Okruchy przeznaczenia - Część 41

Nowy świt w krainie światła nastał leniwie. Mieszkańcy doliny zajmowali się sprawami dnia codziennego, nie przeczuwając niebezpieczeństwa. W pałacu również poranek nie różnił się od pozostałych, służba krzątała się po korytarzach, żołnierze spacerowali po murach, na głównym placu odgarniano śnieg. Galum wstał podchodząc do okna w swoim pokoju służbowym zlokalizowanym w wieży. Miał piękny widok na polanę, a także na przeklętą krainę w oddali. Nagle ciężkie chmury, które zwykle spowijały krainę ciemności, wychyliły się w stronę ich królestwa, nienaturalnie daleko. Pioruny błyskały rozświetlając niebo w oddali. Spojrzał raz jeszcze i ujrzał jak śnieg w pobliżu lasu topi się ukazując czarną ziemię. Wtem oniemiał, stado potworów różnej maści wydostało się, przekraczając granicę. Zerwał się jak poparzony, ubierając pospiesznie w służbowy ubiór. Biegł po schodach, kierując się do fortecy, gdzie stacjonowali bojowi magowie. Jedli właśnie śniadanie, żartując i śmiejąc się, jakby nic się nie działo.  
- Zbierać się, atakują!
- Generale, jak to? Co się dzieje?
- Nie pytaj głupio, tylko ubieraj zbroje i reszta też! Nie ma czasu, wyjrzyjcie przez okno.
Młody czarodziej podszedł zszokowany przez otwór w murze, gdy ujrzał armię potworów pobladł na twarzy.  
- Najwyższy stopień gotowości! Każdy na stanowiska! - krzyknął do swoich ludzi.
Za chwilę w budynku zapanowało prawdziwe poruszenie, uderzano w dzwony, podnoszono alarm. Księżniczka wstała idąc jakby od niechcenia w stronę tarasu. Pomimo zimy wyszła w koszuli nocnej na zewnątrz, patrząc z uśmiechem na ustach na nadciągającą armię.  
- Wreszcie, a jednak dopięli swego. - mruknęła do siebie.

Pośród bieganiny, paniki i krzyków żołnierzy, niewzruszona przebierała się w odświętną suknię. Wystrojona przeczesała jeszcze fioletowe pasma włosów. Wyszła z komnaty, wpadł na nią przerażony brat.  
- Chowajmy się, królestwo ciemności przekroczyło granicę!
- Derunie, uspokój się. To musiało nastąpić.
- Co ty mówisz? Jak to? Dobrze się czujesz?
- Wyśmienicie, a teraz zejdź mi z drogi. Idę do ogrodu na spacer. - dodała spokojnym głosem.
Spojrzał na nią z niedowierzaniem, nie rozumiał dlaczego się tak zachowuje. Na wszelki wypadek zaczepił jednego z czarodziejów, który biegł do fortecy.  
- Stój, widzisz księżniczkę?
- Tak panie.
- Idź za nią, pilnuj, żeby jej się nic nie stało, rozumiesz? Jest krnąbrna, nie wie co się dzieje, albo nie dopuszcza tego do swojej świadomości.
- Wedle rozkazu, ochronię. - dodał młody chłopak o pomarańczowych włosach, w szacie bojowej.
Książę pobiegł w stronę komnat króla, a mag z fortecy podążył za Ferją, która zniknęła teraz za bramą, prowadzącą do ogrodu. Westchnął tylko głęboko, wściekły, że nie stawi się na posterunku o czasie. Niestety rozkazy księcia miały wyższy priorytet, nie miał co do tego wątpliwości. Przekroczył bramę, ale nie widział nigdzie dziewczyny. Nagle mignęła mu w oddali jej żółta suknia. Pobiegł w jej stronę, znalazł ją tuż przed wejściem do zakamuflowanych w bluszczu wrót.  
- Pani, stój! Dokąd idziesz? Nie możesz …
- Strażnik, a ty co tu robisz? Marsz do koszar.
- Pani, książę kazał cię chronić, dostałem taki rozkaz.
Księżniczka spojrzała na niego wymownie.
- Podejdź bliżej. - rozkazała.
Gdy znalazł się za zasłoną z roślin, dostał silny cios promieniem światła, który przebił go na wylot, raniąc śmiertelnie.  
- Dla ...dlaczego ...
Charknął jeszcze, wydając z siebie ostatni oddech. Padł na ziemię bez ruchu.  
- Wprost uwielbiam troskę Deruna, głupiec nie wie, że mam zapewnioną specjalną ochronę. - zaśmiała się do siebie, znikając za wyłomem w murze.

