Okruchy przeznaczenia - Część 72

Drżąca ziemia wyrwała z letargu czarodziejkę, która zbudziła się z okropnym bólem głowy. Drzewa przewracały się w ciemności, słyszała trzask łamanego drewna. Przenikliwą ciemność zaczęły rozjaśniać pojawiające się szczeliny, z których dochodziły niepokojące dźwięki. Mela zerwała się nie wiedząc gdzie się znajduje i co się dzieje. W przebłysku wspomnień ujrzała tajemniczego nieznajomego, który trafił ją mrocznym czarem. Kim mógł być, czyżby skrzywdził jej przyjaciół, co z księżniczką? Pytania bombardowały jej umysł, musiała w jakiś sposób zaspokoić ciekawość. Już miała stworzyć magiczny latający dysk, kiedy coś na nią skoczyło, wgniatając w drżące podłoże. Ostre pazury raniły jej plecy, zawyła z bólu, niestety szybko musiała coś wymyślić. W dłoniach przywołała świetliste kręgi mocy, które jak naprowadzane przywarły do cielska stwora, niczym dwa magnesy. Gdy monstrum z niej zeszło, prędko odskoczyła na bezpieczną odległość i wtedy dopiero zaczęła działać. Czarnym tworem trafiła w napastnika, który unieruchomiony dostał prosto w jedną z kończyn. Pisnął przeraźliwie, jakby zbierał się do ataku. Nie zdążył jednak się poruszyć, gdyż kulą blasku oberwał w samą paszczę, po czym zmienił się w czarny posag. Wtedy niewiasta doskoczyła i z impetem kopnęła w bestię, roztrzaskując ją na drobne kawałki, niczym gipsową figurkę. Ciężko łapiąc powietrze próbowała się uspokoić, ale kolejne potwory zaczęły wypełzać z otworów w ziemi. Nie mając czasu na zastanowienie, stworzyła barierę, która jak drobinki diamentów, iskrzyła się w ciemności. Przechodziła różne treningi, raz z Ranzą, innym razem z Kansim, a także z Ledonem. Była im wdzięczna, że nauczyli ją walczyć. Teraz mogła skorzystać z tej przydatnej tajemnej wiedzy.  

Zdeterminowana zaczęła posyłać mordercze czary w stwory, które przypominały najgorsze koszmary senne. Wyskakując wysoko w powietrze, stworzyła w dłoniach wirujące ostrza, które wystrzelone rozchodziły się na boki, pokonując kolejnych napastników. Niestety demoniczne siły wciąż wysyłały nowe bestie. Nie było innego wyboru, jak uciekać.  
Niechętnie wspomniała słowa Celosa, który nie raz kazał się jej wycofać. Tym razem byłby z niej dumny. Przywołała dysk energii i zaczęła wznosić się ponad powykręcane drzewa, ponad las, który zmienił się nie do poznania. Wtem ujrzała ciemne niebo, przesłonięte dziwną mocą, nie chmurami, jak zwykle. Ujrzała w oddali purpurowy promień, który zdawał się przebijać dziwną pokrywę nieboskłonu. Coś ją tknęło, aby się tam udać. Zaczęła pędzić najszybciej jak potrafiła, targana chłodnym wiatrem, który wiał znad okolic morza. Sprawdzi tylko co tam jest i wróci do Galuma, odnajdzie przyjaciół. Tak sobie postanowiła, próbując uspokoić sumienie, które podpowiadało, aby najpierw szukała Tejny i Celosa. Jednak nie potrafiła się oprzeć nieznanej sile, jakby coś zagłuszało zdrowy rozsądek. Zdziwiła się jak szybko dotarła nad pogrążone w mroku klify. W dole słyszała wycie upiorów, które gdy tylko ją wyczuły, zaczęły lecieć w jej stronę. Prędko otoczyły czarodziejkę, musiała się zatrzymać, unosząc się na swoim pojeździe wysoko nad taflą wody. Przywołała w dłoniach moc, czekając na to co nastąpi. Zaatakowały ją, a rany na plecach dały o sobie znać, tępym bólem, nie ułatwiając starcia. Gdyby miała nietoperka, już dawno pokonałaby przeszkody, lecz była pozostawiona samej sobie. Zrozumiała jak ważna jest współpraca, o której wspominał jej kolega, z którego nie raz się wyśmiewała.  

