Okruchy przeznaczenia - Część 24

Ogień niespokojnie tańczył w ognisku, a pojedyncze płomienie strzelały w powietrze. Czarodziejka wpatrywała się w kontrolowany chwilowo żywioł. Gdyby tylko dołożyć drewna, trzymane w ryzach ognisko, rozrosłoby się. Dziewczyna pomyślała w duchu, że z nią jest podobnie. W sercu tlił się płomień, którego nie potrafiła ugasić, ale czekał on tylko na odpowiednie warunki, żeby wydostać się na zewnątrz. Odnalazła ojca, ale nie tego się spodziewała, na pewno nie więzów na rękach i nogach. Rozejrzała się po grocie, po czym dzięki swoim zdolnościom, zaczęła powoli oswobadzać się z prowizorycznych okowów niemocy. Stopy za chwilę były na powrót wolne, tylko z rękami męczyła się dłużej. W końcu wolna jak ptak, chciała cichaczem wydostać się z niewoli. Jak na takiego potężnego czarnoksiężnika, to ochronę zastosował jak dla dziecka. Mela zaśmiała się w duchu, że to naiwne, bo myślała, że jej rodzic jest mądrzejszy. Już prawie wychodziła, kiedy pojawił się przed nią Ledon, niczym upiór, który potrafi przemieszczać się jak cień.  
- Dokąd to? Nie pozwoliłem ci odejść.
Czarodziejka czuła, jak szybko bije jej teraz serce, ale postanowiła nie poddawać się łatwo. Koncentrując siły, chciała uderzyć ciemną mocą w mężczyznę, ale nawet nie zdążyła nic zrobić, kiedy silny podmuch odrzucił ją na drugi koniec skalnej kryjówki.  
- Masz mnie za amatora?
- Czego ode mnie chcesz!?
- Pomożesz mi, czy tego chcesz czy nie. Odnalazłem cię, więc nie uciekniesz.
Ledon przywołał w dłoniach kulę energii, z której zaczął powstawać jakiś przedmiot. Srebrna obręcz, pobłyskiwała metalicznie, ale nie wyglądała zachęcająco. Wiedziona poprzednimi doświadczeniami, zrozumiała, że trzeba szybko uciekać. Gdy napastnik zaczął się do niej zbliżać, czekała w skupieniu na odpowiedni moment. W dłoni ściskała coś, co uszło uwadze mężczyzny. Wtem rzuciła drobinkami skalnego pyłu w twarz czarnoksiężnika, aż złapał się chwilę za piekące oczy. Biegła przed siebie, chcąc jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz. Gdy była tuż przy wyjściu z pieczary, spojrzała w dół. Znajdowała się na skraju urwiska, a drobne kamyki spadały długo, zanim dotknęły dna. Gdyby umiała latać, ale w krainie czarnej magii nie potrafiła przywołać dysku. Czuła się jak ofiara, zapędzona w pułapkę. Wtem obejrzała się za siebie i ujrzała rozwścieczonego czarnoksiężnika, przywołującego w dłoniach błyszczące, metaliczne więzy.  
- Jestem pod wrażeniem, ale dla twojego dobra, przestań mi się przeciwstawiać, to nie twoja kategoria mocy. Nie chcę zrobić ci krzywdy, ale jak mnie do tego zmusisz …
Mela spojrzała jeszcze raz w przestrzeń przed sobą. Nie ufała mężczyźnie, więc gdy tylko wysłał w jej kierunku czar spętania, skoczyła. Wiatr szarpał włosy, zamknęła oczy, przypominając sobie najszczęśliwsze chwile z życia. Myślała, że zginie, ale na dnie przepaści znajdowało się jezioro. Odwróciła się, żeby odpowiednio wpaść do wody, ale kiedy znajdowała się prawie przy powierzchni, coś szarpnęło ją boleśnie.  

