z nieba deszczyk, tworzył koła na wodzie sadzawki. Nort sam zaczął obserwować rybki, a czarodziejka zostawiła go, zmierzając do swej komnaty. Jasno – różowa długa suknia, falowała w rytm jej kroków. W korytarzu ujrzała Ranzę, śmiejącą się wraz z Jowinem. Nie mogła jej darować, że postąpiła w tak podły sposób z kapitanem i z nią. Zachowywała się, jakby nic się nie wydarzyło, jakby Kansiego nigdy nie było w jej życiu. Chciała przejść koło nich bez słowa, ale siostra jak zwykle musiała się odezwać.  
- Przybyły wam posiłki, wiesz co to oznacza?
- Nie musisz mi przypominać, zajmij się sobą lepiej, bo nie jesteś u siebie w królestwie. - dorzuciła ponurym tonem.
- A ty jesteś w swoim? Jesteś tego taka pewna?
- Tu się urodziłam, stąd pochodzę, to że władam nie jedną magią, to nie powód aby królestwo ciemności traktować jak rodzinne strony.
- Od razu ci mówiłam, że tamten świat nie jest dla ciebie, ofiaro. - zaśmiała się szyderczo, ale Jowin w pewnym momencie nie wytrzymał.
- Zostaw Melę, nie obchodzi mnie o co między wami poszło, ale to twoja siostra. Powinnaś ją traktować z szacunkiem.
- Ona doskonale wie, że my nigdy nie dojdziemy do porozumienia. - syknęła czarownica.

Czarnoksiężnik spojrzał na nią z wyrzutem, przez co Ranza momentalnie się uspokoiła.  
- Idę na dziedziniec, zobaczę kto przybył.
- Czekaj, Jowin! - zawołała za nim, ale machnął tylko ręką.
- Porozmawiajcie, nie będę się wtrącał. - rzucił tylko na odchodnym.  
Spojrzała na Melę zimnym wzrokiem, jakby znów coś jej nie pasowało.  
- Chcesz wszystkich ode mnie oddalić, czy jak?
- A co, już nie tęsknisz za Kansim? Ledwo jeszcze niedawno ciągnęłaś go do komnaty, nie muszę ci przypominać, po co to robiłaś. Teraz latasz wokół Jowina, niczym ćma przy świecy. Mało ci?
- Nie zrozumiesz, gdybyś skosztowała tego co ja …
- Nie potrzebuję tego! Nie chcę być taka jak ty! Choćbym miała zostać na zawsze w samotności!
- Kłamiesz, pragnęłaś go równie mocno jak ja! Udajesz nietykalną, bo się boisz. I dobrze, bo on wykorzystał by cię tak samo jak mnie, nie znasz go, sama wiesz kim on jest! Pewnie teraz bawi się w najlepsze!
- Nie mów tak o nim, zabraniam ci! - krzyknęła czarodziejka, ściskając ręce w pięści.
- Bo co?
Nagle dziewczyna nie wytrzymała, jakby druga strona, mroczna, na chwilę przeważyła szalę jej sumienia. Czarnym tworem cisnęła w siostrę, aż ta poleciała na drugi koniec długiego korytarza. Uderzyła w rzeźbę, która przewróciła się z hukiem.  
- Ty szelmo! Jak śmiałaś?! - odparła Ranza, zbierając w sobie pokłady złości, kumulowanej przez długi czas.
Złożyła razem ręce nad głową, przywołując wirujące ostrza z energii. Cisnęła je prosto w czarodziejkę, która w ostatniej chwili zrobiła unik. Moc rozbiła pobliskie okno, aż kawałki szkła rozprysnęły się po posadzce. Ranza rzuciła się na rywalkę, chcąc ją uderzyć, ale Mela zasłoniła się rękoma. Biły się zaciekle, popychając przechodzących nieopodal magów. Nagle Ranza złapała czarodziejkę za suknię.
- Sama tego chciałaś, ofiaro!
Czarnym tworem roztrzaskała witrażowe szkiełka w oknie i już chciała wyrzucić dziewczynę na zewnątrz, kiedy ta złapała się jej mocno i razem z nią wypadła tuż na dziedziniec, pełen przybyłych sojuszników. Miały uderzyć o kamienną posadzkę, kiedy zatrzymały się tuż nad ziemią. Zanira stała na dachu, kontrolując ruchy obu pogrążonych w konflikcie sióstr.  
- Dosyć!

