Okruchy przeznaczenia - Część 66

Na tafli jeziora tworzyły się kółka, od pierwszych kropel deszczu. Słońca próżno było szukać pod pokrywą z chmur, więc świt nastał niepostrzeżenie. Władca krainy światła nie spał prawie całą noc, przewracając się z boku na bok. Gdy jego żona jeszcze była pogrążona we śnie, zdążył przywdziać wojenne szaty. Małżonka otworzyła oczy i widząc króla stojącego w oknie w pełnym rynsztunku, podeszła do niego obejmując go czule.  
- Nie musisz tego robić, może jest inny sposób?
- Czy ty siebie słyszysz? Jeśli nic nie zrobię, wróci tu wraz ze swoimi siłami ciemności. Mogłem mu wybaczyć wiele, ale porwanie syna i mieszanie w głowie mojej córki … tego nie zdzierżę! - zawołał ściskając pięść, wyglądając przez uchylone okno.
- Boję się o ciebie, ale jeśli uważasz to za słuszne, polecę z tobą.
- Nie! - zawołał przytulając ją mocno do siebie. - Zostań, wiem że jesteś dzielna, ale tym razem on może cię nie oszczędzić, a tym bardziej ona. To już nie jest mój brat, to potwór.
W błękitnych oczach zbierały się jej łzy, choć już nie raz opłakiwała stratę dzieci, to za każdym razem gdy coś groziło jej małżonkowi, nie potrafiła się uspokoić.  
- Wrócę, przysięgam ci. Spójrz na mnie. - dodał, patrząc na ukochaną, chcąc dodać jej otuchy. - Nie jestem sam, mamy pomoc, sojuszników … nie zginę.
Pocałowała go czule, jakby chciała go przy sobie zatrzymać, ale właśnie wtedy rozległo się tępe pukanie we wrota. Wyrwał się z uścisku i podszedł aby otworzyć. Po drugiej stronie ujrzał Galuma, Retina, Zolarę i Zanirę.  
- Panie, jesteśmy gotowi. - odezwał się generał światła, oddając honory władcy.
- Wszyscy bojowi magowie są uzbrojeni?
- Tak panie.
- A czy wasi ludzie są gotowi? - tu zwrócił się ku Retinowi i Zolarze.
- Oczywiście, nie mogą się doczekać, aż wyruszymy. - odparł przywódca rebeliantów z królestwa ciemności.
- Doskonale. Każ jeszcze zostawić ochronę dla mej małżonki, Galumie. Obawiam się o nią, jest moim skarbem.
- Tak jest, zadbałem o to osobiście już wcześniej.
- Co ja bym bez ciebie począł. - odrzekł król, klepiąc po plecach swego zaufanego maga.

Ruszyli korytarzem, krocząc dumnie po marmurowej posadzce. Czarne szaty i metaliczny płaszcz wojowników ciemności, kontrastowały z jasnymi barwami tkanin i zbroi króla oraz Galuma. Retin wyczuł od czarownicy lekką woń wina. Uderzył ją dyskretnie łokciem, gdy skierowali się po swoich ludzi.  
- Co ty wyprawiasz? Musimy mieć czysty umysł, aby rzucać zaklęcia i latać na magicznych dyskach.
- Wiem co robię, być może to nasza ostatnia wyprawa. Zostałam sama, mąż umarł, syn mnie nienawidzi, co mi zostało? Martw się o siebie.
- Gdybym tylko mógł jakoś ulżyć twemu cierpieniu …
Nie patrząc na niego wydobyła karafkę z purpurowym napojem, który wypiła prawie jednym duszkiem.  
- Już nie trzeba. - odparła, zarzucając wymownym ruchem długi warkocz.
Gdy kroczyła, nikt by się nawet nie zorientował, że skorzystała z procentów. Retin widział jak cierpi, ale chciała pokazać innym, że jest silną kobietą. Ból skrywała pod uśmiechem, który jak przyklejony często zdobił jej twarz. I tym razem podeszła do czarownic i czarnoksiężników, jakby zamiast iść na bitwę, szykowała się do balu. Szybko zyskiwała sobie sympatię, będąc prawdziwą duszą towarzystwa. Jednak wciąż myślała o swojej przeszłości, która nawiedzała ją we snach.  
Armia światła oraz przybysze z różnych krain, przekroczyli bramę pałacu. Rzęsisty deszcz zdawał się nie przeszkadzać im. Wielu miało w sercu obawy, ale prawie każdy miał w swej rodzinie kogoś, kogo odebrał panujący od dawna konflikt. Mieli dość niepewności, ciągłych napaści, a ostatni napad na stolicę tylko utwierdził ich w przekonaniu, że trzeba stawić temu kres. Kto potrafił latać na magicznym dysku, podążał bezpośrednio za ludźmi króla, reszta kroczyła miarowym tempem, niczym napędzana wiatrem fala zbliżająca się do brzegu. Król widząc z góry pierwszy zarys przeklętego lasu, skinął na Galuma. Ten podleciał natychmiast blisko władcy, a srebrzysty pył sypał się za jego podniebnym pojazdem.  
- Wystawili patrole, daj sygnał, aby zaczęli atak.
- Panie, pamiętaj, gdy przekroczymy granicę, nie będzie odwrotu.
- Wiem generale, ale nie mogłem tego odkładać na wieczność. Wykonać rozkaz.
- Tak jest. - skinął mu głową, zmierzając ku gotowym do ataku magom.