Tymczasem w komnacie króla zbierała się nadzwyczajna rada. Galum wbiegł tam w pośpiechu, ledwo łapiąc oddech. Wzrok zebranych zwrócił się w jego kierunku. Królowa siedziała smutna koło syna, a władca podszedł natychmiast do generała.
- Panie, nie wiem jak to się stało, ale atakują nas.
- Musimy się bronić! Nie ważne kto ich zbuntował, ale nie damy się zniszczyć.
- Władco, krążyły słuchy, że mamy szpiega w naszym gronie. Badałem sprawę, ale nie zdążyłem doprowadzić jej do końca.
- To niedorzeczne, kto mógłby nas zdradzić? Kto chciałby naszej zguby działając przeciwko nam?
Galum popatrzył na króla z poważną miną, nie mógł mu wyznać tak otwarcie, że podejrzewają młodą Ferję. Wiedział jak ważna jest dla króla, jak wielkie nadzieje w niej pokładał.  
- Panie, myślę że sam się tego domyślisz wkrótce, nie mam prawa oskarżać bez dowodów. Chciałbym jednak zapytać, gdzie jest księżniczka.
- Widziałem ją niedawno – wtrącił się Derun – kazałem czarodziejowi z armii ją chronić, szła do ogrodu, wyobrażacie sobie, grozi nam niebezpieczeństwo, a ona chce spacerować.
Galum nagle przypomniał sobie, że znajduje się tam nie tylko duży plac z roślinami. Przeraził się na myśl o tym, co przeczuwał.  
- Jeden żołnierz nie powinien jej strzec, to zdecydowanie za mało, zajmę się tym osobiście. Niech kapitan przejmie moje obowiązki, do czasu aż nie znajdę księżniczki.
- Niech tak będzie, przyprowadź ją do nas, chcę aby była z nami, ostatnio jest taka nieusłuchana – dodała błagalnie królowa.

Generał skinął głową, po czym wybiegł z sali. Gdy znalazł się w ogrodzie, zasypanym śniegiem ujrzał na puchu ślady. Idąc za nimi odnalazł ścianę zarośniętą bluszczem. Dodatkową mocą wyczuł energię dziewczyny. Podejrzewał ją o zdradę, mogła być niebezpieczna. Ostrożnie wszedł w stronę przejścia w murze, kierując się swoimi zdolnościami. Przygotował tarczę obronną z mocy, szedł przez korytarz, kiedy ujrzał płaczącą w koncie trzęsącą się ze strachu niewiastę. Widząc jej stan, odwołał zaklęcia, obniżając natychmiast czujność.  
- Pani, tu jesteś, król cię szuka.
- Boję się – łkała na pokaz. - Co z nami będzie? To straszne ...
- Chodź ze mną, wszystko będzie dobrze.
- Naprawdę? Och, umieram ze strachu.
Mężczyzna dał wiarę w grę aktorską niewiasty, w tym co robiła wytrenowała się chyba najlepiej. Wtem coś zamroczyło Galuma, zrobiło mu się ciemno przed oczami, upadł na skalną posadzkę. Hizar wyszedł z ukrycia, uśmiechając się chytrze.  
- Ty to masz pomyślunek, a jednak się udało.
- Mówiłam, że przyjdzie mi pomóc, silny a naiwny jak dziecko. - dodała kopiąc go nogą, sprawdzając jeszcze czy się poruszy.
- Zabić go? - spytał zaaferowany.
- Nie, niech śpi nieświadomy, ukryjemy go, a jak to wszystko się skończy, oddamy go do dyspozycji Helarowi, podobno chce wykończyć go sam, takie ma życzenie.
- Trudno, nie będę polemizował. - odparł wiążąc mężczyznę magicznymi łańcuchami.
Księżniczka podeszła do Hizara, składając na jego ustach namiętny pocałunek..
- Spisałeś się, a teraz musimy wpuścić sojuszników, nikt nam nie przeszkodzi. - dodała dziewczyna z przerażającym błyskiem w oku.
Zniknęli w głąb krętych korytarzy, zmierzając do celu, a pogrążony w letargu Galum leżał nieświadomy w wyłomie wyżłobionym w skale, nie mogąc nic zdziałać.  

