Okruchy przeznaczenia - Część 52

Od powierzchni zamarzniętego jeziora odbijały się promienie słońca, utrudniając czarodziejce ocenę sytuacji. Zmrużyła oczy, przysłaniając sobie ręką niekontrolowane odblaski. Po drugiej stronie zauważyła postacie, które zbierały się do drogi. Przypomniała sobie o rozkazie, w razie gdyby nie wrócili z kapitanem, Retin miał poprowadzić sojuszników prosto na wzgórze, gdzie znajdował się Pałac Światła. Przyspieszyła lot, na tyle , na ile pozwalały jej okoliczności, prując powietrze niczym ostrze. Wreszcie znalazła się tuż przed dowódcą, który na jej widok otworzył szeroko usta.
- Mela! Gdzie Kansi? Czyżby zginął? - spytał, nie kryjąc zaciekawienia.
- Żyje, ogłuszył Helara, niestety to tylko przejściowy sukces, potrzebujemy waszej pomocy. - wydusiła z siebie czarodziejka, gestykulując przy tym wymownie.
- Nie musisz nam tego dwa razy powtarzać. Póki generał jest osłabiony, jego wojska również. - odparł rzeczowo Retin, marszcząc brwi.
- To nasza szansa – wtrąciła się Zolara, po czym spojrzała w stronę Pałacu Światła.
Część potworów wycofywała się, korzystały na zamieszaniu.
- Ruszajmy, Kansi na nas liczy – dodał Nort, dobywając broni i unosząc ją wysoko nad głową.
Reszta zebranych również poszła w jego ślady, nawet Celos przyzwyczaił się do nowych towarzyszy, czując się częścią ich oddziału.  Przywołali latające dyski, czekając na rozkazy.
- Prowadź nas, mieszańcu – wycedził Retin, spoglądając na czarodziejkę.
Ten zwrot niezbyt spodobał się dziewczynie, ale postanowiła puścić go mimo uszu. Nie miała wpływu na wybory rodziców, tak samo jak na brzmienie imienia, nadanego jej po urodzeniu.  

Poszybowali tuż nad taflą jeziora, czując mroźne powietrze szczypiące ich po twarzy. U podnóża wzniesienia, natknęli się na pierwszą grupkę potworów. Bardzo szybko pozbyli się stworów, jakby w jakiś niewytłumaczalny sposób, ktoś je osłabił. Rozochoceni, pełni nowej energii i zapału, zaczęli torować sobie drogę wprost do bramy. Ludzie Helara bronili się jednak zaciekle, chociaż w rozsypce i bez rozkazów dowódcy, stanowili łatwy cel. Przebrnęli i przez tę przeszkodę, do ich nozdrzy dochodził zapach spalenizny. Część budowli wciąż jeszcze się paliła, a dym ograniczał widoczność. Wciąż walcząc zaciekle z siłami wroga, rzucali zaklęcia na niedawnych sojuszników, którzy wyraźnie zdziwieni zmuszeni byli zadawać im ciosy. Wreszcie przedarli się przez obronę wroga, tuż na wielki dziedziniec, a potem w miejsce, gdzie Kansi bez litości częstował Helara wszelkimi zaklęciami, jakie miał ochotę nie raz na pyszałku wypróbować. Ranza również nie próżnowała uderzając w księżniczkę. Ferja łudziła się iż ucieknie, nie spodziewała się jak szybko porusza się doświadczona wiedźma, wyćwiczona w boju. Król światła, królowa oraz Derun, zachęceni rzucali czary światła, pokazując swoją potęgę. Dołączyli się do Kansiego, nie dając się generałowi ciemności skoncentrować. Gdy otumaniony zauważył, jak w jego stronę zbliża się Mela, wraz z armią zbuntowanych czarnoksiężników i czarownic pokroju Ledona, zrzedła mu mina jeszcze bardziej.  
Nagle pojaśniał na purpurowo, po czym rozpłynął się, niczym dym unoszący się nad budowlą. Zdezorientowany kapitan przestał na chwilę wysyłać czarne twory.  
- Uciekasz!? To do ciebie podobne tchórzu! - krzyknął Kansi, nie kryjąc zażenowania w głosie.

