Okruchy przeznaczenia - Część 49

W oddali niebo lekko jaśniało, a pierwsze promienie słońca przebijały się przez przepływające nad wzgórzami chmury. Smugi ognia rozświetlały pojedyncze wioski, które jeszcze nie zdążyły całkowicie opustoszeć. Czarownica czuła chłód, gdyż jej wierzchnie okrycie zostało częściowo zniszczone przez wydarzenia w zamku ciemności. Grupka bojowych czarnoksiężników wciąż goniła uciekinierów, nie dając za wygraną. Jowin zmęczony ich towarzystwem, krzyknął do Geldy.
- Zróbmy coś, bo w końcu nas trafią!
- A czy ja odpoczywam? Ledwo lecę!
Ranza nie mogła dłużej dawać sobą rządzić, pomyślała, że w końcu wezwą posiłki, albo przywołają kompanów, którzy dadzą im nauczkę.  
- Dość tej wycieczki … - mruknęła pod nosem, odwracając się w stronę żołnierzy.
Spojrzała na nich groźnie, spod potarganych na wietrze czarno – różowych kosmyków.  
Przywołała różdżkę, która dodawała jej mocy, po czym obróciła nią w powietrzu kilka razy. Naładowana broń wysłała w stronę zaskoczonych mężczyzn grad śmiercionośnych pocisków. Dwóch z nich oberwało mocno, zaczynając spadać w przepaść bezradnie. Ostatni nie zamierzał umierać, gdyż omijał z kunsztem wojownika każdy strzał. Wtedy czarownica zrozumiała, że dobrą obroną będzie atak. Postawiła wszystko na jedną kartę. Zaczęła nacierać na czarnoksiężnika z armii, krzycząc przy tym dziko.  
- Co ona wyprawia, zwariowała?! - zdziwił się Jowin, zatrzymując nagle pojazd.
Gelda również poszła w jego ślady, patrząc zaciekawiona na towarzyszkę ucieczki. Ranza wykonała beczkę, omijając z gracją napastnika. Chciał kontratakować, kiedy zorientował się, że z boku sączy mu się krew. Dziewczyna przecięła go na wskroś, jakby był wykonany z papieru.  
- Jak ty … - wycedził resztkami tchu.
Wtem jego dysk się rozpłynął, zaczął spadać, ale dla pewności czarownica posłała mu jeszcze kulę ognia, która dokonała jego żywota. Towarzysze spojrzeli na nią skonsternowani, czując się niepewnie.  
- Nie musiałaś go palić, on i tak by tego nie przeżył. - wtrąciła się Gelda, widząc palącego się w dole żołnierza.
- Nie podobała mi się jego facjata – skwitowała, odwołując różdżkę i poprawiając włosy, które łaskotały ją po policzkach.
- Lepiej cię nie denerwować – przeraził się Jowin, patrząc na czarownicę. - Skoro mnie nie zabiłaś, to chyba nie jest aż tak źle.
Ranza przybliżyła się do niego w powietrzu, a ich dyski na moment zetknęły się, aż poszły z nich iskry srebrnego pyłu. Zrobiło mu się gorąco, trochę ze strachu, a po części z powodu stroju towarzyszki gonitwy.  
- Jesteś znośny, chociaż nie w moim typie – skwitowała obojętnym tonem, lustrując go wzrokiem.
Gelda podejrzliwie przypatrywała się tej dwójce, czując się jakby o niej zupełnie zapomnieli.  
- Możesz mi wreszcie wytłumaczyć czemu uciekamy i dokąd lecimy?
- Odpocznijmy tam – wskazała na miejsce u podnóża gór, gdzie rósł gęsty las, przykryty pierzynką ze śnieżnego puchu.