Powietrze przeszyły promienie światła, które jak pociski kierowały się wprost ku ich wrogom. Tamci przygotowani od dawna na ten dzień, przywołali swe bariery, świecące szkarłatnym blaskiem. Jednak moc magów przeciwko mało wyszkolonym strażnikom, okazała się silniejsza, niż się spodziewano. Helar werbował kogo się dało, gdyż ostatnio stracił większość swych oddziałów. Nowych szkolono na szybko, nie dbając specjalnie o ich los, mieli być żywą tarczą, zwiastunem nacierającej armii. Retin wraz z Zolarą szykowali natarcie swoich sił ciemności. Lawirując w powietrzu nie szczędzili gradu pocisków z ciemnej materii. Wciąż słyszano krzyki upadających żołnierzy, które mieszały się z odgłosami wybuchów i świstem przelatujących nad głowami czarów światła. Powaleni nieszczęśnicy wpadali w błotne kałuże, rażeni niczym piorunem z rąk własnych wrogów. Przedarli się, kierując się przez przeklęty las, który został naszpikowany pułapkami. W dodatku tutejsze stwory i mary zaczęły się uaktywniać, wypełzając z zarośli i z namokniętej gleby. Galum wiedział co ma robić, zdarzało mu się zapuszczać do przeklętego lasu na przeszpiegi. Gdy nie raz zostawiał Araję samą pośród nocy, zmierzał na tajne misje. Często wracał stąd poraniony, jednak zawsze uchodził z życiem, choć igrał ze śmiercią. W ferworze walki wciąż myślał o tym, co mu powiedziała Mela, zanim wyruszyła po księcia. Martwił się o nią, bojąc się tego co może nastąpić. Była gdzieś na terenie królestwa ciemności, musiał ją odzyskać za wszelką cenę.  

***
Pośród górskich samotni, w siąpiącym deszczu Jokasta wraz z Dreją zmierzały do pieczary, gdzie wcześniej uwięziła Melę. Pełna wściekłości, rozmyślała jak się odegrać na czarodziejce. Jednak gdy ujrzała rzucone niedbale na kamienne podłoże więzy, oniemiała.
- Nie możliwe, gdzie ona jest? Gdzie Hizar?
- Nie ma ich. Łańcuchy zostały przecięte przy pomocy magii. - dodała czarownica o krótkich włosach, pochylając się, aby lepiej się przyjrzeć.
Jokasta zaczynała emanować mocą, którą coraz ciężej jej było utrzymać w ryzach. Ziemia lekko drgała, a drobne kamyczki uniosły się w powietrze, niczym piórka.  
- Zabiję go! Zdrajca. Mogłam się spodziewać …
- Uspokój się, to nic nie da.
- Zamilknij! Mogłam ją zabić od razu, ale ty przybyłaś z nowinami, które mogły poczekać.
- Jokasto, sama chciałaś wyruszyć natychmiast …
- Śmiesz mówić mi co mam robić?! - krzyknęła ponurym głosem, aż Dreję przeszył dreszcz.
- Nie, jakże bym śmiała. Chciałam dobrze.
- Waż słowa, bo i dla ciebie nie będę miała litości!

