Okruchy przeznaczenia - Część 40

Podążali za dostojną kobietą, która skrywała nie jedną tajemnicę. Z wnętrza budowli wiało chłodem, a zapach morskiej soli roznosił się wokoło. Celos przejechał ręką po chropowatym murze, zeskrobując odrobinę białej substancji. Spróbował, poczuł słony smak. Nort spojrzał na niego dziwnie, aż czarodziej wytarł ręce o spodnie. Wspinali się po kamiennych schodach, które prowadziły w górę jak serpentyna. W dole jawiła im się przepaść, jakby wyrwa w ziemi prowadziła do nicości. Brak barierek dawał im się we znaki, wystarczyło się potknąć i można było zginąć na dnie niezbadanej dziury. Wreszcie dotarli na górę, wchodząc na stabilne piętro, zbudowane w kamieniu.  
- Mogę o coś spytać? - odezwał się Nort zaciekawiony.
- Mów – odparła poważnym tonem czarownica, nie obracając się za siebie.
- Czy spożywasz może mocne trunki?
Kansi chciał już kopnąć towarzysza, za ten nagły nietakt, gdy nieznajoma spojrzała za siebie.  
- Jak mam okazję, to owszem, rozgrzewają, dlaczego pytasz?
- Ciekawi mnie jak wchodzisz po tamtych schodach w stanie …
- W tym stanie po nich nie paraduję – odparła rzeczowo, prowadząc ich dalej.
Wreszcie trafili do pomieszczenia, z którego biło ciepło. W dużym kominku palił się ogień, a wokoło niego poustawiane zostały tajemnicze figurki, które przypominały hylona, ale były nieco mniejsze i wykonane z drewna. Wygodne meble do siedzenia, z obiciami z miękkiego materiału, wręcz zachęcały aby na nich spocząć. Kamienny stolik zastawiony jedzeniem, również przypominał im domowe warunki. Jedynie na ścianach wisiały niezrozumiałe symbole, a półki i regały pozastawiane zostały miksturami oraz księgami. Mela spojrzała na swoją ciotkę, wyczuwała podobieństwo do ojca, nawet w mimice twarzy. Długie kruczoczarne włosy czarownica miała upięte w solidny warkocz. Staranny makijaż dodawał jej urody. Misterna biżuteria zdobiła głęboki dekolt, a kolczyki wykonane z masy perłowej, pobłyskiwały w świetle ognia. Dobrze przylegająca suknia z długimi szerokimi rękawami, uwydatniała nienaganną figurę, której pozazdrościłaby jej nie jedna niewiasta. Na rękach nosiła srebrne pierścienie, ze szlachetnymi kamieniami, a paznokcie pomalowane na grafitowy odcień, dopełniały całości.  
- Wspominaliście Ledona, wywiążcie się z tego co mówiliście, gdzie on jest?
- Wybacz, ale nie mamy dobrych wieści – odezwał się Kansi, chcąc taktownie wytłumaczyć sytuację. - Otóż pani brat, on …
- Nie żyje – wtrąciła się Mela, nie kryjąc bólu w głosie.
Wiedźma opadła na siedzisko, zdawała się nie wierzyć w to co słyszy.
- Jak to … niemożliwe … nie był byle jakim czarnoksiężnikiem, nie dałby się zgładzić.
- Niestety, odszedł. - dodał kapitan, chwytając czarodziejkę kurczowo za dłoń.
- Jak śmiecie przychodzić do mnie z takimi wieściami, kim wy jesteście, kto was wysłał?! - obruszyła się zszokowana, podnosząc się z miejsca.
- Ledon przed śmiercią dał mi to. - odparła Mela, podając kobiecie lokalizator.
- Tak, to należy do niego. Skąd go …
- Dał mi gdy umierał.
- Zabiłaś go?
- Nie, chciałam go ratować, jestem jego córką. - tłumaczyła się wzburzonym głosem czarodziejka.

