Okruchy przeznaczenia - Część 17

Znajoma Ranzy, dbała o urodę i wygląd. Mela przyjrzała się kobiecie, średniej długości włosy miała częściowo upięte, a twarz zdobił staranny makijaż. Miała na sobie czarną suknię z czerwonymi akcentami, które pasowały do jej magicznej biżuterii z rubinami. Spojrzała na czarodziejkę z ciekawością, po czym zaczęła opowiadać.
- Pytasz, dlaczego nie lubię Ranzy, aż tak to widać?
- Na korytarzu wymieniałyście między sobą uszczypliwe uwagi, czy się mylę?
- Nie. Ona się tu rządzi, a wszyscy wiedzą dzięki komu awansowała. Gdyby nie Kansi, to teraz biegałaby po lesie, zbierając rośliny do mikstur. Nie jest to łatwe zadanie, bo kręcą się tam różne stwory, które najpierw trzeba pokonać. Dla mnie jest beznadziejna, są lepsze czarownice od niej.
- Kansi? A co dla niego robi, że tak ją docenił?
- Jak to co, wszyscy o tym szepczą za jej plecami. Jest jego kochanką, no wiesz …
- Nie wiem. - wzruszyła ramionami Mela, a Gelda otworzyła szeroko oczy.
- Nie powiesz mi, że w twoim królestwie takie sprawy nie istnieją. Udajesz, czy tylko ze mnie żartujesz?
- Nie, ja naprawdę nie wiem. Wychowywałam się pod lasem, a potem u opiekuna, który ciągle był zajęty swoimi sprawami, nie widziałam rówieśników. Po drugie moi rodzice nie żyją, ktoś od was odebrał im życie.
- Wojna pochłania ofiary, ale czekaj, twoje włosy … są inne. Masz taki sam kolor jak Ranza, a drugi, pochodzi od leczących magów. Ciekawe połączenie, i co teraz cię u nas szkolą na czarownicę?
- Tak, mam was leczyć w bitwach, po to tu jestem. Odebrano mi moc światła, mogę teraz używać czarnej magii. Ranza mnie nienawidzi, widzę to w jej oczach. Kansi kazał jej zaopiekować się mną i mnie trenować, a potem on też ma mnie szkolić.
- To nie dziw się, że ona cię nie lubi. Jesteś dla niej konkurencją, boi się, że odbierzesz jej kapitana. - zaśmiała się czarownica, zastanawiając się nad czymś skrycie.
- Ja nikogo nie chcę odbierać, to bez sensu.
- Ranza taka jest, wszędzie dopatruje się zagrożenia. Pewnie to przez to, że ma kompleks. Jej rodzice pochodzili z różnych rodów, była wyśmiewana, to teraz się mści. Matka mieszka nadal niedaleko zamku, ale ojciec zniknął gdzieś przed laty. Ludzie mówią, że miał coś na sumieniu, ponoć zdradził żonę i się o tym dowiedziała. Nie wiem czy to prawda, ale podobno po kryjomu spotykał się z kobietą z królestwa białej magii …
- Jak to? Przecież to śmiertelni wrogowie?
- Nikt tego nie potwierdził, ale plotki zepsuły reputację Ranzy. Teraz chce wszystkim udowodnić, jaka jest potężna. Jeżeli jej ojciec żyje, to ukrywa się gdzieś w górach, bo tutaj nie miałby życia.

