Okruchy przeznaczenia - Część 11

Głuche odgłosy kapiących kropel rozchodziły się po pomieszczeniu, niczym miarowa melodia zapomnienia. Chłód snujący się po kamiennej podłodze wyrwał czarodziejkę z odrętwienia. Dreszcze przechodziły wzdłuż pleców, jak fale rozchodzące się po wodzie. Blade światło z fioletowych płomieni, oświetlało surową komnatę, w której zapach wilgoci mieszał się z mieszanką palonych ziół. Skierowała wzrok na stojące w kącie naczynie, z którego wydobywał się przytłumiający zmysły dym. Wstając ostrożnie zrozumiała, że coś trzyma jej stopę. Cienki srebrny łańcuch przymocowany do ściany, nie chciał z żaden sposób dać się zdjąć. Posłanie, na którym leżała, znajdowało się bezpośrednio na posadzce. Skuliła się, próbując opanować emocje. Ze strachem spostrzegła, że ma metaliczną obręcz na ręce. Musiała się stąd wydostać w jakikolwiek sposób. Chciała skoncentrować energię, ale wszystkie próby spełzły na niczym. Na szyi brakowało naszyjnika podarowanego przez Galuma, miała ochotę płakać nad swoim postępowaniem, ale było za późno. Brak nietoperka mogła przeboleć, teraz czuła, że przesadziła. Wtem metalowe wrota drgnęły i stanęła w nich wysoka kobieca postać, która ubrana w ciemną suknię przyglądała się uwięzionej. Długie czarno - różowe włosy, miała upięte wysoko.  
- Obudziłaś się – powiedziała nieznajoma kładąc tacę z jedzeniem na podłogę.
- Gdzie jestem?

Tajemnicza postać zaśmiała się głośno, nalewając gęsty płyn do kielicha. Położyła go na tacy obok strawy, która wcale nie wyglądała apetycznie.  
- Odnoszę wrażenie, że nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji, mam rację?
- Wypuść mnie, a to paskudztwo sobie weź! - krzyknęła jasnowłosa kopiąc z impetem przyniesione rzeczy do zjedzenia i picia.
- Jaka harda, co za temperament. Nie chcesz jeść, przeżyjesz bez tego, więc idę.
- Mogę poznać twoje imię?
- Jak to cię uszczęśliwi ofiaro, wołają na mnie Rezan. Tylko nie wiem po co ci to, skoro nie chcesz współpracować. Jak cię zwą?
- Mela, uwolnij mnie, bo jak się zdenerwuję to …
- To co? Dużo nie nawojujesz czarodziejko z tą bransoletą zapomnienia – zaśmiała się znowu czarownica wychodząc z pomieszczenia i zatrzaskując za sobą wrota.
Młoda czarodziejka od razu mocowała się z czarodziejskim przedmiotem, który im bardziej chciała ściągnąć, tym mocniej się zaciskał. Ręka poróżowiała od tarcia, więc zaniechała dalszych prób, bojąc się o zrobienie sobie większej krzywdy. Nie znosiła takich ciemnych pomieszczeń z niskim sufitem, bała się ich wręcz, jak koszmarów, które ją nawiedzały. Odebrano jej możliwość władania swoją mocą, czego nie mogła darować. Wtem znów zakręciło się jej w głowie od dziwnego zapachu, gdyby tylko mogła zniszczyłaby palenisko, które powodowało u niej te dolegliwości, ale stało za daleko. Opadła na posłanie i znów zamroczyło się w głowie. Nie wiedziała ile czasu była pozbawiona przytomności, kiedy wparowali do środka uzbrojeni ludzie. Odczepili łańcuch od ściany, ale tym razem skuli nogi tym samym łańcuchem.  

Prowadzona na siłę przez wąski korytarz znosiła nieopisane katusze, wydawało się jakby ściany miały ją zgnieść na proch. Zaczęła krzyczeć, ale mężczyźni niewzruszeni prowadzili ją dalej. Za chwilę przez wrota wyszli na skalny most, który bez żadnych barierek po obu stronach, znajdował się nad przepaścią. Ołowiane chmury wisiały nad okolicą, jak całun ciemności odbierający blask słońca. Mela nie wiedziała co z nią zrobią, ale teraz obawiała się już najgorszego. Zapach spalenizny unosił się wokoło, powietrze powodowało odruch kaszlu. Znaleźli się przed drugim masywnym budynkiem, który mógł być pałacem, ale jak odmiennym od tego, który mieli w królestwie białej magii. Zbudowany z czarnego kamienia, sprawiał wrażenie niegościnnego. Co by teraz oddała, żeby przeprosić Galuma za swoje zachowanie i wrócić do domu. Niestety tu nie mogła na nikogo liczyć, była zupełnie osamotniona.  
Wprowadzono ją do ponurej budowli, której nie miała ochoty zwiedzać. W końcu zatrzymali się przed jednym z pomieszczeń, do którego wepchnięto ją na siłę. Upadła przed mężczyzną w ciemnych ubraniach. Spojrzała w górę i poznała w nim kogoś, kto atakował ją zanim straciła przytomność.  
- Dawno nie mieliśmy jeńca – skwitował odzywając się pewnym siebie głosem.
- Potwór – odparła cicho czarodziejka, podnosząc się z zimnej podłogi.
- Na szczęście nie widziałaś jeszcze naszego króla, skoro mnie tak nazywasz. Cierpliwości, jego niedługo też ujrzysz, ale to będzie twoje ostatnie spotkanie.
- Żebym nie miała tej bransolety, to leżałbyś teraz i błagał o litość.
Nieznajomy zaśmiał się, podpierając się o swoją broń. Na rękach miał czarne rękawice. Spojrzała mu w oczy marszcząc brwi, jego brązowe wyraziste tęczówki otoczone były pomarańczową obwódką. Maska na jego dolnej części twarzy zasłaniała usta.  

