Okruchy przeznaczenia - Część 69

Grafitowe niebo rozświetlała łuna ognia znad przeklętego lasu, a drobne fragmenty pyłu roznosił po okolicy lekki wiatr. Generał ciemności nie miał zamiaru wracać na zamek, choć korciło go, aby udać się do swojej samotni. Nie żałował tego co uczynił, nawet miał nadzieję, że nie ujrzy więcej Galuma. Przelatując nad powyginanymi drzewami, które powoli tonęły w mroku nacierającej nocy, usłyszał niepokojący kobiecy śmiech. Zatrzymał się, czując w pobliżu czyjąś obecność, jakby ktoś za nim podążał wbrew jego woli. Zaciekawiony i pewny siebie zarazem, wylądował na podłożu, rozglądając się dookoła. Nie miał zamiaru bawić się z nikim w chowanego, a tym bardziej w momencie, kiedy powinien wracać na pole bitwy.  
- Wychodź, bo i tak cię znajdę! - ryknął ponuro.
Usłyszał cichy śmiech zza zarośli. Nie czekając na nic, posłał w tamtą stronę kulę ognia, która spaliła zbutwiałe gałęzie. Jednak teraz dziwny śmiech dobiegł z innej strony, jakby ktoś przemykał z dużą szybkością.  
- Nie mam ochoty na żarty. Nie wiem czy wiesz, ale igrasz z kimś potężnym, więc radzę ci, wyjdź, zanim użyję moich zdolności w pełnej mocy!

Przez chwilę nie wiedział, czy to nie sprawka kogoś z krainy światła, może to nawet przeklęta ofiara wodziła go za nos. Gdy przywołał purpurowe światło, aby poszerzyć swoje pole widzenia, ujrzał kobiecą sylwetkę, wyłaniającą się zza wyschniętego drzewa. Oniemiał, nie mogąc wierzyć własnym oczom. Niewiasta o czarnych włosach z ciemnoróżowymi refleksami, wpatrywała się w niego. Złapał się na tym, że jej spojrzenie wprawiało go w zakłopotanie.  
- Ranzo, skąd ty …
- Spokojnie, nic nie mów. - odparła zbliżając się do niego bardzo blisko.
- Przyszłaś się poddać? Po tym co zrobiłaś, nie spodziewałbym się ujrzeć ciebie w takich okolicznościach. Wiesz, co muszę zrobić.
- Wiem. - dodała opanowana, jakby doskonale wiedziała co robi. - Jestem zmęczona ciągłym ukrywaniem się. Jednak zanim mnie zakujesz w kajdany, mam prawo do ostatniego życzenia.
Helar wciąż nie miał pojęcia, czy czarownica jest w pełni zdrowa. Niby wyglądała tak samo, ale jej zachowanie niepokoiło go.  
- No cóż, tyle lat wiernie służyłaś w zamku, więc mów, czego pragniesz.
Kącik ust drgnął jej lekko, a potem westchnęła głęboko.  
- Pozwól mi pożegnać się z matką, cokolwiek zrobiła, to przecież ona wydała mnie na świat.

Na myśl o Jokaście podniosło mu się ciśnienie, ale za doprowadzenie Ranzy do więzienia, mógł zostać nagrodzony. Wprawdzie dawniej pragnął jej, jak nikogo na świecie, dano mu płonne nadzieje z nią związane przez ponurą wiedźmę.  
- Nie powiem, bym był zachwycony, ale niech będzie, lecimy na zamek.
- Nie! - zawołała, jakby ktoś chciał obrzucić ją płonącym żarem.
- Jak to, nie?
- Jokasty nie ma na zamku, przebywa w swej chacie, obserwowałam ją z daleka, ale nie śmiałam zbliżyć się samotnie. Wiesz, gdzie to jest?
- Tak, wiem. Ta tchórzliwa jędza powinna tam zostać, nie nadaje się do niczego. - stwierdził, a mina dziewczyny na chwilę wydała się poważna.
Chwycił ją za ramię i przywołując magiczny dysk mroku, zabrał ze sobą pojmaną. Lecieli nad lasem, kierując się do samotni wiedźmy. Nagle zdał sobie sprawę, że to może być pułapka. Zwłaszcza, że urodziwa czarownica już raz stanęła po drugiej stronie konfliktu. Gdy tylko wylądowali przed domostwem ukrytym w środku lasu, natychmiast siłą przykuł Ranzę do starej studni, używając magicznych więzów.  
- Co ty robisz? - spytała zakłopotana.
- Najpierw sprawdzę, czy to nie zasadzka. Wróg może czaić się wszędzie.
- To zbyteczne. - dodała spokojnym tonem.
Pomimo tego zaczął walić we wrota, na których znajdowały się wyrzeźbione węże. Wrota drgnęły, ale nikogo w środku nie ujrzał. Wyczuł podstęp, tylko nie potrafił skojarzyć czyja to sprawka. W dłoni przywołał purpurową kulę energii, stawiając ostrożnie stopy po skrzypiącej drewnianej podłodze. Przeszukiwał każde z pomieszczeń, niestety nigdzie nie wyczuł obecności żadnej osoby. Wybiegł na zewnątrz, podszedł wzburzony do młodej czarownicy, chwytając ją kurczowo.  
- Co to ma znaczyć? Okłamujesz mnie! - ryknął, aż dziewczyna odwróciła na chwilę głowę.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Dość tego, lecimy na zamek.