Mężczyzna pojawił się w oddali, wydając się mocno osłabiony nagłą teleportacją. Kansi wiedział jak wiele energii w tym momencie zużył jego rywal, mieli niesamowitą szansę go pokonać. Ruszyli tuż za znienawidzonym napastnikiem, częstując go mocą światła, połączoną z mrocznymi zaklęciami. Taki obrót sytuacji zaskoczył generała ciemności. Resztkami sił, ciężko łapiąc powietrze zaczął tworzyć barierę, wchłaniającą wysyłane w niego pociski, niczym gąbka. Wtem pojaśniał na purpurowo, wysyłając od siebie potężną falę uderzeniową. Część sojuszników nie zdążyła zareagować, rozpadali się na oczach pozostałych, jakby byli stworzeni z pyłu. Po chwili wszystko ucichło, a Helar lewitował w powietrzu, ledwo łapiąc oddech. Z przerażeniem stwierdził, jak lekkomyślna to była decyzja. Jego moc niszczyła nie tylko wrogów, wysłała w zaświaty również ponad połowę armii ciemności i stworów. Kansi pojawił się przed nim, klaszcząc miarowo w dłonie, unosząc się na latającym dysku.  
- Żałosne, niszczysz ludzi Króla Ciemności, marny z ciebie generał.
- Zamilcz – syknął zbierając się do ataku.
W dłoniach pojawiła się purpurowa energia, jaśniejąc złowrogo. Kapitan spodziewał się, czym zostanie poczęstowany, więc skrzyżował przed sobą dłonie. Gdy pociski elektrycznej mocy trafiły go, rozproszył je szybkim gestem, sprawiając że przeszły po jego ciele, nie robiąc mu krzywdy.  
- Jak to? - zdziwił się Helar, mrucząc coś pod maską.
- Słabeusz jednak potrafi walczyć, przyznaj mi rację, miej odwagę. - syknął czarnoksiężnik podnosząc brew.
- Zdrajca … tym jesteś! - ryknął generał mroku, chcąc przywołać broń.

Zanim zdążył wykonać ruch ręką, Kansi już przy nim się znalazł, niczym drapieżnik dopadający ofiary. Przywołał w dłoniach czarne twory, które uformowały się w dwa sztylety. Jednym celnym ruchem ranił generała w ramię, a drugim pociągnięciem, jakby uderzeniem pioruna, przeciął mu bojową maskę na dwie równe połowy. Helar zaskoczony otworzył szeroko oczy, nie wiedząc w tym momencie co robić.  
- Schować się! - krzyknął na całe gardło Kansi, mrocznym głosem.
Mela spojrzała na niego, chciała do niego dolecieć, ale kiedy się odwrócił na chwilę ujrzała ten sam przerażający wzrok, co przy spotkaniu z Jokastą. Energia jaka od niego emanowała, zdawała się powodować drgania gruzu leżącego wokół Pałacu. Ranza chwyciła czarodziejkę za rękę, widząc jej otępiały wzrok.  
- Słyszałaś co powiedział, ofiaro?!
- On nie jest … sobą. - zdążyła jeszcze wydusić.
- Wiem – skwitowała czarownica, na siłę zabierając ze sobą siostrę.
Rzuciła nią bez delikatności za częściowo zburzoną kamienną ścianę. Zdążyła jeszcze ujrzeć fioletowy rozbłysk na niebie. Głośny huk i fala uderzeniowa otumaniły na chwilę wszystkich znajdujących się w pobliżu potężnej budowli. Odłamki skał posypały się  po nich, niczym deszcz zniszczenia. Ranza wyjrzała zza ich prowizorycznej kryjówki, widziała jak postać Helara zostaje wyrzucona potężnym czarem daleko poza granicę królestwa magów. Nie wiedziała czy zginął, ciężko było wyczuć jego energię. Za to moc Kansiego aż ją paraliżowała, pomimo niedawnego ataku, wydawał się dopiero rozgrzewać. Trafiał bez litości w potwory, zmieniając je w perzynę. Siły ciemności zaczęły opuszczać w popłochu podbity niedawno teren. Mela również wychyliła się, otrzepując z gruzu, wydawała się nie wierzyć własnym oczom. Kansi niszczył wszystko, niczym sam Helar, mając szaleństwo w oczach.  
- Co jemu się stało? Ranza, czy ty coś wiesz? Ranza … odpowiedz! - krzyknęła czarodziejka do siostry, która stała z założonymi rękoma, patrząc na zniszczenia czynione przez kapitana.
- Jak zawsze jesteś irytująca i zadajesz za dużo pytań – rzuciła ponuro.
- Trzeba go powstrzymać, Ranza … zrób coś.
- Niech wykończy najpierw przeciwników, przydatny się stał, jak nigdy. - zaśmiała się lekko.
- On cierpi, nie widzisz tego! - krzyknęła znów Mela, wyrywając się zza pleców siostry.

