Okruchy przeznaczenia - Część 51

Nad horyzontem wstawało słońce, przykryte mgiełką z unoszącego się po okolicy dymu. Po okolicy rozchodził się dźwięk pękającej nad Pałacem Światła bariery, niczym rozpadająca się kryształowa misa. Jowin wskazał ręką przed siebie, widząc nadchodzącą porażkę magów. Dawniej cieszyłby się z takiego obrotu sytuacji, ale po ucieczce wraz z Ranzą i Geldą miał poważne wątpliwości. Zatrzymali się w powietrzu, obmyślając co dalej mają zrobić.  
- Widziałaś? - odezwała się Gelda zakładając przed sobą ręce.
- Tak, to zmienia postać rzeczy. Helar triumfuje, nie mam zamiaru się na niego natknąć. - mruknęła czarownica, poprawiając czarno – różowe kosmyki.
Chcieli już zawracać, kiedy ujrzała czar, który doskonale znała.  
- Kansi – syknęła, na powrót rozpędzając latający dysk.
- Dokąd to? Mieliśmy wracać … - obruszył się Jowin.
- Nie mamy do czego – skwitowała Gelda, podążając po chwili za towarzyszką podróży.
Czarnoksiężnik machnął ręką w powietrzu, na nowo wprawiając magiczny pojazd w ruch. Nie miał zamiaru ginąć, ale nie chciał działać w pojedynkę. Nieprzewidywalna czarownica wciąż go intrygowała, choć wiedział że nie ma u niej większych szans. Wiatr rozwiewał im włosy, kiedy pędzili z zawrotną prędkością, w stronę upadającego pałacu. U podnóża wzgórza stacjonowała pokaźna armia ciemności, z którą nie mieli większych szans. Na szczęście nikt ich nie atakował, traktując jak swoich. Jokasta nie zdążyła jeszcze dotrzeć z mrocznymi knowaniami w to miejsce. Helar również nie wiedział, że Ranza działała teraz na własną rękę. Prosiła tylko w duchu, aby matka nie pojawiła się, gdyż groziło by im największe niebezpieczeństwo. Jednak w tej chwili najbardziej chciała spotkać się z Kansim. Mając ze sobą jego pamiętnik, obawiała się co może skrywać, jako syn królowej ciemności.  
- Ranza, stój! Tam jest Helar! - krzyknęła Gelda, podlatując do czarownicy.
- Bardzo dobrze, jest mi potrzebny. - skwitowała, pikując w stronę generała.

Najpierw w ich stronę poleciały purpurowe pociski, ale kiedy Helar poznał sylwetkę czarownicy, natychmiast kazał wstrzymać ostrzał. Ranza wylądowała koło groźnego czarnoksiężnika, jakby był łagodny niczym baranek. Gelda z Jowinem mieli większe opory, ale po wymownym geście kobiety, dołączyli w jej ślady. Generał w bojowej masce, wydawał się nieodgadniony dla wszystkich, jedynie Ranza widziała po jego zachowaniu, na ile może sobie pozwolić.  
- Wygrywacie – skwitowała patrząc na zniszczenia poczynione wokół.
- Księżniczka nam pomogła, a teraz atakuje tych straceńców, którzy myślą, ze ochronią królewską rodzinę. - zaśmiał się szyderczo, obserwując przebieg walki.
Nagle czarny twór poszybował wprost ku zdezorientowanej Ferji, aż zachwiała się na srebrzystym dysku. Ranza doskonale wiedziała, kto atakował, niestety Helar też skojarzył sposób rzucania zaklęć, ze swoim rywalem.  
- Nie możliwe, czyżby to ten zdrajca? - oburzył się, ściskając pięść.
- Kto taki? - spytała czarownica, przejeżdżając kokieteryjnie ręką po włosach.
- Ten tchórz, Kansi! - ryknął nie kryjąc zdenerwowania.
- Jest słaby, pomóc ci go wykończyć? - zaproponowała, grając na zwłokę.
- Za mną! - krzyknął władczym tonem.

