Okruchy przeznaczenia - Część 62

Promienie słońca odbijały się od tafli jeziora, mieniąc się niczym żywe złoto unoszące się na powierzchni. Lekka mgiełka okalała łąki, a śpiew ptaków roznosił się po okolicy. Celos jednak bił się z myślami, lecąc pełen obaw ku Pałacowi Światła, co chwila spoglądał na figurkę, którą dzierżył w dłoni, niczym spuściznę po drogiej mu osobie. Hylon zaczął z nim rozmawiać, jakby na chwilę zmienił właściciela. Jednak teraz nie dawał żadnego znaku, choć najbardziej był potrzebny. Za świetlistym dyskiem sypały się drobinki pyłu, gdy przelatywał nad uśpionymi jeszcze dolinami. Wreszcie dotarł do celu, lądując zdruzgotany na wielkim placu, gdzie niedawno król wygłaszał krzepiącą mowę do poddanych. Bojowi magowie przywitali przybyłego, choć po jego minie wyczytali, że coś jest nie w porządku.  
- Gdzie generał?
- U siebie, zaprowadzić?
- Prędko, to bardzo ważne.
Młody strażnik w jasnym płaszczu przyspieszył kroku, kierując się do kwatery Galuma. Gdy pokonali schody i kilka korytarzy, stąpając po jasnej marmurowej posadzce, wreszcie znaleźli się przy zdobionych drewnianych wrotach. Celos uderzył kilka razy ręką w lśniącą powierzchnię wypolerowanych dębowych desek. Otworzyła mu Araja, patrząc na niego zaciekawiona sennym jeszcze wzrokiem.  
- Co się stało?
- Ja do generała, myślałem, że …
- Celos, tak wcześnie przychodzisz, a gdzie Mela? - odezwał się Galum, mijając swoją wybrankę.
- Właśnie mam od niej wieści, to znaczy to nie będzie miła rozmowa, wolałbym na osobności – dorzucił, spoglądając na niepocieszoną kobietę, która poprawiała zielone kosmyki.
- Wejdź proszę, a ty kochanie – tu zwrócił się do Araji – idź do siebie, proszę.
Pocałował ją delikatnie w usta, po czym czarodziejka minęła gościa, znikając wśród korytarzy. Celos usiadł na wygodnym siedzisku, wydobywając nietoperka, który pojaśniał metalicznie. Galum zniknął na chwilę, po czym pojawił się w oficjalnym stroju. Usiadł koło czarodzieja, nalewając mu słodkiego nektaru do kryształowego kielicha.  
- Mów, co się dzieje? Gdzie Mela?
- Mam dobre i złe wieści. Nie wiem jak to ująć.
- To znaczy?
- Odnaleźliśmy z Melą księcia Deruna, a tak dokładniej miejsce, gdzie go przetrzymują.
- Świetnie, tylko co z …
- Mela została porwana.