Przywołała dysk, zbliżając się niebezpiecznie blisko odmienionego Kansiego.  
- Narwana jak zawsze – syknęła do siebie czarownica, ściskając pamiętnik kapitana za paskiem.
Radość z niszczenia zdawała się rządzić teraz mężczyzną, nikt nie miał odwagi do niego się zbliżyć. Ferja próbowała go powstrzymać, ale uderzył w księżniczkę czarnym tworem, aż uderzyła w skruszony mur, wisząc przerażona nad przepaścią. Mela chciała do niej lecieć, pomóc jej, pomimo niefortunnej strony konfliktu jaką wybrała. Wtem ujrzała jak ktoś ją wciąga na górę. Mignęły jej przed oczami różowe kosmyki włosów.  
- Hizar … prawie o nim zapomniałam. - szepnęła do siebie, zatrzymując się w pół drogi.
Miała do niego lecieć, żeby nie zdążył zabrać ze sobą księżniczki, ale przeszkodziły czarodziejce wibracje hylona za paskiem.  
„Ratunek … przeznaczenie … opętanie” - zabrzmiał znany głos. Odwróciła się w stronę kapitana, który wręcz emanował potężną energią. Zauważyła jak atakuje również ludzi Retina, tego było zdecydowanie za wiele. Nabrała prędkości robiąc wokół niego serpentyny w powietrzu. Chwyciła nietoperka w dłoń. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, ale wiedziała co ma robić. Granatowy promień uderzył w Kansiego, niczym błyskawica, rozchodząc się po jego ciele, niczym balsam. Powoli jego furia ustępowała, a oczy przybrały poprzedni wyraz, bardziej ludzki. Wtem padł na fragment dachu jednej z wież zamkowych, wzbijając w górę kurz. Zrobiło się nienaturalnie cicho. W skupieniu obserwowali, czy przypadkiem mężczyzna na nowo nie zacznie niszczyć. Poruszył ręką, a potem otworzył oczy. Chciał się podnieść, gdy ujrzał przepaść pod stopami, przytrzymał się srebrzystych dachówek. Nie pamiętał jak tam się znalazł. Mela doleciała do niego, lądując ostrożnie obok skołowanego czarnoksiężnika.  
- Co się stało, gdzie Helar?
- Nic nie mów – odparła czarodziejka, zdejmując mu z twarzy przysłaniającą usta i nos czarną maskę.
- Uciekają, potwory uciekają, widzisz to? - wskazał na czarną masę kierującą się ku granicy.
- Wiem – dodała chwytając go za zimną z wyczerpania dłoń.