Czarownica czując powagę sytuacji, ukorzyła się przed straszliwą kobietą, chcąc aby jak najszybciej się uspokoiła. Zaczynała powoli żałować w duchu, że zgodziła się pomóc wiedźmie w pozyskaniu zakazanej mocy. Jednak wciąż liczyła, że dostanie obiecaną nagrodę, za opowiedzenie się po stronie ogarniętej chęcią zemsty czarownicy.  
- Jeśli uważasz mnie za swego wroga, pomimo tego co dla ciebie zrobiłam, to zabij mnie, na co czekasz. Wiedz o tym, że nie znajdziesz bardziej oddanej ci osoby.
Materiał szarej sukni przestał falować, mroczna siła zaczynała odpływać z ciała kobiety, uspokoiła się na tyle, aby na nowo racjonalnie myśleć.  
- Nie będę marnowała mocy. Ruszajmy do zamku.
Wyszły z jaskini i przywołując magiczne pojazdy, zaczęły wznosić się w powietrze. W oddali w pobliżu granicy, ujrzały błyski.  
- Zaczęło się, atakują naszą krainę. Spieszmy się, bo jak królowa wkroczy do bitwy, nie będzie okazji z nią słowa zamienić.
- Nie obawiasz się rozmowy z nią? A co jeśli …
- Dam sobie radę, zobaczysz że zyskam jej aprobatę. Ofiara mi nie ucieknie, ani ten tchórz Hizar. Drugiego spotkania ze mną nie przeżyją. - odparła uśmiechając się chytrze.
Leciały w deszczu ku zamkowi, niczym u ostatniej nadziei na pozyskanie potężnego sojusznika. Dreja nie odzywała się więcej, jednak swoje wiedziała. Królowa ciemności nie była Helarem, nie była też zdesperowanym Hizarem. Jokasta postanowiła postawić wszystko na jedną kartę, tylko to jej pozostało.  

***
Wśród powyginanych czarnych drzew, gdzie mało kto kierował swe kroki, Mela wraz z Hizarem i księciem Derunem, przedzierali się przez trzęsawisko. Ulewa nie ustawała, a musieli dostać się do królestwa światła. Nie wiedzieli o nacierającej armii, gdyż nie mogli przez pewien czas przywołać magicznych dysków. Ostatnia bitwa w jaskini wyczerpała śmiałków, a czarodziejka używając leczących zdolności, mocno nadszarpnęła pokłady swojej energii. Teren nie należał do najłatwiejszych do poruszania się, musieli uważać na zapadliska i czające się bestie. Przemoczone stroje utrudniały im wędrówkę, gdyż potęgowały uczucie chłodu.  
- Daleko jeszcze do granicy? - spytał książę, brnąc mozolnie na przód.
- Nie aż tak, niebawem przywołamy pojazdy i poszybujemy. - odparł rzeczowo czarnoksiężnik, przecierając mokre czoło.
- Ważne, że żyjesz. Teraz wystarczy tylko dostarczyć cię do pałacu. - odezwała się Mela, uśmiechając się lekko, gdyż sama tym razem ledwo stawiała kroki w podmokłym terenie.