Nagle zorientował się przerażony, że pojmana uwolniła się. Rzuciła mu czarnym pyłem po oczach, aż na chwilę zaczął krzyczeć, czując dokuczliwe pieczenie. Gdy tylko odzyskał wzrok, zauważył jak postać kobiety znika w środku domostwa. Wpadł tuż za nią, chcąc zabrać Ranzę ze sobą, kiedy usłyszał jak na piętrze trzaskają jedne z wrót. Gdy tylko zlokalizował gdzie ukrywa się dziewczyna, natychmiast wysadził mroczną energią dębowe drzwi. Jednak uciekinierka nie wydawała się wystraszona, wpatrywała się w mężczyznę swoimi pięknymi oczami.  
- Chcę zmienić życzenie. - odezwała się, jakby to ona ustalała zasady.
- Niebywałe, zajmujesz mój czas, igrasz ze mną, ale moja cierpliwość się wyczerpała. Mógłbym cię zabić, tu i teraz …
- Ale tego nie zrobisz i jestem przekonana, że zostaniesz tu ze mną na dłużej. Moje życzenie spodoba się i tobie, zawsze mnie pragnąłeś, patrzyłeś z zazdrością, jak byłam z kapitanem.
- Nie rozumiem, co za życzenie? - odparł szorstkim głosem, czując lekką słabość do czarownicy.
Wtedy zaczęła powoli zsuwać ciemną suknię, a czarownik oniemiał, nie wiedząc czy to jawa czy sen. Ile by dawniej oddał, żeby znaleźć się sam na sam z piękną córką Jokasty. W tym momencie jego ukryte pragnienia wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem. Momentalnie znalazł się tuż przy niej, nie mogąc oderwać oczu od jej smukłej sylwetki, którą zdobiło tylko powietrze.  
- Ranzo, czy ty …
- Pragnę tego, a ty nie?

Zanim się zorientował, ogarnął go żar. Wojna nie była teraz istotna, ani porażka na polu bitwy. Jego skryte marzenie urzeczywistniało się, nabierało realnych kształtów. Gdyby mógł go teraz ujrzeć Kansi, albo przeklęta Jokasta. Czuł się panem sytuacji, choć tak naprawdę to dziewczyna zawładnęła nim, jak marionetką. Czuł smak pocałunków, dotyku, aż jego namiętność znalazła ujście i spełnienie, o którym tak skrycie marzył. Gdy uradowany do granic możliwości i zmęczony przytulił się do kochanki, wciąż gładziła go po głowie, całując przy tym co chwila. W pewnym momencie zaczęła obracać w palcach amulet, który dostał od króla ciemności.  
- Nie ruszaj.
- Co to takiego? To jest piękne i jak się mieni.
Bagatelizując ostrzeżenia ojca, zdjął na chwilę ochronną biżuterię, podając ją do ręki dziewczynie.  
- To cenna pamiątka, daje mi siłę i ochronę, przed tymi, którzy chcieliby mej śmierci.
- Doprawdy? Bardzo ciekawe. - dodała spokojnym głosem, chcąc założyć amulet na swoją szyję.
- Co ty robisz, nie wolno ci, oddawaj! - krzyknął, chcąc wyrwać magiczny przedmiot z rąk kochanki.
Tamta przymrużyła oczy i zmarszczyła brwi, odsuwając się od niego. Wstała, spoglądając z triumfem w oczach.  
- To nie należy do ciebie, zachowujesz się jak twoja matka, mógłbym przysiąc.
- A nawet jeśli, to co masz do niej? - spytała zaciekawiona wciąż dzierżąc w dłoni drogocenną biżuterię.
- To przeklęta stara wiedźma, krętaczka i zabójczyni. Przykro mi, że płynie w twych żyłach jej krew.
Dziewczyna zaśmiała się szyderczo, co zaniepokoiło Helara.
- Czyli tak ją widzą twoje oczy. Mam dla ciebie niespodziankę kochany.