Na twarzy rozmówcy pojawił się strach, wyczuł co to może oznaczać. Chwycił za ramiona Celosa, patrząc mu prosto w oczy.  
- Kto? Kto ją pojmał?
- Jokasta, ale była inna niż przedtem, jakby silniejsza. Nie umiem tego opisać, ale Mela nie dawała sobie z nią rady, jakby coś ją wzmacniało, a jej wygląd, był taki demoniczny …
- A ty nic nie zrobiłeś, aby ją powstrzymać?
- Chciałem ją ratować, proszę mi wierzyć, życie bym oddał! Tylko że ona kazała mi uciekać, abym nie zginął, miałem wam przekazać gdzie trzymają księcia, na tym jej bardziej zależało, niż na sobie, rozumie pan?!
W trzęsących się z nerwów rękach wciąż ściskał hylona, na którego widok Galum wpadł we wściekłość. Wyrwał mu z dłoni figurkę, chcąc ją wrzucić do kominka, w którym palił się ogień.  
- Nie! Mela by tego nie chciała, co pan robi?!
- Tak trzeba, tłumaczyłem jej, że to złe duchy, od dziecka to trzyma! Pora to zniszczyć!
Celos przywołał magiczna barierę, która odgrodziła dojście do płomieni. Generał miał ochotę roztrzaskać w pył nietoperka, a potem wyrzucić z komnaty czarodzieja, ale nagle padł zrezygnowany na posadzkę.  
- Dlaczego, czemu to ona zawsze chce wszystkich ratować? Chciałem ją chronić, ale wiedziałem, że jest inna. Myślałem, że w Szkole Białej Magii odżyje na nowo, zapomni o tragedii, a ona nie dość, że poznała swego ojca, to jeszcze połączyła się z siłami ciemności za naszymi granicami.
- Tego nie da się spalić, czy pan tego nie rozumie? To pomogło Meli nie raz, to nie może być przypadek. - tłumaczył chłopak, próbując pocieszyć mężczyznę.
- Idę do króla, nie zostawię tego tak. Siły ciemności zbyt wiele krzywdy wyrządziły, aby mogły spać spokojnie.
Popchnął wystraszonego Celosa, wybiegając z pomieszczenia. Młody czarodziej wyszedł na korytarz. Chciał z kimś porozmawiać, a pierwszą osobą, jaka mu przyszła do głowy była Tejna. Niestety kogokolwiek pytał, nikt nie wiedział, gdzie może przebywać. Nagle hylon poruszył się lekko i usłyszał cichy głosik w głowie. „wieża … dach … północ”. Wtem przypomniał sobie, jak nie raz ciemnowłosa przesiadywała tam, aby kontemplować w ciszy. Pobiegł tam, wbiegając po krętych schodach. Przez przejście w dachu, wydostał się na zewnątrz, idąc ostrożnie po mieniących się w słońcu dachówkach. Tejna siedziała skulona, patrząc w dal, jakby wypatrywała wroga. Nie odwracając się wcale, odezwała się.
- Co tu robisz? Czemu przerywasz mi ćwiczenia?
- Potrzebuję twojej pomocy. Straciłem Melę.
Podniosła się zaskoczona, zbliżając się do zdruzgotanego maga. Jej kruczoczarne kosmyki falowały na wietrze, zauważyła że chłopak dzierży w dłoni hylona.  
- Co się stało?
- Odnaleźliśmy księcia Deruna, ale Jokasta … porwała ją, nie mogłem nic zrobić.
- Jokasta, coś knuje. Gdzie do pioruna jest mój brat!
- Kansi? Po co ci on?
- Domyślam się o co jej chodzi, chce zniszczyć ich oboje za jednym zamachem – dodała marszcząc brwi.
- W sensie zabić?
- A czego się spodziewasz, to przebiegła szelma, zabiła własnego męża, myślisz że dla innych ma jakieś względy?
- Tejna, hylon ze mną rozmawia, co mam robić?