***
Przy kominku palił się ciepły ogień, oświetlając ponure pomieszczenie. Zolara kończyła opowiadać o latach dzieciństwa i o Ledonie. Zebrani prawie zapomnieli o swojej misji, wsłuchując się w opowieść. Wtem nietoperek poruszył się mimowolnie za paskiem sukni Meli. Podobnie poczuła wiedźma, wydobywając figurkę zdziwiona.  
- Co się dzieje? - spytała czarodziejka, widząc zatroskaną minę ciotki.
- One to czują, one wiedzą. Musimy działać. - odparła, ściskając kurczowo hylona.
- Wszystko pięknie, ale wciąż jesteśmy skazani na niepowodzenie, jest nas zbyt mało. - powiedział Nort wzruszając ramionami.
- Zaraz temu zaradzimy. Chodźcie za mną. - odparła stanowczym tonem dostojna wiedźma.
Ruszyli za nią, podążając przez kolejne pomieszczenia do komnaty na samym końcu budowli. Wrota zostały szczelnie zamknięte, jakby chroniły zawartości. Zolara zaczęła odblokowywać zmyślną barierę, aż metalowe drzwi drgnęły. Ze środka wionęło przenikliwym zimnem i czuć było zapach stęchlizny.  
- Co to za miejsce? - spytał Kansi, próbując skojarzyć fakty.
- Wyślemy wiadomość do znajomych mi osób. Weźcie te kamienie, co znajdują się w tamtej skrzyni. Ułóżcie je we wgłębieniach w podłodze.
- A to bezpieczne? - wtrącił się Celos, patrząc nieufnie na nieznajomą.
- Może wolisz, żebyśmy pofatygowali się osobiście do każdej z osób? - dodała z ironiczną nutą.
Czarodziej na myśl o bieganiu po polu lawy tam i z powrotem, ucieczką przed potworami, pobladł.
- Rób po swojemu, nie było pytania.  – odparł, chwytając za jeden z kamieni.
Gdy każdy przedmiot znajdował się na swoim miejscu, wiedźma zaczęła wypowiadać formułę, która zapalała każdy z nich po kolei.  
- Jakim cudem ona ma moc, a my nie? - spytał Kansi zapatrzonego w Zolarę kompana.
- Spytaj, chyba cię nie pobije.
- Tego nie wiem, czuję się nie komfortowo jak nie mam dostępu do mocy.

Wtem czarownica odezwała się, słysząc doskonale ich rozmowę.  
- Wrócę wam moc, jak tylko stąd wyruszymy, bez obaw. Zabezpieczyłam to miejsce na wypadek nieproszonych gości, samotna dama musi sobie radzić.
- A gdzie ojciec Hizara? - wtrąciła się Mela, zaintrygowana.
Nie dostała odpowiedzi, wiedźma kontynuowała niewzruszona ceremonię. Wtem gdy każdy z kamieni błyszczał odpowiednio mocnym światłem, w podłodze zrobiła się wyrwa. Nagle Zolara nachyliła się nad wyłomem, aż wystraszyli się, że do niego wpadnie.  
- Słuchajcie mnie przyjaciele. Zolara potrzebuje pomocy, zabito mi brata, szykuje się wojna, przybądźcie na wezwanie na Górę Popiołów. Nikomu nie mówcie, że się z wami kontaktowałam. Czekam.
Zebrani patrzyli na nią w skupieniu, nie wiedząc co za chwilę uczyni. Wtem światła zgasły, zrobiło się cicho. Wiedźma zaczęła zbierać kamienie do kufra.  
- I to wszystko? Kogo wezwałaś? - przerwał niezręczną ciszę Kansi.
- Posiłki, to musi ci wystarczyć.
- Czemu na tej górze, przecież to bardzo daleko, zanim tam dotrzemy minie sporo czasu. - wtrącił się Nort, obmyślając w głowie całą trasę.
- Tylko tam nikt nam nie przeszkodzi. Nie wiem czy wiecie, ale dawniej nasza linia rodu stworzyła tam magiczną barierę, będąc pod nią jesteśmy tak jakby niewidzialni dla reszty. Tylko członkowie naszej rodziny umieją ją aktywować.
- To zmienia postać rzeczy – dodał Kansi. - Czy Ledon również tam przybywał na wasze tajne spotkania?
- Po co ci to wiedzieć? Czy to ma jakieś znaczenie? Przecież brat nie żyje.
- Daj spokój, cieszmy się, że ktoś chce nam pomóc. - wtrąciła się Mela.
Kapitan wzruszył ramionami, zawodowa ciekawość wciąż nim targała. Zrozumiał czemu czasem nikt z wojska nie mógł go zlokalizować i znikał jak kamfora. Wyszli z powrotem do komnaty, gdzie palił się ogień w kominku. Obmyślali właśnie którą drogą udać się na magiczną górę, gdy usłyszeli niepokojące dźwięki dobiegające z zewnątrz. Zolara wychyliła się przez mały otwór w murze i zmarszczyła brwi.  
- Mamy gości.
- Niby kogo? - spytał zaciekawiony kapitan.
- Sam zobacz.