Ledon chwycił czarodziejkę, niczym wygłodniały jastrząb, zabierając z powrotem w górę, na latającym, ponurym dysku.  
- Jesteś szalona! Chciałaś się zabić? - krzyknął czarnoksiężnik trzymając kurczowo dziewczynę.
- Od kiedy to cię obchodzi!
Wzlecieli do pieczary, a wtedy czarodziejka poczuła ucisk na dłoniach. Znów popadła w niewolę, żałując, że chciała poznać swojego ojca. Obręcz odwołał, jakby nagle zmienił plan działania. Na siłę poprowadził ją w głąb jaskini, szli korytarzem, który zaczynał się niepokojąco zwężać. Melę przeszły ciarki, tak bardzo bała się ciasnych pomieszczeń. Wtem w skale zobaczyła wykuty otwór, mężczyzna wrzucił ją do środka. Wturlała się do zapadliny, spadając na dno zimnego więzienia. Ledwo mogła się ruszyć, wpadła w panikę, czując jak ściany zdają się ją miażdżyć.  
- Wypuść mnie! Tyranie!
- Wyjdziesz, jak zgodzisz się ze mną współpracować.
- Nigdy!
- A więc nic nie poradzę, miłego pobytu. - dodał oddalając się.
- Wyciągnij mnie stąd, boję się!
Niestety czarnoksiężnika dawno nie było w pobliżu. Dziewczyna czuła jak na skroń zaczyna napływać chłodny pot, pobladła w momencie, a oddech przyspieszył niebezpiecznie. Najgorszy koszmar, jaki mogła przeżywać, zmienił się nagle w rzeczywistość. Wspomnienia z dzieciństwa wróciły jak żywe, zimna piwnica, lejąca się z sufitu woda, zawalone wyjście. Zaczęła krzyczeć głośno, licząc na reakcję, na współczucie. Po pewnym czasie straciła przytomność. Obudziła się w całkowitych ciemnościach, nadal uwięziona pomiędzy zimnymi skałami. Nie potrafiła skoncentrować mocy, strach sparaliżował ją, jak bezbronne dziecko. Wtem ujrzała blade światło, Ledon stał w górze, napawając się jej przerażeniem. Rzucił linę, jego twarz nie zdradzała żadnym wyraźnych emocji.
- Obwiąż się w pasie! - nakazał.
Mela zrobiła to, bez najmniejszego protestu. Niebawem została wydobyta w górę. Padła wykończona na lite skały, dotykając dłońmi podłoża, jakby wypłynęła na powierzchnię spod głębokiej wody.  
- Teraz porozmawiamy poważnie. - wycedził czarnoksiężnik, mierząc ją swoją śmiercionośną bronią.
- Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać. Skąd wiedziałeś o moich lękach?
- Nie masz pojęcia o moich mocach, ciekaw jestem, czy odziedziczyłaś po mnie pewne cechy. Jak na razie zauważyłem, że ryzykujesz jak ja, a odwagi ci nie brak, głupoty też.
- Czego ode mnie chcesz? Najwyraźniej nie chcesz mnie zabić, ale męczysz mnie o wiele gorzej niż Kansi.
- Co ten tchórz ma do ciebie? Widziałem, że jest kompletnym zerem w walce.
- Uczy mnie magii mroku.
- On cię nic nie nauczy, tracisz czas. Nazwał siebie kapitanem, ale nie zasługuje na taki tytuł.
- Co ty o nim wiesz? Nawet go nie znasz.
- A ty znasz go, kim on jest dla ciebie? Widziałem, jak próbujesz go ratować.
- Nie twoja sprawa! - krzyknęła czarodziejka, próbując wstać o własnych siłach.

Ledon podszedł do niej, podając jej dłoń. Spojrzała na niego i przez chwilę ich oczy się spotkały. Wtem z jej rąk zniknęły więzy.  
- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Nauczę cię czarnej magii, ale w zamian pomożesz mi w czymś bardzo ważnym dla mnie. Ze względu na twoją matkę, nie mam zamiaru cię skrzywdzić.
- Czyli jak odmówię, to i tak mi nic nie grozi. - uśmiechnęła się dziewczyna, lekko unosząc brew.
- Jak mnie nie posłuchasz, to będziesz się bić, jak ta łamaga pod lasem, która zwie siebie kapitanem.
Mela zastanowiła się chwilę, do tej pory myślała, że Kansi jest wspaniałym czarnoksiężnikiem. Teraz miała poważne wątpliwości. Za dwa lata miała przejść próbę, jeśli będzie za słaba, to zabiją kapitana i ją.  
- Nie mam wielkiego wyboru, ale będą mnie szukać, nie masz dużo czasu.
- Bez obaw, nie jeden czarnoksiężnik chciałby u mnie pobierać nauki.
- W porządku, masz może jedzenie, umieram z głodu.
Mężczyzna uśmiechnął się do siebie, kierując się w głąb jaskini, za chwilę wrócił z nietoperzami. Zaczął je przypiekać na ogniu, czarodziejka nie przepadała za tutejszymi specjałami, ale żołądkowi były w tej chwili wszystko jedno, co do niego wpadnie. Kiedy posilili się, weszli do innej części kryjówki, gdzie również palił się ogień, ale znajdowały się miękkie siedziska.  
- Długo tu mieszkasz?
- Znasz swój wiek, więc sobie policz.
- Nie rozumiem jednego, byłeś z tą, jak jej tam było, a Jokasta.
- Skąd o niej wiesz?
- Ja wiem bardzo dużo. Powiedz, dlaczego ją zdradziłeś?
Czarnoksiężnik patrzył tępo w płomienie, wspomnienia zaczęły wracać.  
- To zdarzyło się pewnego dnia, kiedy miałem misję w twoim świecie. Spotkałem ja w lesie, przerażona czekała, aż wyślę w nią śmiercionośny pocisk. Miałem rozkaz zabijać leczących magów, ale wtedy robiliśmy to w większym ukryciu. Spojrzała na mnie i zrozumiałem, że nie potrafię jej zabić. To uczucie opanowało mnie od środka, usłyszałem głos …
- Od hylona? - spytała nagle czarodziejka.
- Znasz takie nazwy, no proszę. Tak mam hylona, spójrz.