Zaczęli pikować w dół, a przenikliwy chłód dawał im się we znaki. Gdy tylko stwierdzili, że miejsce wydaje się na tyle bezpieczne, o ile to możliwe, pourywali gałęzie iglaków, robiąc z nich siedziska. Następnie wspomagając się czarami, zebrali drewna, rozpalając małe ognisko. Jak tylko trochę się ogrzali, Ranza odezwała się pierwsza.  
- Pomogliście mi, ale grozi wam za to wielkie niebezpieczeństwo.
- Co sugerujesz żmijo!? - oburzyła się Gelda, patrząc z pogardą na rywalkę.
- Powiedzmy, że wygarnęłam matce prawdę. Za to pewnie mnie oczerniła przez królem, więc straciłam funkcję kapitana.
- Byłaś kapitanem? Jak to możliwe, przecież Kansi … - wtrącił się Jowin, ale kobieta szybko weszła mu w słowo.
- Właśnie ku niemu zmierzam, chcę z nim się rozmówić. Nie mam przyszłości w królestwie ciemności, w dodatku matka chciała na siłę wydać mnie za Helara i …
- Mówisz poważnie? Za tego Helara, za generała? A co z Kansim? - odezwała się Gelda podnosząc się nagle na równe nogi.
- On nie chce na mnie patrzeć, ale nie będę ci się spowiadała z życia, ty paplo zamkowa.
Jowin patrzył na obie towarzyszki, nie rozumiejąc o czym rozmawiają. Wyglądało na to, że nie darzą się sympatią, a Ranza ma nie jedno na sumieniu. Gdy wytłumaczyła, że mogą chcieć jej śmierci, zmieniła wyraz twarzy na poważny. W pewnym momencie Gelda rzuciła kawałkiem drewna w ogień, aż poszły iskry, które prawie poparzyły ich znajomego.  
- W co ty mnie wplątałaś, niebywałe. Co mnie podkusiło, że ci pomogłam. Nie chcę ginąć, jestem młoda, tobie faceci sami pchają się do łóżka, gdzie tu sprawiedliwość.
Ranza spojrzała wściekła na niedawną rywalkę, gdyż jej słowa sprawiały, że wygląda na płytką i łatwą.  
- Uważaj lepiej na to co robisz, bo sama nie jesteś idealna. Nie wspomnę o romansie z wykładowcą …
- Skończ! Skąd o tym wiesz wywłoko?
- Znam twoje grzeszki, gdybym zaczęła je wymieniać …
Nagle Jowin zakłopotany podniósł się, stając pomiędzy kobietami, które o mało nie zaczęły skakać sobie do gardeł.  
- Spokój! Mnie też wmieszałyście w tą aferę. Nie obchodzi mnie z kim co robiłyście. Musimy uciekać, a to nie wycieczka tylko walka o być albo nie być.
Spojrzały na niego zaskoczone, faktycznie nie mogły się znieść, więc Gelda oddaliła się na chwilę. Chciał za nią iść, ale czarownica go powstrzymała ręką.  
- Niech idzie, zaraz tu wróci, musi ochłonąć.
- Jesteś taka … nie znałem cię wcześniej, jak to możliwe? - rzucił nagle czarnoksiężnik, patrząc w jej oczy.
- Jaka? Dokończ jeśli masz odwagę.
- Nie boję się ciebie. Jesteś pusta, nie wiesz czego chcesz! Nie chciałbym być z taką osobą. - dodał, gdy nagle poczuł ostry policzek wymierzony ręką.
Ranza triumfowała, czuła się panią sytuacji, do momentu, kiedy czarnoksiężnik rzucił w nią czar, który popchnął ją na skały. Otrzepała się, patrząc na niego osłupiałym wzrokiem.  
- Dlaczego?
- Bo ci się należało.