Postać pojaśniała na purpurowo, po czym zaczęła się zmieniać na jego oczach. Gdy zrozumiał co się dzieje, o mało nie spadł z łoża. Jokasta spoglądała na niego, nie mając na sobie niczego. Zaczął się pospiesznie odziewać, w głowie mu szumiało, żałował tego jak bardzo dał sobą zmanipulować. Wiedźma nadal śmiejąc się złowieszczo, pstryknięciem palców przywołała swoje rzeczy, które lewitując w powietrzu przyleciały do niej, jak duchy. Założyła suknię i wciąż trzymając amulet, napawała się paniką czarnoksiężnika. Jeszcze nigdy tak szybko się nie ubierał, przypomniał sobie co razem niedawno robili i zbierało mu się na wymioty. Pragnął Ranzy, ale na Jokastę nawet nie chciał splunąć. Jedyne o czym teraz myślał, to odzyskać ochronną biżuterię.  
- Helarze, spójrz na mnie. Wciąż jeszcze możesz wybrać, po tym co zrobiłeś, cóż … - zastanowiła się chwilę, przypominając sobie upojne momenty. - Zwyczajnie nie spieszno mi, aby cię zranić. Nie jesteś Ledonem.
- Przestań, oddaj mi amulet! - zawołał, dopinając ostatni fragment szczątkowej zbroi.
- Spytam wprost. Gdybyś wiedział kim jestem, czy powtórzyłbyś to wszystko? Czy jeszcze raz potrafiłbyś mnie tak namiętnie całować, jako Jokastę?

Helar spodziewał się, że ta rozmowa nie potoczy się tak, jakby sobie oboje tego życzyli. Wpatrując się w mieniący się kamień na łańcuszku, obmyślał co zrobić.  
- Milczysz. No cóż, mogłam się tego spodziewać. Nie wyciągniesz do mnie przyjaznej dłoni, ani nie zostaniemy sojusznikami.
- A czego się spodziewałaś? Udając własną córkę uwiodłaś mnie, ale to wszystko. Częściowo spełniłaś moje pragnienie. Musisz być zdesperowana, bo nikt nawet nie chce cię dotknąć, bo jesteś …
- Pożałujesz! Chciałam to inaczej rozwiązać. Niestety. Nie zawaham się, zrobię to, co poleciła mi królowa!
Założyła prędko magiczny naszyjnik i uderzyła w generała czarnym tworem, aż ten wypadł z impetem przez okno. Otrzeźwiło go to na tyle, aby zaczął zbierać w sobie moce. Jokasta wyskoczyła na zewnątrz, ruszając się niczym drapieżne zwierzę, dosięgające swej ofiary. Rozwścieczył ją do granic możliwości, a dodatkowo zawarła jakiś podstępny sojusz z jego macochą. Zabierając amulet, musiała doskonale wiedzieć co robi, jakiż był naiwny, wykorzystała jego słabość. Nie mógł zdzierżyć takiej plamy na swym honorze. Przywołał mroczną różdżkę, korzystając z buzujących emocji, uderzył kobietę z całej siły, aż ta wbiła się w podłoże. Spojrzała na niego nie z politowaniem, ale z czystą nienawiścią, jakby był kimś pokroju jej męża. Przeszedł go dreszcz, pierwszy raz obawiał się o swe życie tak bardzo. Bez amuletu czuł się jak bez tarczy.  