Walczyła dzielnie, ale zmor przybywało, jakby coś je przyciągało z podziemi. Ledwo dawała radę je odganiać, w końcu unieruchomiły Melę. Zaczęła spadać, dysk rozpłynął się w powietrzu, wpadła do spienionej ciemnej wody. Przeraziła się, co miała robić? Spojrzała w górę, potwory pikowały w dół, wyjąc przeraźliwie. Chciała w nie trafić, kiedy czarny twór świsnął tuż nad jej głową. Mary zaczęły się rozpadać, jakby rozchodziła się gęsta mgła. Na brzegu ujrzała czyjąś postać, wokół której jaśniała fioletowa poświata. Czy to mogła być ona? Nie, to nie możliwe. Wypluwając słoną wodę, zaczęła płynąć w kierunku kamienistej plaży. Wciąż asekurowana przez czarownicę, która jej pomogła. Nad jej głową szybowały mroczne pociski, ale nie mogła oglądać się za siebie. Wykończona wygramoliła się na mokre kamyczki i gdy tylko podniosła wzrok, spojrzała na postać kobiety, którą doskonale znała. Siostra miała skupiony wyraz twarzy, a jednocześnie pełny goryczy. Wciąż używała mocy, aby odpędzić przeklęte lewitujące potwory.  
- Powinnam cię dać im zabić. Pozwolić, aby pozbawiły cię życia, ofiaro.
- Nie prosiłam cię o pomoc. Poradziłabym sobie sama. - wycedziła czarodziejka, wykręcając mokrą sukienkę ze słonej wody.
Zaśmiała się szyderczo, jakby nie wierzyła w to co słyszy.  
- Niestety nie mam czasu, aby sprawdzać twoją teorię. Musimy się stąd oddalić, za mną. - odparła stanowczo, obserwując uważnie nadlatujące zmory.
Mela zrozumiała powagę sytuacji i nie zadając na razie pytań, podążyła za czarownicą. Gdy znalazły się na posępnym klifie, mogły na chwilę odetchnąć od ataków. W dole wciąż snuły się eteryczne stwory, jakby patrolowały przeklętą kamienistą plażę. Ranza usiadła przy krawędzi, a jej włosami targał wiatr. Wpatrywała się w snop czerwonego światła, jakby z gniewem i tęsknotą zarazem.  

Czarodziejka przysiadła się koło zamyślonej kobiety, która zdawała się nieobecna duchem.  
- Co tam się stało? Skąd te rozbłyski, skąd ciemność?
Nie uzyskała jednak odpowiedzi, więc niezrażona drążyła dalej temat.  
- Spójrz na mnie, Ranza. Co się dzieje?
Odepchnęła ją, jakby odganiała się od natrętnego owada.  
- To koniec. A wszystko przez ciebie! - zawołała pełnym goryczy głosem, spoglądając z wyrzutem na młodą dziewczynę.
- Nie rozumiem? Jak to, koniec?
- To nie noc, ofiaro. Ktoś naruszył pieczęć, która trzymała w ryzach podziemia. Sprowadził na nas kataklizm. Nie ważne czy jesteś po stronie światła, czy mroku, teraz to bez znaczenia. Zginiemy, ale nie zależy mi już na niczym, niech się dzieje. - dodała ściskając w pięść zmarzniętą dłoń, zupełnie jakby chciała zgnieść winowajcę zamieszania.
- Królowa ciemności, to jej sprawka, tylko ona mogłaby być do tego zdolna.
Kobieta zaśmiała się szaleńczo, a w jej oczach pojawiły się łzy.  
- Ofiaro, nie masz pojęcia …
- Wiem, to Jokasta, pogubiła się, albo … Helar, tak to on.
- Mela! Jesteś w błędzie! Naiwna jak zwykle. Widziałam go, rozmawiałam z nim, a potem to się wydarzyło tak szybko. Mógł mnie zabić, zamiast cedzić truciznę do mego serca.
Czarodziejka nie wiedziała czy siostra bredzi od rzeczy, czy może chce ją wyprowadzić z równowagi. Podniosła się jednak, nie bacząc na nic krzyknęła na całe gardło.
- Kto!? Kto taki!? Mów!
- Kansi.