Tłum przybyłych do pałacu ludzi, przyglądał się obu dziewczynom, nie rozumiejąc co się wydarzyło. Najważniejsza czarodziejka ze Szkoły Białej Magii przywołała latający dysk, podlatując do siejących zamęt postaci. Ranza ledwo się powstrzymywała, aby ponownie nie wybuchnąć. Fioletowe loki dostojnej kobiety falowały na wietrze, gdy lądowała koło nich.  
- Za mną, to nie miejsce na takie sceny.
- Myślisz, że możesz mi rozkazywać!? - obruszyła się czarownica, z trudem odzyskując władzę nad ciałem.
- Mogę, bo jesteś tu gościem, a nie gospodarzem.
- Zaczynam żałować, że wam pomagam – syknęła cicho.
- Nikt cię tu na siłę nie trzyma – zauważyła kobieta, patrząc na nią poważnym wzrokiem. - Możesz wrócić do matki i generała, droga wolna.
Mela widziała jak siostra dusi w sobie gniew, bo jej energia zaczynała się wzmagać. W tłumie czarodziejów i czarodziejek nie miałaby większych szans, ale i tak poczyniłaby nie małe zniszczenia. Nie mogła zapomnieć, że dzierżyła hylona zabranego Ledonowi.  
- Zostaje z nami, prawda, Ranzo? - zwróciła się do kobiety.
- Powiedzmy. - wydobyła z siebie, po czym uderzyła łokciem czarodziejkę, odchodząc zdenerwowana.
Zanira pociągnęła za sobą dziewczynę, której różowa suknia lekko ucierpiała od pojedynku. Już miały wejść do pałacu, kiedy na balkonie pojawił się król we własnej osobie wraz z małżonką i księciem Derunem. Zatrzymały się, aby posłuchać, co ma do przekazania.  
- Najmilsi poddani, nastały ciężkie czasy. Przybyliście tu tak licznie, dlatego wiem, że los naszego królestwa nie jest wam obojętny. Niebawem wyruszymy do krainy ciemności, aby raz na zawsze pokazać, że nie godzimy się na śmierć, terror i ból. Odbudujemy zamek, wioski i miasteczka, bo jesteśmy silni! Jesteście ze mną?
Odpowiedziała mu wrzawa, dzięki której jego dusza się uradowała. Wyglądało na to, że lud też miał dość samowoli jego brata. Mela obserwowała uśmiechniętych obywateli, o różnobarwnych kolorach włosów i odmiennych strojach. Część z nich przypominała Araję, inni Efrę lub nawet Celosa.

Nagle nietoperek za jej paskiem nerwowo się poruszył, spodziewała się czegoś niepokojącego. Chwyciła go w garść, a jego powierzchnia zaświeciła metalicznie.  
- Co chcesz mi powiedzieć?
„Szukać … wróg … blisko … ukrycie” - zabrzmiał znajomy głosik.  
Czarodziejka nie rozumiała gdzie ma szukać niebezpieczeństwa, nawet najodważniejszy czarownik nie zapuściłby się w taki tłum. Zanira spojrzała na nią zaciekawiona, gdy chowała z powrotem figurkę.  
- Co się stało?
- Mamy szpiega, nietoperek mi to dał do zrozumienia.
- W Pałacu? Jakim cudem?
- Nie wiem, muszę to sprawdzić.
- Pomogę ci, co mam robić?
- Wypatrywać kogoś, kto jest podejrzany.
Wybiegły po schodach na górę, rozdzielając się. Weszły na dach, obserwując z niego tłum zebranych sojuszników. Nie było nikogo o włosach podobnych do Hizara, ani o kruczo - czarnym zabarwieniu. Mela po pewnym czasie pomyślała, że hylon jest przewrażliwiony. Razem z najważniejsza czarownicą w całej Szkole Białej Magii po pewnym czasie zaniechały dalszych poszukiwań.  
Tymczasem w tłumie stała z boku kobieca postać, z zakrytą delikatnym kapturem głową. Przejechała ręką po fioletowych kosmykach, znikając gdzieś w głębi budowli. Wmieszała się w tłum spacerujących postaci, przemierzając swobodnie korytarze. Celos właśnie wracał z ogrodu, kiedy wpadł na niewiastę, która wydała mu się znajoma.  
- Przepraszam – wydusił.