***
W obozie króla światłości ktoś zaczął budzić Melę ze snu. Nie wiedziała kiedy usnęła, ale na dźwięk imienia „Galum” podniosła się jak struna. Magowie krzyczeli głośno, nie rozumiała co się dzieje, ale szybko wybiegła na zewnątrz. Gdy ujrzała swego opiekuna w agonalnym stanie, całego we krwi, najpierw zaczęła głośno krzyczeć.  
- Czarodziejko, ratuj go! - zawołał król we własnej osobie, pomagając trzymać nieszczęsnego generała.
- Kto? Kto go zranił?! - spytała pospiesznie, aby móc zrozumieć cokolwiek.
- Helar. Trafił go promieniem.
Ręce jej się trzęsły, serce waliło jak oszalałe, ale szybko zebrała się w sobie. Widziała cierpienie wymalowane na bladej twarzy najdroższej jej osoby. Ojca nie uratowała, ale to Galum wychowywał ją, kiedy została zupełnie sama. To on uczył jak postępować, jak czarować, walczyć, wpajał wartości, dawał ciepło, które było bezcenne. Nawet Araja, która zawsze patrzyła na nią podejrzliwie, nie zdołała przekonać Galuma, żeby zaniechał pomocy sierocie. Teraz los mężczyzny był w jej rękach. Skoncentrowała się, choć przychodziło jej to z ogromnym trudem. Wokół dłoni czarodziejki pojawiło się zielonkawe światło. Przyłożyła je do rany, a generał syknął z bólu. Wtem promienista lecząca siła, zdawała się rozchodzić po całym ciele dzielnego maga.  

- Walcz, nie poddawaj się, wracaj do nas! - krzyczała Mela, jakby chciała zatrzymać jego duszę, której już było spieszno w zaświaty. Powstrzymywała łzy, gdyż musiała być silna i myśleć trzeźwo, aby lecząca moc mogła zadziałać tak jak tego oczekiwała. Galum wciąż był blady i zdawało się, że na chwilę przestaje oddychać. Nawet sam władca wstrzymał na chwilę oddech, bojąc się tego co może nastąpić. Jednak jasnowłosa czarodziejka zamknęła oczy i nowa fala leczącego balsamu spłynęła z niej, wprost ku otwartej ranie, która zaczęła powoli się zasklepiać. Życiodajny płyn przestał się sączyć, niczym wysychające źródełko. Mela zrobiła co było w jej mocy, wiedziała o tym. Galum wciąż nie oddychał, więc przywarła do niego i zaczęła uderzać piąstkami w tors opiekuna.
- Wracaj, potrzebuję cię! Słyszysz? Nie zostawiaj mnie! Obiecałeś mi coś!
Zapłakana nie zauważyła nawet, że lekko poruszył powieką. Król rozpromienił się, gdy jego podopieczny spojrzał na spazmującą czarodziejkę.  
- Mela? … Co … się stało?
Chwyciła go mocno, przywierając do niego, jakby wydarła go z paszczy lwa.  
- Nie tak mocno … bo mnie … udusisz. - syknął słabym głosem.
- Żyjesz, udało się!

Objął ją przyciągając do siebie, i równie szczerze zapłakał. Przypomniał sobie lecący promień śmierci, twarz Helara, zrozumiał, że to ona go uleczyła. Nikt inny nie potrafiłby zasklepić tak poważnej rany. Widział zniszczoną odzież, skąpaną w życiodajnym płynie. Jednak wciąż był zbyt słaby, aby wstać.  
- Zaprowadzić go do namiotu. Niech nabiera sił. - rozkazał władca.
Mela nagle przypomniała sobie, co miała zrobić. Hizar mógł zginąć, chcąc ratować księżniczkę. Już miała wyruszać, kiedy usłyszała w tłumie znajomy głos.  
- Mela! Mela!
Obejrzała się za siebie i na widok błękitnej czupryny, uśmiechnęła się od ucha o ucha.  
- Mag od siedmiu boleści, gdzieś ty się podziewał!
- Długo by opowiadać, ledwo uciekliśmy z Tejną, ale muszę ci wszystko opowiedzieć.
- Nie ma czasu, muszę ratować Hizara, chce w pojedynkę odbić Ferję.
- Zwariował? - odezwała się czarnowłosa czarownica.
- Może, wydaje mi się, że on coś do niej czuje i bynajmniej nie przyjaźń. - odezwała się czarodziejka, wzdychając. - Dobrze że wróciliście, teraz z moim hylonem, będzie mi lżej.
Wtedy Celos spojrzał na nią, jakby zawiódł ją po całej linii.  
- Mela, nie wiem jak ci to powiedzieć, ale …
- O co chodzi?
- To znaczy, miałem go, ale zdarzyło się coś nieprzewidywanego …