Wtem coś wyłoniło się z bagniska, przypominając z wyglądu połączenie krokodyla z jeżozwierzem. Syknęło złowrogo, strosząc ostre jak brzytwa kolce, a jego oczy zaświeciły się na purpurowo.  
- Uwaga! - krzyknął Hizar, powalając Melę w błotnistą glebę.
Derun pochylił się w ostatniej chwili, ale jeden z kolców wbił mu się w ramię.  
- Mela, lecz go, zabiję to paskudztwo. - odparł czarnoksiężnik, przywołując czarny twór w dłoni.
Bestia nie dawała za wygraną, zanurzając się niczym kamień pod powierzchnię. Hizar próbował wyczuć, w którym miejscu potwór zaatakuje. Gdy ujrzał bąbelki unoszące się nieopodal, wysłał w ich stronę mroczne ostrze. Stwór wyłonił się, sycząc, a wtedy czarnoksiężnik zadał mu ostateczny cios, przywołaną bronią. Gdy ślepia potwora zgasły i przestał charczeć, oddychając z ulgą podszedł do Meli, która najdelikatniej jak potrafiła, próbowała wydobyć kolec z ramienia księcia.  
- Boli! - krzyczał, czując szczypanie.
- Nie dam rady inaczej, muszę cię uwolnić od tego. Wytrzymaj.
- Mela, to nie tak się robi. - wtrącił się Hizar, chwytając pewną dłonią za wystający kolec.
Nie zważając na protesty młodego następcy tronu, szarpnął z całej siły.  
- Teraz lecz. - dodał obojętnym tonem, nie mając ani krzty współczucia.
Przerażona czarodziejka zaczęła tamować krwawienie, widząc jak osłabiony Derun robi się blady jak pergamin.  
- Mogłeś być delikatniejszy, albo chociaż spróbować.
- Gdybym nie zadziałał, jego lamenty przywołałyby nowe bestie. I to ma być przyszły król? Taki słaby?
- Nie tobie przystoi go oceniać. - syknęła przez zęby dziewczyna, kończąc zasklepiać ranę księcia, swą leczącą aurą.

Widząc, że młodzieniec na nowo odzyskuje siły, ruszyli dalej, ale uważnie oglądali się wokoło. Deszcz słabnął na sile, zmieniając się w mżawkę. Gdy wychodzili z mokradeł, Derun nagle padł na ziemię, jakby w momencie opuściła go energia.  
- Co ci jest? Książę? - spytała czarodziejka, pochylając się nad nieszczęśnikiem.
- Nie wiem, zrobiło mi się ciemno przed oczami.
- Może kolec był zatruty? - zauważył Hizar, obserwując młodzieńca.
- Nie możliwe, leczenie pozbywa się nawet efektu takich groźnych substancji. To coś innego. - skwitowała Mela, bojąc się o uratowanego niedawno nieszczęśnika.
- Spróbuję przywołać dysk. - odezwał się czarnoksiężnik, zmęczony całą wyprawą.
Z radością stwierdził, że na nowo może latać. Mela również podjęła próbę, unosząc się po chwili na magicznym pojeździe. Jednak książę nie potrafił wykrzesać z siebie nawet drobnej iskry, jakby jego zdolności coś osłabiało.  
- Nie dam rady, moja magia, zanika.
- Co ty mówisz, zwyczajnie nie chce ci się lecieć. Jakim trzeba być niedorajdą żeby …
- Hizar, przestań! Jemu coś się dzieje, czuję to.
Usiedli na chwilę na zwalonym pniu, a zniecierpliwiony czarnoksiężnik podparł ręką głowę.  
- Wydaje mi się, że to ta klątwa, o której mi wspominano. - odezwał się Derun, marszcząc brwi.
- O czym mówisz? Nie rozumiem. - spytała czarodziejka, chcąc zgłębić temat.
- Żadne z mego rodzeństwa nie dożyło więcej, jak dwudziestu lat. Niektórzy umierali wcześniej, z powodu choroby, nieszczęśliwego wypadku, jednak nikomu nie udało się przekroczyć tej granicy, nikomu. Oprócz mnie.
- A więc to dlatego leżałeś w odosobnionej wieży, myśleli że umierasz, tak? - dopytywała dziewczyna, jeszcze bardziej przyglądając się rozmówcy.
- Możliwe, ale gdy ocaliłaś mi życie, to tak jakbyś przedłużyła mój żywot. Może to dlatego niszczono leczących magów. - dodał książę, rozmyślając nad czymś.