Mela zaczęła kojarzyć fakty, ale od tego od razu rozbolała ją głowa. Czyżby ten tajemniczy mężczyzna, to osoba, która jest odpowiedzialna za jej dwukolorowe włosy? Medalion, który znalazła, skrywał dwie postacie, czyżby to rodzice Ranzy. Odgoniła jednak te myśli, obawiając się, że kobieta może wymyśliła tę opowieść, żeby pogrążyć czarownicę. Wtem zaskrzypiał zamek w drzwiach i weszła do środka nauczycielka czarodziejki. Minę miała zgorzkniałą i wyglądała na osobę, której lepiej schodzić z drogi.  
- Wynoś się jędzo! Wracaj do siebie!
- Pilnowałam twoją ofiarę, a ty mi tak dziękujesz?
- Wynocha!
Gelda pochyliła się nad Melą i szepnęła jej do ucha.
- Spotkajmy się jeszcze, wytłumaczę ci wszystko co chcesz wiedzieć, także o mężczyznach.
Czarodziejka uśmiechnęła się tylko i puściła oko porozumiewawczo do kobiety. Za chwilę zniknęła, wychodząc prędko przez wrota na korytarz.  
- Ta żmija z tobą rozmawiała? - spytała Ranza, patrząc zdziwiona na Melę.
- To moja sprawa, ale ona wprost cię uwielbia – zaśmiała się czarodziejka ironicznie.
Czarownica zaczęła sięgać do paska, aby znów użyć otumaniających ziół, ale dziewczyna wytrąciła jej sakiewkę z ręki, a pył rozniósł się po pomieszczeniu.  
- Co ty narobiłaś! - krzyknęła kobieta i już chciała ukarać Melę, kiedy padła na ziemię od zapachu czarodziejskich ususzonych roślin.
Czarodziejka zakryła szybko usta i nos rękawem wybiegając do umywalni. Wiedziała, że jak Ranza się ocknie, to jej nie daruje, ale przynajmniej teraz miała chwilę spokoju. Kiedy sytuacja się uspokoiła, wyszła ze swojej kryjówki i zastała czarownicę śpiącą na podłodze. Wyglądała tak niegroźnie, zupełnie jak Efra, kiedy pogrążona we śnie nie gnębiła jej.  
Wtem znów rozległo się pukanie do drzwi. Mela pomyślała, że to Gelda i uradowana podbiegła do wrót. Kiedy je otworzyła, ujrzała przed sobą Kansiego, który był cały poparzony.  
- Gdzie jest Ranza?
Czarodziejka zerknęła kątem oka do pomieszczenia, po czym dodała.
- Śpi, a co się stało?
- O tej porze? Nie poznaję jej … trudno, pójdziesz ze mną. - dodał wręcz ciągnąc na siłę dziewczynę.

Szli szybkim krokiem przez korytarze, aż dotarli do przeciwległego skrzydła budynku. Kręcili się tu czarnoksiężnicy, kłaniając się przed mężczyzną, oddając mu honory. On tylko skinął głową i szedł dalej prowadząc dziewczynę, która z ciekawością obserwowała otoczenie. Nagle zatrzymali się przed jednym z pomieszczeń, które Kansi otworzył ciężkim kluczem. W środku panował półmrok, a okna były częściowo zasłonięte ciężkimi zasłonami. On zamknął wrota i usiadł na krześle sycząc z bólu.  
- Pomóż mi ofiaro.
- Co mam zrobić?
- Muszę to zdjąć, skóra mnie piecze …
Mela stała nadal jak otumaniona, widząc poparzoną twarz czarnoksiężnika, spod jego maski, którą zwykle nosił.  
- Pomóż mi, co tak stoisz!
Dziewczyna podskoczyła ze strachu, gdyż ton Kansiego był bardzo stanowczy. Podbiegła do niego i szybkim ruchem dłoni zerwała mu maskę, ukazując rany na policzkach i brodzie. Wyglądało to na skutek ataku czarami światłości. Wiedziała, że ich magia służy do obrony, ale jeszcze nigdy nie widziała poszkodowanych od niej ludzi. Następnie odpięła pelerynę, która częściowo zniszczona, wyglądała jak ser z dziurami. Częściowa zbroja chroniąca go od ataków, również oberwała od czarów. Ostrożnie zdjęła ją, rzucając na podłogę. Kiedy miała odpinać koszulę, zatrzymała się na chwilę, gdyż odstraszył ją widok poparzonej magią światła szyi.  
- Co się tak krzywisz. Niedługo naoglądasz się gorszych ran, po to tu jesteś …
- Nie cieszy mnie to – syknęła Mela odwracając wzrok.
Mężczyzna zdenerwowany, sam zaczął odpinać guziki bluzki. Za chwilę zrzucił ją, krzywiąc się grymasem bólu na poranionej twarzy. Przypomniała sobie księcia Deruna, który się przy niej przebierał, ale Kansi był od niego o wiele lepiej zbudowany. Kiedy kapitan odpiął pasek od spodni i stał przy niej w samej bieliźnie, poczuła ciepłe wypieki na twarzy. Zdziwiło ją to, gdyż przy księciu zachowywała zimną krew.  
- Umiesz leczyć?
- Tak … ale nie na zawołanie.
- Pomóż, bo pali mnie skóra … - dodał mężczyzna stając blisko łóżka.
Mela skoncentrowała swoje moce i za chwilę jej dłonie pojaśniały na zielono, gromadząc siły witalne. Dziewczyna delikatnie położyła ręce na jego plecach, które za chwile pokryły się balsamiczną substancją. Rany powoli zaczęły się zasklepiać, a Kansi zaczynał czuć ulgę od bólu. Czarodziejka przejechała dłońmi po jego ciele, od dołu do góry, aż zatrzymała drobne dłonie na jego policzkach. Otworzył oczy i spoglądając na nią z wdzięcznością, uśmiechnął się lekko. Stali tak chwilę, chociaż nie było potrzeby, aby nadal leczyć mężczyznę. Nagle objął ją w pasie, aż osłupiała na chwilę. Czuła od niego dziwne ciepło, którego nie potrafiła pojąć. Nie bała się go teraz, a bardziej ją intrygował. Jej dłoń powędrowała z policzka po szyi, zatrzymując się na torsie. Czuła jego oddech, który był niespokojny i szybki.  