Jowin podążył za nimi, a Gelda z sercem na ramieniu, grała w tę niebezpieczną grę. Doskonale wiedzieli, że wystarczy pojawienie się posłańca z zamku mroku, a ich nędzny żywot zostanie zakończony. Skierowali się ku zniszczonej sali audiencyjnej, w której ukrywał się kapitan i jego sojusznicy. Wysokie okna zostały całkowicie pozbawione szyb, a ich kolorowe fragmenty zdobiły okolicę, mieniąc się w słońcu. Bombardowany dach częściowo został zawalony, a za barierą ze zwalonych kamieni, chowali się śmiałkowie i rodzina królewska. Korzystając z mocy światła, co chwila odnawiali połyskującą barierę, od której odbijały się śmiercionośne czary mroku. Ferja z nienawiścią w oczach niszczyła własny przybytek, miejsce, w którym przyszła niegdyś na świat, gdzie mieszkała i zdobywała magiczną wiedzę. Ranza spojrzała na nią z niedowierzaniem, gdyby przywdziała czarne szaty i zmieniła kolor włosów, mogłaby z powodzeniem stać u boku jej matki. W zaciekłości dorównywała doświadczonej wiedźmie, wydawała się skoncentrowana tylko na niszczeniu.  
- Nie radzicie sobie, oni wciąż żyją! - krzyknął Helar, widząc sylwetkę Kansiego, wyłaniającą się co chwila zza świetlistej bariery i strzelającego czarnymi tworami.
- Generale, wiesz z kim walczymy – skwitowała księżniczka – Rodzice nie są słabi, a brat również potrafi się bronić. Zaczekajmy aż się zmęczą, a ich moc wyczerpie.
- Na co tu czekać – prychnęła zawadiacko Ranza. - Dajcie mi się wykazać.

Generał mroku zaśmiał się spod maski, po czym skinął z przyzwoleniem głową. Czarownica skoncentrowała moc, powietrze wokół niej zawirowało. Z czarnej materii stworzyła kulę, która podleciała bardzo blisko przywołanej przez magów tarczy. Przywarła do jej powierzchni, a wtedy kapitan otworzył szeroko oczy. Kazał wszystkim paść na podłogę, wiedząc co się za chwilę wydarzy. Kula pojaśniała na fioletowo, po czym wybuchła, robiąc wyłom w obronie. Fala uderzeniowa zburzyła pobliskie rumowisko.  
- Tak to się robi – odparła spokojnym tonem Ranza, aż księżniczka zdziwiła się.
- Atakować, nie przerywać! - krzyknął Helar, koncentrując się przy tym do ataku.
Jowin niewiele myśląc, zaczął posyłać ku wrogom swoje czary mroku. Podobnie Gelda, aż do momentu, kiedy ujrzała Melę, która wyglądała, jakby nie bała się nikogo. Trzymała w ręku hylona, jaśniejącego na granatowo. Pociski odbijały się od niej, jakby uderzały w niewidzialną tarczę. Ranza natychmiast przestała atakować, gdyż za jej paskiem poruszyła się figurka wilka. Usłyszała w umyśle głos, pochodzący od hylona. „Chronić Mela … siostra … poświęcenie”. Nie chciała słuchać, na nowo koncentrują się do ataku, ale wtedy głowa potwornie ją zabolała, aż krzyknęła z bólu.  
- Co ci jest? - zdziwił się Jowin.
Nie odpowiedziała, tylko chwyciła się za bok. Pod jej odzieniem świeciła figurka wilka. Chciała ją zasłonić, ale Ferja zorientowała się, że coś jest nie w porządku.  
- Helar! Spójrz! - zawołała, wskazując na wiedźmę.
Przytrzymywała w ręku hylona, którego niegdyś używał Ledon.  
- Skąd go masz? - spytał zaskoczony.
Chciała się wycofać, ale zrozumiała, że nie ma dokąd uciekać. Musiała wziąć sprawy w swoje ręce.  
- Tak mi przykro Helarze, ale … nie jestem pod urokiem matki. - wycedziła z bijącym sercem.
- Jak to możliwe? Przecież Jokasta …