Czarnoksiężnik wydobył zza paska metaliczny przedmiot, przypominający wilka. Mienił się na granatowo, aż Meli zrobiło się tęskno za swoim nietoperkiem.  
- Piękny przedmiot, ale po co one są?
- Nie wszyscy je mają, tylko ci, którzy przeszli próbę, nad mrocznym morzem. Zagadujesz mnie, nie chcesz już słuchać o matce, co?
- Nie, mów dalej …
- Usłyszałem głos, że czeka mnie przeznaczenie. Zdziwiony pohamowałem moce, a wtedy ona padła na mech, a ja chciałem ją podnieść. Jakaś magiczna siła pchała nas do siebie, od tamtej pory nie potrafiłem przestać o niej myśleć. Spotykaliśmy się potajemnie, łamiąc wszystkie zasady naszych światów. Niestety nie mogło to trwać wiecznie, moja żona zorientowała się, że coś jest nie w porządku. Korzystałem z byle pretekstu, żeby wyrwać się na wyprawę. Kochałem swoje dzieci, ale zacząłem oddalać się od Jokasty. Kiedy umarł nasz syn, popadła w jeszcze większy gniew, wszystko ją drażniło. Pewnego razu, wróciłem do domu, ale czekała na mnie rozwścieczona, wydało się, że nie mieliśmy żadnej wyprawy.
- Po co to robiłeś? Ryzykowałeś życie, w imię czego?
- Musiałabyś to sama przeżyć, nie umiem wytłumaczyć. To tak jakbyś kochała mocno kogoś, z kim nigdy nie mogłabyś być.
- A moja matka, czy wiedziała o Jokaście?
- Nie. Okłamałem ją, ale gdy zaszła w ciążę, wyznałem jej prawdę. Chciałem odejść, zakończyć nasz romans, ale ona uśmiechnęła się tylko i spojrzała na mnie błękitnymi oczami. Odparła, że mi wybacza, a ja osłupiałem. Sama wiedziała, że zdradza rodzinę, więc też nie była bez winy.
- Nie wiem czy się mam czym szczycić, mieć dwoje szalonych rodziców, którzy okłamywali własnych partnerów. Co ja mam teraz zrobić, ani nie jestem czarodziejką, ani czarownicą, kim ja jestem? Jak mam żyć?
- Wiesz co zrozumiałem, będąc z twoja matką?

Mela spojrzała na ojca, nie kryjąc ciekawości w oczach.  
- Powiedz …
- Wiesz, że nasza kraina magii kiedyś była jednością? Te podziały nie są nasza winą, dlaczego czarnoksiężnik ma nie pokochać czarodziejki, dlaczego czarodziej, nie miałby być z czarownicą? Ta wojna jest niepotrzebna, zrozumiałem to, dzięki twojej matce. Uciekłem, ale jestem sam, przeciwko im wszystkim. Nie ma podobnych do mnie, którzy łamią bariery.
- Może są, tylko nie wiesz o ich istnieniu – dodała Mela, wzdychając głęboko.
Na myśl o Kansim, zebrały się jej łzy w oczach. Czyżby płynąca w jej żyłach krew, powodowała, że chce postępować podobnie do nieobliczalnych rodziców? Kapitan kochał Ranzę, czy miała psuć ich związek? Kto dał jej takie prawo?  
- Wzruszyłaś się …
- Nie jestem z kamienia.
- Twoja matka też taka była, brakuje mi jej bardzo.
- Mnie też. - powiedziała Mela, wpadając w ramiona ojca.
Łzy zaczęły lać się z oczu, jakby puściła tama. Nie znała go, ale z każdą chwilą wydawał się taki bliski, że nie potrafiła dłużej tamować emocji. On ją objął, przytulając do siebie. Rodzicielskie uczucia odżyły na nowo. Nie wierzył jej, że go nienawidzi, ale miała rację, zostawił ich na pastwę losu. Czując ciepło przerażonej czarodziejki, widząc jej dwukolorowe kosmyki, sam uronił łzę, a potem kolejną, ale starł je szybko rękawem. Wisiała nad nim śmierć, więc musiał działać, a Mela miała mu pomóc odzyskać utracone życie.

833 czyt.
100%253
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2166 słów i 11821 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • Almach99

    Almach99 · 26 sie 2018

    Dawno mnie Tu nie bylo. Bardzo cuekawie sie to opowiadanie rozwija. A Mela, jak to ona. Zawsze z deszczu pod rynne. Choc tym razem poznala ojca.  
    Czytam dalej 😃

  • Fanka

    Fanka · 26 lip 2018

    Przepiękny rozdział aż się wzruszyłam

  • AnonimS

    AnonimS · 23 lip 2018

    No proszę kobieta zmienną jest. Już wierzy ojcu. Ale to dobrze. Pozdrawiam