- Nie dałabyś mi rady, mogę zapewnić, że straciłabyś życie.
- Na twoim  miejscu nie byłabym tego taka pewna.
- Ale z ciebie buntowniczka, ty na pewno jesteś czarodziejką, co? Zachowujesz się jak jedna z naszych.
- Nie zniżę się do waszego poziomu, zabijacie naszych ludzi bez mrugnięcia okiem.
Wtem wrota zaskrzypiały i wkroczyła przez nie kobieta, którą spotkała niedawno w celi. Klepnęła mężczyznę z całej siły w plecy.  
- I jak sobie radzisz z tym ciężkim przypadkiem?
- Jak widać nadal żyję – skwitował pokazując na dziewczynę, która gotowała się w środku ze złości.
- Gdyby sprawiała problemy, to wiesz gdzie mnie znaleźć Kansi – odparła wychodząc.
Nagle czarodziejkę coś tknęło na wspomnienie imienia nieznajomego. Mogłaby przysiąc, że gdzieś już je słyszała, ale bardzo dawno. Próbowała przypomnieć sobie jakieś szczegóły, ale nic nie przychodziło jej do głowy.  
- Nasz król i królowa mają swoje zasady, ale jeśli powiesz nam to, co chcemy wiedzieć, to jest szansa, że darują ci życie.
- Co za wspaniałomyślność, ale obawiam się, że w to nie uwierzę. Widziałam śmierć zadawaną z waszych rąk i nie było w niej ani trochę współczucia.
- A kogo widziałaś? Jak wyglądał?
- Nie wiem, to upiór, unosił się w powietrzu i ciskał czerwonymi czarami.
- Już wiem o kogo ci chodzi – uśmiechnął się chytrze mężczyzna, po czym szybkim ruchem ręki przycisnął ją do ściany.
- Chcesz mnie zabić, widzę to. Nie krępuj się potworze i tak ci nic nie powiem.
- Jak chcesz, szkoda czasu na prowadzenie cię do króla, na nic się nie przydasz! - zawołał i już chciał przebić ją swoją bronią, zakończoną ostrym kryształem, kiedy ona zawołała.
- Nietoperku, gdzie jesteś! Odezwij się!

Wtedy on zwolnił uścisk i puścił ją na ziemię jak poparzony. Odsunął się o krok obserwują ją jeszcze dokładniej z każdej strony. Wyglądał jakby był w szoku, po tym co usłyszał.  
- Nietoperek? Co ty mówisz?
- Moja mówiąca figurka, mroczna i tajemnicza.
Nagle czarownik przysunął się do niej zaciekawiony.  
- Masz go ze sobą? Mów szybko!
Teraz Mela zaśmiała się nerwowo, widząc że nieznajomemu świecą się oczy na myśl o tym przedmiocie. Wyglądało jakby wiedział o nim więcej, ale nie wiedziała co. Postanowiła zagrać tą kartą niepewności, chcąc ratować swoje życie.  
- Jak mogę go mieć przy sobie, skoro mnie więzicie. Schowałam go w bezpiecznym miejscu i tylko ja wiem, gdzie go szukać. Jak mnie zabijesz, to nigdy się nie dowiesz gdzie.  – grała na zwłokę dziewczyna czując się pewniej.
Wtem mężczyzna wyjrzał z pomieszczenia każąc zawołać Rezan. Kobieta zjawiła się szybko z powrotem, zatrzymała się we wrotach patrząc na znajomego z politowaniem.  
- Co się stało? Zrobiła ci coś? Nie radzisz sobie?
- Król już wie o pojmaniu czarodziejki?
- Jeszcze nie, ale zaraz mu powiem, że …
Mężczyzna chwycił za rękę czarownicę, która zdziwiona wpatrywała się w niego.  
- Nic nie powiesz, dopóki ja nie powiem, zrozumiano?
- Ale Kansi, to nasz obowiązek …
- Wychodzę z nią i mają mnie przepuścić, teraz ja za nią odpowiadam, czy to jasne!?
Ciemno - różowe włosy poruszyły się od przeciągu, który wpadał przez uchylone wrota.  
- Rozumiem, nie mam nic do powiedzenia, jak zwykle.