Ranza uniosła w górę figurkę, która zdawała się dodawać jej sił.  
- Nie wyjdę za ciebie, nie oddam ci się, nigdy! - krzyknęła, a granatowy promień wydobył się z hylona, kierując się prosto na generała mroku.
Trafił go potężny cios, wyrzucając wysoko w powietrze, niczym bezwładną kukłę. Mela nie wiedziała, czy to zasługa siostry, czy mocy odebranej od zmarłego ojca.  
- Teraz, wszyscy, szybko! - zawołała Ranza.
Kansi wyskoczył uradowany zza bariery, posyłając w spadającego generała czarny twór. Jego sojusznicy również dołączyli, aby mu pomóc. Mela przy pomocy nietoperka również uderzyła w osłabionego czarnoksiężnika, przywołaną falą uderzeniową. Ludzie Helara patrzyli z niedowierzaniem na smaganego czarami dowódcę. Nagle wszelkie ataki wroga ustały. Ferja wściekła na Ranzę, za zdradę generała, korzystając na zamieszaniu, skierowała w jej kierunku wirujące kule światła, które niszczyły wszystko, co napotkały na ich drodze. Już miały ją trafić, kiedy Jowin pojawił się przed nią, przyjmując impet uderzenia na siebie.  
Gelda otworzyła szeroko usta, nie mogąc zrozumieć, dlaczego to zrobił. Czarnoksiężnik upadł poparzony na rumowisko, krzycząc z bólu. Wtedy Kansi nie wytrzymał, zaczął zbierać energię, a jego oczy pojaśniały. Ferja nie spodziewała się, co kryje mężczyzna, ale zrozumiała powagę sytuacji. Zaczęła uciekać, ale nie zdążyła polecieć za daleko. Kapitan trafił księżniczkę czarnym wirem, który wciągnął skonsternowaną dziewczynę do środka.  
- Mela, leć po posiłki! - ryknął czarnoksiężnik – Helar tu wróci, nie zatrzymam go długo!
Czarodziejka przywołała latający dysk, już miała odlatywać, kiedy dobiegły ją jęki Jowina. Skręciła ku niemu, widząc jak bardzo cierpi. Gelda trzymała go na kolanach, czując się bezsilna, wobec jego licznych poparzeń.  
- Pomogę – wycedziła czarodziejka, przykładając do niego leczące dłonie.
Wokół niego pojawiła się zielona poświata, przyklejając się do jego skóry, uśmierzając straszliwy ból. Otworzył oczy, kiedy ujrzał dziewczynę, którą doskonale znał, uśmiechnął się lekko.  
- Mela … dziękuję.
- Podziękuj Ranzie – szepnęła mu na ucho, na nowo zbierając się do lotu.
Korzystając na chaosie w armii Helara, czarodziejka omijała kolejne pociski, wysyłane z dołu. Wzniosła się nad jeziorem, lecąc ile sił do Celosa i reszty sojuszników.  

***
Tymczasem w królestwie ciemności Dreja czekała na wieści od Jokasty. Czaiła się w korytarzu nieopodal sali audiencyjnej, chodząc tam i z powrotem. Wreszcie ujrzała wiedźmę idącą w jej kierunku. Wręczyła sojuszniczce zwój, przypieczętowany znakiem władcy. Dotknęła wytopionej powierzchni, odsuwając odruchowo palec.  
- Gorący
- Przed chwilą władca magicznie go wytopił. Rozwiń i przeczytaj, tego chciałaś, prawda?
Dreja odwinęła pergamin, który połyskiwał srebrzyście. Po przeczytaniu kluczowych zdań, na jej twarzy pojawił się uśmiech triumfu.  
- Jak ci się to udało? Nie doceniałam cię.
- Wywiązałam się z umowy, teraz twoja kolej. - zwróciła się do niej dostojna wiedźma.
- Wiem, zapada noc, pozwól za mną … pani kapitan – syknęła czarownica, widząc symbol dowództwa na jej ramieniu.
Ruszyły w stronę lochów, rozglądając się bacznie, czy aby nikt ich nie widzi. Przemknęły cicho obok strażników, kierując się do wejścia do podziemi. Na ich drodze nieoczekiwanie pojawił się czarnoksiężnik, pilnujący wejścia. Zaskoczone spojrzały na niego, po czym uśmiechnęły się zalotnie. Spojrzał zdziwiony na nie, a potem jego wzrok zaczął się gubić w okolicy dekoltu.  
- To nie miejsce dla kobiet – wycedził.
- Zgubiłyśmy się, jak stąd wyjść? - spytała Jokasta, dotykając rosłego mężczyzny po torsie.
- Pomogę, trzeba tylko … - nie zdążył dokończyć, kiedy został unieruchomiony, sprytnym czarem niemocy.
Ułożyły nieszczęśnika w rogu, jakby przysnął na służbie.  
- Jak się obudzi, będzie go bolała głowa, ale zapomni o wszystkim – skwitowała Dreja.
- Doskonale, idziemy – dodała Jokasta, ciesząc się, że są po tej samej stronie.