Zbliżyła się do niego, szybkim ruchem ręki dobywając własnej figurki. Zwinięty ciasno wąż zdawał się jaśnieć metalicznie.  
- Ona ci go oddała we władanie, czuję to. Rozmawiam ze swoim hylonem, ty też teraz możesz, wiesz o tym?
- Wiem, zdążyłem się o tym przekonać. Czy to możliwe, aby one nam zagrażały?
- Dlaczego?
- Galum mówił, że działają przeciwko nam, chciał zniszczyć figurkę.
Ciemnowłosa wiedźma zaśmiała się głośno.  
- Niech próbuje, życzę mu powodzenia. Posłuchaj, pomóż mi odnaleźć brata. Te figurki nam pomogą, trzeba działać szybko, bo ta jędza Jokasta musi mieć chytry plan.
Spojrzał na nią, w czarnej sukni wyglądała świetnie. Miał niepowtarzalną okazję, aby móc z nią podróżować, sam na sam. Od dawna tego pragnął, ale skarcił się w myślach, że powinien teraz myśleć o zaginionej, a nie o własnych pragnieniach.  
- Zaczekaj, chodź ze mną, muszę coś zabrać z komnaty.
- To chodźmy – dodała z poważną miną Tejna, schodząc powoli z dachu.
Obserwował jej kocie ruchy, zaczynała go coraz bardziej intrygować. Zeszli po krętych schodach, kierując się do celu. Minęli w korytarzu Ranzę, która przyglądała się im badawczo. Tejna nie pałała do niej sympatią, zwłaszcza wiedząc o tym, co wyprawiała z Kansim. Celos zebrał rzeczy i prędko razem z czarownicą kierowali się do wyjścia. Ranza skradała się za nimi, wyczuwając że coś kombinują. Gdy ujrzała, że oboje zatrzymują się przy otwartym oknie, ukryła się za rzeźbą, siedząc cicho.  
- Myślisz, że odnajdziemy Melę?
- Nie wiem, ale Kansi z pewnością nam pomoże.
- Tylko jego też trzeba zlokalizować …
- Skacz, szkoda czasu.
Ranza poczuła ukłucie w sercu, na dźwięk imienia kapitana. Wiedziała, że musi za nimi podążyć. Gdy tylko lecieli nad doliną, trzymając się na bezpieczna odległość, kierowała się tuż za nimi. Miała ostatnią okazję, aby dowiedzieć się, gdzie znajduje się czarnoksiężnik, z którym przeżyła nie jedną upojną noc.  

***
Chłodne powietrze owiało ciało dziewczyny, gdy otworzyła oczy. Poruszyła dłońmi, orientując się, że są unieruchomione, podobnie jak stopy. Znajdowała się w ponurej jaskini, oświetlonej jedynie pochodniami, na których tańczyły fioletowe płomienie. Mogła się tylko domyślać, co to za miejsce. Ledon często chował się wśród gór, czyżby i tu ukryli ją przed światem. Ostatnie co pamiętała, to demoniczny wyraz twarzy Jokasty. Nie wiedziała skąd ma tak potężną moc, ale nie wahała się, aby jej użyć. Mela czuła się, jakby ktoś wyczerpał ją z energii. Gdy spostrzegła kątem oka obręcz zapomnienia, miała ochotę pobić wiedźmę. Gdy usłyszała kroki, które niosło echo, próbowała się wydostać, ale tylko sprawiała sobie ból. Mroczna kobieta pojawiła się w szarej sukni, jakby chciała złagodzić swój wizerunek.  
- Wreszcie cię mam. Co by tu z tobą zrobić? Na pewno nie umrzesz zbyt łatwo, nie pozwolę na to.
- Zabij mnie, no dalej! Tak jak mego ojca, tylko to potrafisz!
- Jesteś uosobieniem wszystkiego co nienawidzę, zdrady Ledona, cierpienia mej córki …
- Ranzy? A od kiedy jej los cię obchodzi!?
Zaśmiała się szyderczo, jakby bawiła się w najlepsze.  
- Śmiem twierdzić, że nienawidzi cię tak samo mocno jak ja, a może nawet jeszcze mocniej. Nie moja wina, że chce się wić wokół tego nieudacznika Kansiego. Szkoda, że nie ujrzy twej klęski.
Wiedźma przywołała różdżkę, której ostry koniec przyłożyła do szyi czarodziejki, zjeżdżając coraz niżej, jakby szukała miejsca, gdzie może wbić ostrze.  
- Doszły mnie słuchy, że oni wierzą, iż jesteś wybraną. Co za bujdy, jakoś teraz nikt nie przybył ci na ratunek, mogę z tobą zrobić co chcę, a ty nic na to nie poradzisz – zaśmiała się z satysfakcją.
Mela odruchowo splunęła na wiedźmę, wyrażając całą pogardę, jaką czuła do zabójczyni swego ojca. Jokasta wytarła twarz, po czym złożyła dłoń w pięść, koncentrując w niej kłębiące się wyładowania mocy. Przyłożyła rękę do ciała czarodziejki. Melę przeszedł okropny pulsujący ból, aż łzy pojawiły się jej w kącikach oczu. Wiedźma uradowana napawała się cierpieniem dziewczyny, chciała zranić ją bojową różdżką, kiedy wyczuła czyjąś obecność. W skupieniu odwróciła się, widząc sylwetkę Dreji nieopodal.  
- Czemu mi przeszkadzasz, czy nie widzisz, że spełniam swą zemstę?
- To może poczekać – odezwała się czarownica, o krótkich ciemnych włosach.