Wtem czarownica zbliżyła się do niego, chciała mu zadać cios, kiedy on zrobił unik. Podciął jej nogi, aż padła na zimną ziemię. Pociągnęła go za sobą, aż upadł. Kotłowali się tak chwilę po podłożu, zbierając kurz, aż w końcu zmęczeni spojrzeli na siebie. Nagle poczuła jak mężczyzna ją chwyta mocno, zaczynając całować, najpierw lekko, a potem bardziej zachłannie. Nie wiedziała czemu, oddała mu ten afekt, jakby coś ją do niego ciągnęło. Jeszcze nie miała takiej sytuacji, ale spodobał się jej jego ciekawy temperament. Niby ją obrażał, ale robił to tak umiejętnie, że wręcz ją to nakręcało. Nagle Gelda wróciła do ogniska, ale kiedy ujrzała ich oboje razem na ziemi, o mało nie zemdlała.  
- Co tu się dzieje!?
Jowin aż podskoczył, nie wiedząc co go napadło. Zaczynał rozumieć, czemu Helar czy Kansi tak o nią zabierają. Jej pocałunki były gorące, miała w sobie coś, czego nie rozumiał do końca. Wtem dziewczynie wypadł notatnik, który znalazła w komnacie kapitana. Gelda chciała go podnieść, ale Ranza poczęstowała ją czarnym tworem, wytrącając z ręki przedmiot.  
- Zostaw!
- Co to?
- Nie twoja sprawa, jędzo!
- A ty co, następnemu w głowie zawracasz? Mało ci? - oburzyła się Gelda, widząc otrzepującego się jeszcze z kurzu czarnoksiężnika.
Ranza nic nie odpowiedziała, tylko dorzuciła drewna do ognia. Skonsternowana starała się zachować spokój.
- Nie musicie ze mną iść dalej, tam dokąd zmierzam, można zginąć.
- A co mogę innego zrobić? Tylko z taką jędzą jak ty, mam szansę na przetrwanie. - prychnęła Gelda z ironią w głosie.
Jowin nic nie odpowiedział, tylko podszedł do ogniska, zasypując je zmrożonym śniegiem.  
- Co ty robisz?
- To co trzeba. A ten pocałunek nic nie znaczył, przecież masz dwóch adoratorów, chciałem tylko przekonać się, czemu tak o ciebie zabiegają, zaspokoiłem ciekawość, więc ruszajmy – odparł chłodnym tonem.
Jego stwierdzenie zasiało w niej ziarno niepewności, która ją intrygowała. Przywołała latający dysk, unosząc się w powietrze, za nią podążyła Gelda, a na końcu Jowin. Czarownica przyglądała mu się ukradkiem, nie miała pojęcia czy to co uczynił było faktycznie na pokaz, czy miał inne powody. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest brzydka, ale do tej pory interesował ją tylko Kansi. Niestety od kiedy pojawiła się Mela, oddalili się od siebie, a jej tak brakowało ich bliskości. Teraz kiedy Jowin ją szaleńczo napadł przy ognisku, poczuła się na powrót zdobywana, tylko że on nie był kapitanem, a jego nikt nie potrafił zastąpić, przynajmniej tak sobie wmawiała po drodze.  

***
W Pałacu Światła toczyły się walki, niszcząc go coraz bardziej, niczym upadający pomnik niedawnego pokoju. Uciekający w panice mieszkańcy tego przybytku, zostali łapani przez armię straszliwego generała, która odważnie wdzierała się coraz głębiej, dzięki pomocy księżniczki. Niestety znajdowały się jeszcze miejsca, gdzie obrona magów stanowiła barierę nie do przebycia. Kapitan straży starał się jak tylko mógł, aby ostatni bastion, gdzie stacjonował król i jego rodzina, pozostał nietknięty. Helar ośmielony szedł spokojnie przed siebie, depcząc ciała wrogów, niczym skoszone siano. Z triumfem patrzył na tarmoszonych jeńców, których prowadzili bez delikatności jego ludzie. Przerażone czarodziejki i pojmani żołnierze, błagalnym wzrokiem, ze strachem mijali ponurego czarnoksiężnika. Nic nie mogli odczytać z jego twarzy, gdyż zakrywała ją bojowa maska.  
- Generale, nacieramy, ale tamci bronią się zajadle.
- Już niedługo, zapędziliśmy ich jak szczury, ich koniec jest bliski, niech myślą, że mają szanse. Jak dowiedzą się o księżniczce, która ich sprzedała, to sami popełnią samobójstwo. - dodał uśmiechając się chytrze pod maską.
Nagle jedna z czarodziejek wyrwała się z grupy jeńców, chciała uciekać, żołnierze zaczęli ja gonić. Helar tylko wykonał ruch ręką, odgradzając ją od reszty pierścieniem płomieni.  
- Co ty sobie myślisz, że możesz się uwolnić?
- Nie masz sumienia?! Wypuść mnie!
- Dobrze to określiłaś. - odparł ponurym tonem, po czym spalił dziewczynę bez mrugnięcia okiem.