Mężczyzna pociągnął za sobą Melę, niczym zło konieczne. Kiedy znaleźli się w bramie, która prowadziła poza zamek, Rezan ostatni raz spojrzała porozumiewawczo na walecznego kompana.  
- Załatw swoje sprawy, ale masz ją tu przyprowadzić, bo inaczej cię znajdę osobiście.
- Jak po drodze ona nie zginie z mojej ręki.
- Jak chcesz i tak zero z niej pożytku, harda dziewucha.
Brama zatrzasnęła się za kobietą i Mela została sama z nieznajomym. Musiał być tu kimś ważnym, bo gdy odchodzili, to wszyscy kłaniali mu się w pas. Jego decyzje nikt nie chciał podważać, co dało czarodziejce pole do popisu. Dopóki trzymała go w niepewności, mogła liczyć na ulgowe traktowanie.  
- Gdzie nietoperek? Prowadź, albo runiesz z tej przepaści!
Jasnowłosa nastolatka spojrzała w dół z kamiennego mostu. Drobne kamyczki spadały jakby w nicość, gdyż nie było słychać ich uderzenia o dno przepaści, która była spowita ciemną mgłą.  
- Spokojnie, muszę się skoncentrować. Nie popędzaj mnie brutalu.
Przywołała w myślach upragniony przedmiot, tak jak jej polecił Hizar. Za chwilę usłyszała ciche wołanie z prawej strony. Wskazała dłonią w stronę, skąd usłyszała nietoperkowy głos.  
- Tam?
- Tak, ale to raczej daleko, będziemy szli na piechotę?
- Nie.

Nieznajomy skoncentrował się formując pod stopami odpowiednik ich latającego dysku, tylko czarny jak noc i iskrzący na srebrno. On z łatwością utrzymywał się na wyczarowanym pojeździe, ale Mela przelatywała przez niego jak przez ducha.  
- Co teraz, czarodziejki mają inną energię, nie będę cię ciągnął za sobą.
- Może wskoczę ci na plecy, co?
- Co za niedorzeczny pomysł, jesteś moim więźniem …
- Przecież cię nie uduszę … no chyba że mi się uda – uśmiechnęła się lekko dziewczyna.
- Nie zrobisz mi krzywdy, tymi rękoma?
- Jak chcesz możemy iść na piechotę do celu, ale zejdzie nam na to bardzo dużo czasu …
- No dobrze, wskakuj – odparł nachylając się lekko czarownik.
Mela triumfalnie wdrapała się na plecy wroga, ale łańcuch na nogach przeszkadzał jej.  
- Rozkuj mnie, bo jak będę tak wisieć z rękami na twojej szyi, to w końcu naprawdę cię uduszę w locie.

Czarnoksiężnik niechętnie rozkuł czarodziejkę, a łańcuch przypiął sobie do paska. Wiedział, że ma na sobie bransoletę zapomnienia, więc spokojny o siebie nie obawiał się o użycie czarów przeciwko niemu. Teraz Mela wskoczyła mu na plecy okrakiem, a rękoma oplotła go za szyję. On przytrzymywał jej stopy rękami, żeby się nie ześlizgnęła.
- Lećmy już, bo jak ktoś mnie zobaczy z tobą to …
- Wstyd, co?
- Zdegradowali by mnie … Nie zagaduj mnie, kieruj gdzie mamy lecieć.
- Czuję nietoperka tam, widzisz ten las?
- Tak, to lecimy!
Poderwali się w powietrze, a czarodziejka uradowana, że lata zapomniała na chwilę gdzie się znajduje, przypominając sobie swoje szaleńcze loty w przestworzach. Nie znała wroga wcale, ale czuła się teraz przy nim swobodnie, prawie jak przy Celosie. Przytulona do niego tak blisko, nawet nie zastanawiała się, czy tak wypada czy nie. Nie mogła nadal przypomnieć sobie, kim był ów czarnoksiężnik, ale powoli zaczynała kojarzyć fakty, im byli bliżej metalicznej figurki, po którą wyruszyła do zakazanej krainy. Nie miała zamiaru poddać się tak łatwo, ani oddać cennej rzeczy bez walki.

887 czyt.
100%205
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2148 słów i 11909 znaków. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • Fiolka

    Fiolka · 24 maj 2018 · 381258672

    Mela nawet wroga wykorzysta do swoich celów:-) . Ciekawa miastem jak wybranie z tej historii.Podoba mi się jej zadziorność i odwaga ( mimo strachu). Czekam na dalszy ciąg. Pozdrawiam:-)

  • Almach99

    Almach99 · 23 maj 2018

    Pisz dalej. Podoba mi sie sposob, w jaki rozwijasz historie. Powoli, bez zbytniego pospiechu.

  • AnonimS

    AnonimS · 23 maj 2018

    Można powiedzieć że kłopoty to Meli specjalność. Z jednej strony obdarzona mocą a z drugiej krnąbrna, przemądrzała, nie słuchająca rad życzliwego jej Galuma. Chyba się wywinięte z opresji ale to los ( i Autorka) tak zdecydują.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 23 maj 2018

    Coraz fajniej. Z tej Meli to niezły numerek, ale oczywiście ja lubię

  • Margo1990

    Margo1990 · 23 maj 2018

    Co dalej?