Podeszły do srebrzystej ściany, od której odbijało się światło fioletowych płomieni.  
- Otworzę ci drogę, jesteś tego pewna? Pytam po raz ostatni.
- Działaj, czekałam na tą chwilę całe życie.
Czarownica o krótkich ciemnych włosach, wykonała rękoma specjalne gesty. Niczym szyfr do zamka, aktywowały przejście do tajemniczego wymiaru. Stanowiło ono swoistą boczną furtkę, o której wiedzieli tylko nieliczni. Gdyby zostały wykryte, zginęły obie na miejscu, ale Jokasta nie bała się w tym momencie. Kusiła ją moc, zakazana, mroczna. Wkroczyła przez metaliczną powierzchnię, znikając w niej, niczym w nieznanej cieczy. Dreja czuła, jak serce prawie wyrywa się jej z piersi, kiedy usłyszała czyjeś kroki na korytarzu obok.  
- Śpisz? - ryknął męski głos.
- Nie śpię – odpowiedział mu odurzony czarem strażnik.
- No ja myślę, bo inaczej czeka cię kara. Żeby mi to było ostatni raz.
Usłyszała, jak kroki cichną. Stała w pogotowiu, czekając na powrót Jokasty. Wtem metaliczne przejście zafalowało, wyszła z niego wiedźma, z szyderczym uśmiechem na twarzy. Dreja pokazała jej na migi, że strażnik się obudził. Skinęła jej tylko głową. Czarownica zamknęła portal, ale musiały jeszcze wrócić. Jokasta czarami odwróciła uwagę strażnika, uderzając w wystający z sufitu kamień. Zaciekawiony odszedł dalej, a one bezpiecznie przemknęły. Jeszcze kilka razy musiały omijać ochronę, aż wreszcie znalazły się na zewnątrz.

Skierowały się do lasu, prosto do ukrytej chatki, gdzie dawniej zamieszkiwała żona Ledona. Kobieta w ręku przywołała energię, która emanowała mroczną mocą. Dreja czuła emanujące od towarzyszki wibracje.  
- Teraz nikt mnie nie powstrzyma. Zabiję wszystkich, którzy kiedykolwiek przeszkodzili mi w moich planach. - zaśmiała się mrocznie.
- Jokasto, twoja twarz … - dodała krótkowłosa czarownica, widząc jak skóra wiedźmy ciemnieje.
- Co się dzieje? - spytała zaskoczona.
- Ty się zmieniasz, kiedy aktywujesz tę magię. - odparła podając jej lusterko.
Jokasta spojrzała na swoje odbicie, inny odcień cery, czarniejące białka oczu, czerwone tęczówki. Spojrzała na paznokcie u rąk, stały się ostre, niczym pazury drapieżnika.  
- Niewygórowana cena, za potęgę i energię godną najsilniejszych. - skwitowała rzucając lusterkiem o podłogę.
Roztrzaskało się na drobne kawałki, aż Dreja odsunęła się odruchowo. Wiedźma uspokoiła się , a jej wygląd na nowo wrócił do normalności.  
- Muszę pamiętać, aby nie wydać się przy królu, ale w poza jego zasięgiem mogę szaleć.
- Gdyby Ledon cię teraz widział. - dodała Dreja.
- Nie obchodzi mnie, gryzie ziemię, a ja triumfuję, mój czas nadchodzi – odparła ściskając kurczowo przywołaną różdżkę.
Wyszły z chatki, zamykając za sobą z hukiem masywne wrota, ozdobione symbolami węży. Za Jokastą topił się szary śnieg, potęgą jaką posiadła, rozpierała ją od środka. Korciło wiedźmę, aby uwolnić zdobyty potencjał, ale trzymała go dla swoich największych wrogów, w tym rodzonej córki.

694 czyt.
100%124
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2506 słów i 14254 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 20 stycznia

    Helar pewny siebie jak zwykle przypłacił niemalże życiem swoje nabrzmiałe ego bo Ranza posiada niezłą moc i wykorzystała ją bezwzględnie.  Jowin bohaterem tego starcia gdzie zaklęcia i magiczne twory hulają po całym polu bitwy. Jokasta skłonna poświęcić urodę dla posiadania największej mocy, chytry może stracić dwa razy. Wkrótce zrobi się ciekawie.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 17 stycznia

    No to się narobiło. Była silna a teraz jest jeszcze mocniejsza.To juz nie wiem.Nastepna cześć będę czytal pod kołdrą  

  • Almach99

    Almach99 · 16 stycznia

    Ciekawe, niesamowite zwroty akcji.  
    Bylo znow wspomogl Mela, ale I Ranze.
    Jokasta jest teraz jeszcze bardziej niebezpieczna niz kiedykolwiek wczesniej.

  • AnonimS

    AnonimS · 16 stycznia

    Nie ma to jak rozšwcieczona mamusia dysponujący straszliwą mocą.  Pozdrawiam