Nie wiedziała czemu się tak zachowywał, ale uratował ich przed niechybną śmiercią. Niestety po pewnym czasie nie był sobą, co przerażało ją jeszcze bardziej. Pogubiła się, chociaż wiedziała że kocha go jeszcze bardziej. Przypomniała sobie o słowach hylona i przeszły ją dreszcze. Jakie „opętanie”? Nie rozumiała, choć ewidentnie tyczyło się to Kansiego. Zbliżyła do niego usta, w przypływie emocji chciała pocałować kapitana. On również poruszył się mimowolnie, chcąc dotknąć ręką jej bujnych kosmyków, gdy dachówki pod nimi drgnęły. Zaczęli spadać w przepaść, wyczerpany czarnoksiężnik nie zdążył przywołać dysku, Meli się to też nie udało. Zostali złapani przez Galuma i Retina w powietrzu, tuż nad gruzowiskiem i powalonymi wcześniej posągami. Dowódca sojuszniczych czarnoksiężników postawił kapitana na zburzonej posadzce. Natomiast Galum odleciał kawałek dalej, ze swoją przybraną córką. Spojrzał na nią wymownie, nie kryjąc zdziwienia.  
- A więc zawrócił ci w głowie – syknął jakby do siebie, spoglądając na niedawnego wroga.
- Pomógł mi, zawdzięczam mu życie. - odparła cicho dziewczyna, starając się wytłumaczyć.
- Nie można mu ślepo ufać, cokolwiek do niego czujesz, miej świadomość …
- Przestań! Ostatnio też mnie chciałeś pouczać, a zobacz co mam wciąż ze sobą. - powiedziała pewnym siebie tonem, wyciągając nietoperka zza paska.
- To przynosi nieszczęście, opanowało cię.
- Nic nie wiesz, mój ojciec też miał hylona. One nie są złe … to dzięki niemu pojawiłam się na świecie, bo nakierował ojca na ślad matki, rozumiesz?
- Nie masz pojęcia, dziecko …
- Nie jestem dzieckiem! - oburzyła się Mela, wyrywając się od Galuma, jakby był kimś obcym.

Zabolało go to, chociaż nie chciał tego pokazać po sobie. Czuł jak znajomość czarodziejki ze znienawidzonym kapitanem, oddala go od wychowanej przed laty sieroty, dla której gotów był skoczyć w ogień. Wciąż coś nie podobało się mężczyźnie w czarnoksiężniku, nie potrafił jednak określić co to takiego. Biła od niego mroczna energia, podobna do tej, którą znał z serca królestwa ciemności. Araja podeszła do generała światła, oplatając go w pasie, a jej zielone włosy muskały jego twarz, kiedy przytulała się do jego torsu.  
- Zostaw ją, zmieniła się, nie jest już dzieckiem.
- Dorosła, ale wciąż naraża się na niebezpieczeństwo, w końcu to się źle skończy. - syknął Galum.
- Odpuść, ona zawsze była inna.
- I to ty ją odrzuciłaś, właśnie dlatego. - odparł chłodnym tonem, odsuwając się od czarodziejki.
- Zrobiłam to, nie żałuję, spójrz to wiedźma, zobacz z kim się zadaje.
- Dzięki niej są po naszej stronie, jakbyś nie zauważyła.
Odszedł, zostawiając ją samą. Araję wciąż drażniła Mela, nawet bardziej niż przed laty.  
Król światła wraz z rodziną rozmawiali z Zanirą, Retin wraz z Zolarą i Tejną obmyślali dalszy plan działania. Nort żartował z Celosem, jakby znali się latami, a Efra zaczęła poznawać Geldę i Jowina, którzy z rezerwą podchodzili do czarodziejek. Ranza stała na skraju zrujnowanej ściany, wpatrując się w krajobraz po  przejściu armii Helara u podnóża wzgórza. Gdzieniegdzie nad wioskami wciąż tlił się dym, a zachodzące słońce powoli znikało za horyzontem, obdarzając chmury fioletowo- różową otoczką. Chłodny powiew rozwiewał włosy zamyślonej wiedźmy. Mela zbliżyła się do niej ostrożnie, wciąż podchodząc z rezerwą do siostry.  
- Czego się skradasz? Myślisz, że cię nie wyczuwam?
- Ty coś wiesz, nagle nie chcesz mnie zabić, coś się zmieniło? - spytała czarodziejka, podchodząc prawie na wyciągnięcie ręki.
- Nic się nie zmieniło, ofiaro.
- Nie kłam, znam cię na tyle, aby w to nie uwierzyć. Czemu nam pomagasz? Gdzie twoja matka?
- Nie twoja sprawa! - krzyknęła, aż echo rozniosło się po okolicy. - Ciesz się, że jeszcze żyjesz.