Pod dziewczyną zmiękły nogi, jakby były z waty. Czyżby czarnoksiężnik, który tyle dla niej znaczył, chciał zniszczyć ich świat? W imię czego? Ewidentnie nie mogła dać wiary słowom czarownicy, nie docierały do niej, jakby coś je odbijało.  
- Kłamiesz! On nigdy by tego nie zrobił. Jest po naszej stronie, bronił nas w zamku.
- Możesz mi nie wierzyć, twoja sprawa. Zmienił się, stał się mroczny, jak jego matka, to nim zawładnęło, jego wzrok, to zimno.
- Ranza, postradałaś zmysły? Opanuj się. - przerwała jej na chwilę niewiasta, szarpiąc za ramię.
- Powinnam cię zabić! Gdybyś się nie pojawiła w jego życiu, nie doszłoby do tego. A wiesz co jest najlepsze? Wyznał mi, że nic dla niego nie znaczę! Nie kocha mnie!
W oczach Ranzy widziała rozpacz, wystraszyła się kiedy zaczęła jaśnieć na fioletowo, jakby szykowała się do ataku.  
- Przestań! Uspokój się! Wyjaśnię to, może coś go opętało? Jest tam, prawda? - spytała, wskazując na wyspę, z której wystrzeliwał w niebo snop energii.
- Ofiaro, stój! Dokąd lecisz?
- Do niego! - zawołała stanowczo, wznosząc się w powietrze na latającym dysku.
Wtem morze zmieniło się nie do poznania, woda zdawała się unosić coraz wyżej, tworząc ścianę. Wyspa została odgrodzona dziwną mocą, tak potężną, że dziewczyna przeraziła się nie na żarty. Wzlatywała jednak coraz wyżej, aby spróbować się dostać do stworzonej magią fortecy. Gdy już zdawało się, że dotarła do punktu, z którego będzie mogła się dostać w zakazane miejsce, ujrzała zamaskowaną postać, która unosiła się w powietrzu. Z przerażeniem spostrzegła, że napastnik dzierży w dłoni hylona, jej nietoperka.  
- Kansi! - krzyknęła, chcąc do niego lecieć.
Odmieniony czarnoksiężnik podniósł w górę dłonie, jego purpurowe źrenice nie spuszczały wzroku z czarodziejki. Wtem figurka pojaśniała na fioletowo i fala uderzeniowa trafiła prosto w skonsternowaną Melę, która nie zdążyła się obronić. Zaczęła spadać do topieli, ale tuż nad falami pochwyciła ją w locie Ranza.  
- To na nic! Mówiłam, nie jest sobą!
- Nie wierzę … - wycedziła wyczerpana, czując jakby ktoś wysysał z niej życie.
Czarownica jednak nie zważała na nic, tylko lawirując pomiędzy nadlatującymi zmorami, oddalała się coraz bardziej od przeklętej wyspy. Nie wiedziała co ma robić, musiała szukać pomocy, tylko gdzie? W zamku króla ciemności panoszyła się jej matka, Helar zaczynał ją nienawidzić, za odrzucone amory. Wtem przypomniała sobie o Jowinie i nowych sojusznikach. Musieli zmierzać ku demonicznemu władcy i jego siedzibie. Jeśli mogła coś zrobić, to tylko przyłączyć się do walki, aby wspólnie spróbować powstrzymać jej niedawnego ukochanego.  

***

Pomruki bestii zbudziły maga, który czuł okropny ból. Ziemia co chwilę drgała, a w powietrzu unosiła się nieprzyjemna woń siarki i spalenizny. Okolicę rozświetlały łuny ognia i słyszał trzask łamiących się drzew. Szybko zlokalizował Hizara, który poturbowany leżał z twarzą w popiele.  
- Wstawaj! Musimy uciekać!
- Co się dzieje?
- Nie wiem, ale wyczuwam kłopoty. Tejna, gdzie ona jest?
Młody czarnoksiężnik wstał, przecierając ręką twarz, kaszlnął jeszcze, po czym zauważył ich towarzyszkę. Jej nogi przygniotło powykręcane drzewo. Nie ruszała się. Celos dobiegł do czarownicy, próbując ją wydobyć spod naturalnej pułapki. Zawyła z bólu.  
- Odsuń się! - krzyknął Hizar, przywołując moc.
Promieniem skoncentrowanej energii przeciął pień w dwóch miejscach. Nie mógł użyć ognia, gdyż nie chciał zrobić krzywdy nieszczęsnej kobiecie. Zaczął unosić kawał drewna, a czarodziej pomagał mu w tym. Wtem w ich stronę zaczęło coś pełznąć, jakby snując się po podłożu. Tejna spostrzegła monstrum, krzycząc wniebogłosy. Hizar nie myśląc wiele, przywołał broń i z szaleńczą furią skoczył na potwora. Ten jednak odskoczył, wyczuwając napastnika. Czarnoksiężnik pełen goryczy i nienawiści do całego świata, podskoczył w górę. Nasycając magicznie broń, wbił trzonek laski prosto w cielsko niebezpiecznego chowańca.  
W tym czasie Celos zdołał przy pomocy czarów ziemi pozbyć się pnia, uwalniając Tejnę.  
- Nic ci nie jest? - spytał przerażony, widząc życiodajny płyn sączący się z rany.
- Boli jak … - wykrzywiła się kobieta.
- Spokojnie, nic nie mów, oszczędzaj siły. - próbował ją uspokajać przyjaciel, który sam ledwo panował nad emocjami.
- Uciekajmy stąd! To wychodzi z ziemi! - zawołał Hizar, widząc coraz więcej podobnych demonicznych tworów.