Po chwili spojrzał ku reszcie prowadzonych magów i czarodziejek, na których twarzach malowało się przerażenie.  
- Kto następny chce uciekać?! - rzucił głośno, jakby tylko czekał na śmiałka.
Nikt się nie odezwał, słyszał tylko czyjeś łkanie, zapewne po stracie bliskiej osoby.  
- I tak ma być. - dodał z zimną satysfakcją.
Zauważył znajomą postać zbliżającą się w jego stronę. Hizar biegł ku niemu, ciesząc się jakby dostał prezent.  
- Panie generale, księżniczka podążyła do komnat króla, nikt jej nie podejrzewa.
- Znakomicie, kiedy przerwie barierę ochronną? - odezwał się chłodno Helar, zarzucając ciemną pelerynę.
- Niebawem, tylko jest coś … nie wiem jak to się stało.
- Mów! - ryknął, słysząc łamiący się głos młodzieńca.
- Galum zniknął.
- Co!? Miało nie być takich sytuacji, obiecałeś mi lojalność! - krzyknął, podnosząc czarnoksiężnika na jednej ręce do góry.
- Znajdę go! Przysięgam ci na życie. - odparł drżącym głosem.
- Dobrze to ująłeś. Do tej pory mnie nie zawiodłeś, dlatego daruję ci tym razem, ale jeśli go nie przyprowadzisz …
- Wiem, ukażesz mnie.
- Nie, zabiję! - ryknął rzucając nim o ziemię.
Hizar ledwo się podniósł, ukłonił się jeszcze, po czym pobiegł w głąb budowli. Nie spodziewał się, że generał będzie go chciał wyeliminować. Nagle przeraziło go, że skoro zmienia zdanie, to równie dobrze może chcieć pozbyć się Ferji, gdy coś pójdzie nie po jego myśli. Układał w myślach ich wspólne plany, chciał zostać jej mężem, razem z nią sprawować władzę. Helar natomiast wyglądał, jakby chciał całą chwałę zwycięstwa przypisać przed królem ciemności tylko dla siebie. Coraz mniej mu się to podobało, chciał ostrzec księżniczkę. Przyspieszył kroku, wyraźnie mu coś nie pasowało, ale zabrnął w tym już za głęboko, żeby się wycofać.  