Czarnoksiężnikowi zrzedła mina, jakby dotarło do niego coś, w co nie miał zamiaru wierzyć.  
- Twoja siostra jest od ciebie o rok młodsza? - spytał zaciekawiony.
- Tak, matka miała ją prędko, ponoć ciężko zniosła jej przyjście na świat. Ale czemu o to pytasz?
- Czy przypadkiem nie zbliżają się jej urodziny?
- Niebawem będzie je obchodzić, ale to tylko moje domysły, nikt nie potwierdził czy to klątwa, czy nieszczęśliwy zbieg wypadków.
Czarodziejka słuchała ich rozmowy, zaczynając myśleć intensywnie nad tym co usłyszała. Przypomniała sobie zagładę swojej wioski, późniejsze prześladowania leczących magów, ale do tej pory spodziewała się, że chodzi jedynie o ich dar zasklepiania ran i przywracania sił.  
- Jeśli to prawda, to Ferja umrze, tak? - spytał przerażonym tonem czarnoksiężnik, patrząc na księcia z wyczekiwaniem.
- Nie chciałbym tego, jednak moje przypuszczenia …
- Mela, musisz ją ratować, błagam zrób coś. - powiedział, przytrzymując kurczowo czarodziejkę, jakby chwytał się ostatniej deski ratunku.
- A co z księciem, powinnam go bezpiecznie odeskortować do pałacu i …
- To poleci z nami.
- Nie widzisz, że on ledwo chodzi? Nie zapominaj, że Ferja porwała Deruna. Spotkanie z nią może być niebezpieczne, najpierw odprowadzimy księcia.
- Jak możesz być taka stronnicza. Obiecałaś mi coś w grocie, jak głupiec zaufałem ci, naraziłem własne życie, a ty nie chcesz zrobić czegoś dla mnie?  

Derun przysłuchiwał się kłótni, nie mogąc zrozumieć czemu czarnoksiężnikowi, tak bardzo zależy na losie jego siostry.  
- Pomogę, pomimo tego co zrobiła, ale tuż po tym, jak on będzie bezpieczny.
- Niech cię szlag! - krzyknął uderzając pięścią w pobliskie drzewo. - Nie licz na mnie więcej!
- Hizar, stój! - zawołała, widząc jak przywołuje latający mroczny dysk, unosząc się w powietrze.
Chciała za nim lecieć, ale nie mogła zostawić osłabionego Deruna, w środku przeklętego lasu bez pomocy. Nie miała przy sobie hylona, a do granicy mieli jeszcze sporą przeprawę. Przywołała magiczny pojazd i odejmując przyszłego kandydata na króla światła, zaczęła unosić się ponad korony powykręcanych drzew. Nie zważała na ubrudzone odzienie, na doskwierający chłód. Zaczęła lawirować w powietrzu, kierując się ku granicy. Nagle ujrzała rozbłyski światła, pociski czarnej materii oraz ogień w oddali.  
- O nie, ruszyli … z armią! Pewnie król … chce cię odbić. - odparła łamiącym się głosem czarodziejka.
- To ryzykowne, przecież moja siostra tam jest.
- Oni nie mają szans, bez hylonów. Znam przepowiednię. Trzymaj się mocno, przyspieszam! - zawołała.
Czuła paniczny strach, wiedziała że słowa ze zwoju wspominały o potężnej bitwie. Bez nietoperka, bez Kansiego musiała stawić czoła siłom ciemności. Tylko czy podoła tak wielkiej odpowiedzialności, jako wybrana przez pradawne duchy? Czy przeżyje starcie z Helarem i Jokastą? Nie miała czasu na zastanowienie, czas działał na jej niekorzyść.

371 czyt.
100%105
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 3013 słów i 16727 znaków. Tag: #fantasy

5 komentarzy

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 29 czerwca

    Taki powrót był potrzebny. Wydaje mi się, że nowe pomysły nas zaskoczą. Mela jak zawsze w formie

  • Almach99

    Almach99 · 26 czerwca

    Fajnie, ze kontynuujesz to opowiadanie

  • AnonimS

    AnonimS · 24 czerwca

    Cieszę się że nadal piszesz. Kolejny ciekawy odcinek.  Pozdrawiam

  • emeryt

    emeryt · 23 czerwca · 202091556

    @AuRoRa, nareszcie wstawiłaś kolejny odcinek i to bardzo ciekawy. Dziękuję Tobie za niego. Jednak przeczucie mnie nie zawiodło i co jakiś czas zaglądałem na twojego bloga. Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia wraz z życzeniem aby w nadchodzące upały nie opuściła Cię wena do dalszego pisania.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 23 czerwca

    Super jak zawsze.