Czarownica nie mogła ustać na nogach, więc Celos wziął ją na ręce najdelikatniej jak tylko mógł w tej sytuacji.  
- Trzymaj się, przywołam dysk.
Zdążył się skoncentrować i niebawem razem z Hizarem wznieśli się w górę. To co ujrzeli przeraziło ich jeszcze bardziej. Kraina ciemności wyglądała, jakby miała się rozpaść. Z popękanej ziemi wydobywała się lawa, która pochłaniała coraz więcej terenu, swą niszczycielską siłą. Hordy potworów i upiorów opanowywały okolicę, rozchodząc się jakby miały za zadanie zalanie sobą świata. Nagle Celos poczuł dziwne ukłucie, które przypomniało mu, o czym zapomniał.  
- Hizar, posłuchaj, zaopiekuj się Tejną, doprowadź ją w bezpieczne miejsce, choćby do samego króla światła.
- Czekaj, dokąd ty lecisz? Zostawiasz nas?
- Wrócę, tylko muszę coś załatwić. To sprawa życia lub śmierci. - dodał poważnym tonem.
- Do pioruna! Wracaj!
Niestety Celos już go nie słuchał, pozostawiając tylko za swoim podniebnym pojazdem ścieżkę ze złotego pyłu.
Czarnoksiężnik trzymając na rękach poturbowaną Tejnę, spojrzał na nią wymownie. Wtem przed oczami stanęła mu księżniczka, wołająca o pomoc. Czuł paniczny strach o nią, gdzie mogła teraz być? Kochał ją, wiedział to, a uczucie bezsilności doprowadzało go do szaleństwa.  
- Poleciał, tchórz, pewnie poszedł się skryć. - mruknął nienawistnym tonem.
- Nie, on taki nie jest. Jeśli się oddalił, to musiał mieć ważny powód. Lećmy do króla, może jest tam Mela, nogi … boli.
- Lećmy. - wycedził, jednak w głowie miał swój własny plan.
Nie interesowało go w tej chwili nic innego, jak to, aby odnaleźć Ferję, chciał jeszcze raz ją zobaczyć, choćby miał zginąć. Znajdzie przeklętego napastnika, a wtedy pokaże mu co potrafi. Przypominając sobie jeszcze słowa Dreji, zmrużył powieki. Chęć zemsty zaczęła go ogarniać, przysłaniając zdrowy rozsądek, niczym całun ciemności, jak zaklęte nad nimi niebo. Ruszył przed siebie, trzymając kurczowo Tejnę, jakby była jego ukochaną, której mu teraz tak bardzo brakowało. Nie zauważył nawet kiedy wyczerpana czarownica straciła przytomność.

364 czyt.
100%133
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2536 słów i 14105 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 28 lis 2019

    Mela miała farta, że Ranza przyszła jej z pomocą. I jeszcze Kansi naruszył pieczęć podziemia. I jeszcze miłość w tle, która będzie prowadziła do nieodwracalnych wyborów. Ale się porobiło. Wizja powstrzymania zła wygląda na odległą. Czy Celos wróci? I co się stało z Kansim? Będą teraz dywagacje, co będzie w kolejnej części. Jest napięcie

  • shakadap

    shakadap · 19 lis 2019

    Brawo. Dobra robota.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 19 lis 2019

    To jest Twoja wersja Armagedonu? Wojna bez organic Marwela to pestka w porownaniu z tym co tu sie dzieje.Skad u Kamsiego taka moc? Mam jednak nadzieje.Taki naiwny jestem, ze milosc Meli do czarownika, to powstrzyma.    Jak zawsze, super.Przynajmniej jak dla mnie