***
Przez ogród pałacowy przemykali się śmiałkowie, eliminując po cichu kolejne potwory. Araja, Zanira wraz z Efrą magią ziemi pętały niegodziwców, a Kansi ich spalał. Natomiast Galum z Melą na swój sposób eliminowali nieszczęśników, walcząc z nimi orężem. Wreszcie przedarli się dalej, pozostawiając za sobą nie małe pobojowisko. Mniej rozumne potwory nie stanowiły problemu, gdyż nie zaalarmowały armii, gorzej sprawa wyglądała z żołnierzami ciemności. Roiło się od nich po drodze, pilnowali każdy odbity skrawek pałacu, kręcąc się dosłownie w każdym korytarzu.  
- Co robimy? Nie możemy ich otwarcie zaatakować. - wtrąciła się Zanira, czując powagę sytuacji.
- Mam pomysł, tylko mi zaufajcie. - wtrącił się Kansi z szyderczym uśmiechem.
Schował się za wnęką w murze, a gdy jeden z bojowych czarnoksiężników przechodził obok, wciągnął go zakrywając mu usta ręką. Ogłuszył nieszczęśnika, pozbawiając go przytomności. Zaczął przebierać się z jego szaty, akurat wydawał się podobnej postury. Czarodziejki odwróciły wzrok, czując zakłopotanie, widząc czarnoksiężnika w bieliźnie. Gdy stanął przed nimi, odziany podobnie do ich wrogów, naciągnął sobie na twarz hełm, dzięki któremu mógł wtopić się w tłum.  
- Nie wpadł bym na to – odparł Galum przewrotnie.
- Spokojnie, tobie też załatwię takie wdzianko. - dodał, czając się na kolejnego.
Mela obserwowała Kansiego, nie mogąc się nadziwić jego pomysłom. Niebawem i generał królestwa światła dostał podobne przebranie. Niestety dziewczyny nie miały szans aby podobnie postąpić. Założyli im prowizoryczne więzy ze sznurka, udając, że prowadzą je do dowództwa. Posmarowali im jeszcze twarze węglem, z doszczętnie spalonych mebli, żeby nie szło ich od razu poznać kim są. Z bijącym sercem szli przez korytarze, a żołnierze ciemności kłaniali im się, traktując jak swoich. Nagle jeden z nich zaczepił Kansiego, obserwując go podejrzliwie.  
- Dokąd prowadzicie te niewiasty, co?
- Do Helara. - odparł kapitan pewnym siebie tonem.
- To nie w tą stronę mądralo, mów co kombinujesz, albo … - zagroził żołnierz z groźną miną.
- Odwal się, pobawimy się z nimi, a potem odstawimy, powiedz, nie kręcą cię takie panny? - odparł Kansi, uderzając po plecach porozumiewawczo mężczyznę.

Czarodziejki zaczęły piszczeć, jakby faktycznie coś im groziło, tamten najwidoczniej połknął haczyk.  
- Tylko szybko, bo jak się dowie Helar, to nogi wam powyrywa. - mruknął mężczyzna, dając im spokój.
Zakręcili do jednej z komnat, gdzie odetchnęli na chwilę. Wtedy Zanira podeszła do Kansiego, patrząc na niego z wyrzutem.  
- Ty nie mówiłeś poważnie, bandyto?
- A co mu miałem powiedzieć? To ludzie prości z armii, tylko walki im w głowie i kobitki.
- Aż strach pomyśleć co wy wyprawiacie na wojnach – dorzuciła Efra.
- Wiem jak wyglądają wojny, ale skończmy ten temat. - dodał Galum, patrząc ponuro na Kansiego.
Wciąż mu nie ufał, wręcz wydawało mu się, że to co powiedział, potrafiłby wcielić w życie. Nadal nie mógł zrozumieć, co go łączyło z Melą, która najwidoczniej się go wcale nie bała. Gdyby nie sytuacja w jakiej się znalazł, pewnie by go wgniótł w ziemię.  
- Jeszcze kawałek trzeba przebrnąć przez terytorium wroga, a potem przejść do części czarodziejów, ale w tych przebraniach zrobią z nas marmoladę. - skwitował Galum, wiedząc, jak szkolił ludzi.
- Wystarczy, że się ujawnisz.
- Łatwo ci mówić, mam się rozebrać i liczyć na to, że któryś z magów mnie rozpozna?
- Właśnie tak – dodał Kansi, uśmiechając się do siebie.
- Ja się tym zajmę – wtrąciła się Zanira.
- Rozbierzesz się pani? - zaśmiał się Galum, próbując rozładować napięcie.
Araja spojrzała na niego z wyrzutem.  
- To nie będzie konieczne. Poradzimy sobie bez tego – dodała zielonowłosa, nie mogąc pojąć co chodziło po głowie czarodziejce ze szkoły. Co prawda Galum był atrakcyjny, ale to nie znaczyło, aby ktoś tak żartował przy niej.
- My tu rozmawiamy, a tam walczą o życie, nie zapominajmy po co tu jesteśmy. Król musi poznać prawdę. - wtrąciła się Mela.