Odwróciła się na pięcie, ściskając kurczowo pięść.  
- Zaczekaj, chcę porozmawiać, jesteśmy spokrewnione więc … - dodała Mela, odruchowo ciągnąc ją za ubranie.
Nagle na ziemię wypadł pamiętnik Kansiego, zanim czarownica zdążyła go podnieść, czarodziejka już miała go w rękach.  
- Co to? Zaklęcia?
- Zostaw to!
- To wygląda na pismo …
- Oddaj, powiedziałam! - ryknęła wiedźma, wyrywając jej na siłę przedmiot, prawie używając magii.
Chciała dać nauczkę upartej siostrze, kiedy zbliżyła się w ich kierunku Zanira wraz z Zolarą i Retinem.  
- Najwyższy czas, abyś poznała słowa przepowiedni. Melo, pozwól z nami. - dodała Zanira, odrzucając z twarzy fioletowy kosmyk włosów.
- Przepowiednię?
- Chciałaś poznać jej treść, Tejna mi wspominała. - wtrąciła się Zolara, a jej długi warkocz powiewał na wietrze.
Czarodziejka popatrzyła jeszcze na Ranzę, dziwny notatnik wzbudził zaciekawienie, dlaczego go tak zaciekle broniła? Wtem nad ich głowami przeleciały dwa latające dyski, na jednym przemieszczała się Ferja, a na drugim Hizar.  
- Łapać tych zdrajców! - zawołał Retin.
Nagle Zolara spojrzała na chłopaka, który wydawał się jej znajomy. Wzbiła się w powietrze tuż za nim, serce jej podpowiadało, że musi to uczynić. Mela już chciała krzyknąć, iż to jej syn, ale Tejna chwyciła ją za dłoń.  
- Poradzi sobie, teraz musimy poważnie porozmawiać. Jeśli przepowiednia mówi prawdę, to ty jesteś naszym wybawieniem.
Prowadzona przez Retina i Zanirę, biła się z myślami. Chciała się dowiedzieć więcej, ale widząc jak Ranza zbliża się do Kansiego, zamarło jej na chwilę serce. Co mogła mu powiedzieć, czemu trzymała przy sobie tą samą książkę, którą upuściła przy niej. Ścisnęła tylko kurczowo nietoperka, ale ten ani nie drgnął, ani nie zaświecił, czyżby to nie zwiastowało zagrożenia? Kapryśna figurka potrafiła długo milczeć, tego nauczyła się już dawno.

646 czyt.
100%135
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2789 słów i 15980 znaków. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 3 lutego

    Mela i jej anielska cierpliwość.  Spalona kraina musiała być makabrycznym widokiem. Kasni walczący do ostatniej kropli krwi to motywujący widok dla pozostałych ale jego spryt i przebiegłość doprowadziły do upadku Helara. Cóż to za przepowiednia?

  • Almach99

    Almach99 · 30 stycznia

    Niezle. Tylko, ze Nikt juz nie jest calkowicie dobry lub zly.  
    Jest jeszcze Jokasta.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 29 stycznia

    Chyba się w końcu wyjaśni co już dawno czułem. Jak zawsze brawo   

  • emeryt

    emeryt · 28 stycznia · 202091556

    Jak zwykle, trochę poczekałem, lecz w końcu doczekałem się kolejnego, wspaniałego odcinka, w którym na dodatek zaczynasz wyjaśniać  znaczenie postaci. Przesyłam pozdrowienia.

  • AnonimS

    AnonimS · 28 stycznia

    Jak zwykle,  plastyczny opis i ciekawe postacie.  Pozdrawiam