Uśmiechnęła się tylko do niego, mijając go szybkim krokiem. Wtem zastanowił się głębiej, jej twarz, już gdzieś ją widział. Spojrzał jeszcze raz, kiedy zakręcała w kolejny korytarz, nie wiedział czy ma zwidy, ale przypominała księżniczkę Ferję. Podążył w jej kierunku, ale kiedy dotarł do korytarza, w który weszła, ujrzał pustkę. Pomyślał, że pewnie mu się przewidziało, ale chciał o tym pomówić z kimś. Mela właśnie wracała zrezygnowana, dobiegł do niej zaaferowany.  
- Mela, stój, może to jest głupie, ale chyba widziałem tu Ferję.
- Ty magu od siedmiu boleści, to nie możliwe. Znowu chcesz mi zrobić kawał, nie nabiorę się.
- To nie tak, posłuchaj …
- Idź się czymś zajmij, nie mam ochoty na żarty. - rzuciła smętnie.
Rzucił tylko okiem na jej nadszarpniętą sukienkę, spodziewał się z kim mogła się znów posprzeczać. Wtem zauważył Tejnę, która przechadzała się w pobliżu. Podobała mu się coraz bardziej, więc zaniechał niedorzecznych domysłów, biegnąc w jej stronę.  
Wieczorem zaczął ponownie padać rzęsisty deszcz, który dudnił miarowo po naprawionym dachu. Książę Derun szykował się do spoczynku, układając się w łożu wygodnie. Wtem w ciemności coś jakby zaskrzypiało, podniósł się zaniepokojony, aby zapalić świecę. Nagle świecznik upadł na podłogę, jakby jakaś siła zdmuchnęła go.  
- Co jest … - mruknął do siebie.
W dłoni przywołał kulę światła, w której blasku ujrzał sylwetkę kobiety. Gdy przyjrzał się dokładniej, poznał w niej Ferję.
- Siostro, ty żyjesz, co za radość – odparł chcąc ją przytulić, ale ona odsunęła się raptownie.
- Pójdziesz ze mną. - wyszeptała.
- Dokąd?
Nie dostał odpowiedzi, uśmiechnęła się tylko tajemniczo, formując w dłoni czarny twór.  
- Czy to … co ty chcesz zrobić? Ratunku! - krzyknął, ale sparaliżowała go mroczna energia, upadł nieprzytomny na łóżko.
Otworzyła szeroko okno, przywołała latający dysk, ale tym razem czarny, nie świetlisty. Siłą woli wciągnęła otępiałego księcia, chwytając go mocno za ramiona, aby się nie zsunął w trakcie lotu.  
- Pora byś poznał Helara, braciszku – dodała jakby do siebie, odlatując w gęstym deszczu w stronę krainy mroku.

495 czyt.
100%145
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2250 słów i 12587 znaków. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • Almach99

    Almach99 · 19 marca

    Dobry pomysl z porwaniem ksiecia. Mela bedzie sie mogla zajac czyms i przestac ciagle myslec o ukochanym

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 15 marca

    No i wszystko zaczęło wracać do normy. Oczami wyobraźni można zobaczyć tak sielankowe życie jakiego od dawna brakowało. Spodziewałem się tego, że siostry w końcu staną naprzeciwko siebie ale całe szczęście, że zostały powstrzymane. Nietoperek miał nosa. Nie podoba mi się uprowadzenie Celosa. Czyżby Helar miał wobec niego jakieś plany?

  • AlexAthame

    AlexAthame · 14 marca

    Tak to jest jak się nie słucha Nietoprka  

  • emeryt

    emeryt · 14 marca · 202091556

    @AuRoRa, a ja myślałem że już wszystko powoli zmierza do szczęśliwego zakończenia. A tu taka niespodzianka i to skąd? - od naszej drogiej Autorki. Dziękuję za ten kolejny, wspaniały odcinek, przesyłam serdeczne pozdrowienia (tym razem nie pomyliłem się) i czekam na następne odcinki twoich opowiadań.

  • AnonimS

    AnonimS · 14 marca

    Znowu zadymy i porwanie.  Pozdrawiam