Wtem do pomieszczenia wparowała Ranza, jak do siebie i na widok jaki zastała, prawie straciła przytomność. Kansi gdy tylko ujrzał czarownicę, puścił Melę w momencie, odpychając od siebie.  
- Co ty robisz ofiaro!? - odezwała się zdezorientowana kobieta, zbierając energie do ataku.
- Ja … leczyłam i … - tłumaczyła się czarodziejka, sama nie wiedząc co się dzieje.
- Otumaniłaś mnie ziołami, ja cię szukam po całym zamku, przyszłam do kapitana, żeby pomógł mi cię odnaleźć, a ty z nim …
- Ona nic nie zrobiła. - odezwał się Kansi, patrząc skonsternowany na Ranzę. - To ja ją tu przyprowadziłem, byłem poraniony, ona umie leczyć …
- Tak? Do tego rozebrałeś się?
- Ranzo, uspokój się. Źle to interpretujesz …
Kobieta spojrzała na niego z wyrzutem i chwyciła za ramię Melę, ciągnąc za sobą na siłę.  
- Zaraz pokażę, gdzie jej miejsce …
- Stój! Co chcesz zrobić?
Niestety czarownica nie słuchała kapitana, tylko uparcie chciała zemścić się na dziewczynie. Kansi wybiegł za nimi z pokoju, zakrywając się pośpiesznie leżącą na ziemi peleryną. Inni mieszkańcy zamku patrzyli zdziwieni, jak goni niekompletnie ubrany za dwoma kobietami. Błagał w duchu, żeby Helar go teraz nie zobaczył. Ranza gotując się ze złości, weszła do jednego z pomieszczeń, gdzie często torturowano więźniów. Kansi przerażony, że chce zrobić krzywdę czarodziejce, która miała być jego kartą przetargową przed królem, wpadł za czarownicą do posępnej sali.  
- Zostaw ją powiedziałem! - krzyknął widząc, jak kobieta chce przykuć ją do ściany.
- Odejdź ode mnie. Po to ją przyprowadziłeś? Żeby pobawić się z młodą niewiastą?
- Ranzo, uspokój się natychmiast!
Czarownica jaśniała na czerwono, zrozumiał, że musi ją jakoś uspokoić. Wyrwał od niej dziewczynę, odrzucając ją w okolice wrót.  
- Wyjdź! Szybko!