Wyszli na zewnątrz, realizując plan. Gdy dotarli do bariery magicznej, która mieniła się tęczowo, zrozumieli, że coś trzeba zrobić. Tak jak przewidział Galum, dostali na przywitanie pociskami światła, które prawie ich trafiły, gdyby nie refleks. Czarodziejki pozbyły się więzów, wtedy Zanira wysunęła się na przód, przyjmując na siebie kolejny cios, który nie wyrządził jej większej krzywdy.  
- Stać! Wpuśćcie nas. Atakujecie Najmądrzejszą ze Szkoły Białej Magii.
- O pani, wybacz, ale pojmali cię ci dwaj …
Wtedy Galum zdjął helm, a młody czarodziej od razu poznał mężczyznę.  
- Wybacz generale, ale po co ci to przebranie?
- Zamilcz wreszcie i wpuść nas, bo cię zdegraduję! Oni są ze mną, ręczę za nich życiem. - dodał stanowczym tonem.
- Tak jest!
Młody mag zrobił wyłom w barierze, przez którą grupka śmiałków przeszła już bez problemu. Kansi chciał ściągnąć helm, ale Galum go powstrzymał. Wziął go na stronę.
- Ściągniesz go przy królu, chyba nie chcesz paniki po drodze?
- Wiem, rozpoznają mnie, nie raz was lałem.
- Dokładnie, a teraz cisza i idziemy. - skwitował mężczyzna.
Ruszyli przed siebie, prowadzeni przez korytarze, które jeszcze nie zostały tknięte przez niszczące siły wroga. Ostatni bastion spokoju i nadziei, wydawał się oazą na pustyni, gdzie szalała piaskowa burza. Mela doskonale wiedziała, że wytłumaczenie królowi prawdy o księżniczce, będzie jeszcze większym wyzwaniem. Ścisnęła tylko nietoperka za paskiem, prosząc go w duchu o pomoc. Hylon wiedział więcej niż jej się wydawało.

711 czyt.
100%176
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 3314 słów i 18275 znaków, zaktualizowała 28 gru 2018. Tag: #fantasy

6 komentarzy

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 29 gru 2018

    Ranza ma power na zawołanie ale zabija bezwzględnie...Ranza i Gelda mają konflikt ale Jowin wiedział jak go zakończyć choć przyznam, że zachował się nie fair nagle atakując Ranzę. Niezłe zagranie Jowina aby się przekonać czy Ranza to gorąca dziewczyna- świetny pomysł z Twojej strony

  • AnonimS

    AnonimS · 28 gru 2018

    Bardzo ciekawa część.  Napisana obszernie i w kilku płaszczyznach.  Nie wiem jak to robisz.  Zestaw na Tak.  Pozdrawiam

  • AnonimS

    AnonimS · 28 gru 2018

    Wiem, rozpoznają mnie, nie raz wal lałem. Chyba Was lałem

  • AlexAthame

    AlexAthame · 27 gru 2018

    No dalej nie wiadomo jak się to dalej potoczy.Super.Czyta się naprawdę dobrze.

  • emeryt

    emeryt · 27 gru 2018 · 202091556

    @AuRoRa, święta, i po świętach, lecz za to kolejny, wspaniały odcinek tego opowiadania. Nawiasem mówiąc: porządnie wciągającego. Nie pozostaje nic innego jak czekać na kolejne odcinki. A teraz przyjmij ode mnie serdeczne pozdrowienia.

  • Almach99

    Almach99 · 27 gru 2018

    Nareszcie kolejny odcinek. Tqk, wojna wyzwala w ludziach najgorsze instynkty. A I tak najbardziej cierpia niewinni.  
    Jowin I Ranza? Ciekawe