Kobieta chwyciła ją dłońmi za twarz, przejeżdżając po niej, jakby chciała się upewnić czy nie kłamie. W końcu dotknęła włosów, przyglądając im się zaciekawiona.  
- Opowiadał mi, że wyruszył do krainy światła, podobno zakochał się bez pamięci w leczącej czarodziejce. Niestety przy ostatniej wizycie, mówił, że stracił wszelkie nadzieje. Podobno jego tamtejsza rodzina zginęła unicestwiona w okrutny sposób. Ponoć nie został nawet kamień, z odwiedzanej przez niego wioski.
- Uratowałam się, w nocy oglądałam gwiazdy w lesie, wbrew temu co mi mówili rodzice, czasem nie warto ich słuchać. Skoro jesteśmy spokrewnione, jak masz na imię, chcę wiedzieć, mnie zwą Mela.
- Zolara, moja osoba jest tak samo wyklęta w królestwie ciemności jak nieszczęsny Ledon. Pomogłam mu dawno temu uciec. Proszę, powiedz, kto odebrał życie mojemu bratu, to ważne. - spytała kobieta, przyglądając się uważnie dziewczynie.
- Nie zwykłam kogoś fałszywie oskarżać. Nie boję się mówić, że to Jokasta.  
Na dźwięk imienia żony Ledona, wiedźma zmarszczyła brwi.  
- Mogłam się tego spodziewać, wredna wywłoka, a mówiłam mu, to nie jest kobieta dla ciebie. Nigdy mnie nie słuchał, zaślepiła go. Tyle solidnych kandydatek odrzucał, chociaż dały by wiele za jego względy. Kiedy po ślubie z tą wichrzycielką pojawiła się na świecie Ranza, wszystko wydawało się poprawić. Chwalił Jokastę, jaka to cudowna matka, jak dba o nich, a potem jędza pokazała pazury. Jej córka żaliła mi się potem, że surowo ją traktuje, że każe ćwiczyć ponad siły magię oraz walki. Chciała z niej zrobić kogoś ważnego, nie patrząc na protesty dziecka. Jakby nie spełnione ambicje, wycisnęły na niej swoje piętno.
- Ambicje? - wtrącił się Kansi.
- Nie wiesz? Jokastę wyrzucono z rady czarownic, potem poznała Ledona i zaszła w ciążę. Od tamtej pory żyła w cieniu męża, widziałam jak się męczy, ale on zawsze mi mówił, że przesadzam.
- Powiem wprost, mamy poważny problem, przyszliśmy cię prosić o pomoc. - dodał kapitan, lekko zniecierpliwiony.
- Ojciec mówił, że mi pomożesz. Ściga nas Jokasta i całe królestwo ciemności. - powiedziała zaaferowana Mela, gestykulując rękoma.
Wiedźma spojrzała na nią, po czym opadła na siedzisko, zakładając ręce na piersi.  
- Nie ma mowy. Nie mieszam się w sprawy władcy, wiem czym to grozi.
- Wojna wybuchnie lada dzień, potwory zwołują się pod królestwem światła. Kiedy rozpęta się piekło, wszystkich to dotknie, nie chcesz pomścić brata? - odezwał się Nort, ośmielony.
- Sama nic nie zdziałam, to samobójstwo.
- A wiesz, jak zginął Ledon? Powiedzieć ci … - chciał ratować sytuację Kansi.
- W walce, niby jak miałby zginąć – wzruszyła ramionami.
- Tu się mylisz. Żona ugodziła go zatrutym ostrzem, niczym tchórz. Nie miała z nim szans w otwartej walce.

Dostojna czarownica zmierzyła go wzrokiem, zdawało się jakby chciała poszukać potwierdzenia jego słów w oczach.  
- Podła żmija, przeklęta … zniżyła się do … zabiję ją! - krzyknęła, chcąc wydobyć z siebie nagromadzony ból. - Wynoście się stąd, znajdę ją … nie pożyje długo.
Wtem coś za jej paskiem zaświeciło, Mela zrozumiała, że to hylon wiedźmy. Za chwilę uspokoiła się, wydobywając go. Figurka przypominająca drapieżnego kota, z czerwonymi źrenicami wykonanymi ze szlachetnego kamienia.  
- Nie możliwe … jak mam to zrobić … szukać pomocy ? … bunt? … ostateczna walka …
Patrzyli na nią, jak wypowiadała krótkie zdania. Celos pokręcił palcem wokół skroni, pokazując przyjaciołom na kobietę.  
- Postradała zmysły, siedzi tu sama, bez nikogo, mówi do siebie …
- Ona nie mówi do siebie, spójrz co trzyma w rękach.- wtrąciła się Mela, rozumiejąc jej zachowanie.
Czarodziej zrozumiał, że przedmiot trochę przypomina nietoperka. Uspokoił się nagle, czekając co się dalej wydarzy. Nagle figurka wróciła do stanu spoczynku, a wiedźma zwróciła się w ich kierunku, mając poważny wyraz twarzy.  
- Moja linia rodu jest niewygodna władcy ciemności. Skoro Jokasta odzyskała względy, będzie dążyć do zlikwidowania wszystkich, którzy pochodzą z naszej krwi. Pomogę wam, ale wy także zróbcie coś dla mnie.
- Czego oczekujesz? - spytał Kansi, spodziewając się wyszukanej prośby.
- Mój syn przed laty pokłócił się ze mną srogo. Uciekł po burzliwej wymianie zdań, ale czuję, że wciąż żyje. Pokażę wam jego podobiznę z młodości, gdzieś ją tu mam. - odparła, przeszukując szkatułkę, która leżała przy kominku.
Patrzyli na nią zaciekawieni, aż wreszcie podała im podobiznę syna, namalowaną na kawałku kamienia. Chłopak o różowych włosach, patrzył z niej pewnym wzrokiem, wydawał się wyniosły na pierwszy rzut oka.  
- To czarnoksiężnik, ale ile teraz może mieć lat? - dopytywał Nort, przyglądając się podobiźnie.
- Pewnie jest w wieku Meli – dodała wskazując na czarodziejkę. - A jeszcze jedno, ma hylona w kształcie kruka i …
- Wiem o kim mówisz. - przerwała nagle dziewczyna, kojarząc fakty.
- Widziałaś go? Jakim cudem? Gdzie?
- Czy ma na imię Hizar? Chcę się upewnić.