Kiedy ujrzał Jokastę i Ranzę, serce zaczęło mu bić szybciej. Nie wiedział jak ich odnalazły, ale nie mogli dłużej przebywać w tym miejscu.  
- Nie wiem czy ta jędza nie złamie mojego zaklęcia ochronnego. To mocna przeciwniczka, wzięła córkę ze sobą, z pewnością przejrzała moje sztuczki, bo wyciąga w tej chwili amulet.
- Co mamy robić? - spytał Celos, nie kryjąc przerażenia.
- Puśćcie mnie do nich, a im pokażę, odpowiedzą za wszystko. - wtrąciła się Mela.
- Stój! - zatrzymał ją chwytając za ramię Kansi – Zginiesz, nie mogę na to pozwolić.
- Znalazły nas na takim odludziu, a jak podążą za nami? Jak odkryją tajemne miejsce? - oburzyła się czarodziejka.
Wszyscy patrzyli na nią, z jednej strony miała rację. Deptały im po piętach potężne czarownice. Zolara uśmiechnęła się nagle chytrze, wyglądało na to, że ma pomysł co dalej zrobić.  
- Posłuchajcie, podkradniemy się do nich. Zdejmę zaklęcie ochronne, wtedy wszyscy odzyskamy moce, nawet te wywłoki. - skwitowała kąśliwie. - Wtedy każdy uderzy w nich mocnym czarem, w tym czasie uszykuję nam miejsce do teleportacji. Zrozumiano?
- Nie mam lepszych pomysłów – dodał Kansi, wzruszając ramionami.
- Zdajemy się na ciebie – przytaknęła Mela.
- A więc do dzieła, czas ucieka nieubłaganie, a niedługo może być za późno. - odparła czarownica, narzucając na siebie ciepły płaszcz.
Wzięła jeszcze ze sobą do sakiewki cześć magicznych przedmiotów i zdjęcie syna.  

Zaczęli schodzić w dół krętymi schodami, ostrożnie stawiali każdy krok. Serca im biły coraz szybciej, kiedy zbliżali się do miejsca, gdzie zamierzali wyjść na zewnątrz. Dostojna wiedźma uruchomiła przejście i niedługo stali już na dole budowli. Wtem Jokasta odwróciła się, przerywając aktywację amuletu.  
- No proszę, jakie doborowe towarzystwo. Latami cię nie odwiedzałam zdrajczyni. - odparła matka Ranzy.
- Wiem wszystko, twoje oddechy są policzone, ciesz się nimi póki możesz.
Jokasta zaśmiała się głośno, jakby to co usłyszała nie robiło na niej wrażenia.  
- Nic mi nie zrobisz, sam władca jest po mojej stronie. Wasz ród umrze straszliwą śmiercią, tak jak Ledon, a ten podstępny mieszaniec, zniknie z powierzchni ziemi w strasznych męczarniach.
- Zobaczymy – wtrąciła się Mela.
Wtedy Zolara dała im znak, aby się przyszykowali. W mgnieniu oka zaczęła przywracać im moce. Zaczęli koncentrować się przeciwko napastniczkom. Ranza na widok Kansiego, trzymającego za rękę jej siostrę, poczuła ogromną złość. W myślach chciała przywołać moc hylona, pałając gniewem. Figurka odpowiedziała jej cicho. „Prosisz o niemożliwe … przeznaczenie … ochrona ...”.  
- Dlaczego? - spytała na głos, aż Jokasta odwróciła się nagle w jej stronę.
W tym momencie w ich kierunku uderzyły połączone moce zorganizowanych przyjaciół. Zmiecione z nóg uderzyły w pobliską ścianę skalną. Wszędzie uniósł się pył. Gdy się pozbierały z kurzu, chciały kontratakować, ale nikogo już tam nie było.

754 czyt.
100%243
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2603 słów i 14589 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 2 lis 2018

    Przebiegła Freja...Galum nie może zginąć  w tak podły sposób! Nie zgadzam się

  • AnonimS

    AnonimS · 27 paź 2018

    Co to za    moce ze tylko czary je oszołomiły? Powinne zabić.... . Pozdrawiam serdecznie AnonimS

  • AlexAthame

    AlexAthame · 27 paź 2018

    No to zaczyna się niezła zabawa.Pozostaje tylko czekać na następną czesc