Mela otworzyła szeroko oczy, jeszcze nigdy nie widziała Ranzy w takim stanie. Posłuchała mężczyzny, który z poważną miną, trzymał obiema rękami kobietę. Kiedy znalazła się za drzwiami, usłyszała jak zatrzaskują się za nią z hukiem. Nie wiedziała co się dzieje w środku, ale serce biło jej tak mocno, że myślała że wyskoczy z piersi. Chciała wrócić do domu, zniknąć stąd natychmiast. Zauważyła, jak przygląda się jej jeden z czarnoksiężników, na drugim końcu korytarza. Ruszyła przed siebie, nie zatrzymując się ani na chwilę. W końcu znalazła się na zewnątrz, wpadając do ogrodu. Usiadła na skalnej ławce i zaczęła wołać na cały głos.  
- Nietoperku, przybądź, proszę!
Z oczu kapały jej łzy, nie potrafiła się uspokoić. Wiedziała, że przedmiot należał do Kansiego, ale chciała spróbować. Wtem wysoko nad sobą ujrzała przez słone krople, nadlatującego przyjaciela z dzieciństwa. Świecąca na granatowo figurka, połyskiwała metalicznie, jak za dawnych czasów. Na twarzy dziewczyny pojawił się szczery uśmiech, który na chwilę zmazał jej cierpienie. Przedmiot wbił się w ziemię, bardzo blisko siedzącej czarodziejki. Schyliła się, aby go podnieść, ale pojaśniał na nowo, kiedy tylko zbliżyła do niego dłoń. Wreszcie trzymała go, przytulając do siebie, jak największy skarb.
- Uwolnij mnie, chcę do domu! - błagała czarodziejka, żywiąc nadzieję, że zostanie wysłuchana.
"Nie … przeznaczenie … magia” usłyszała ten sam głos co kiedyś.  
- Jak to? Nie zawieziesz mnie do domu? - spytała ponownie ściskając kurczowo figurkę.
" Kansi … pomoc … przeznaczenie” dodał głosik, a nietoperek przestał jaśnieć, wracając do swojej pierwotnej formy.  
Mela załamała ręce, zrozumiała, że przyjaciel z dzieciństwa jej nie pomoże. Przypomniała sobie Galuma i przyjaciół ze szkoły i zmarszczyła brwi. Nie będzie płakała, tylko dowie się więcej o swoim pochodzeniu. Przypomniała sobie o medalionie, który został w pokoju. Szybko skierowała się do budowli, korzystając na tym, że Ranza kłóci się z Kansim. Pokój na szczęście nie był zamknięty na klucz, więc wpadła do niego roztrzęsiona. Wyjęła spod poduszki przedmiot, na którym rzekomo widnieli rodzice czarownicy. Przypomniała sobie, że Gelda obiecała z nią porozmawiać, może ona wie coś więcej. Z tą myślą wybiegła z pokoju, szukając czarownicy, w plątaninie korytarzy.

800 czyt.
100%205
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2249 słów i 12443 znaków, zaktualizowała 18 cze 2018. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • Fiolka

    Fiolka · 19 cze 2018 · 381258671

    Super. Pisz dalej :-) pozdrawia.

  • AnonimS

    AnonimS · 18 cze 2018

    Jak zwykle ciekawy pomysł i dobrze napisane. Choć chętnie bym poczytał co Danza by zrobiła w tym lochu z rywalką pozdrawiam

  • AlexAthame

    AlexAthame · 18 cze 2018

    Ranza*

  • AlexAthame

    AlexAthame · 18 cze 2018

    Super .Jak zwykle zreszta.Gdyby nie Rana to chyba by było buzi

  • emeryt

    emeryt · 18 cze 2018 · 202081569

    @AuRoRa, wspaniale, tylko tak dalej.  
    ale Ty masz pomysły. Pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg tego opowiadania.