Kobieta aż oniemiała, jakby czarodziejka czytała jej w myślach.  
- Tak, wiesz co z nim?
- Mniej więcej, ale nie działa po naszej stronie, bardzo mi przykro. Próbował mnie zabić, Celosa również, jest bardzo podstępny i niebezpieczny.
- Teraz rozumiem, po co go wtedy wypuściłam, ktoś go odwiedzał przed zniknięciem, dlaczego niczego nie wyczułam.
- Nie wiń się o to, jeśli chcesz go zobaczyć, wyrusz z nami. - dodał Kansi, oddając portret wiedźmie.
Podeszła do kominka, chowając cenny przedmiot, westchnęła głęboko wychylając łyk naparu z kielicha.  
- Jestem z wami, znam sporo osób, które mogą nam pomóc, a ze strony Hizara, należy mi się chociaż wyjaśnienie. Chcę wiedzieć, dlaczego zrezygnował z rodziny, co mu obiecano.
Czarownica wyciągnęła z szafki jedzenie, częstując przybyłych, niczym domowników. Celos jak zwykle skrzywił się na widok smakołyków, ale z głodu przemógł się i tym razem. Zasiedli rozmawiając nad dalszym  postępowaniem, dowiadując się o życiu samotnej kobiety, pośród morza. Mela chłonęła jej słowa, zachłannie, w pełnym skupieniu. Nie spodziewała się, że Hizar jest z nią spokrewniony, ale przyjęła to do wiadomości, pomyślała, że nic ją już nie może bardziej zdziwić.  

***
W ponurym zamku kończono ostatnie przygotowania do natarcia na sąsiednie królestwo czarodziejów. Ryk potworów roztaczał się echem wśród gór i dolin. W powietrzu czuć było zapach spalenizny i trujących wyziewów. Armia rosła w siłę, zbierając się pod lasem, w coraz liczniejszą kompanię. Jokasta wyglądała przez okno, ciesząc się z tego, co szykowało się niebawem. Ranza leżała półprzytomna, wpatrując się w zakurzony sufit pomieszczenia, gdzie pająk tkał sieć. Chciała uwolnić się spod podstępnej magii, perspektywa zostania żoną Helara, nie napawała jej optymizmem. Wiedziała, że nie będzie liczył się z jej zdaniem, nie chciała być zdana na jego łaskę. Wtem do pomieszczenia ktoś zapukał. Jokasta podeszła zaaferowana, poprawiając suknię.  
- Władca wzywa do siebie. - oznajmił strażnik ponuro.
- Ranzo, wstań, idziemy …
- Nie, wzywa tylko ciebie wiedźmo. - poprawił swoją wypowiedź mężczyzna.
- Skoro to takie ważne, zaczekaj tu na mnie. - odparła kobieta, zamykając za sobą wrota na klucz.
Ranza starała się poruszyć, ale wydawało się to ponad jej siły. Nagle dłoń drgnęła, jakby czar na chwilę osłabnął, przez nieobecność matki. Im znajdowała się dalej od niej, odzyskiwała władzę nad swoim ciałem. Wreszcie wstała, chwytając się za pulsującą skroń. Przypomniała sobie o przedmiocie, który wyciągnęła w ostatniej chwili od umierającego ojca. Figurka wilka patrzyła na nią obojętnie, mieniąc się metalicznie.
- Jak cię aktywować? Pomóż mi ojcze, pomóż, wiem, że gdzieś jesteś, a przynajmniej twoja energia.
Niestety nic się nie wydarzyło. Spojrzała na wrota, szarpnęła za klamkę, zamknięty zamek mocno bronił wyjścia. W oknie założona została krata, pomimo usilnych prób, nie udało się jej wyłamać. Moc magiczna została przytłumiona, widocznie kobieta zabezpieczyła się w ten sposób, na wypadek, gdyby nie miała władzy nad córką. Spojrzała znów na hylona.  
- Mów, odezwij się. Jak mam cię aktywować, szybko!
Nagle opadła na łóżko, czując jak łza spływa po policzku, na wspomnienie o Ledonie. Wtem słona kropla kapnęła na powierzchnię przedmiotu. Blask zaczął otaczać hylona, powodując jego poruszenie się.  
„Pomoc … moc przekazana … władać wilkiem … Ranza” - odezwał się głos, jakby pochodził zza światów.  
- Czy ty, mi pomożesz, tak samo jak Ledonowi? Czy mogę korzystać z twoich zdolności?
„Korzystać … pomagać … przeznaczenie” - dodał ten sam głos, a oczy wilka zaświeciły na purpurowo.  
- Zdejmij ze mnie urok, uwolnij mnie! Chcę sama decydować o sobie!