Dziewczyna pytającym wzrokiem mierzyła chłopaka, próbując zrozumieć do czego zmierza. Wtedy Tejna odchrząknęła i wypaliła bez ogródek.  
- Hylon został ukradziony. Ledwo uszliśmy z życiem, przykro mi.
Na twarzy Meli pojawiło się zdziwienie, a potem jakiś nieodgadniony smutek.  
- Kto? Kto go zabrał?
- Nie wiemy, miał maskę na twarzy, mógł to być ktoś od Helara, ale nie mamy pewności.
Wtem Celos odezwał się tak jakby mówił do siebie.  
- To przez to, że uparłaś się, aby szukać Kansiego. Na co nam to przyszło.
Czarodziejka ożywiła się, na sam dźwięk jego imienia, jakby co najmniej go ujrzała.  
- Kansi … on potrafił znaleźć nietoperka i ja, nikt inny. Tejno, podobnie jak twoja figurka węża, czujesz jej wibracje.
- Tak, ale do czego zmierzasz?
- To Kansi, on żyje, to on musiał zabrać wam hylona. - odparła pewnym siebie głosem.
- Skąd możesz to wiedzieć? - spytał Celos, jakby to do niego nie docierało. Mela, ten ktoś nas prawie zabił, jeśli to był Kansi, to mamy poważny problem. Wygląda na to, że nie jest już po naszej stronie.

Dziewczyna osunęła się na ziemię, zaczynając zbierać w całość zasłyszane fakty. Jednak zapaliła się w jej duszy iskierka nadziei, nie wierzyła aby czarnoksiężnik był zdolny do tak strasznych czynów, aby na nowo przejść na stronę, której się wyparł. Tejna też starała się wierzyć, że on by tego nie zrobił. Tak bardzo pragnęła go odnaleźć, ale zrobiło się jej żal Hizara i księżniczki.  
- Posłuchajcie mnie uważnie, lecę odnaleźć Hizara, zanim zrobi coś głupiego.
- Lecimy z tobą. - powiedziała Tejna ochoczo.
- Ona ma rację, nie puścimy cię samej. - dodał Celos. - Z nietoperkiem czy bez, jesteśmy z tobą, bo jesteś wybraną. Tylko ty możesz pokazać siłom ciemności, że nie tędy droga, że nie są najważniejsi.
- Masz rację, ale najpierw trzeba oswobodzić księżniczkę, cokolwiek zrobiła kiedyś nie ma znaczenia, Hizar też się pogubił, a ja czuję, że on wciąż gdzieś w środku jest dobry.
- Uważałem go za przyjaciela, ale … a co mi tam. Wchodzę w to. - dodał mag, przejeżdżając ręką po niebieskich kosmykach nad czołem.  
Tejna wyciągnęła przed siebie dłoń, wtedy Mela uścisnęła ją, a potem dołączył się Celos. Po chwili wzlecieli w powietrze na magicznych dyskach, zanim ktokolwiek zadał jakieś pytania, ujrzeli tylko srebrny pył unoszący się za nimi.

470 czyt.
100%84
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 3059 słów i 16991 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 25 sierpnia

    Niezły trik Jokasty i nawet Helar dał się złapać. Mela dla odnalezienia Hylona zrobi wszystko, ale czy będzie musiała pokonać Kansiego? To przecież niemożliwe, aby wystąpił przeciwko niej.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 23 sierpnia

    Jak zawsze swietne. Gdzie Kansi?Ciekawe czy to on zabrał Nietoperku? Och.

  • krzys

    krzys · 23 sierpnia · 210934185

        

  • AnonimS

    AnonimS · 22 sierpnia

    Pogmatwane losy. Nie wiadomo co z Kansim. I Jokasta jak zwykle mistrzyni  intryg. Pozdrawiam