Za nią wkroczył Hizar, który na widok wyczerpanej Meli, poczuł ukłucie w sercu.  
- Czemu zabrałaś ze sobą tego nieudacznika, pozna moja kryjówkę!
- Jokasto, nie zdajesz sobie sprawy z tego co się wydarzyło w zamku. Wiesz kim jest Helar?
- Nie mam ochoty na niego patrzeć, działa mi na nerwy. Kim niby jest?
Dreja westchnęła głęboko, chwytając nerwowo za dłoń Hizara, jakby bała się reakcji wiedźmy.  
- To syn króla ciemności, z nieprawego łoża.
Jokasta najpierw się zaśmiała szaleńczo, a potem zbliżyła się do znajomej.  
- Dobry żart.
- Kiedy to szczera prawda. Król się za nim wstawił, przerywając ślub z Ferją! Są spokrewnieni!
Wiedźma otworzyła szeroko oczy, jakby zaczęło do niej docierać, to co przed chwilą usłyszała.  
- Lecę do zamku, muszę to sprawdzić, a wy pilnujcie tu tej ofiary!
- Musze lecieć z tobą, ktoś musi cię stopować …
- Stopować?
- Znam cię nie od dziś, wiem co zamierzasz. Lecę z tobą, nie protestuj.
Jokasta widząc, że nie zdziała wiele, podeszła do Hizara. Ścisnęła go ręką za gardło, patrząc na niego złowieszczym wzrokiem.  
- Jesteś moim niewolnikiem, jeśli po powrocie tutaj ona się choćby ruszy, to zamienię cię w pył. Nie zaczynaj ze mną, bo wszędzie cię znajdę!  
- Tak jest, Jokasto. - wycedził przez zęby.
Obie czarownice wyszły z pieczary, a Hizar został sam na sam z Melą. Czarodziejka uświadomiła sobie, że nie tylko Kansi posiada ogromną moc. Zrozumiała dlaczego Helar nie zginął, pomimo tak silnego ataku, jaki w niego wysłano. Przeraziła się jeszcze bardziej. Musiała się stąd wydostać, ale jak miała przekonać Hizara, który był jej wrogiem i sam nie raz miał ochotę zrobić jej krzywdę. Gdyby miała nietoperka, ale on został przy Celosie. Spojrzała z nadzieją na czarnoksiężnika, który zrezygnowany siedział blisko niej. Teraz albo nigdy, pomyślała w duchu, układając w głowie co mu ma powiedzieć.

227 czyt.
100%83
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2229 słów i 12201 znaków

Komentarze (3)

 
  • AlexAthame

    AlexAthame 5 dni temu

    No właśnie... gdyby miała Nietoperka. Och! Kiedy się sądzi, że to już koniec, to się dopiero rozkręcasz, Zorzo.    Uwielbiam to opowiadanko

  • emeryt

    emeryt 13 kwi 19:10 ip:8979110

    @AuRoRa, cudownie snujesz tę opowieść. A w dodatku dbasz aby zło nie zatriumfowało całkowicie nad tym światem pełnym magii. Dziękuję Tobie za kolejny, wspaniały odcinek. Oczywiście, cały zestaw na tak.

  • dreamer1897

    dreamer1897 13 kwi 17:41

    Myślałem, że Jokasta będzie bardziej łagodna wobec Meli, no niestety to największe zło. Przeczuwam szansę dla Meli w tym nagłym wypadzie Jokasty w sprawie Helara