Przedmiot pojaśniał magicznie, a Ranzę przeszły ciarki, poczuła ból w każdym skrawku ciała. Zatkała ręką usta,żeby nie krzyczeć. Nagle poczuła, że odzyskuje swoją dawną moc, jakby coś zregenerowało ją na powrót. Przypomniała sobie chytry plan matki i zapędy generała. Zmarszczyła brwi, czując że zadarli z nieodpowiednią osobą.  
- Dziękuję wilku, zaufałeś mi, na pamięć mojego zmarłego ojca, nie pozwolę na to co knują. Będę dalej grała w ich grę, ale tym razem to ja zrobię kolejny ruch, niech myślą, że mnie mają. - odparła, uśmiechając się do siebie. - Chcieli ze mnie zrobić kapitana, a więc będą mieli.
Szybko schowała pod pasek sukni figurkę. Opadła na łóżko, słysząc kroki na schodach. Jokasta weszła do pomieszczenia, wyglądała na znudzoną.  
- Władca ma zachcianki, zrób to, pójdź tam … dostałyśmy pozwolenie, wstawaj, lecimy po śladach zbiegów.
- Tak jest matko. - dodała posłusznie czarownica, starając się wypaść naturalnie.
- Trzeba ich przyprowadzić do zamku. Meli nie mam zamiaru oszczędzić, gdy wrócimy z nimi z powrotem, będzie na skraju śmierci, zemsta musi się dokonać. - dodała z szyderczym uśmiechem, unosząc wysoko ściśniętą dłoń.
- Niech tak będzie – przytaknęła Ranza, nie chcąc zasiać niepewności w przebiegłej kobiecie.
Szły w stronę dziedzińca, narzucając na siebie ciepłe ciemne płaszcze. Aktywowały magiczne pojazdy, wznosząc się w powietrze. Młoda czarownica miała ochotę uciec, ale zbyt wiele miała w tej chwili do stracenia. Postanowiła, że do ostatniej chwili, będzie udawała, że współpracuje z nimi. Uśpi ich czujność, a wtedy, zadziała na własnych regułach i najważniejsze. Odzyska Kansiego, gdyż sama go wybrała. Nawet rodzona siostra jej w tym nie przeszkodzi. Na wspomnienie jego płomiennego dotyku, przechodziły ją dreszcze.

590 czyt.
100%194
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2580 słów i 14400 znaków

Komentarze (4)

 
  • mydream2017

    mydream2017 25 paź 2018

    Czarownica z promilami   
    "kolczyki wykonane z masy perłowej, pobłyskiwały w świetle ognia"  piękne!!!  
    Wojna tuż, tuż ale Mela i Kansi muszą stawić czoła przeciwko złu   
    Będzie się działo. To jest Mega Opowieść!

  • AnonimS

    AnonimS 23 paź 2018

    Lol coś szwankuje , nie mozna wejść w opcje stalych użytkowników.  Bardzo    dobry  odcinek..też chcę takiego hylona najlepiej tygrysa    pozdrawiam

  • carbliss58

    carbliss58 23 paź 2018

    No to mój kolega Nietoperek ma braci. Ranza jest ok, od razu wiedziałem. Dopiero w takich sytuacjach wychodzi kto jest kto. Łapa

  • emeryt

    emeryt 22 paź 2018 ip:8979110

    QAuRoRa, jak zwykle, wspaniale. Te twoje pomysły, oby ich nigdy Tobie nie z zabrakło. Dziękuję i  pozdrawiam - emeryt-.